Skrót artykułu Strzałka

Kiedy dostałem misję reprezentowania Dolnośląskiej Izby Lekarskiej na corocznym zjeździe naszych zachodnich sąsiadów, spodziewałem się typowo urzędowej wizyty. Sztywne kołnierzyki, oficjalne uściski dłoni i niekończące się przemówienia. 12 czerwca spakowałem więc garnitur, wziąłem list oraz prezentowy kosz z dżemami od naszego prezesa i pojechałem do Drezna na 36. Sächsischer Ärztetag.

Kiedy dostałem misję reprezentowania Dolnośląskiej Izby Lekarskiej na corocznym zjeździe naszych zachodnich sąsiadów, spodziewałem się typowo urzędowej wizyty. Sztywne kołnierzyki, oficjalne uściski dłoni i niekończące się przemówienia. 12 czerwca spakowałem więc garnitur, wziąłem list oraz prezentowy kosz z dżemami od naszego prezesa i pojechałem do Drezna na 36. Sächsischer Ärztetag.

Na zdjęciach ja z prezesem Erikiem Bodendieckiem

Na zdjęciu z prezesem Erikiem Bodendieckiem

Oficjalne otwarcie zaplanowano na godzinę 18.00 i muszę przyznać – to, co wydarzyło się na miejscu, przyjemnie minęło się z moimi wyobrażeniami. Zaczęło się dość nietypowo. Zamiast klasycznego, usypiającego kwartetu smyczkowego,  zagrała nam… orkiestra dęta. Powiem szczerze, że taka oprawa muzyczna na start wieczornej gali to strzał w dziesiątkę, od razu zdjęła z wydarzenia trochę niepotrzebnego patosu.

Zaraz potem przeszliśmy do konkretów. Prezes Saksońskiej Izby Lekarskiej Erik Bodendieck nie owijał w bawełnę. W swoim wystąpieniu twardo zażądał resetu wprowadzanej u nich reformy ochrony zdrowia. Jak podkreślał, system nie przetrwa, jeśli politycy będą tworzyć ustawy oparte wyłącznie na cięciach kosztów. Według niego jedynym ratunkiem dla utrzymania wysokiej jakości opieki nad pacjentem jest prawdziwa, głęboka reforma strukturalna. Brzmi znajomo? Słuchając go miałem wrażenie, że równie dobrze mógłby wygłosić ten apel na zjeździe u nas. Bolączki mamy dokładnie te same. W agendzie nie zabrakło też powiewu przyszłości. Sporo czasu poświęcono sztucznej inteligencji i temu, jak wpłynie na naszą pracę. Wykład rewelacyjnie uświadomił zebranym, że AI to już nie odległe science fiction, ale konkretne narzędzia, które za chwilę będą nam na przykład generować dokumentację medyczną.

Był też moment na gości z Polski. Moim głównym zadaniem było przekazanie gospodarzom upominku i odczytanie oficjalnego listu od prezesa DRL. Zanim jednak przeszedłem do formalności, postanowiłem trochę rozluźnić atmosferę. Wjechałem na mównicę z kilkoma luźnymi przemyśleniami z dyżuru. Zażartowałem z kolegów chirurgów ogólnych, którzy po prostu zaszywają brzuch w wypadku braku powikłań i szczelności zespoleń, i mają spokój, podczas gdy my, ortopedzi, mamy gorzej – naszą krzywą śrubę od razu bezlitośnie widać na rentgenie. Nawiązałem też do faktu, że w Polsce w kilku izbach prezesami zostali ostatnio dentyści, co oczywiście było idealnym pretekstem, by rzucić z mównicy paroma żartami ze stomatologów. Niemcy dobrze to załapali, śmiali się w głos, lody zostały przełamane, a w kuluarach sami do mnie zagadywali, prosząc o kolejne żarty i chwaląc za casualową przemowę. U nich stomatolodzy mają osobną izbę lekarską.

Wyjazd do Drezna uświadomił mi jedno: jako środowisko lekarskie zmagamy się z tą samą biurokracją, niezależnie od tego, po której stronie granicy pracujemy. Ale to, co naprawdę pozwala budować świetne relacje, to dystans do siebie i umiejętność pożartowania z własnego podwórka. Warto uczestniczyć w takich spotkaniach, żeby zobaczyć, że z zachodnimi sąsiadami dogadujemy się nie tylko na poziomie oficjalnych pism, ale też tak po prostu – po ludzku.

 

Michał Głuszek

Fot. z archiwum M.G

 

 

 

 

Zaloguj się

Zapomniałeś hasła?