Październik 2020
Komentarz aktualny Drukuj

Komentarz aktualny

Nowa strategia walki z pandemią SARS-CoV-2, zapowiedziana w komentarzu do poprzedniego wydania „Medium”, polegająca na włączeniu w proces lekarzy rodzinnych, rodzi się w bólach. Niestety, jak to zwykle bywa, zaskoczono samych zainteresowanych: najpierw wprowadzając zmiany ustawowe, a potem rzucając uczestników systemu na głęboką wodę. Bo przecież po włączeniu w walkę z COVID-19 POZ konieczne było uaktualnienie wszystkich dotychczasowych procedur. Na to zamieszanie nakłada się niestety gwałtowny wzrost liczby przypadków dodatnich. Celowo nie napisałem: chorych, bo po doniesieniach, że pacjenci bezobjawowi nie są aż takim zagrożeniem – skrócono czas kwarantanny oraz izolacji i, co najważniejsze, przestano uzależniać decyzje o wyzdrowieniu od konieczności jej potwierdzania ujemnymi wynikami badania molekularnego RT-PCR. Generalnie chodziło też o to, żeby powoli odzwyczajać się od testów i badać tylko osoby objawowe, ale wyszło – jak zawsze: podaż usług jest duża, media nakręcają atmosferę strachu, a ze środowisk decyzyjno-naukowych płyną sprzeczne sygnały. Z jednej strony mówi się, żeby ograniczyć badania do osób objawowych, z drugiej – nadal wywiera się presję na robienie ich w jak największej ilości. Konia z rzędem temu, kto z tego chaosu wyciągnie potem konstruktywne wnioski…

 
Jesienna strategia walki z Covid-19 - Dobry klimat po dużych nerwach Drukuj

Sezon grypowy połączony z nową falą pandemii COVID-19 oraz kłopoty wynikające z wprowadzenia jesiennej strategii walki z koronawirusem, a do tego lęk pacjentów przed wizytami w przychodni – wrzesień 2020 to w gabinetach POZ czas dużego stresu i trudnych wyzwań. Październik przynosi zmiany w wytycznych i chęć do wspólnego działania.

Dobry klimat po dużych nerwach

Jesienna strategia walki z COVID-19 ogłoszona przez nowego ministra zdrowia Adama Niedzielskiego wywołała prawdziwą burzę w środowisku lekarzy rodzinnych. A to dlatego, że ciężar walki z pandemią spoczął w dużym stopniu na poradniach podstawowej opieki zdrowotnej (POZ). Przynajmniej do momentu otrzymania przez pacjenta z podejrzeniem zakażenia koronawirusem wyniku testu. Wytyczne, które zakładały, że jeśli będzie on ujemny, pacjent pozostanie pod opieką lekarza rodzinnego, a jeśli dodatni – zajmie się nim szpital, budziły sporo zastrzeżeń, zarówno wśród lekarzy rodzinnych, jak i lekarzy zakaźników. Wystarczył miesiąc, by okazało się, że ministerialna strategia wymaga pilnych poprawek. Najważniejsze z nich przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia i specjalistów medycyny rodzinnej wypracowali na spotkaniu 1 października. Zaplanowali też prace nad kolejnymi zmianami.

 
Jesienna strategia walki z Covid-19 - Lekarze rodzinni wiedzą, kogo powinni zbadać osobiście Drukuj

O jesiennej strategii walki z koronawirusem z dr. n. med. Pawłem Wróblewskim, prezesem Dolnośląskiej Rady Lekarskiej i dyrektorem Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej we Wrocławiu, rozmawia Agata Grzelińska.

Lekarze rodzinni wiedzą, kogo powinni zbadać osobiście

Agata Grzelińska: Jak Pan ocenia nową strategię walki z koronawirusem?

Dr n. med. Paweł Wróblewski: Ta strategia, to efekt lepszego poznania wirusa SARS-CoV-2 i choroby, którą wywołuje. Już wiemy, że w Polsce przebieg pandemii nie jest zbyt burzliwy. Współczynnik reprodukcji wirusa, w zależności od regionu, nieznacznie przekracza 1, co oznacza, że wirus nie jest aż tak zaraźliwy, jak się tego obawiano. U blisko 90% osób wysyłanych przez sanepid na kwarantanny nie rozwija się choroba, były też przypadki, że nawet osoby mieszkające razem z chorymi nie uległy zakażeniu. Miażdżąca większość rozpoznawanych laboratoryjnie zakażeń jest bezobjawowa! Ponad półroczne doświadczenie pokazuje, że istotne znaczenie dla rozwoju choroby ma ilość zaaspirowanego wirusa, a więc stosowanie dystansu społecznego, maseczek, środków dezynfekcyjnych i skrócenie czasu kontaktu z ewentualnym chorym przynosi pozytywne efekty. Wszystko wskazuje na to, że zakaźna jest osoba objawowa, zaś istotna epidemiologicznie emisja wirusa rozpoczyna się około 2 dni przed wystąpieniem objawów i utrzymuje się do 3 dni po ich ustąpieniu.

 
Mali pacjenci, duże problemy - Przez koronawirusa musieli zmienić prawie wszystko Drukuj

Źródło grafiki: www.pixabay.com/photos/cute-baby-2220375/J1dewanr2

Epidemia koronawirusa wywróciła cały świat do góry nogami. Ich świat szczególnie, bo przecież dzieci pod opieką hospicjum są szczególnie narażone na różnego rodzaju infekcje wirusowe. Na początku pojawił się lęk, stres i chaos informacyjny. Zarówno wśród rodzin pacjentów, jak i wśród lekarzy. Ale że są silni i wprawieni w boju, nie załamali rąk, tylko opracowali nowy plan działania i z jeszcze większą siłą ruszyli do walki z nowym wrogiem. O pracy w hospicjum dla dzieci w czasie COVID-19 pisze Robert Migdał.

Przez koronawirusa musieli zmienić prawie wszystko

Epidemia koronawirusa wywróciła cały świat do góry nogami. Ich świat szczególnie, bo przecież dzieci pod opieką hospicjum są szczególnie narażone na różnego rodzaju infekcje wirusowe. Na początku pojawił się lęk, stres i chaos informacyjny. Zarówno wśród rodzin pacjentów, jak i wśród lekarzy. Ale że są silni i wprawieni w boju, nie załamali rąk, tylko opracowali nowy plan działania i z jeszcze większą siłą ruszyli do walki z nowym wrogiem. O pracy w hospicjum dla dzieci w c

 
Mali pacjenci, duże problemy - Program lekowy SMA: sukces dzięki pacjentom Drukuj

Źródło grafiki: www. pixabay.com/photos/knee-2768834/whitesession

Program lekowy SMA: sukces dzięki pacjentom

Zastrzyk ratujący życie i wskrzeszający nadzieję przyjmuje już ponad 60. Dolnoślązaków chorych na rdzeniowy zanik mięśni. Dzięki udziałowi w ministerialnym programie lekowym SMA mają szansę na powstrzymanie nieuleczalnej do niedawna choroby, a niektórzy – na znaczną poprawę stanu zdrowia. – Ten program jest wielkim sukcesem przede wszystkim dorosłych pacjentów i rodziców dzieci na to cierpiących – podkreśla dr hab. Magdalena Koszewicz z Katedry i Kliniki Neurologii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu.

 
Mali pacjenci, duże problemy - Jak dzieci chorują na COVID-19? Drukuj

Rozmawia Agata Grzelińska

Zazwyczaj w starciu z wirusem SARS-CoV-2 młode organizmy radzą sobie znacznie lepiej niż dojrzałe. Nie znaczy to jednak, że są zupełnie bezpieczne. Naukowcy uważnie przyglądają się niewyjaśnionym do końca (nieraz odległym) powiązaniom infekcji wywołanej koronawirusem z chorobą Kawasaki u dzieci do 5. roku życia i zespołem wieloukładowej odpowiedzi zapalnej u trochę starszych i nastolatków.

Jak dzieci chorują na COVID-19?

Zakażenie koronawirusem u dzieci przebiega zwykle o wiele łagodniej niż u osób dorosłych – chorują one skąpoobjawowo lub bezobjawowo. Nie oznacza to, że chorują rzadziej, ale inaczej. Prawdopodobnie zakażają się równie często jak dorośli, jednak objawy są u nich mniej wyrażone. Mówiąc o małych pacjentach, trzeba podkreślić, że powyższe stwierdzenia nie dotyczą stu procent z nich.

 

 
Mali pacjenci, duże problemy - Cięcie cesarskie, czyli nie wszystko noworodkowi jedno Drukuj

Z dr hab. n. med. Barbarą Królak-Olejnik, prof. nadzw., specjalistą neonatologii rozmawia Aleksandra Szołtys

Cięcie cesarskie, czyli nie wszystko noworodkowi jedno

Cesarskie cięcie, pierwotnie wykonywane w celu ratowania życia matki i dziecka, dziś stało się odpowiedzią na lęk przed bólem, a poprzez swoją planowość – pozornym gwarantem przewidywalności i bezpieczeństwa. Nie dziwi więc, że obecnie jest to najczęściej wykonywana operacja na świecie. Polska znajduje się w niechlubnej czołówce państw europejskich kończących poród metodą operacyjną. W 1994 roku odsetek cięć cesarskich wynosił 13,8%, a na początku wieku wzrósł do 23,1%. Dwie dekady później liczba ta niemalże się podwoiła – w 2018 roku cięcia cesarskie stanowiły 44,7% wszystkich porodów w Polsce. Mimo że we wskazaniach rekomendowanych przez Polskie Towarzystwo Ginekologiczne nie widnieje określenie CC „na życzenie”, nie sposób zaprzeczyć, że znaczny odsetek cięć wykonywany jest na prośbę matki. Najbardziej kontrowersyjnymi wskazaniami pozapołożniczymi są wskazania psychiatryczne, głównie lęk przed porodem. Tokofobia, jako wcześniej nieobserwowane zjawisko, staje się istotnym problemem wśród ciężarnych kobiet, głównie pierworódek. Zważywszy na zalecenia WHO odnośnie do cięć cesarskich (10-15%), sytuacja na polskich oddziałach położniczych wydaje się głęboko niepokojąca. O wpływie cięć cesarskich na noworodki opowiada dr hab. n. med. Barbara Królak-Olejnik, prof. nadzw., specjalista neonatolog.

 
«pierwszapoprzednia123następnaostatnia»

Strona 1 z 3