-
Ryszard Łopuch (1941-2026)
Odszedł nasz wojownik, śp. Rysio Łopuch
Kiedy odchodzi ktoś, kto służył w sprawiedliwej sprawie niczym wojownik i stawał w szeregu idących na bój dla ich dobra, przychodzi skojarzenie z tymi wszystkimi, którzy są nam bliscy chociaż rodziną nie są. Pozostają w naszej pamięci i wywołują poczucie pozostawionej sentymentalnej pustki. Pamiętamy o ich poświęceniu, dziełach dla potomnych, ale też wiemy, że takiego drugiego, jak ten, którego poznaliśmy i znaliśmy, nie będzie.
Rysio Łopuch, lekarz stomatolog, miał charyzmę i specyficzny dar do gromadzenia wokół siebie ludzi i rozbudzania w nich potrzeby działań społecznych i wspólnotowych. Tak było w 1968 roku w marcu podczas strajków studenckich, kiedy był w tej skromnej liczbie liderów strajkowych umiejących argumentować i wyjaśniać, dlaczego my studenci nie możemy godzić się na bezprawie i ograniczanie wolności słowa. Nie dla wszystkich to było oczywiste i to w chwili, kiedy ze strony rządzących pojawiały się groźby użycia siły i wszelkiej maści propaganda kłamstwa i nienawiści.
Zmuszono nas do zakończenia strajków, ale nie złamano ducha. Pozostało poczucie niespełnienia, poczucie czegoś co wtedy nie wyszło, ale zasiana została w naszych umysłach idea działania, bo to co się zaczęło nie może być zapomniane i musi być kontynuowane. Trzeba tu wspomnieć, że Rysio znów w 1980 roku znalazł się w pierwszym szeregu walki o wolne związki zawodowe, które nazwane ,,Solidarność”, nie były tylko jakimś dobrze brzmiącym sloganem, ale wypływającą z serc wielu ludzi potrzebą ukazania wszem, że nie jesteśmy sami, bo łącząc solidarnie siły, trudno będzie nas pokonać. Tak się stało ‒ „Solidarność” była przed siłą, która mimo swojej determinacji i licznych szeregów zbrojnych musiała ustąpić.
Chociaż w kilku słowach trzeba wspomnieć, że pracował z oddaniem i empatią na rzecz pacjentów jako lekarz w Poradni Protetyki Stomatologicznej i kierownik pracowni, a później też jako kierownik Zakładu Opieki Zdrowotnej przy ul. Legnickiej. Ta praca unaoczniła mu, że lekarze są pozbawieni swojej reprezentacji, jako środowisko zawodowe. Nie czekał na odgórne rozwiązania. Znalazł się grupie inicjującej zorganizowanie i powołanie Izby Lekarskiej, jako reprezentacji zawodowej, w pełni samorządowej. Wiele zdziałał na tym polu od pierwszych zebrań, po I Zjazd i wiele następnych, gdzie pełnił różne zaszczytne funkcje. Zarówno w Dolnośląskiej Izbie Lekarskiej, jak i w Naczelnej Izby Lekarskiej. Nie brakło Go też jako organizatora protestów wobec niekorzystnych dla środowiska decyzji władz, gdy trzeba było wesprzeć zwalnianych pracowników z likwidowanych szpitali i przychodni. Pozostawił po sobie dobre wspomnienia wojownika o dobrą sprawę, niemal jak legendarny Mohikanin.
27 lutego 2026 r. na Cmentarzu Grabiszyńskim w czasie ostatniego pożegnania w modlitwie i skupieniu oddali ostatni hołd Zmarłemu kochający Go: żona Małgosia, dzieci Kasia i Kuba, wnukowie Wojtuś, Tomek, Zosia i Jordan, a także przyjaciele, koledzy, sąsiedzi i wiele bliskich Mu osób. Człowiek o wielkim sercu, czułości, wrażliwy na wartości, gotowy do bezinteresownej pomocy i wsparcia nie tylko dla najbliższych, ale każdego, kto tego potrzebował. Dla młodych był nauczycielem i przewodnikiem po trudnych ścieżkach życia, ciesząc się wraz nimi z ich sukcesów, nie poprzestając na osiągnięciach zawsze gotowy do odpowiedzialnej i przykładnej troski.
Szybko zaskarbiał dla siebie wzajemny szacunek jako człowiek otwarty w czasie towarzyskich spotkań i niekończących się rozmów. Honor i etyka były dla Niego czymś, co stanowiło wielką wartość w Jego życiu osobistym i społecznym. Był fanem drużyny Śląska Wrocław i swoją pasją zaraził rodzinę. Interesowała Go też historia Polski, świata, a szczególnie epoka napoleońska.
Rysiu! Jesteś u dobrego Pana, który zaspokoi Twoje pragnienia i zapewni pokój Twojej duszy w życiu wiecznym, a czyny Twoje nie będą zapomniane ani tu ziemi, ani w niebie, bo w ostateczności za ciepło, życzliwość i dobroć ‒ dobrem się odpłaca.
Pewne jest, że można by jeszcze bardzo dużo napisać, ale wiem też, że nie życzyłbyś sobie, aby wspomnienie o Tobie było zbyt obszerne, a zatem mogłoby stać się nudne. Myślę, że dotknąłem istoty tego co w Twoim życiu i dla Ciebie było ważne.
Tadeusz Bielawski