Kącik młodego lekarza - Ze zdrowiem lekarzowi do twarzy Drukuj
Ocena użytkowników: / 2
SłabyŚwietny 

Ze zdrowiem lekarzowi do twarzy

Na całym świecie zdrowy styl życia staje się coraz bardziej modny. Informacjami o nim przesiąknięte są media społecznościowe, telewizja i książki, które szybko dorabiają się miana bestsellerów. Także w Polsce coraz więcej osób zdaje sobie sprawę z tego, że dzięki codziennej aktywności fizycznej i zdrowemu odżywianiu mogą osiągnąć wymierny i pozytywny efekt zdrowotny.

ALICJA JAZIENICKA Absolwentka Uniwersytetu Medycznego im. Piastów Śląskich we Wrocławiu. Obecnie jest w trakcie specjalizacji z medycyny rodzinnej.(Fot. z archiwum A.J.)Prozdrowotne postawy można zaobserwować nie tylko w Internecie, są one obecne w licznych kampaniach społecznych (wciąż aktualny przykład stanowi dość kontrowersyjna kampania przeciwko otyłości, zdobiąca wrocławskie przystanki). Na naszym lekarskim podwórku nurt ten jest obecny w postaci stosunkowo świeżej, prężnie rozwijającej się dziedziny medycznej zwanej medycyną stylu życia. Zakłada ona, że poprzez realizację tak podstawowych (co nie oznacza wcale, że łatwych do poprawienia!) elementów, jak zdrowa dieta, właściwa higiena snu, unikanie palenia, odpowiednie zarządzanie stresem, dostosowana do stanu zdrowotnego aktywność fizyczna i trafne relacje społeczne, jesteśmy w stanie znacznie poprawić stan naszego zdrowia. Obok prozdrowotnej filozofii życia należy postawić także profilaktykę – obie potrafią stworzyć bardzo korzystny duet. Nie od dziś wiadomo, że lepiej zapobiegać
niż leczyć.

Jako lekarze mamy do dyspozycji w relacji z pacjentem potężne narzędzie – bazowanie na własnym przykładzie. Używając argumentów, w które sami wierzymy, i zaleceń, które realizujemy, stajemy się znacznie bardziej wiarygodni. Możemy wpleść odrobinkę dydaktyki zdrowotnej w trakcie każdej rozmowy i wizyty lekarskiej. W naszych gabinetach brakuje na to czasu, ale nawet kilka zdań jest lepsze niż nic. Jaki argument najłatwiej przekona pacjenta do szczepienia przeciwko grypie? Informacja, że sami się zaszczepiliśmy. A jeszcze lepiej, że namówiliśmy do tego całą swoją rodzinę. Czy zabrzmimy bardziej przekonywująco, doradzając rzucenie palenia w momencie, gdy sami jesteśmy wolni od nałogu? Wysoce prawdopodobne.

Teraz trzeba jednak spojrzeć na temat z bardziej realistycznej strony – czy i tutaj sprawdza się porzekadło, że szewc w dziurawych butach chodzi? Czy styl życia lekarzy można określić jako zdrowy? To bardzo indywidualna kwestia. Ostatnio była u mnie w gabinecie przedstawicielka firmy farmaceutycznej i z oburzeniem opowiadała, jak kilka dni wcześniej, w jednej z wiejskich przychodni, odwiedziła w gabinecie lekarza, którego zachowanie bardzo ją zbulwersowało. Okazało się, że ów lekarz przechodził ciężką anginę, a jednak wciąż przyjmował pacjentów. Oczywiście, rozumiem oburzenie w aspekcie epidemiologicznym, ale bez trudu jestem w stanie wyobrazić sobie też powody, dla których wspomniany pan doktor wciąż pracował, zamiast odpoczywać w domu, w łóżku. Prawdopodobnie nie miał na ten dzień zastępstwa, a czuł się odpowiedzialny za stan zdrowia umówionych pacjentów. Ich lista była zapewne długa…

Jeszcze gorzej może wyglądać sytuacja związana z drugą, równie ważną składową zdrowia – komponentą psychiczną. Nieprzespane noce, wypełnione ostro-dyżurowym stresem, zmiany rytmu dobowego, ciągła presja i oczekiwania, zamartwianie się losem pacjentów, zagrożenie popełnieniem błędu, potrzeba ciągłego aktualizowania wiedzy – kolejne wyzwania dla naszych umysłów i obciążenia dla mózgu, można wymieniać jeszcze długo. Wszystkie te czynniki nasilają się szczególnie wtedy, gdy rozpoczynamy pracę w charakterze lekarza. Musimy wtedy odnaleźć się w nowym środowisku i udźwignąć tę odpowiedzialność. Wbrew pozorom umiejętność relaksu i odpoczynku może zanikać, jeśli wystarczająco długo jest ignorowana. Na jej miejscu pojawia się wypalenie i frustracja. Czasami pracujemy zbyt wiele, bo już nie umiemy inaczej, często jednak jest to konieczne, aby nadrobić braki kadrowe. I tutaj dochodzimy do głównego problemu polskiego systemu opieki zdrowotnej – nas, lekarzy, jest po prostu wciąż za mało. Kolejni z nas wyjeżdżają. Miło byłoby pozwolić sobie na luksus (czy naprawdę powinnam to nazywać luksusem?) pozostania w domu, gdy rano obudzimy się z gorączką i okropnym bólem gardła, bo ktoś będzie w stanie nas zastąpić. Nieważne, czy pracujemy w POZ czy na oddziale szpitalnym. »

Niestety, droga do tego wydaje się długa. Biorąc pod uwagę statystyki – Polska pod względem liczby lekarzy w przeliczeniu na liczbę mieszkańców klasyfikuje się na końcu europejskiej stawki. Ten temat był już wielokrotnie poruszany, także na łamach „Medium”, między innymi przy okazji akcji wypowiadania klauzuli opt-out. Tym bardziej martwi opieszałość w poszukiwaniu rozwiązania. Zwiększanie liczby studentów kierunków lekarskich jest zaledwie szczytem góry lodowej potrzebnych zmian – zanim młodzi adepci przejdą wszystkie etapy kształcenia, miną długie lata, a i tak spora część z nich utknie w wąskim gardle oczekiwania na wymarzone specjalizacje. Liczba miejsc szkoleniowych nieszczególnie wzrasta mimo zapotrzebowania. Naczelna Rada Lekarska wyraziła już sprzeciw wobec nierealizowania przez Ministerstwo Zdrowia i Rząd RP porozumienia zawartego pomiędzy rezydentami a stroną rządową. Oczywiście – bezpośrednio to my sami odpowiadamy za swoje grafiki, za swoje zdrowie i za swoje wybory. Ale jedno jest pewne – system popycha nas w kierunku pracy ponad siły.

Jak powiedział kiedyś pisarz Jonathan Swift: „Najlepszymi lekarzami na świecie są: doktor dieta, doktor spokój i doktor dobry humor”. Nam, lekarzom, pozostaje w obecnej sytuacji naprawdę zdrowo jeść i odkrywać coraz to nowsze pokłady optymizmu, bo ze spokojem może być trudno.

Alicja Jazienicka