O chirurgii i chirurgu najlepiej świadczy to, jaki zespół po sobie zostawił, czyli wyszkolony team, który powinien jeszcze być lepszy niż on sam – mówi prof. dr hab. n. med. Wojciech Polak, wrocławianin, nowy prezydent-elekt Międzynarodowego Towarzystwa Transplantacji Wątroby (ILTS). W rozmowie z Maciejem Sasem dodaje, że szerzenie najnowszej wiedzy, wymiana doświadczeń między transplantologami z różnych stron świata i szkolenie młodych specjalistów tej dziedziny to jedno z najważniejszych zadań kierowanego przez niego towarzystwa.
O chirurgii i chirurgu najlepiej świadczy to, jaki zespół po sobie zostawił, czyli wyszkolony team, który powinien jeszcze być lepszy niż on sam – mówi prof. dr hab. n. med. Wojciech Polak, wrocławianin, nowy prezydent-elekt Międzynarodowego Towarzystwa Transplantacji Wątroby (ILTS). W rozmowie z Maciejem Sasem dodaje, że szerzenie najnowszej wiedzy, wymiana doświadczeń między transplantologami z różnych stron świata i szkolenie młodych specjalistów tej dziedziny to jedno z najważniejszych zadań kierowanego przez niego towarzystwa.

prof. dr hab. n. med. Wojciech Polak ukończył studia medyczne z wyróżnieniem na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu w 1992 roku. W latach 1992-1993 odbył staż podyplomowy w Klinice Uniwersyteckiej Innestadt w Monachium. W latach 1994-2000 odbywał specjalizację chirurgiczną w Klinice Chirurgii Naczyniowej, Ogólnej i Transplantacyjnej Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. W 1998 roku obronił rozprawę doktorską na UMed. we Wrocławiu. W latach 2001-2003 odbywał staż specjalizacyjny (fellowship) z chirurgii wątroby i dróg żółciowych oraz transplantacji wątroby w Klinice Chirurgii Uniwersyteckiego Centrum Medycznego w Groningen. W 2006 roku został konsultantem chirurgii wątroby i chirurgii transplantacyjnej w tejże klinice. Od 2007 roku jest certyfikowanym chirurgiem transplantacyjnym w European Board of Surgery. W 2008 roku obronił rozprawę doktorską na uniwersytecie w Groningen i w tym samym pracę habilitacyjną na UMed. we Wrocławiu. Od września 2009 roku pracuje jako konsultant transplantologii i chirurgii wątroby i dróg żółciowych w Klinice Chirurgii Erasmus MC, Uniwersyteckiego Centrum Medycznego w Rotterdamie. Aktywnie działa w wielu międzynarodowych towarzystwach naukowych. Od 2025 roku jest prezydentem-elektem Międzynarodowego Towarzystwa Transplantacji Wątroby (ILTS – International Liver Transplantation Society).
Maciej Sas: Bycie prezydentem-elektem ILTS jest wielkim wyróżnieniem, ale też dużym wyzwaniem – to organizacja, która wskazuje kierunki rozwoju, daje wytyczne, edukuje. Tu chyba nie ma miejsca na rutynę? To raczej wizjonerstwo poparte najnowszą wiedzą?
Wojciech Polak: To przede wszystkim duży kredyt zaufania w stosunku do mnie – traktuję to jako bardzo duże wyróżnienie, którego wcale nie oczekiwałem… Choć przecież już długo zajmuję się przeszczepianiem wątroby – od ponad 25 lat. Mam więc w tej dziedzinie spore doświadczenie i osiągnięcia. Przede wszystkim prowadzę fantastyczny zespół przeszczepiania wątroby w Erasmus MC w Rotterdamie. Natomiast ILTS to towarzystwo, które skupia osoby zajmujące się przeszczepianiem wątroby w różnych aspektach, a więc nie tylko chirurgów, hepatologów, anestezjologów, ale również ludzi innych specjalności, których obecność w takim procesie jest niezbędna: pielęgniarki zajmujące się pacjentami po przeszczepie, fizjoterapeutów, dietetyków itd.
I zapewne specjaliści od logistyki, bo to też ważny aspekt tego, co państwo robicie?
– Oczywiście, w towarzystwie są też koordynatorzy transplantacji. Jak z tego wynika, jest to międzynarodowe towarzystwo o bardzo szerokim profilu, które – jak pan przed chwilą wspomniał – nadaje kierunki rozwoju przeszczepiania wątroby.
Zajmuje się pan transplantacjami wątroby w dużym, znanym ośrodku. Proszę powiedzieć, jak znalazł pan czas, by połączyć tak odpowiedzialne i wymagające czasu funkcje? Bycie szefem takiego zespołu to jedno wielkie wyzwanie, a pełnienie funkcji prezydenta prestiżowego światowego towarzystwa to nie mniej czasochłonna sprawa…
– Ma pan rację – to bardzo duże wyzwanie!
Zdarza się panu ostatnio czasami wysypiać?
– (śmiech) Tak, zdarza mi się, chociaż jako chirurg transplantacyjny jestem przyzwyczajony do krótkiego spania, bo noce w tej specjalności bywają czasami bardzo krótkie… Ale rzeczywiście, jest to wyzwanie, bo specjaliści zajmujący się przeszczepami wątroby nie są ludźmi skupionymi wyłącznie na jednej medycznej specjalności, czyli chirurgii, ale muszą mieć wiadomości z różnych dziedzin, m.in. z hepatologii i jeszcze kilku innych. To wymaga ciągłego szkolenia, doskonalenia się, a jednocześnie ogromnej pracy klinicznej, czyli wykonywania przeszczepów, prowadzenia pacjentów po przeszczepie, jak również leczenia powikłań.
Dodatkowe zajęcie, jakim jest działalność w ILTS, kosztuje mnie rzeczywiście bardzo dużo wysiłku – głównie poświęcam mu czas poza pracą podstawową. Ale muszę powiedzieć, że w Holandii jest również taka możliwość, że w sytuacjach, kiedy trzeba mieć wydzielony czas na naukę albo właśnie na pełnienie funkcji w międzynarodowych organizacjach, to dostajemy od przełożonych pewną pulę czasu również w godzinach swojej pracy. W sumie nic w tym dziwnego, bo przecież także dla ośrodka jest to duże wyróżnienie, uznanie, gdy ktoś stąd ma kierownicze stanowisko w organizacjach międzynarodowych.
Rzeczywiście, to forma promocji ośrodka, docenienia jego osiągnięć.
– To prawda, choć muszę dodać, że kiedy zaproponowano mi tę funkcję, najpierw porozmawiałem ze swoim zespołem, bo przed podjęciem decyzji chciałem poznać ich zdanie, zapytać, czy będą w stanie mnie wesprzeć. Wiadomo przecież, że moje zajmowanie się sprawami ILTS będzie wpływało na pracę zespołu, bo będę dużo więcej podróżował, a w efekcie będę mniej niż do tej pory zaangażowany w pracę kliniczną.
Nie ukrywam, że decyzję o kandydowaniu na funkcję prezydenta ILTS podjąłem również po dyskusji z moją żoną i dziećmi, którzy od wielu lat wspierają mnie w tej niełatwej karierze zawodowej i bez wsparcia których nie byłbym w stanie osiągnąć tego, co osiągnąłem. Jak mówił mój mentor profesor Maarten Slooff z Groningen, za naszą karierą stoi zawsze rodzina.
A z zaginania czasoprzestrzeni nie ma zajęć na medycynie…
– Niestety… (uśmiech). Chociaż chętnie wydłużyłbym mój dzień ponad 24 godziny.
Czytałem pańskie wystąpienie na kongresie ILTS w Singapurze. Podkreślał pan w nim wagę współpracy międzynarodowej. Czego to dotyczy tak konkretniej i dlaczego jest takie ważne? Chodzi głównie o wymianę dokonań naukowych, czy to coś znacznie głębszego?
– Przede wszystkim towarzystwo takie jak ILTS ma szerzyć wiedzę, czyli dzielić się postępami pomiędzy różnymi krajami, regionami, ośrodkami, ponieważ nadal istnieją bardzo duże różnice w tym, czym się zajmujemy. I nie mówimy tutaj o krajach brzydko nazywanych „trzecim światem”, ale nawet między krajami bardzo dobrze rozwiniętymi są duże rozbieżności, bo formy przeszczepiania wątroby są inne np. w krajach azjatyckich niż w Europie czy w Stanach Zjednoczonych. Na Bliskim Wschodzie i w Azji dominuje przeszczepianie od dawców żywych i te kraje mają nieporównywalne większe doświadczenie w takich procedurach niż Europa Zachodnia czy USA. Dlatego wymiana doświadczeń jest bardzo ważna, by poprawić wyniki przeszczepiania, ale też opiekę nad pacjentem po zabiegu.
Współpraca międzynarodowa to również szkolenie specjalistów. Oczywiście chirurgia jest bardzo konkretną, wymierną dziedziną, w której można się czegoś nowego nauczyć, jadąc do innego ośrodka, podpatrzeć nowe techniki, a potem wprowadzać je we własnym miejscu pracy. Dotyczy to także anestezjologów, hepatologów, rehabilitantów i innych specjalności. Jestem człowiekiem, który stawia na szkolenie, bo sam byłem systematycznie szkolony, gdy jeszcze pracowałem w Polsce – szkoliłem się w Niderlandach. Byłem na dwuletnim fellowshipie (rodzaj stypendium – przyp. red.), gdzie tak naprawdę uczyłem się wszystkiego o przeszczepianiu wątroby i o chirurgii wątroby. Tak samo nasz ośrodek oferuje fellowship dla chirurgów zagranicznych. Mogę z dumą powiedzieć, że już kilkoro polskich kolegów i koleżanek zostało wyszkolonych w ośrodku w Rotterdamie. Byli też koledzy z Japonii, choć oczywiście moje serce jest bliżej rodzinnego kraju (uśmiech). Ale szkolimy specjalistów z całego świata.
W tym, co pan mówi, jest coś z piosenki wrocławianina Jana Kaczmarka: „Bilans musi wyjść na zero…”, a więc: sam coś dostałem na starcie, teraz innym daję coś takiego samego na start?
– Absolutnie tak! Uważam, że na tym to wszystko polega, a więc najpierw jestem rezydentem, później – chirurgiem, a wreszcie chirurgiem-mentorem, który uczy innych. To uczenie jest dla mnie najważniejsze – chodzi o to, by zostawić po sobie ludzi wyszkolonych, którzy będą operowali i leczyli lepiej ode mnie, bo na tym polega zostawienie po sobie zawodowego dziedzictwa. Nie chodzi o to, by wszyscy mówili: „On był najlepszym chirurgiem”! O zespole chirurgicznym i chirurgu świadczy to, jaki zespół po sobie zostawił, czyli wyszkolony team, który powinien jeszcze być lepszy niż on sam.
W pańskiej specjalności wiele jest wątków, o których się dużo mówi: przeszczepy od dawców zmarłych, od dawców żywych, przeszczepy u chorych onkologicznych. Co jest w tej chwili największym wyzwaniem dla specjalistów transplantacji wątroby? Która z tych dziedzin rozwija się najdynamiczniej albo powinna się rozwinąć?
– Jeżeli patrzymy na Europę, to na pewno przeszczepy od dawców żywych, bo Europa nie jest tak zaawansowana pod tym względem w porównaniu z krajami azjatyckimi (tam nie wykonuje się przeszczepów od dawców martwych, więc jedyną możliwością jest przeszczep od żywych). Natomiast najlepsze wyniki osiąga się przy przeszczepianiu od dawców żywych. Są to oczywiście zabiegi, które muszą być wykonywane w sposób perfekcyjny, bo mówimy przecież o operowaniu osób zdrowych.
Tak naprawdę operuje się dwie osoby…
– No właśnie, a w związku z tym w najgorszym przypadku można mieć praktycznie 200-procentową śmiertelność przy jednym zabiegu, gdyby coś poszło nie tak (dodajmy, że mówimy tutaj o przeszczepach rodzinnych).
Na pewno cały czas podstawą są przeszczepy wątroby od dawców zmarłych. Dlatego promowanie dawstwa narządów (niezależnie od tego, czy ktoś jest chirurgiem przeszczepiającym wątroby, nerki, serce czy płuca) jest na pewno tematem, który cały czas powinien być intensywnie rozwijany i promowany.
Czymś, co rozwija się od niedawna jest dziedzina, o której pan przed chwilą wspomniał, a więc onkologia transplantacyjna. To przeszczepianie w chorobach nowotworowych niestandardowych, bo przeszczepy przy raku wątrobowo-komórkowym są standardem. W tej chwili przeszczepiamy również w innych nowotworach, w przypadku których obowiązywało do niedawna całkowite przeciwwskazanie do takiego zabiegu. Oczywiście selekcja pacjentów w tym przypadku jest wyjątkowo rygorystyczna i staranna.
Ale postęp w tej dziedzinie jest ewidentny, jak rozumiem?
– Tak, ale przeszczepiamy wątrobę również u pacjentów bardzo wysoko wyselekcjonowanych z przerzutami raka jelita grubego do wątroby, a także u tych z rakiem dróg żółciowych. Do niedawna te nowotwory wykluczały chorego z możliwości korzystania z przeszczepu. Teraz to się zaczyna powoli, ale systematycznie zmieniać.
Musimy wspomnieć o jednym: standardowy przeszczep jest wykonywany u pacjenta z przewlekłą chorobą wątroby, najczęściej jej marskością. Należy więc myśleć również o zachowaniu odpowiedniego balansu. Jeśli bowiem będziemy zbyt często korzystali z przeszczepów w przypadku pacjentów nowotworowych, nie będziemy mieli dostatecznej liczby wątrób do przeszczepiania u standardowego pacjenta, którego rokowanie jest lepsze niż tego z nowotworem.
Tu pojawia się kolejny ważny punkt rozwoju przeszczepiania wątroby, czyli zwiększanie dostępnej liczby narządów. Temu służy cała nowa technologia, czyli perfuzja maszynowa, dzięki której jesteśmy w stanie przeszczepić narządy, które do tej pory nie były wykorzystywane do takich zabiegów. Teraz dzięki nowoczesnej technologii można je testować, a w niedalekiej przyszłości również ulepszać.
Ma pan na myśli dłuższe utrzymanie ich przy życiu, dłuższą, przydatność do przeszczepu?
– To też, ale ważne jest głównie poprawienie logistyki, czyli można wydłużyć okres, kiedy narząd jest poza organizmem. Ale przede wszystkim wątroby, które do tej pory były uznane za nieprzeszczepialne ze względu na to, że ich jakość budziła wątpliwości, jesteśmy teraz w stanie testować i z dużym prawdopodobieństwem (o pewności jeszcze nie można mówić…) przeszczepiać bezpiecznie u osób, które tego wymagają.
Tak naprawdę jesteście państwo sędziami, bo to wy decydujecie o tym, kto dostanie szansę, a kto – nie?
– Nie, to jest nie rola sędziego, bo w naszej dziedzinie obowiązują bardzo ścisłe kryteria przeszczepiania i kolejność. Nie ma miejsca na przypadkowość – pacjenci są starannie wyselekcjonowani. Ci, którzy są umieszczeni na listach oczekujących na przeszczep mają określoną liczbę punktów, czyli w praktyce przeszczepiani są ci, którzy najbardziej potrzebują tego narządu. Oczywiście zdarzają się sytuacje, gdy wątroba jest za duża albo pacjent w danej chwili ma gorączkę – wtedy narząd trafia do następnej osoby w kolejce. Generalnie jednak nie zdarza się, że ktoś przeskakuje swoją kolejkę na liście, jeżeli nie ma do tego bardzo uzasadnionego powodu.
Chciałbym, żebyśmy jeszcze na chwilę zawitali na medyczne podwórko, z którego się pan wywodzi, a więc do Polski, a konkretniej – do Wrocławia. Jako prezydent-elekt ILTS może pan spokojnie o tym mówić. Transplantacje od dawcy identyfikowanego (zmarłego) w Polsce opierają się na zasadzie zgody domniemanej, co oznacza, że pobranie narządów jest dozwolone, jeśli osoba zmarła nie wyraziła zgody za życia. Z czego to wynika i jakie konsekwencje rodzi?
– Zaczynałem swoją przygodę z przeszczepianiem narządów właśnie we Wrocławiu – w klinice pana profesora Klemensa Skóry, która później była kierowana przez profesora Piotra Szybera. Moim pierwszym nauczycielem, jeżeli chodzi o przeszczepy, był natomiast profesor Dariusz Patrzałek. W tamtym okresie dawstwo praktycznie nie istniało albo było szczątkowe. Przez te lata udało się doprowadzić do naprawdę dużej liczby wykonywanych pobrań, czy też identyfikowania wśród zmarłych potencjalnych dawców. To jest zresztą bardzo zróżnicowane w różnych rejonach Polski – są takie, które mają jedne z wyższych wskaźników dawstwa narządów w Europie, np. województwa zachodniopomorskie, pomorskie czy kujawsko-pomorskie. One mają bardzo wysoki odsetek dawcy. Ale są też takie regiony, jak Małopolska, gdzie to dawstwo rozwinęło się znacznie słabiej.
Pochodzi pan z Wrocławia, tu zdobywał pan pierwsze lekarskie szlify, tu wykonuje się przeszczepy wątroby w dwóch ośrodkach. Jak ich możliwości wyglądają w zestawieniu z resztą Europy i świata?
– Wie pan, mam poważną wątpliwość, czy jedno miasto potrzebuje aż dwóch ośrodków przeszczepiania wątroby… Zawsze pytam: po co?! Jeden ośrodek zawsze będzie wykonywał dwa razy więcej przeszczepów niż dwa ośrodki. To coś, co budzi moje poważne wątpliwości. I nie dotyczy to tylko Wrocławia.
Jeśli chodzi o wykonywanie przeszczepów w Polsce, to są one na poziomie europejskim – niczym się nie różnią od reszty świata. Ale muszę podkreślić, że inaczej rzecz się ma z logistyką i współpracą pomiędzy ośrodkami przeszczepiającymi, która przynajmniej z mojej perspektywy w Holandii jest zupełnie inna. Powiedzmy to wprost: lepsza.
W ostatnich latach, często też w związku z transplantologią, słychać stwierdzenia, że alternatywą dla części z takich zabiegów w nieodległej przyszłości będą terapie genowe, mające naprawiać uszkodzony narząd. Czy to rzeczywiście bliska przyszłość, czy raczej odleglejsza perspektywa? Jak to się ma do transplantacji wątroby, bo tym się pan zajmuje?
– Jeżeli chodzi o terapie genowe, na pewno będą pomagały zwłaszcza w chorobach metabolicznych, gdzie defekt dotyczy jednego genu. W takich przypadkach będziemy w stanie w miarę szybko ten defekt korygować. Ale wątroba jest bardzo złożonym narządem – myślę, że będzie nam trudno skorzystać z takich możliwości. Na razie nie potrafimy odwrócić procesu marskości wątroby, czyli jeżeli jej zwłóknienie przechodzi w formę marskości, w tym momencie jest to proces praktycznie nieodwracalny. Jeżeli więc w tej sytuacji będziemy w stanie pomóc pacjentowi, wykorzystując terapie genowe, to byłoby duże osiągnięcie! Na pewno jest to właściwy kierunek rozwoju medycyny – zwłaszcza że choroby wątroby w tej chwili są dominującymi chorobami na świecie. Ze stłuszczeniem wątroby mamy do czynienia często, a będziemy mieć znacznie częściej. Ono prowadzi do zwłóknienia i to nie tylko za sprawą nadużywania alkoholu – winę ponoszą złe odżywianie i niewłaściwy tryb życia, który obciążają wątrobę.
Dzisiaj prawie już nie przeszczepiamy pacjentów z zapaleniem wątroby typu C, które dzięki nowoczesnym lekom możemy bardzo skutecznie leczyć. Przeciw zapaleniu typu B się szczepimy. Dzięki temu wszystkiemu jesteśmy w stanie wyeliminować pewne choroby, ale nieustannie pojawiają się nowe – takie, jak stłuszczeniowa choroba wątroby z zaburzeniami metabolicznymi. To schorzenie, które coraz częściej pojawia się u pacjentów w Stanach Zjednoczonych i w Europie Zachodniej, więc i Polaków będzie niebawem dotyczyć w takim samym stopniu. Jak widać, nowe terapie będą więc bardzo potrzebne.
Fot. z archiwum W.P.