-

Jacek Sokołowski (1962 – 2026)

Jacek Sokołowski

Jacek Sokołowski ‒ pediatra, neonatolog, uśmiechnięty Pan Doktor, Strzegomianin, Anioł wałbrzyskich wcześniaków, a dla nas ukochany mąż, tato i najlepszy dziadek Jacek. Zawsze opanowany, emanujący spokojem, stojący lekko z boku jednak wzbudzający powszechny szacunek ludzi, z którymi los połączył go jako rodzinę, przyjaciela lub doktora pediatrę, na widok którego każde dziecko się uśmiecha.

Tato urodził się w 1962 roku w Świdnicy jako najmłodsze dziecko Wacława i Zdzisławy Sokołowskich. Dzieciństwo spędził w podświdnickiej Słotwinie wychowany w cieple rodzinnego domu. Często wspominał dziadka Antoniego, kuzyna Mirka, zabawę ze starszymi braćmi i czas dzieciństwa, który ukształtował go jako ciepłego i rodzinnego człowieka. Dobre wyniki w nauce i pasja do pomagania ludziom sprawiły, że rozpoczął studia na Akademii Medycznej we Wrocławiu. W trakcie studiów poznał Annę, z którą tworzyli szczęśliwe małżeństwo przed 37 lat. Po uzyskaniu dyplomu lekarza jako człowiek, któremu zawsze zależało na stworzeniu własnej rodziny, wyprowadził się do małego miasteczka koło Świdnicy, Strzegomia. Pierwsze kroki jako lekarz stawiał w świebodzickim szpitalu i przychodni w Strzegomiu. Lekarzem tych najmniejszych został niemal przypadkiem, kiedy brak obsady dyżurowej skierował go na Oddział Dziecięcy. Wówczas narodziła się największa pasja jego życia: został przyjacielem wszystkich dzieci i ukochanym doktorem dla wielu maluchów.

Był człowiekiem niezwykle oczytanym i ciekawym świata. Fascynował się astronomią, historią, ornitologią, polską kinematografią i nowinkami technicznymi. Pamiętam, że nigdy nie było pytania, na które nie potrafił odpowiedzieć w trakcie licznych wypraw które odbywaliśmy w czasach mojego dzieciństwa. W każdą sobotę poszukiwaliśmy zaginionych skarbów skrzętnie chowaanych w piątek po pracy, często przebywając dziesiątki kilometrów, aby zobaczyć moją radość po ich znalezieniu. Do pracy spóźnił się raz tylko, kiedy obiecał obejrzeć ze mną do końca „Króla lwa”, filmu, który zaczęliśmy oglądać dzień wcześniej. Nie potrafił złamać obietnicy danej dziecku. Pomimo upływu lat zawsze wiedziałem, że mogę do niego zadzwonić w trudnych chwilach. Nigdy nie mówił wiele, ale jego ciepło i spokój zawsze wspierały mnie w trakcie życiowych prób.

Z moją mamą tworzyli niezwykły związek nie tylko kochających się ludzi, ale także przyjaciół, którzy każdą chwilę przeżywali razem. Niemal nigdy się nie kłócili. Jeśli jednak do tego dochodziło, tato nigdy nie podnosił głosu. Jak mawiał, miłość do mamy nie pozwala mu krzyczeć, bo to co się stało pewnie jego wina, nawet jeśli jeszcze jej nie dostrzegał. Żyli razem zarówno w trakcie długich dni pracy, jak i podczas wyjazdów tych małych do ukochanego Milicza, jak i dłuższych, odwiedzając wspólnie najdalsze zakątki świata. Zawsze nierozłączni, o różnych charakterach, a jednak kochający się pomimo przeciwności losu, które miała przynieść przyszłość.

Po ukończeniu specjalizacji z chorób dziecięcych pełnił liczne funkcje zawodowe ‒ dyrektor przychodni, kierownik oddziału, ale także społeczne jako radny miasta i gminy Strzegom. Młode małżeństwo szybko przeniosło się na wieś, gdzie jako pediatra i internista objęli opiekę nad wiejskim Ośrodkiem Zdrowia w Olszanach. Drzwi taty jako pediatry zawsze były otwarte. Przyjmował codziennie niemal o każdej porze dnia i nocy. Telefon dzwonił często i zawsze znalazła się chwila, aby przyjąć kolejnego malucha, który akurat zachorował. Pomimo pracy w ośrodku nie zaniedbywał pracy w szpitalu i szybo odkrył swoją największa pasję jaką była pomoc tym najmniejszym, przedwcześnie urodzonym. Po ukończeniu kolejnej specjalizacji z neonatologii objął stanowisko kierownika Oddziału Neonatologii w Świebodzicach, gdzie całkowicie oddał się pomocy swoim najmniejszym przyjaciołom. Pamiętam, że żaden pozostawiony przez matkę noworodek nie mógł trafić do domu dziecka, a prosto do nowej rodziny, którą często wyszukiwał na drugim końcu Polski. W dążeniu do pomocy tym, dla których już nikt nie widział nadziei, przeniósł się na Oddział Patologii Noworodka Szpitala Ginekologiczno-Położniczego w Wałbrzychu, a następnie stworzył i był wieloletnim kierownikiem Oddziału Patologii Noworodka i Niemowlęcia w Specjalistycznym Szpitalu im. A. Sokołowskiego w Wałbrzychu. Dyżury w karetce N, wyjazdy do najtrudniejszych porodów i dzieci w najcięższym stanie były tym, dzięki którym zyskał wdzięczność wielu kolegów i rodziców uratowanych dzieci. To z tego okresu pochodzi większość tych pięknych historii, które opisywali państwo pod informacją o jego odejściu. Pozwólcie, że przytoczę dwa spośród wielu wzruszających wpisów od rodziców wdzięcznych Pacjentów.

„Szanowny Panie Doktorze

brakuje słów, które potrafiłyby w pełni oddać wdzięczność jaką noszę w sercu. Dzięki Panu urodzona tak wcześnie córka w 22. tygodniu ciąży dostała szansę, której wielu by nie dało… a Pan ją dostrzegł, podjął walkę i nie poddał się.

Dla świata był Pan lekarzem. Dla mnie i mojej rodziny – kimś znacznie więcej. Człowiekiem o wielkim sercu, odwadze i niezwykłej sile, który dał nam nadzieję wtedy, gdy było jej najmniej.

Każdy uśmiech mojej córki, każdy jej dzień – to po części Pana zasługa. To dar, który zostanie z nami na zawsze”.

„Odejście doktora to ogromna strata dla służby zdrowia w szczególności tych najmniejszych pacjentów. W imieniu mojego syna Maciusia urodzonego w 23tc z wagą 625g, 29 cm, mającego obecnie ma 8 lat, chcemy powiedzieć: DZIĘKUJEMY PANIE DOKTORZE ZA WSZYSTKO CO PAN DLA NAS ZROBIŁ!!!”

W 2019 roku przyszedł nasi świat jego pierwszy wnuk Franciszek. To dziadek był pierwszym lekarzem, który przywitał go na świecie i obdarzył tą wyjątkową miłością, którą darzył także i nas przez całe swoje życie.

W 2020 roku tato otrzymał pierwszy cios ‒ choroba nowotworowa była we wczesnym stadium. Pomimo sukcesu leczenia, przychodziły kolejne trudne doświadczenia: Choroba Parkinsona i kolejne operacje związane z bardzo chorym kręgosłupem znacznie ograniczyły sprawność taty w ostatnich latach. Nie poddawał się jednak i pomimo że musiał zrezygnować z pracy w szpitalu, po intensywnej rehabilitacji zaczął znowu przyjmować małych pacjentów. Do końca wierzył, że jeszcze może być lepiej. Czekał na kolejne zaplanowane podróże i przyjście na świat drugiego wnuka. Odszedł nagle 24 kwietnia 2026 roku, pozostawiając rozdarta ranę w naszych sercach.

Spoczął tuż obok miejsc pochówku przedwcześnie urodzonych, którym poświęcił swoje życie.

W imieniu rodziny i najbliższych pragniemy podziękować Państwu za wszystkie wyrazy wsparcia, kondolencje i wasze historie związane z naszym tatą, mężem, dziadkiem. Jest wśród nas dzięki Waszej Pamięci. Pozostawił po sobie wielkie serce, którym zawsze wszystkich obdarzał.

Syn Marcin Sokołowski

 

Fot. z archiwum rodziny

Zaloguj się

Zapomniałeś hasła?