Pandemia COVID-19 - Kolejki do ortopedów wydłużą się nawet o 3 miesiące Drukuj
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Źródło grafiki: www. pixabay.com/photos/knee-2768834/whitesession

Niektóre skutki epidemii koronawirusa będą nieodwracalne zarówno dla pacjentów z chorobami narządów ruchu, jak i dla ich lekarzy – mówi lek. Wiktor Wolfson, chirurg ortopeda, specjalista chirurgii ogólnej, ortopedii i traumatologii, prezes związku Pracodawcy Zdrowia Dolnego Śląska. Sytuację pogarsza fakt, że przez wiele tygodni zamknięte były placówki rehabilitacyjne...

Kolejki do ortopedów wydłużą się nawet o 3 miesiące

„Cierpliwość” – to słowo wykluczające skuteczne leczenie w przypadku wielu chorób. Dla większości pacjentów onkologicznych czy kardiologicznych każda chwila oczekiwania oznacza topniejącą nadzieję. Podobnie jest z tymi, którzy zmagają się z poważnymi chorobami narządów ruchu. Trwająca od początku marca epidemia koronawirusa uszczknęła znaczną część tej nadziei. Bo radykalnie ograniczyła dostępność do lekarzy ortopedów.

Spotęgowane cierpienie pacjentów

– Wizyty musiały być przesunięte głównie z powodu konieczności utrzymania wszystkich środków zapobiegawczych przed transmisją zakażenia. Część pacjentów obawiała się wyjścia z domu nawet w przypadku niezbędnej wizyty u lekarza. Szczególnie ludzie starsi, będący w grupie ryzyka, bali się zakażenia – mówi lek. Wiktor Wolfson, chirurg ortopeda, prezes związku Pracodawców Zdrowia Dolnego Śląska. Poza tym część gabinetów była przez kilka tygodni nieczynna – a to z powodu zakażenia kogoś z personelu, a to za sprawą usprawiedliwionych, jak podkreśla doktor Wolfson, obaw o zdrowie personelu medycznego.

– To wszystko bardzo wydłużyło proces diagnostyczny i leczenie. Na dodatek przychodnie specjalistyczne i gabinety fizjoterapeutyczne nie mogły działać w normalnym trybie, a rehabilitacja w naszej specjalności to integralna część procesu leczenia. W wielu przypadkach cierpienie pacjentów ze schorzeniami narządów ruchu uległo nasileniu, zwłaszcza tymi wymagającymi konkretnych zabiegów operacyjnych czy specjalistycznego leczenia – mówi.

Jak dodaje, najbardziej dotknęło to osób, które potrzebowały planowych operacji ortopedycznych, takich jak alloplastyka stawów: biodrowego czy kolanowego. Oczekiwanie na taki zabieg już przed wybuchem epidemii było bardzo długie, a teraz jeszcze znacząco się wydłuży – nawet, jak twierdzi dr Wiktor Wolfson, o trzy miesiące. – Większość tych chorych to osoby w podeszłym wieku będące w grupie ryzyka zakażeniem COVID-19 – zauważa ortopeda.

Na tym jednak nie kończą się poważne problemy tej grupy pacjentów. – Proces zwyrodnieniowy układu kostno-stawowego na zaawansowanym etapie prowadzi do nieodwracalnych zmian w postaci zaników mięśniowych, przykurczów czy innych zniszczeń. Te zaś stanowią dużo większą trudność do pokonania dla operatora w trakcie i pacjenta po zabiegu operacyjnym. Wydłużają czas rekonwalescencji, obciążenia dla rodziny i opieki zdrowotnej – zaznacza prezes Pracodawców Zdrowia.

Kłopoty kadrowe świata ortopedii

Kolejnym, nie mniej istotnym problemem, jest brak ortopedów. Dostępność do nich w czasie epidemii jeszcze się zmniejszyła – niektóre gabinety przestały przyjmować pacjentów i dotąd nie wznowiły działalności. Stało się tak między innymi z powodu rozmaitych nieformalnych zakazów pracy dla lekarzy w innych placówkach niż macierzysty szpital, odcinających ich od możliwości dodatkowego zarabiania, a pacjentów – od pomocy specjalistów.

– Sądzę, że najpoważniejsze szkody w tym względzie będą dotyczyć sektora publicznej opieki zdrowotnej, bo tutaj kontrakty są największe, a warunki pracy trudne i demotywujące. Wiąże się to głównie z bardzo niskimi stawkami, jakie są oferowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia. To przyczynia się do generowania strat szpitali i przychodni. Jeśli to nie ulegnie zmianie, zarządy tych placówek w przyszłości nie będą chętne do zawierania nowych kontraktów – twierdzi prezes związku Pracodawcy Zdrowia.

Jego zdaniem ci lekarze, którzy w czasie epidemii przeszli z publicznej opieki zdrowotnej do komercyjnej, raczej nie będą chcieli wracać. Nie jest również tajemnicą, że we wszystkich dziedzinach zabiegowych średnia wieku jest wysoka. – A młodzi lekarze, przynajmniej spora ich grupa, nadal wyjeżdżają za granicę w poszukiwaniu lepszych warunków życia, pracy, specjalizacji i szacunku dla ich zawodu. Wnioski nasuwają się więc same… – podsumowuje doktor Wolfson.

Powrót z wirtualu do realu

Od drugiej dekady marca wielu pacjentów było konsultowanych wyłącznie za pośrednictwem teleporad. Te jednak, jak podkreśla doświadczony ortopeda, mimo wielu zalet, mają też wady – nie zastąpią przecież osobistego kontaktu z lekarzem, niezbędnego badania klinicznego oraz dalszego procesu diagnostyki i leczenia.

Dostępność do ambulatoryjnej opieki specjalistycznej, w tym do ortopedii i traumatologii, i tak znacznie ograniczoną przez słabość i niedofinansowanie całego systemu opieki zdrowotnej, wraca powoli do normy sprzed pandemii. W całej służbie zdrowia, co oczywiste, konieczne jest nadal stosowanie wszystkich niezbędnych procedur z zakresu bezpieczeństwa epidemiologicznego. – Z tego powodu musimy wydłużać czas pracy. Nie możemy przyjmować tylu pacjentów, ilu przyjmowaliśmy przed pandemią. Kolejka siłą rzeczy wydłuża się więc cały czas – mówi dr Wiktor Wolfson.

Poza tym ortopedia i traumatologia, jak wiele innych specjalności, wymagają ścisłej współpracy z rehabilitacją. Usprawnianie to końcowy etap leczenia schorzeń narządu ruchu, a często jedyny. – Z powodu epidemii gabinety były nieczynne przez około trzy miesiące, co sprawiło, że zaległości rosły i dalej rosną ze szkodą dla chorych – podkreśla ortopeda.

Brak właściwej rehabilitacji częstokroć jest przyczyną narastania niewydolności narządu ruchu, a niekiedy prowadzi wręcz do zaprzepaszczenia efektu operacji. – Nie wszystko da się zrzucić na karb pandemii. To raczej brak koordynacji i niedofinansowanie, które są absurdem również z ekonomicznego punktu widzenia. Jeżeli bowiem wykonany został skomplikowany, kosztowny zabieg, a na rehabilitację pacjent musi czekać częstokroć wiele miesięcy, to wysiłek chirurgów i pieniądze przeznaczone na ten cel można uznać za wyrzucone w błoto – nie ma wątpliwości chirurg ortopeda. Jak dodaje, dotyczy to całej rehabilitacji i podkreśla, że środowisko oczekuje na wyciągnięcie po pandemii odpowiednich wniosków w tej dziedzinie.

– Im szybciej pacjent zostanie wyleczony, tym mniejsze będą koszty dla systemu i dla samego chorego. To wydaje się oczywiste – wyjaśnia doktor Wolfson. Według niego, aby usprawnić system i skrócić legendarne kolejki, właściwym krokiem byłoby docenienie pracy lekarzy i pozostałych zawodów medycznych, jak rehabilitanci czy fizjoterapeuci, koordynacja przekazywania pacjenta pomiędzy poszczególnymi poziomami opieki zdrowotnej, uporanie się z narastającą patologią niezgłaszania się pacjentów na zapowiedziane i zarejestrowane wizyty bez ich odwołania. Fundusz powinien zapłacić za to placówkom medycznym, pokrywając ich stratę, a następnie rozliczyć się z pacjentami, którzy nie zgłosili się bez usprawiedliwionego powodu. To niektóre ze sposobów na poprawienie sytuacji w opiece specjalistycznej proponowane przez prezesa związku Pracodawcy Zdrowia Dolnego Śląska.

– Takie nieodwołane wizyty wydłużają czas oczekiwania osób potrzebujących leczenia specjalistycznego. Mówiąc krótko, niefrasobliwość jednych szkodzi innym. Proponowaliśmy jako środowisko wiele innych rozwiązań organizacyjnych, niewymagających wielkich nakładów, ale mogących poprawić dostępność do świadczeń specjalistycznych w ramach ubezpieczenia zdrowotnego – wylicza. Według niego takich wizyt nieodwołanych w porę jest nawet 30 procent.

Rehabilitacja: wszystko zaczynamy od nowa

To, że koronawirus pośrednio zaszkodził pacjentom, którzy wymagają rehabilitacji potwierdza Tomasz Kabała, fizjoterapeuta, zastępca dyrektora NZOZ Creator we Wrocławiu do spraw rehabilitacji. Jak mówi, rehabilitacja powinna być procesem ciągłym, systematycznym, bo tylko wtedy można się spodziewać dobrych efektów. W momencie, kiedy jest przerwana, dochodzi do osłabienia mięśni, ograniczenia zakresu ruchu w stawach i do spadku ogólnej wydolności fizycznej człowieka.

– Tak naprawdę część osób, które przyjdą do nas po wielotygodniowej przerwie, w wielu przypadkach będzie rozpoczynała zabiegi zupełnie od nowa – przyznaje. – Ale to jest sytuacja, której nikt się nie spodziewał i staramy się dodawać otuchy naszym pacjentom, zaopiekować się nimi jak najlepiej i przekazać im to, że będziemy kontynuować starania. Może osiągniemy swoje efekty i cele później, niż pierwotnie zakładaliśmy, ale to nie jest sytuacja zupełnie bez wyjścia, beznadziejna – zapewnia.

Dyrektor Kabała dodaje, że najtrudniejsza droga do zdrowia czeka pacjentów, którzy wymagają rehabilitacji kardiologicznej. Dlaczego? Rzecz w tym, że takie osoby mają obniżoną wydolność fizyczną. Wszystkie zabiegi muszą się więc odbywać pod ścisłym nadzorem lekarza kardiologa i fizjoterapeuty. A przyczyną dodatkowych, poważnych trudności są środki zabezpieczające przed zakażeniem koronawirusem – przyłbica i maseczka. Z takim wyposażeniem, przy zwiększonym wysiłku fizycznym trudniej się oddycha. – Oczywiście dobierając ćwiczenia, uwzględniamy to, że teraz jest trudniej – zapewnia Tomasz Kabała.

Inne problemy wiążą się z niezbędnym wyposażeniem przeciwwirusowym w trakcie rehabilitacji dzieci. – Małe dziecko, widząc taką osobę w przyłbicy, w maseczce i w fartuchu jest przerażone. Nic dziwnego – do tej pory to byli: „pani Kasia”, „pani Basia”, „pan Janek”, a teraz zajmują się nim anonimowe osoby, wyglądające jak kosmici – uśmiecha się doświadczony fizjoterapeuta. Jak sobie z tym radzi personel wyspecjalizowanego ośrodka? Stara się wszystko po wielokroć cierpliwie tłumaczyć, zachęcać, oswajać dzieci, żeby chciały współpracować w tej trudnej sytuacji.

Wicedyrektor NZOZ Creator zaznacza, że wszyscy w branży starają się teraz, by w tym trudnym okresie pacjenci czuli się bezpiecznie. Jednym z elementów tego jest elastyczność. Wynika ona również z przepisów związanych z epidemią. – Na przykład osoby, które dostały skierowanie na rehabilitację już po ogłoszeniu pandemii i nie mogły ich zrealizować, nie muszą się martwić, że skierowanie traci ważność. Nie traci – wyjaśnia Tomasz Kabała. – Trzeba jednak podkreślić, że dotyczy to okresu od marca, kiedy ogłoszono pandemię. Bo w normalnej sytuacji skierowanie na zabiegi fizjoterapeutyczne ważne jest 30 dni i w ciągu 30 dni trzeba zarejestrować takie skierowanie do ośrodka rehabilitacji ambulatoryjnej. W tym momencie te zasady nie obowiązują – dodaje.

Oczywiście, jak zapewnia, wszystkie procedury są dostosowane do zaleceń głównego inspektora sanitarnego oraz Krajowej Izby Fizjoterapeutów. To powoduje, że na każdego pacjenta przypada większa przestrzeń niż normalnie. Poza tym wykonywanych jest mniej tzw. zabiegów kontaktowych, które oznaczają bezpośrednią styczność terapeuty z pacjentem. – Staramy się zachować dystans. Również tego oczekujemy od naszych pacjentów. Oczywiście to powoduje, że pacjenci mogą czuć się swobodnie, że nie czekają. Organizujemy to tak, żeby te zabiegi były rzeczywiście zaplanowane i wykonywane w umówionej godzinie. Zresztą prosimy też pacjentów, żeby nie przychodzili zbyt wcześnie po to, żeby się nie tłoczyć – podkreśla.

Fizjoterapeuta w domu u pacjenta

Osobną, ważną sprawą jest tzw. rehabilitacja domowa. Wiele osób ze względów zdrowotnych nie jest w stanie przyjechać na zabiegi do ośrodka. Niezbędne są więc świadczenia wykonywane w ich domu. Również do takich usług w ramach kontraktu z NFZ wrócili fizjoterapeuci zatrudnieni w Creatorze. Dotyczy to grupy osób szczególnie obciążonych zdrowotnie: po ciężkich schorzeniach neurologicznych, po urazach czy operacjach. Tu, jak już wspominał doktor Wolfson, niezbędna jest wczesna rehabilitacja. – W przypadku rehabilitacji domowej stosujemy dokładnie takie same reżimy, jak w ośrodku. Najpierw niezbędny jest wywiad telefoniczny, potem przychodzi czas na wypełnienie ankiety epidemiologicznej, pomiar temperatury ciała, również założenie maseczek lub przyłbic w wypadku terapeuty, stosowanie płynów dezynfekcyjnych, obserwacja pacjenta i również zebranie wywiadu od domowników – wylicza Tomasz Kabała. – Staramy się nie przerywać rehabilitacji, bo wiemy, że w wypadku takich osób, które leżą, jej przerwanie jest równie niebezpieczne (być może powiem coś kontrowersyjnego), jak narażenie się na zakażenie wirusem, bo bezruch w wypadku osób leżących jest groźny nie tylko dla zdrowia, ale również dla życia – uzupełnia.

Co więcej, jak dodaje, długotrwałe unieruchomienie może spowodować powstanie odleżyn, zapalenie płuc czy niewydolność oddechową. Starannej, domowej rehabilitacji wymagają również osoby starsze, u których demencja postępuje bardzo szybko, jeśli są pozbawione bodźców ruchowych. – To wszystko, jeżeli jeszcze dodamy izolację (a przecież część tych osób żyje w samotności) powoduje, że bez rehabilitacji, bez kontaktu z naszymi terapeutami ich życie mogłoby być zagrożone – nie ma wątpliwości zastępca dyrektora NZOZ Creator do spraw rehabilitacji.

Kiedy wszystkie zaległości związane z epidemią koronawirusa w dziedzinie ortopedii i rehabilitacji uda się nadrobić? Ile miesięcy musi minąć? – Pańskie pytanie sugeruje zbyt optymistyczna odpowiedź – konstatuje dr Wiktor Wolfson, chirurg ortopeda, prezes związku Pracodawcy Zdrowia. – Zważywszy na opóźnienia po pandemii i słabość naszego systemu ochrony zdrowia, potrwa to nie kilka miesięcy, ale kilka lat...

Maciej Sas