Rosnąca niechęć do szczepień ochronnych w połączeniu z łatwością podróżowania po świecie to pewny sposób na poważne kłopoty. Dlatego eksperci z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu apelują, byśmy przestrzegali kalendarza szczepień ochronnych u dzieci i sami doszczepiali się co 10 lat. Bez tego spotkanie z groźnymi bakteriami i wirusami może oznaczać dramatyczne konsekwencje zdrowotne.
Błonica, krztusiec i odra są coraz groźniejsze – trzeba się przeciw nim szczepić!
Rosnąca niechęć do szczepień ochronnych w połączeniu z łatwością podróżowania po świecie to pewny sposób na poważne kłopoty. Dlatego eksperci z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu apelują, byśmy przestrzegali kalendarza szczepień ochronnych u dzieci i sami doszczepiali się co 10 lat. Bez tego spotkanie z groźnymi bakteriami i wirusami może oznaczać dramatyczne konsekwencje zdrowotne.

Od lewej: prof. Jarosław Drobnik, prof. Marzena Zielińska, dr Marcin Drozd, prof. Leszek Szenborn
Krztusiec, odra, błonica, tężec, WZW typu A, poliomyelitis – te choroby nie powinny nam zagrażać, bo przecież od wielu lat mamy skuteczne szczepionki, które przed nimi zabezpieczają. Kłopot w tym, że coraz częściej rodzice nie szczepią swoich dzieci, a dorośli zapominają o doszczepianiu się co 10 lat, bo z czasem odporność organizmu spada.
Zakażenie przywiezione z Afryki
Boleśnie przypominają o tym wszystkim wydarzenia z połowy marca. Do Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. J. Gromkowskiego we Wrocławiu trafił 6-latek, który właśnie wrócił z rodzicami z Zanzibaru. Jak się okazało, w czasie wakacji chłopiec zachorował na błonicę. Co ważne, dziecko nie było zaszczepione na tę chorobę. Już w szpitalu od niego zakaził się dorosły mężczyzna, którego syn leżał z chorym przedszkolakiem w jednej sali.
Jak poinformował Główny Inspektor Sanitarny dr Paweł Grzesiowski, ustalono wszystkich polskich pasażerów samolotów podróżujących razem z dzieckiem, które zachorowało na błonicę (w sumie rodzina malucha leciała trzema samolotami). Wszystkim profilaktycznie podano antybiotyki. O sprawie zostały też poinformowane służby epidemiologiczne krajów, których obywatele podróżowali samolotem razem z chorym chłopcem.
Przez 60 lat nie spotkałem błonicy
Profesor Leszek Szenborn, kierownik Kliniki Pediatrii i Chorób Infekcyjnych Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu przyznaje, że zetknął się z błonicą na żywo po raz pierwszy. – Gdy przed 40 laty zaczynałem pracę w Klinice Chorób Zakaźnych Dzieci (która dzisiaj się nawet inaczej nazywa, bo zmieniła nazwę z tego powodu, że te choroby zniknęły), nie widziałem przypadków krztuśca, odry, błonicy. To się zmieniło kilka dni temu, gdy miałem okazję błonicę rozpoznać i działać, żeby ratować to dziecko – mówi pan profesor. – Sześcioletnie, kompletnie niezaszczepione dziecko mogło żyć w Polsce szczęśliwie, zdrowe i zadowolone dzięki temu, że większość dzieci w naszym kraju była zaszczepiona przeciw błonicy – wyjaśnia. Ale już w Afryce, gdzie malec spędzał wakacje z rodzicami, takie szczepienia są znacznie rzadsze – dlatego się zakaził.
Jak mówi prof. Szenborn, coraz więcej rodziców z niewiadomych powodów ulega namowom i nie realizuje niezbędnego zestawu szczepień swoich dzieci. Chodzi nie tylko o błonicę, ale też o krztusiec, poliomyelitis czy WZW typu A. Wydaje się nam, że dzięki szczepieniom te choroby to już przeszłość, jednak one wykorzystują naszą niefrasobliwość, związaną z unikaniem szczepień.
Szef Kliniki Pediatrii i Chorób Infekcyjnych przypomina, że błonica była jedną z pierwszych chorób, przeciwko którym wynaleziono szczepionkę. Ta już przed II wojną światową była stosowana w Polsce. – Do szczepień przeciwko błonicy wróciliśmy dopiero w 1954 roku – po tym, jak w Polsce zdarzały się przez kilka lat epidemie, które atakowały 22 do 44 tysięcy osób, z czego umierały nawet trzy tysiące dzieci rocznie. Żadna inna choroba zakaźna nie była przyczyną tak wysokiej śmiertelności z tego względu, że błonica jest chorobą podstępną – wyjaśnia prof. Szenborn.
Jak dodaje, początkowe objawy są podobne do zapalenia gardła, czyli do pospolitej choroby spowodowanej przez wiele zakażeń bakteryjnych i wirusowych. – Kiedy jednak pojawiają się objawy duszności, jest już bardzo późno, dlatego że to nie chodzi o same bakterie, które możemy zwalczać antybiotykami (tutaj leczenie antybiotykami ma podrzędne znaczenie). To jest choroba wywołana przez toksynę, która jest wytwarzana od początku zakażenia, wiąże się z tkankami i zabija komórki. Skuteczne leczenie polega na podaniu końskiej immunoglobuliny. My dzisiaj leczymy błonicę tak, jak na początku XX wieku – tłumaczy zakaźnik.
I dodaje, że problemem nie mniej groźnym od błonicy jest odra, ale też krztusiec, na który od początku roku zachorowało już ponad 37 tysięcy Polaków! – Poza tym do 15 marca w Polsce 64 osoby zachorowały na sepsę meningokokową, z czego pewnie 6 umarło, bo taka jest śmiertelność minimalna w przypadku tej choroby – dodaje prof. Leszek Szenborn.
Szczepienia są konieczne
Eksperci z USK we Wrocławiu nie mają wątpliwości, że jedynym skutecznym sposobem na stawienie czoła groźnym, zapomnianym chorobom są szczepienia. To one bowiem chronią nie tylko pojedyncze osoby, ale też całe społeczeństwo przez przygotowanie organizmów zaszczepionych osób na kontakt z konkretną bakterią lub wirusem, a w efekcie ograniczenie ryzyka transmisji groźnych patogenów. Kiedy jednak spada liczba osób szczepiących się, ochrona zbiorowa (czyli tzw. odporność populacyjna) zostaje naruszona. Jest to najlepiej widoczne w czasie szczytów sezonowych infekcji np. wirusem grypy. Wtedy całe przedszkola, szkoły lub zakłady pracy pustoszeją z powodu masowych zakażeń wirusami i wystąpienia pełnoobjawowej choroby.
– Dlatego tak ważny jest wysoki poziom wyszczepialności (w praktyce sięgający 95%). To on bowiem gwarantuje odporność populacyjną – nie tylko w kontekście chorób zakaźnych wieku dziecięcego, o których właściwie zapomnieliśmy, a życie brutalnie o nich w ostatnim czasie przypomniało. Odporność populacyjna, szczególnie związana z chorobami zakaźnymi wieku dziecięcego, to nie tylko ochrona dzieci przed skutkami tych chorób, ale także ich opiekunów – rodziców czy dziadków. Jeżeli dzieci są wyszczepione na odpowiednio wysokim, populacyjnym poziomie, to pozostałe osoby są chronione, bo mają bardzo małe szanse na kontakt z osobą zakażaną – mówi prof. dr hab. n. med. Jarosław Drobnik, naczelny epidemiolog USK we Wrocławiu.
I wyjaśnia, że bezpieczeństwo epidemiologiczne wynika z dwóch elementów: wyszczepialności oraz naszego stylu życia. – Jeździmy w różne egzotyczne, jak się okazuje nie zawsze bezpieczne pod względem infekcyjnym miejsca i z tych miejsc przyjeżdżają do nas także osoby o niepewnym statusie epidemiologicznym. Dlatego jedynym skutecznym sposobem unikania jakże uciążliwych i często bardzo niebezpiecznych chorób zakaźnych są szczepienia – podkreśla prof. Drobnik.
Jak tłumaczy, kiedy wystąpią objawy infekcji wirusowej czy bakteryjne zasadą jest samoizolacja, kontakt z lekarzem lub wykonanie coraz powszechniej dostępnych testów antygenowych. Kiedy natomiast musimy opuścić miejsce zamieszkania, powinniśmy pamiętać o maseczce i unikaniu niepotrzebnych kontaktów z innymi osobami, by ich nie zakazić.
Coraz większa jest liczba zachorowań (nie tylko w Polsce, ale w całej Europie) na odrę, błonicę i krztusiec, chorób groźnych zwłaszcza dla najmłodszych pacjentów oraz dorosłych z np. deficytem odporności. A są tylko dwie drogi nabycia specyficznej odporności – albo trzeba przebyć zakażenie objawowo lub bezobjawowo, albo się zaszczepić. – Izolacja jest metodą uciążliwą i pozbawiającą nas radości życia, możemy jej uniknąć. Co szczególnie istotne, choroby wieku dziecięcego, jeśli wystąpią u dorosłych, przebiegają o wiele ciężej niż u dzieci i są trudniejsze do rozpoznania – podkreśla prof. Szenborn.
Jak podkreślają wrocławscy specjaliści, coraz częściej zapominamy, że odporności zwykle nie nabywamy na całe życie – zazwyczaj tracimy ją 10 lat po ostatnim szczepieniu. Każdy rok oznacza mniejszą ilość przeciwciał w krwiobiegu i większe ryzyko ominięcia systemu odpornościowego przez patogen. Dodatkowo istotne jest też pojawianie się nowych mutacji w obrębie jednego wirusa – tak, jak w przypadku grypy lub COVID-19.
Dlatego konieczne jest podawanie szczepionek przypominających – tzw. boosterów. – One stymulują od nowa naszą odporność na określone choroby zakaźne. Boostery powinniśmy przyjmować co 10 lat w przypadku np. chorób zakaźnych wieku dziecięcego lub co roku, jak w przypadku grypy czy COVID-u. Takie postępowanie jest bardzo bezpieczne i efektywne. To prosty i skuteczny sposób na odnowienie naszej odporności, a tym samym ochronę przed chorobami zakaźnymi, na które się szczepimy, a o których już zwykle nie pamiętamy – zaznacza prof. Drobnik.
Szczególnie ważne jest to w przypadku: błonicy, krztuśca, odry, poliomyelitis, tężca czy WZW typu A. Zdaniem eksperta to jedyna sprawdzona recepta na zdrowie, ale także sposób na bezpieczne podróże, szczególnie te egzotyczne.

Prof. Leszek Szenborn, kierownik Kliniki Pediatrii i Chorób Infekcyjnych USK we Wrocławiu

Prof. Jarosław Drobnik, naczelny epidemiolog USK we Wrocławiu
Maciej Sas
Fot. z archiwum USK