Skrót artykułu Strzałka

Obserwuję obecną debatę o ochronie zdrowia z coraz większym niepokojem. Nie dlatego, że system nie wymaga zmian, wymaga ich pilnie. Nie dlatego, że nie ma patologii, są i trzeba je bezwzględnie eliminować. Niepokoi mnie natomiast to, że coraz częściej zamiast rozmawiać o wadliwym systemie, wskazuje się jedną grupę zawodową jako głównego winowajcę wszystkich problemów.

Ochrona zdrowia potrzebuje reformy, nie polowania na lekarzy

Obserwuję obecną debatę o ochronie zdrowia z coraz większym niepokojem. Nie dlatego, że system nie wymaga zmian, wymaga ich pilnie. Nie dlatego, że nie ma patologii, są i trzeba je bezwzględnie eliminować. Niepokoi mnie natomiast to, że coraz częściej zamiast rozmawiać o wadliwym systemie, wskazuje się jedną grupę zawodową jako głównego winowajcę wszystkich problemów.

Historia pokazuje, że publiczne wskazywanie całych grup zawodowych, jako winnych problemów społecznych, może prowadzić do narastania nienawiści, agresji słownej, a w skrajnych przypadkach także przemocy fizycznej wobec przedstawicieli tych zawodów. W ostatnich latach w Polsce doszło do tragicznych ataków na pracowników ochrony zdrowia, w tym do zabójstwa lekarza w krakowskim szpitalu.

dr n. med. Ahmed Elsaftawy, kierownik Oddziału Chirurgii Plastycznej i Chirurgii Ręki Szpitala im. Świętej Jadwigi Śląskiej w Trzebnicy
Fot. z archiwum A.E.

Nie twierdzę, że w środowisku lekarskim nie ma patologii. Są. Tak jak w każdej dużej grupie zawodowej znajdą się osoby uczciwe, osoby przeciętne i osoby, które łamią prawo. Takich przypadków nie wolno zamiatać pod dywan. Powinny być wykrywane, ścigane i surowo karane.

Jednak równie niebezpieczne jest wrzucanie wszystkich lekarzy do jednego worka. Takie właśnie odnoszę dziś wrażenie. Kilka bulwersujących przykładów zaczyna służyć do oceny całego środowiska. A przecież zdecydowana większość lekarzy każdego dnia uczciwie wykonuje swoją pracę, często w bardzo trudnych warunkach.

Problem ochrony zdrowia nie zaczął się wczoraj ani nawet kilka lat temu. Nie zaczął się wraz z obecnym rządem. Nie zaczął się także w czasie pandemii. Polski system wymagał gruntownej reformy jeszcze przed powstaniem kas chorych, które wielu ironicznie nazywało „kasami chorymi”. Oznacza to, że mówimy
o problemie narastającym od kilkudziesięciu lat, za który odpowiedzialność ponoszą kolejne ekipy rządzące, niezależnie od barw politycznych.

Pandemia COVID-19 dodatkowo ujawniła i pogłębiła wiele istniejących wcześniej problemów. W okresie pandemii za część świadczeń obowiązywały bardzo wysokie stawki finansowania.
W wielu miejscach wynagrodzenia za pracę przy świadczeniach związanych z COVID-19 były znacznie wyższe niż wcześniej, a część tych mechanizmów finansowych utrzymywała się również po zakończeniu najtrudniejszego okresu pandemii.

Jednocześnie ogromne kolejki pacjentów spowodowały, że przez pewien czas szpitale były zachęcane do wykonywania jak największej liczby świadczeń ponad zakontraktowane limity, ponieważ Narodowy Fundusz Zdrowia finansował znaczną część nadwykonań ‒ chcąc skrócić kolejki powstałe w czasie covidu,
i informując o tym osoby zarządzające szpitalami. Wiele placówek dostosowało do tego swoje funkcjonowanie i ponosiło wysokie koszty, również związane
z wynagrodzeniami personelu medycznego, niekiedy płacąc ogromne wynagrodzenia tym, którzy tych nadwykonań zrealizują im jak najwięcej ‒ to taki paradoks na marginesie. Nagle NFZ obudził się z gigantyczną dziurą budżetową i oznajmił, że już nie ma zamiaru zapłacić za nadwykonania.

Dziś wiele szpitali znalazło się w bardzo trudnej sytuacji finansowej. Część dyrektorów i organizacji zrzeszających szpitale wskazuje, że jednym
z problemów jest właśnie ograniczenie finansowania nadwykonań oraz narastające zadłużenie placówek. Zamiast jednak rozpocząć poważną dyskusję
o konstrukcji systemu finansowania ochrony zdrowia, odnoszę wrażenie, że coraz częściej cała odpowiedzialność przerzucana jest na lekarzy.

Lekarz może być uczciwy albo nieuczciwy. Tak samo jak przedsiębiorca, urzędnik, polityk, prawnik czy przedstawiciel każdego innego zawodu. Jeżeli system zawiera luki, zawsze znajdą się ludzie, którzy będą próbowali je wykorzystać. To nie jest cecha jednego środowiska. To jest cecha źle zaprojektowanych systemów.

Dlatego zamiast prowadzić nagonkę na lekarzy, należy uszczelnić system. Ograniczyć możliwości nadużyć. Wprowadzić przejrzyste zasady finansowania. Zapewnić skuteczną kontrolę. Karać osoby dopuszczające się nieprawidłowości, ale nie stygmatyzować całego środowiska.

Nie zgadzam się również z częstym przywoływaniem Przysięgi Hipokratesa jako argumentu w tej debacie. Współcześni lekarze w Polsce nie składają oryginalnej Przysięgi Hipokratesa, lecz Przyrzeczenie Lekarskie. Co więcej, historyczna Przysięga Hipokratesa zawiera wiele zapisów, które dziś uznalibyśmy za kontrowersyjne, między innymi ograniczenie nauczania medycyny wyłącznie do własnych synów, synów nauczyciela i wybranych uczniów, zakaz wykonywania niektórych zabiegów ‒ jak np. cholecystektomii. Powoływanie się na nią bez znajomości jej rzeczywistej treści jest więc nieporozumieniem.

Nie uważam również, że problemem jest samo łączenie pracy w sektorze publicznym i prywatnym. Takie rozwiązania funkcjonują w wielu krajach. Problem pojawia się wtedy, gdy publiczny majątek lub publiczne obowiązki są wykorzystywane do prywatnych korzyści albo gdy mechanizmy kontroli okazują się niewystarczające. To należy eliminować. Pewnie ktoś pomyśli, że piszę to dlatego, iż sam łączę pracę w publicznej i prywatnej ochronie zdrowia.
I częściowo będzie miał rację. Tyle że nie z powodów, które niektórzy mogą zakładać. W moim przypadku prywatna praktyka lekarska pozwala mi finansowo pracować w publicznej ochronie zdrowia. Ten, kto zna realia tego zawodu, doskonale wie, o czym mówię. Dlatego nie uważam, że problemem jest samo łączenie obu form działalności. Problem zaczyna się wtedy, gdy publiczny system jest traktowany jak prywatny folwark albo gdy wykorzystuje się jego luki do osiągania nieuprawnionych korzyści. To należy bezwzględnie eliminować.

Równie poważnym problemem jest oczekiwanie, że publiczne szpitale będą funkcjonować jak przedsiębiorstwa nastawione na zysk, podczas gdy jednocześnie realizują ustawowy obowiązek leczenia pacjentów, często niezależnie od kosztów. Jeżeli system finansowania nie pokrywa rzeczywistych kosztów świadczeń lub zasady rozliczeń są nieprzewidywalne, konsekwencje ponoszą zarówno placówki, jak i pacjenci.

Najwyższy czas przestać szukać prostych odpowiedzi na bardzo złożone problemy. Jeżeli politycy rzeczywiście chcą naprawić ochronę zdrowia, powinni skupić się na reformie systemu, a nie na wskazywaniu kolejnych grup zawodowych jako kozłów ofiarnych. Patologie należy eliminować zdecydowanie, ale odpowiedzialność powinna ponosić osoba, która dopuściła się nadużycia, nigdy całe środowisko.

To politycy od kilkudziesięciu lat odpowiadają za kształt systemu ochrony zdrowia. To oni tworzą przepisy, ustalają sposób finansowania i decydują
o kierunku reform. Dlatego to od nich należy oczekiwać realnych zmian systemowych, a nie kolejnych kampanii opartych na szukaniu winnych wśród lekarzy.

Ahmed Elsaftawy

 

 

 

Zaloguj się

Zapomniałeś hasła?