-
Wojciech Ziółkowski (4.03.1943 r. ‒ 18.04.2026 r.)
Wojciech Ziółkowski
18 kwietnia 2026 r. rozdzwoniły się telefony ze smutną wiadomością, że nasz Przyjaciel, znakomity wałbrzyski lekarz, chirurg Wojciech Ziółkowski nie żyje.
Wojciech Ziółkowski urodził się 4 marca1943 r. w Warszawie w rodzinie lekarskiej. Po ukończeniu studiów na Wydziale Lekarskim Akademii Medycznej w Lublinie w 1966 roku rozpoczął pracę zawodową w Zespole Opieki Zdrowotnej w Tomaszowie Lubelskim na oddziale chirurgicznym. Tam też uzyskał I stopień specjalizacji z chirurgii ogólnej.
W listopadzie 1972 roku rozpoczął pracę w nowo wybudowanym i nowoczesnym wówczas Szpitalu Górniczym w Wałbrzychu. I tu rozwinął swoje umiejętności i karierę lekarską. Po uzyskaniu w 1977 roku II stopnia specjalizacji został starszym asystentem, następnie zastępcą ordynatora, a w latach 1981-2006 był ordynatorem jednego z największych i najlepszych oddziałów chirurgicznych na Dolnym Śląsku. Posiadał niezwykłe zdolności manualne wsparte intuicją, wiedzą i doświadczeniem co sprawiało, że nie było dla Niego „zabiegów niemożliwych”. Mówiliśmy o Nim „wirtuoz sztuki chirurgicznej”. Miał niesamowicie rozwinięty zmysł diagnostyczny, manualną precyzję. Zawsze opanowany, wyrozumiały (miał niesamowitą cierpliwość do adeptów chirurgii i mnie jako internistki, ucząc szycia naczyń przy wytwarzaniu przetok do dializ, pozwalał mi nawet na asystę przy dużych zabiegach naczyniowych). Był zwolennikiem nowych metod w chirurgii ‒ szybki, konkretny, bezkonfliktowy. Zawsze szanował zdanie i doceniał innych lekarzy. Jeżeli prosiłam Go o pomoc i konsultację mówił: – Wierzę ci, jeżeli uważasz, że mam operować to zoperuję pacjenta, bo przecież jestem chirurgiem. Wtedy wpisy, że w „chwili obecnej pacjent nie wymaga operacji” albo „brak aktualnych wskazań”, były nieakceptowalne. Pacjent był zawsze dla Niego najważniejszy. Uratował życie setkom Wałbrzyszan.
Był propagatorem nowoczesnych metod leczenia – pierwszy laparoskop zakupiony dzięki pozyskanym przez Niego sponsorom i pierwsze zabiegi laparoskopowe w Wałbrzychu to Jego zasługa. Oprócz metod laparoskopowych pasjonowała Go szczególnie chirurgia naczyniowa. Tętniaki aorty, protezowanie naczyń, skomplikowane zespolenia naczyniowe to była dla Niego niesamowita gratka.
Wojtek stworzył przyjazny klimat w pracy, był wymagający wobec siebie, ale i pracowników, a że był bezkonfliktowy i bardzo życzliwy dla personelu i pacjentów – stworzył wzorcowy Oddział Chirurgii Ogólnej. Wykształcił wielu znakomitych chirurgów – był kierownikiem specjalizacji 18 lekarzy. To był nasz mentor i wielki autorytet. W latach 1994-1998 pełnił funkcję konsultanta wojewódzkiego ds. chirurgii ogólnej. Wspierał także nasz lekarski samorząd. Brał aktywny udział w wyborach do izb lekarskich. To On na zebraniu wyborczym desygnował mnie na delegata na KZL i skłaniał innych lekarzy do pracy w samorządzie lekarskim.
Prywatnie uwielbiał towarzystwo, dobrą kawę, ciastka no i, niestety, papierosy, dobre trunki. Wspaniały kompan, dusza towarzystwa, łatwo nawiązujący kontakty, wspaniały lojalny Przyjaciel. Znajomość i przyjaźń z Nim była powodem do dumy. Był uczestnikiem naszych słynnych Plenerów Lekarskich, wyjazdów, biesiad, a później spotkań Komisji Seniorów. Z grupą przyjaciół uczestniczył co wtorek w tzw. męskich spotkaniach. Zawsze uśmiechnięty, żartujący, niepoprawny optymista. Pracował długo aż do momentu, kiedy żona Elżbieta – pediatra ‒ zachorowała na chorobę nowotworową i wymagała Jego codziennej opieki. Po śmierci żony, będąc już na faktycznej emeryturze bardzo dużo czytał, rozpieszczał swoje koty i cieszył się z każdych naszych odwiedzin. Robił nam kawkę i dyskutowaliśmy jak dobrzy kumple o wszystkim, a na koniec wizyty zapraszał na kolejną. Córka Kasia była Jego chlubą i ostoją oraz wnuki: Kuba student prawa – kwintesencja genów odziedziczonych po dziadku, oraz urocza mała wnuczka Maja.
24 kwietnia 2026 roku na cmentarzu w Szczawnie-Zdroju, w pięknym słońcu tłumnie pożegnaliśmy naszego Kolegę i Przyjaciela – legendę naszej wałbrzyskiej chirurgii, legendę naszej lekarskiej wałbrzyskiej społeczności.
Legendy nigdy nie umierają, na zawsze pozostanie w naszej pamięci!!!
Dorota Radziszewska
Stefan Sekula i przyjaciele
Fot. z archiwum Rodziny