Skrót artykułu Strzałka

Wrocławski zespół naukowców opracował system interpretacji wyników laboratoryjnych oparty na sztucznej inteligencji (AI). Produkt medyczny już działa w ramach dużych sieci laboratoryjnych. Podpięty pod konto z wynikami badań, w kilka minut przeprowadza z pacjentem krótki wywiad i interpretuje jego wyniki. Nie diagnozuje, ale zaleca dalsze postępowanie we współpracy z zespołem medycznym. Z twórcą systemu Labplus, wrocławskim lekarzem dr. hab. n. med. Siddharthem Agrawalem rozmawia Aleksandra Solarewicz.

Wrocławski zespół naukowców opracował system interpretacji wyników laboratoryjnych oparty na sztucznej inteligencji (AI). Produkt medyczny już działa w ramach dużych sieci laboratoryjnych. Podpięty pod konto z wynikami badań, w kilka minut przeprowadza z pacjentem krótki wywiad i interpretuje jego wyniki. Nie diagnozuje, ale zaleca dalsze postępowanie we współpracy z zespołem medycznym. Z twórcą systemu Labplus, wrocławskim lekarzem dr. hab. n. med. Siddharthem Agrawalem rozmawia Aleksandra Solarewicz.

Aleksandra Solarewicz: Mam wynik, zaglądam do Google i wnioskuję, że to nic poważnego, więc nie wracam do lekarza, albo wprost przeciwnie – norma wygląda na mocno przekroczoną, więc nachodzą mnie czarne myśli…

dr hab. n. med. Siddharth Agrawal
lekarz, naukowiec i twórca innowacji medycznych. Absolwent UMed we Wrocławiu, uzyskał stopień doktora habilitowanego nauk medycznych i nauk o zdrowiu. Autor ponad 70 publikacji naukowych oraz 10 patentów i zgłoszeń patentowych z zakresu diagnostyki medycznej, biologii molekularnej, medycyny klinicznej i onkologii. Jest współzałożycielem firmy Labplus, która opracowała pierwszy wyrób medyczny do zautomatyzowanej interpretacji wyników badań laboratoryjnych (LabTest Checker by Labplus®). Laureat Forbes 30 under 30.
Fot. z archiwum S.A.

Siddharth Agrawal: Tak, modelowo oczywiście przez wiele lat funkcjonowało to tak, że to lekarz zlecał wykonanie badań i był tą osobą, która otrzymywała wyniki i odpowiadała za dalsze działanie. Natomiast w ostatnich dwóch dekadach ta ścieżka całkowicie się zmieniła. Teraz po pierwsze pacjenci sami wykonują badania, bez zleceń lekarskich, a po drugie – nawet jeżeli je otrzymują na zlecenie lekarza, to wyniki zwykle odbierają samodzielnie. Następnie korzystają z Google i (jeszcze częściej) z ChataGPT i w konsekwencji sami inicjują ścieżkę postępowania. Mają więc nieograniczony dostęp do narzędzia, które z jednej strony jest cenne, a z drugiej – może powodować wiele negatywnych konsekwencji. Pacjenci wyczytują w Internecie różne rzeczy. Zdarza się, że prowadzi to do obaw przed diagnozą nowotworu czy innych poważnych zaburzeń, przez co na cito zgłaszają się do lekarza z podejrzeniami, które zwykle okazują się bezpodstawne. Wizyty polegające na wyjaśnianiu tego typu nonsensów są stratą czasu i dla lekarza, i dla pacjenta.

Proszę powiedzieć, panie doktorze, w takim razie na czym dokładnie polega wasz wynalazek? Dowiedziałam się o nim ze strony miejskiej Wrocławia, ale jakoś nie mogłam zrozumieć, czym dokładnie jest to „narzędzie”, o którym wielokrotnie się tam wspomina.

‒ Już wyjaśniam. Wspomniałem właśnie o tym, że pacjenci od lat chodzą do doktora Google. My stworzyliśmy alternatywę – system do interpretowania wyników badań, zarejestrowany jako wyrób medyczny. Jest on zintegrowany z panelem odbioru wyników największych sieci laboratoryjnych, takich jak Diagnostyka czy Synevo. Pacjent, zalogowany na swoim koncie z wynikami, klika przycisk „interpretuj” i system rozpoczyna z nim krótki wywiad medyczny – pyta o choroby, leki, objawy. To kluczowy etap, bo sam wynik laboratoryjny bez kontekstu klinicznego niewiele znaczy – dokładnie tak samo jak lekarz, nasz system najpierw musi zrozumieć sytuację pacjenta. Wywiad trwa zwykle 2-3 minuty, po czym system generuje Raport Zdrowia: co oznaczają wyniki, jakie są zalecenia i co pacjent powinien teraz zrobić. Jeżeli cokolwiek budzi wątpliwości, pacjent może bezpłatnie skonsultować się online z naszym Zespołem Medycznym.

System oparty na sztucznej inteligencji. To znowu może budzić nieufność. 

– Nasz system nie jest oparty o wielkie modele językowe (LLM), a o autorskie algorytmy opracowane we współpracy lekarzy i naukowców. To nie jest zwykły chatbot, a zarejestrowany wyrób medyczny udostępniany pacjentom przez podmiot leczniczy. Nasze modele są w pełni wyjaśnialne i transparentne, audytowalne. Bierzemy pełną odpowiedzialność za usługę medyczną, którą świadczymy.

Teraz jasne. Zamiast przypadkowego ChatGPT, mam do dyspozycji certyfikowany wyrób medyczny, do którego dostęp pacjenci zyskują dzięki laboratoriom partnerskim     . Jakie są cele jego wdrożenia?

– Ważne jest to, że dzięki temu procesowi dbamy o to, by zapewnić każdemu pacjentowi właściwą opiekę przez precyzyjne wskazanie dalszych kroków. To jest cel podstawowy usługi. Drugim celem jest to, żeby pacjenci częściej wykonywali badania, które rzeczywiście wnoszą wartość do ich opieki ‒ diagnostycznej i profilaktycznej. W Polsce wciąż mamy mniej niż 8% realizowanych zaleceń profilaktycznych, czyli tych działań, które mają udowodniony wpływ na długość naszego życia. A dzięki temu, że znamy już sytuację pacjenta, możemy dokładnie wskazać, jakie badania są dla niego konieczne, żeby uzyskał pewność co do własnego stanu zdrowia. 

Rozumiem, że narzędzie pacjent dostaje od was pośrednio, bo w rzeczywistości udostępnia mu je firma diagnostyczna?

– My jako firma nie dajemy mu dostępu do swojego systemu. Integrujemy się bezpośrednio z platformą naszych partnerów, czyli np. Diagnostyki. To jest ważne, dlatego że w ten sposób dane pacjenta nigdy nie opuszczają bazy danych podmiotu, w którym jest objęty opieką. Cały proces odbywa się w systemie laboratorium. Nie trzeba tych wyników kopiować, wklejać, przesuwać. Wszystko dzieje się w tym samym miejscu, co zapewnia wysoki poziom bezpieczeństwa i jakości. A po drugie – samo użytkowanie jest bardzo intuicyjne. Pacjent loguje się do swoich wyników przez dane, które otrzymuje od placówki diagnostycznej. Tam po prostu klika przycisk, wypełnia wywiad medyczny i otrzymuje pełen Raport Zdrowia. W tym raporcie ma kompletne podsumowanie wyników i zalecenia co do dalszego postępowania. Oczywiście, my w tym momencie nie rozpoczynamy diagnozy i leczenia pacjenta, nie przepisujemy mu leków, ale pokazujemy dokładnie, jakie powinny być jego dalsze kroki i z czego to wynika. Kierujemy do właściwego miejsca: czy to lekarza POZ, czy to lekarza, który w tym momencie zajmuje się już zdiagnozowaną chorobą pacjenta. Jeżeli potrzebne są dodatkowe badania (najczęściej związane z diagnostyką odchyleń lub analityką objawów), sugerujemy wykonać je przed konsultacją lekarską. Chodzi o to, by obie strony zaoszczędziły cenny czas.

Mieli państwo już do czynienia z nagłymi przypadkami?

– Tak, mieliśmy ich już ponad 4000. Jeśli wyniki są alarmowe, kierujemy pacjenta na SOR. Dziś na przykład mieliśmy przypadek pacjentki z wysokim poziomem beta-HCG, która nie wykonała tego badania z powodu podejrzenia ciąży, lecz z powodu silnego bólu brzucha. Taka sytuacja może wskazywać na ciążę pozamaciczną, czyli stan zagrażający zdrowiu lub życiu, więc została skierowana do szpitala w trybie natychmiastowym. Takich przypadków, wymagających pilnej interwencji, jest około 0,5% w grupie wszystkich pacjentów. Czas jest wtedy na wagę złota.

Pacjent pacjentem, ale to narzędzie znacznie ułatwia pracę lekarzowi, bo przychodzę do niego już w jakiś sposób przygotowana, prawda?

– Dokładnie, to jest bardzo ważne. Nasz system odpowiada na wiele pytań, które mają pacjenci po otrzymaniu wyniku: „O, mam wysoki cholesterol. Czy coś mogę z tym zrobić?”. Wiele informacji istotnych dla pacjenta przekazujemy już w Raporcie Zdrowia po to, żeby lekarz mógł skupić się na tym, co najważniejsze – czyli na ocenie stanu pacjenta i wdrożeniu odpowiedniego leczenia, jeśli jest ono konieczne. Czyli po prostu wyręczamy lekarzy z tej „edukacyjnej” części pracy.

A ja, panie doktorze, jestem ostrożna. Chcę od razu trafić do lekarza, do którego mam zaufanie… 

– Uważam, że modelowo było dobrze, kiedy to lekarze odpowiadali za cały proces. Natomiast dziś jest to niemożliwe – biorąc pod uwagę niedobory kadr medycznych, starzejące się społeczeństwo, większy dostęp do narzędzi diagnostycznych i większą swobodę pacjentów. Musielibyśmy de facto zakazać samodzielnego wykonywania badań i oddać cały proces z powrotem lekarzom, a to jest niemożliwe. Z drugiej strony mamy bardzo wiele zaniechań. W wielu placówkach pacjent dostaje skierowanie na badania, wykonuje je, odbiera wynik, z którym powinien zgłosić się do lekarza. Kiedy jednak odbiera wynik i wydaje mu się, że wszystko jest w porządku – że to jakieś drobne, nieistotne odchylenia – nie wraca do gabinetu i nie kontynuuje diagnostyki. To jest właśnie problem, któremu chcemy zapobiec – chcemy, żeby pacjent wiedział, kiedy kontynuacja diagnostyki jest naprawdę istotna i dlaczego. Dostarczanie wiarygodnej i rzetelnej informacji zwiększa skuteczność całego procesu diagnostycznego.

No, ale wynik, który w raporcie zostanie zinterpretowany jako „w normie”, też może być pułapką?

– Oczywiście – u niektórych pacjentów norma laboratoryjna niekoniecznie oznacza, że wszystko jest w porządku. Na przykład mieliśmy pacjenta, który miał PSA w normie. Na podstawie wyłącznie wyniku z laboratorium mógłby pomyśleć, że wszystko jest w porządku. Natomiast interpretacja wzięła pod uwagę ważny fakt: pacjent był po usunięciu prostaty, a więc ów wynik mógł świadczyć o wznowie procesu nowotworowego. W tej sytuacji nie mógł zaczekać na planową wizytę u urologa za trzy miesiące – jego stan mógł być poważny już w momencie odbioru wyników. Właśnie o to nam chodzi – by jak najszybciej poinformować pacjentów o tym, jaka pomoc jest w ich przypadku zasadna. Dzięki temu mogą po prostu szybciej ją otrzymać.

Od kiedy państwo udostępniacie Labplus i mniej więcej ile osób już zdążyło skorzystać z interpretacji badań?

– Prace badawczo-rozwojowe zaczęliśmy w 2018 roku, na bazie kilku grantów. To były duże, skomplikowane prace obejmujące ocenę kliniczną, ocenę technologii, dopuszczenie, rejestrację i certyfikację. Szacunkowo wykonaliśmy już ponad 2,5 miliona interpretacji. Większość z nich przeprowadziliśmy po tym, jak usługa stała się bezpłatna i standardowa – bez dodatkowych opłat dla pacjentów wykonujących badania komercyjnie w naszych partnerskich sieciach. Na rynku działamy już dwa – trzy lata. W tym czasie Labplus potwierdził swoje bezpieczeństwo i skuteczność, a od połowy zeszłego roku jest w szerokim użyciu i obsługuje setki tysięcy badań miesięcznie. Dzięki naszemu systemowi pacjent oszczędza czas – dostaje raport ze wszystkimi informacjami i zaleceniami. A jeżeli ma jakiekolwiek pytania i wątpliwości, nad systemem czuwa Zespół Medyczny. Udział człowieka w procesie wsparcia pacjenta stanowi dodatkową warstwę bezpieczeństwa. W przypadku jakichkolwiek pytań dotyczących interpretacji, pacjent może wysłać swoje pytanie za pomocą formularza dostępnego na dole Raportu Zdrowia. Odpowiedź od wykwalifikowanego eksperta zostaje wysłana do pacjenta zwykle po kilku godzinach.

Czy mogę pytać o plany rozwojowe? Czy jest to na razie tajemnica handlowa?

– Nie mogę jeszcze zdradzić szczegółów, ale… wkrótce planujemy ogłaszać współpracę z dużymi partnerami. Świadczą one nie tylko usługi diagnostyczne, ale także specjalistyczne świadczenia zdrowotne.

Uruchamiamy też duży program dla pracodawców – wspieramy ich w tym, aby ich pracownicy wykonywali wszystkie zalecane badania profilaktyczne. Pilotaż przeprowadziliśmy już w zeszłym roku, we współpracy z dużymi pracodawcami. Może z nami współpracować każda firma w Polsce. Mamy też propozycję dla pacjentów, którzy wykonują badania samodzielnie.

Na czym ona polega?

– Pacjenci, którzy wykonują badania samodzielnie, będą mieli dostęp do swojego profilu zdrowotnego, aktualizowanego na bieżąco, gdzie będą mogli zarządzać swoją profilaktyką. To realna oszczędność. Wiemy, że pacjenci wykupują liczne badania, które często nie mają rzeczywistej wartości medycznej. My wprowadzamy system, który porządkuje diagnostykę i profilaktykę tak, aby przynosiły pacjentowi maksymalną korzyść zdrowotną. Ten system nazywa się PRM, czyli Patient Relationship Management.

Firmy diagnostyczne i pacjenci indywidualni – to dwa obszary, które w tym roku rozwijamy w Polsce i eksportujemy do pierwszych krajów europejskich, a także do Azji.

Sami jesteście polską firmą. Brawo. 

– Tak, Labplus ma 100% polskiego kapitału, tworzy go polski zespół i jesteśmy z tego dumni. Tworzymy realną innowację, której fundamenty powstawały na uniwersytetach, w ramach pracy badawczej i przy wsparciu Funduszy Europejskich. Dziś służy ona ludziom – również nieodpłatnie. Współpraca z nami to wsparcie rozwoju polskiego biznesu.

 

 

 

Zaloguj się

Zapomniałeś hasła?