Skrót artykułu Strzałka

60 lat temu prof. Wiktor Bross wraz z zespołem wykonał pierwszą w Polsce udaną transplantację nerki od żywego dawcy. Pionierska operacja uratowała życie 24-letniej pacjentki. Dawcą nerki był starszy o sześć brat tej młodej kobiety, z zawodu górnik. Przeszczep wykonano w nocy z 30 na 31 marca 1966 r., dawca po kilkumiesięcznej rekonwalescencji powrócił do pracy w kopalni. Dalsze losy pacjentki są jednak mało znane… 80 lat temu w Chicago dr Willis Potts wykonał pionierski zabieg zespolenia aorty zstępującej z lewą tętnicą płucną u 21-miesięcznej Diane Schnell z siniczą złożoną wadą wrodzoną serca. Zespolenie Pottsa (jak je dziś nazywamy) pozwoliło „kupić czas”, kiedy operacja naprawcza u tej pacjentki stała się możliwa. Przeżyła 62 lata, doczekała się czwórki wnuków, jej losy śledziły kolejne pokolenia kardiochirurgów, wyciągając z nich wnioski ważne dla losów innych pacjentów. Z pozoru tych dwóch historii nie łączy zbyt wiele, czy jednak na pewno?

Księga operacyjna kliniki prof. Brossa z zespoleniem Pottsa w tle

60 lat temu prof. Wiktor Bross wraz z zespołem wykonał pierwszą w Polsce udaną transplantację nerki od żywego dawcy. Pionierska operacja uratowała życie 24-letniej pacjentki. Dawcą nerki był starszy o sześć brat tej młodej kobiety, z zawodu górnik. Przeszczep wykonano w nocy z 30 na 31 marca 1966 r., dawca po kilkumiesięcznej rekonwalescencji powrócił do pracy w kopalni. Dalsze losy pacjentki są jednak mało znane… 80 lat temu w Chicago dr Willis Potts wykonał pionierski zabieg zespolenia aorty zstępującej z lewą tętnicą płucną u 21-miesięcznej Diane Schnell z siniczą złożoną wadą wrodzoną serca. Zespolenie Pottsa (jak je dziś nazywamy) pozwoliło „kupić czas”, kiedy operacja naprawcza u tej pacjentki stała się możliwa. Przeżyła 62 lata, doczekała się czwórki wnuków, jej losy śledziły kolejne pokolenia kardiochirurgów, wyciągając z nich wnioski ważne dla losów innych pacjentów. Z pozoru tych dwóch historii nie łączy zbyt wiele, czy jednak na pewno?

Popiersie prof. Wiktora Brossa w Ratuszu we Wrocławiu
Fot. z archiwum M.M.

Kilka lat temu trafiła w moje ręce księga operacyjna kliniki prof. Brossa z lat 60. ubiegłego wieku. Cudem nie skończyła na śmietniku. Uznano, że takie świadectwo epoki nie jest nic warte, makulatura i nic ponad to. Daty, których dotyczą zapisy księgi nie obejmują przełomowej transplantacji nerki, bo dotyczą operacji wykonanych co najmniej 13 miesięcy wcześniej. Lektura tego dokumentu jest niezwykle interesująca. Zielonkawa, marmurkowa okładka, a na niej naklejka nagłówkowa: „Księga dokonanych operacji od 19.X.1964 do 12.II.1965”. Na każdej karcie (strony nie są numerowane) znajdujemy rubryki do wypełnienia: nr księgi głównej (nigdzie nie wypełniona), nr księgi oddziałowej (także nie), kolejny nr operacji (także niewypełnione). Dalej są dane pacjenta: nazwisko i imię oraz wiek (brak dokładnej daty urodzenia, peselu ‒ z wiadomych powodów ‒ oczywiście też nie ma). Kolejny akapit to rozpoznanie przedoperacyjne ‒ na to poświęcono aż trzy linijki (w całej księdze wpisy w tym miejscu są wyłącznie po łacinie). Dalej adnotacja: Czy uzyskano zgodę na operację? (oczywiście w całej księdze wpisy wyłącznie: tak).

Analiza tej księgi przynosi szereg refleksji. Nie zaskakuje różnorodność zabiegów operacyjnych, kiedyś nie było tak wąskich specjalizacji, więc spektrum wykonywanych w klinice zabiegów odnotowanych w księdze jest bardzo szerokie: od usunięcia kończyny, poprzez appendektomię, żylaki… Ze względu na moją specjalizację oczywiście najbardziej interesujące są dla mnie karty, na których zarejestrowano procedury kardiochirurgiczne. Nie jest zaskoczeniem liczba komisurotomii mitralnych u młodych, dwudziestoparoletnich kobiet ‒ to pokłosie złych warunków bytowych okresu wojny. Strony opisujące zabiegi sercowo-naczyniowe zawierają w znakomitej większości świetne rysunki wady (wrodzonej lub nabytej). Mamy więc wykonane ołówkiem szkice uszkodzonej zastawki mitralnej z wegetacjami bakteryjnymi, obraz tetralogii Fallota, ubytku przegrody międzyprzedsionkowej i międzykomorowej czy stosunki anatomiczne związane z przetrwałym przewodem tętniczym. Wielka szkoda, że nieznane są dalsze losy tych pacjentek, tzw. follow up tych zabiegów. Nie wiemy, czy przeżyły wczesny okres pooperacyjny, jakie były późne powikłania i następstwa, czy te młode kobiety miały szansę zostać matkami. Pionierzy kardiochirurgii w innych krajach śledzili losy swoich pacjentów. Amerykański Król Serc, Walton Lillehei, który 14.08.1954 r. jako pierwszy na świecie odniósł sukces operując pacjenta z tetralogią Fallota, śledził jego losy przez kilka dekad, umieszczając uzyskane informacje w publikowanych przez siebie pracach poświęconych operacji tej złożonej siniczej wady wrodzonej serca. Lillehei martwił się, że jego pionierski pacjent (Michael Shaw) nałogowo pali paczkę papierosów dziennie, codziennie. Byłby zdumiony, gdyby wiedział, że ten pacjent żyje do dziś (Walton Lillehei

Medal z podobizną prof. Brossa w Muzeum Miejskim – Pałacu Królewskim we Wrocławiu
Fot. z archiwum M.M.

Nie znajdziemy w tej księdze operacji przełożenia wielkich pni tętniczych czy ubytku przegrody przedsionkowo-komorowej. Nie ma też w całej księdze ani jednego przypadku zespolenia Pottsa, które zostało wykonane po raz pierwszy dokładnie 80 lat temu. Zabieg zwiększający napływ krwi do płuc polega na połączeniu części zstępującej aorty z przylegającą do niej (tj. lewą) tętnicą płucną. Pacjentką była Diane Schnell, wówczas niespełna dwuletnia. Jej historię opowiada nieduża objętościowo książka pt. „The other Princess Diana” („Inne księżna Diana”). Diane Schnell urodziła się 10 grudnia 1944 r. Niedobór wzrostu (w wieku 21 miesięcy ważyła 8 kg), sinica, napady anoksemiczne i omdlenia powysiłkowe składały się na obraz tetralogii Fallota. Nie było dla niej ratunku, dlatego Willis Potts zdecydował się wykonać zabieg, który do tej pory ćwiczył na psach ‒ jeden z nich (Cezar) przeżył wyjątkowo długo. 13 września 1946 r. o godz. 9.00 Willis J. Potts w Children’s Hospital w Chicago rozpoczął operację Diany Schnell, wypisano ją do domu 19 dni później. Willis Potss miał z nią bardzo dobry kontakt, przyjaźnili się. Jej medyczną historię przez kolejnych kilkadziesiąt lat znamy dość dobrze, bo kolejni lekarze ‒ kardiolodzy i kardiochirurdzy ‒ przekazywali sobie pacjentkę i korespondowali ze sobą na jej temat, martwili się o nią, planowali kolejne procedury. Co więcej, kiedy jeden z kardiochirurgów odszedł na emeryturę, pacjentką zajął się jego syn, także kardiochirurg. Niezwykle wzruszająca jest ta korespondencja, przepełniona troską o wspólną pacjentkę, radością z narodzin jej dzieci, zmartwieniem jej kolejnymi incydentami infekcyjnego zapalenia wsierdzia (w sumie przebyła cztery). Epizody IZW wystąpiły w 1962 r. (miała wówczas 19 lat), w 1964 r. (dwukrotnie ‒ po cholecystektomii) oraz w 1970 r. Diane Schnell była jednym z pierwszych na świecie pacjentów leczonych linkomycyną. Przeżyła cztery kolejne operacje ‒ już na otwartym sercu ‒ wykonane przez liderów kardiochirurgii. 14 kwietnia John Kirklinwał ją John  Kirklin (University of Alabama Heart Center), który zamknął zespolenia Pottsa, wykonał plastykę lewej tętnicy płucnej i wszczepił conduit zastawkowy (wykonany z Dacronu i homogennej zastawki) łączący prawą komorę z tętnicą płucną. Ponadto łatą z Dacronu zamknął ubytek przegrody międzykomorowej. Tu, co ciekawe, operator dokonał odkrycia, które doprowadziło do zmiany rozpoznania z tetralogii Fallota na: dwuodpływową lewą komorę ze zwężeniem tętnicy płucnej i mnogimi ubytkami przegrody międzykomorowej. Ten sam kardiochirurg ponad 4,5 roku później wymienił conduit na ksenograft (Hancock heterograph conduit). Po kolejnych 18 latach Diane Schnell operował jego syn ‒ James Kirklin ‒ który wymienił conduit na homograft aortalny. Ostatnią operację na otwartym sercu u tej pacjentki wykonał 12 stycznia 2003 r. Joseph Dearani z Mayo Clinic, wymieniając conduit na ksenograft, wykonał też plastykę zastawki trójdzielnej. Starano się wybierać dla niej najlepsze, najnowocześniejsze rozwiązania. Jak powiedziała jej córka (Carolyn Standarski) Diane Schnell wyprzedzała zawsze o krok postęp medycyny. Doskonała współpraca kolejnych pokoleń lekarzy dała wspaniałe efekty, Dianne Schnell, dla której pierwotnie nie było ratunku, przeżyła kilkadziesiąt lat. Dwukrotnie była mężatką, zmieniając nazwisko w 1969 r. na Pontrelli, a 6 lat później na Cummings. Urodziła dwoje dzieci. To, że została dwukrotnie matką, uznano za cud. Pisano, że ona jest historycznym dzieckiem, natomiast jej dzieci, to są dzieci-cud. (Historic Baby, Miracle Babies). Diane Cummings zmarła 21 stycznia 2007 r., przeżywszy 62 lata. Doczekała się czwórki wnuków. Autopsja jej serca wykazała, że conduit wszczepiony wiele lat temu funkcjonował prawidłowo.

Księga operacyjna kliniki prof. Brossas

W przedmowie do książki autobiograficznej Ferdynanda Sauerbrucha (asystenta Mikulicza), prof. Wiktor Bross tak wspomina swoje początki w klinice przy ul. Skłodowskiej-Curie:  „[…]W dniu 15 stycznia 1946 roku otrzymałem nominację na objęcie II Katedry i Kliniki Chirurgicznej Uniwersytetu i Politechniki we Wrocławiu. Klinika ta bowiem, choć zdewastowana i zniszczona w czasie oblężenia Wrocławia i działań wojennych, była historyczną spuścizną sławnego chirurga Jana Mikulicza, który w niej działał do swej przedwczesnej śmierci w roku 1905. Wraz z budynkiem tej starej i wielce zasłużonej dla chirurgii kliniki przejąłem też w dziedzictwie wspaniałe idee i dokonania chirurgiczne, osiągnięte w tej klinice przez Mikulicza i Sauerbrucha. Stały się one dla mnie bodźcem do dalszego działania. W klinice rozwinąłem najpierw torakochirurgię, a idąc z duchem czasu i pamiętając o tym, że dążeniem Mikulicza i Sauerbrucha w tej klinice było wkroczenie do wnętrza klatki piersiowej, postawiłem sobie za cel wkroczenie do wnętrza jam serca. Ta idea stała u początków założenia Wrocławskiego Ośrodka Kardiochirurgicznego w II Katedrze i Klinice Chirurgicznej we Wrocławiu i wykonania w nim pierwszych operacji na sercu, najpierw na sercu zamkniętym ‒ pierwsza komisurotomia w 1954 r., potem w dniu 2 lutego 1958 r. po raz pierwszy w Polsce dokonałem zamknięcia ubytku międzyprzedsionkowego w hipotermii, a z kolei zamknięcia ubytku międzyprzedsionkowego i międzykomorowego, również po raz pierwszy w Polsce, zabiegu na otwartym sercu w krążeniu pozaustrojowym w dniu 12 kwietnia 1961 r. Tak więc w klinice, w której Mikulicz i Sauerbruch cieszyli się tak wielkim kultem, wprowadziłem w niespełna dziesięć lat po ostatniej wojnie dalsze postępy w chirurgii klatki piersiowej, a mianowicie operacje na otwartym sercu. Dążyłem też do rozbudowania i unowocześnienia tej kliniki, która jak na współczesne wymogi chirurgii była już mocno przestarzała. Udało mi się uzyskać fundusze na dobudowanie dodatkowego skrzydła do budynku kliniki, które harmonijnie uzupełniło jej rozkład czynnościowy, i rozszerzyć blok operacyjny, który, choć dobry za czasów Mikulicza, obecnie był zupełnie niewystarczający. W nowo wybudowanym przeze mnie skrzydle kliniki znalazła pomieszczenie dzięki moim staraniom zdobyta nowoczesna aparatura (angiokardiograf Siemensa) do diagnostyki wad wrodzonych i nabytych serca oraz oddział intensywnej terapii pooperacyjnej. Nowa sala operacyjna i nowa sala dla chorych po operacjach serca wyrównały dotkliwe braki w bloku pooperacyjnym dawnej kliniki Mikulicza. W pomieszczeniach położonych pod blokiem operacyjnym, gdzie dawniej znajdowała się słynna komora Sauerbrucha, umieściłem oddział intensywnej terapii i laboratoria analityczne i biochemiczne. Takim więc akordem zamknąłem swe dążenia do rozszerzenia zakresu torakochirurgii i uczyniłem możliwym, by klinika stała się miejscem, gdzie mogłyby znaleźć możność odzyskania zdrowia dzieci pokrzywdzone przez los, tj. z wrodzonymi wadami serca, a także niemały zastęp chorych ze schorzeniami serca i układu krążenia”.

W Polsce pierwszy zabieg zespolenia Pottsa wykonano w 1956 r. w Klinice Chirurgii Dziecięcej przy ul. Litewskiej w Warszawie kierowanej przez prof. Jana Kossakowskiego. Willis Potts powiedział kiedyś, że „operacje na otwartym sercu powinni wykonywać młodzi mężczyźni o zwinnych palcach, bystrym umyśle i elastycznych tętnicach wieńcowych”. Twierdził, że „większość chirurgów powinna przestać operować po przekroczeniu 70. roku życia, niewielu może to robić dalej, a niektórzy nigdy nie powinni byli zaczynać…”. Historia Diane Schnell, Michael’a Shaw i innych pacjentów pokazuje istotne różnice (widoczne dla osób zainteresowanych historią kardiologii i pierwszymi operacjami naprawczymi wad serca) pomiędzy medycyną polską a krajami cywilizacji zachodniej, niezwiązane z technologią. Znane są dobrze losy pacjentów, którzy przeżyli pionierskie procedury wykonywane na świecie. Poświęcono im liczne artykuły naukowe i popularnonaukowe opracowania, w tym książki. Historii polskich pionierskich pacjentów próżno szukać w dostępnych źródłach, takie opracowania po prostu nie istnieją. Cytując tytuł wywiadu ze mną, który dla „Gazety Wyborczej” przeprowadziła red. Beata Maciejewska: „Bogowie odeszli, ślad po pacjentach zaginął”…

Magdalena Mazurak

 

Fot. z archiwum M.M.

Zaloguj się

Zapomniałeś hasła?