Wydarzyło się - Uroczystości zawieszone Drukuj
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Tablica ku czci prof. Adriana Demianowskiego zawisła przed wejściem do Klinika Psychiatrii we Wrocławiu (Wybrzeże L. Pasteura 10). Tę i trzy inne tablice zamontowano lub przygotowano do montażu dzięki staraniom dr. hab. n. med. Krzysztofa Wroneckiego, prof. nadzw. (trzeci od prawej). A w skromnej uroczystości wzięła udział prof. dr hab. n. med. Joanna Rymaszewska, kierownik Katedry i Kliniki Psychiatrii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu oraz rezydenci. (Fot. A.S.)

Gdyby nie epidemia, odbyłyby się cztery różne fety. W czterech różnych miejscach i o specjalnie wyznaczonych godzinach. A tymczasem, ostatniego dnia przed długim majowym weekendem 2020 roku mało kto zauważył skromną furgonetkę zakładu kamieniarskiego z Nowego Świętowa, niespiesznie krążącą między klinikami. Tego dnia „zawieszone” okazało się dokładnie wszystko. Zajęcia akademickie, tablice i przynależne im uroczystości.

UROCZYSTOŚCI ZAWIESZONE

Zakup czterech tablic upamiętniających zasłużonych polskich profesorów częściowo dofinansowała Komisja Historyczna Dolnośląskiej Rady Lekarskiej pod kierownictwem dr hab. Barbary Bruziewicz-Mikłaszewskiej.

Kończy się kwiecień, niesłychanie upalny. Pierwszy miesiąc epidemii, a zarazem zamkniętych szkół wyższych. Dziś, w ciągu kilku godzin na terenie Uniwersytetu Medycznego mają zostać zamontowane lub przygotowane do montażu cztery tablice ku czci jego dawnych, a wielce zasłużonych polskich profesorów. W wyludnionym kampusie, przez który przemykają się cicho pojedyncze postacie, skromna grupa obserwuje historyczny moment. Komitet organizacyjny tworzą prof. Krzysztof Wronecki i pracownicy dzielnie trwający na stanowiskach mimo toczącej się epidemii, czy wręcz gospodarze obiektów. Uroczysty pochód składa się z fotografa Adama Zadrzywilskiego i panów montujących tablice w ścianach klinik, gabinetów i korytarzy. Obecnie nikogo nie dziwi komitet powitalny w kolorowych maskach, podobnie jak „zamaskowane” prezydium honorowe.

Przy Pasteura 10

Pierwszy na miejsce honorowe dociera prof. Adrian Demianowski (1887-1959), powojenny kierownik Katedry i Kliniki Psychiatrii Akademii Medycznej. Monterzy długo mierzą, zanim zdecydują się na wiercenie i kucie. Najpierw zdejmą tablicę informacyjną obiektu, wykonaną ze sztucznego tworzywa. Dopinguje ich spora grupa, w tym uśmiechnięta prof. dr hab. n. med. Joanna Rymaszewska, kierownik katedry i kliniki, w otoczeniu swoich rezydentów. Panowie ze Świętowa z niemałym trudem instalują tablicę profesorską. Co za uroczystość! Ale rozmowy toczą się wokół czegoś zupełnie innego:

– Będzie sesja?

– Rektor zdecydował, że egzaminy odbędą się przed komputerem.

– A ściąganie?

– Będą tak siedzieć, żeby było widać ręce. Ręce niewidoczne, to oblał.

Tablica już wisi. Profesor Rymaszewska robi sobie pamiątkowe zdjęcie z rezydentami. Jeszcze kilka chwil, bo rozmowę z prof. Wroneckim trudno zakończyć w pół zdania. Zawsze znajdzie się coś nowego.

– Pani profesor? – słuchać nieśmiały głos.

– Ach, mamy przyjęcie!

Profesor Rymaszewska, niezmiennie uśmiechnięta, żegna się i lekko, zgrabnie ucieka do kliniki. Za nią, jak stado kaczątek, idą podopieczni.

Pierwsza tablica odsłonięta, więc jedziemy dalej.

Na Chałubińskiego 10

Za studentami tęsknią tutaj już wszyscy. Od kierownik Katedry i Zakładu Fizjologii, prof. dr hab. Beaty Ponikowskiej, po krzątające się tu dzisiaj panie sprzątaczki. A czas zatrzymał się w budynku z czerwonej cegły.

Białe drzwi w pustym korytarzu, jedne po drugich nadal oklejone kartkami: „Zajęcia zostały zawieszone. W najbliższych dniach podamy szczegóły…”. Profesor Ponikowskiej nie ma teraz w jej gabinecie, ale to tu ma być czasowo zdeponowana tablica prof. Andrzeja Klisieckiego (1895-1975).

– To według tego portretu wykonana była płaskorzeźba na tablicy – tłumaczy prof. Wronecki i fotografuje się na tle tych dwóch podobizn profesora. W gabinecie stary piec kaflowy, portret starszego pana z pieskiem, biurko i książki, książki… Profesor Klisiecki, nauczyciel AM i pierwszy rektor obecnej AWF – nie opuścił tego gabinetu, choć minęło 45 lat. Spogląda z portretu i najwyraźniej wciąż czuje się tu jak w domu.

Wybrzeże Pasteura 1 i pusty rektorat

Rektorat bez rektora, a katedra bez studentów. I my w takich okolicznościach szukamy miejsca dla prof. Zygmunta Alberta (1908-2001), pierwszego rektora powojennej Akademii Medycznej. Przewodnikiem w willi przy Wybrzeżu Pasteura 1 jest nam prof. Michał Jeleń, konsultant naukowy Zakładu Patomorfologii, były prorektor uczelni i uczeń prof. Alberta. Dobrze pamięta profesora z Zakładu, czeka już przed bramą i jest wyraźnie poruszony. Prosi o zdjęcia z tablicą przed wejściem do rektoratu. Teraz do góry.

– Gdzie go umieścimy? Kancelaria rektora jest najbardziej godna, ale tam za mało miejsca.

– O tu! – sekretarka doświadczonym okiem ogarnia ścianę na klatce schodowej.

– Tu, przy tablicy poświęconej polskim profesorom, zamordowanym przez Niemców latem 1941 we Lwowie.

– To najlepsze miejsce – chwali prof. Wronecki – przecież to prof. Albert prowadził dociekania nad okolicznością zbrodni i zabiegał o upamiętnienie.

Z oczywistych względów tablica prof. Zygmunta Alberta nie będzie dzisiaj zamontowana. Zostanie na razie w gabinecie rektorskim. Ale miejsce na półpiętrze jest przygotowane. Między schodami wiodącymi od dołu a tymi idącymi w górę. Kiedy spojrzeć na nie z oddalenia, uderza znaczenie tego miejsca. Przystanek między tym, co było, a tym, co dopiero nastąpi.

Borowska 213. Czy rektor zaakceptuje?

Wejście do USK jest pilnie strzeżone przez ochronę oraz służby sanitarne. Ale jak tu nie wpuścić samego rektora? Tablica prof. Stanisława Iwankiewicza (1920-2012)… znika. Tajnymi drogami trafia na tyły budynku, skąd przemyślnym sposobem wędruje na teren Kliniki Otolaryngologii, Chirurgii Głowy i Szyi w odległym budynku K.

Teraz prosimy przepuścić organizatorów! Profesor Wronecki dopełnia formalności i zanim cokolwiek zauważam, znika. Gdzie on jest? Nie wiem. A telefon został w jego samochodzie. Trudno. Kartka do wypełnienia, temperatura do zmierzenia i daję nura w labirynt. I to tak, żeby spotkać jak najmniej osób, dotknąć jak najmniej klamek i guzików. Tu zamknięte, tam zablokowane, tu znów zakaz (do odwołania). Pusto. Nie ma kogo zapytać. Winda, piętro, korytarz. Ratunku! Grzęznę między Oddziałem Ginekologii i Otolaryngologią, tyle że… od niewłaściwej strony, bo drzwi są zamykane na klucz, i mogę pocałować klamkę. Nagle z windy wysiada szczupły lekarz z telefonem przy uchu. Przypadek sprawił, że to » idzie sam kierownik Kliniki dr hab. n. med. Tomasz Zatoński. Otwiera drzwi, idziemy w dobrym kierunku, bo z oddali już słychać, jak prof. Wronecki pogodnie gawędzi z lekarzami.

Na progu gabinetu dr. hab. Zatońskiego leży już granitowa tablica, z której spogląda surowo profesor Iwankiewicz. No tak.

– Ja myślę, że on byłby zły o tę otolaryngologię – mówi z uśmiechem dr hab. Zatoński – bo przecież całe życie poświęcił chorobom ucha.

Profesor Wronecki potwierdza, że rektor senior był szorstkim żołnierzem, ale przecież zaradnym gospodarzem uczelni. Miał talent organizacyjny.

– To on załatwił teren pod budowę Nowej Akademii – przypomina prof. Wronecki.

Można wizerunek prof. Iwankiewicza zainstalować w kampusie przy Curie-Skłodowskiej, bo tam pracował całe życie, można go tak samo upamiętnić między weteranami Powstania, a także wśród harcerzy. Ale właśnie postanowiono, że pozostanie profesor na Borowskiej, na Otolaryngologii. Biało-czerwonych wstęg dziś nie ma, poczet tworzą prof. Wronecki i dr hab. Zatoński, a białe rękawiczki zastępują niebieskie rękawiczki lateksowe. To surowe warunki specjalne, do których prof. Iwankiewicz był przyzwyczajony.

Kiedy doczekamy się uroczystości dla rektora w latach 1972-1978?

– Zapewne w nowym roku akademickim, w ramach obchodów 70-lecia uczelni – zastanawiają się głośno prof. Wronecki i dr hab. Zatoński.

Ale dobrze, że już dziś udało się zainstalować tę granitową płytę, choć stało się to w biegu i w szczupłym kręgu umówionych i przypadkowych widzów.

Majstrzy kończą swoją pracę, dokręcając ozdobne śruby. Doktor Zatoński żegna się i wraca do pracy w gabinecie. Wychodzę z kliniki pod palące promienie słońca, mijając pacjentów, wojskowych i taksówkarzy. Epidemia nauczyła, żeby niczego nie odkładać na potem. Tym bardziej odległej przeszłości.

Aleksandra Solarewicz

Rektorat bez rektora, a katedra bez studentów. I my w takich okolicznościach szukamy miejsca dla prof. Zygmunta Alberta, pierwszego rektora powojennej Akademii Medycznej. Przewodnikiem w willi przy Wybrzeżu Pasteura 1 jest nam prof. Michał Jeleń, konsultant naukowy Zakładu Patomorfologii, były prorektor uczelni i uczeń prof. Alberta.

Tablica prof. Stanisława Iwankiewicza znika. Tajnymi drogami trafia na tyły budynku USK przy ul. Borowskiej 213, skąd przemyślnym sposobem wędruje na teren Kliniki Otolaryngologii, Chirurgii Głowy i Szyi w odległym budynku K. Na zdjęciu kierownik Kliniki dr hab. n. med. Tomasz Zatoński i dr. hab. n. med. Krzysztof Wronecki, prof. nadzw.

Tablica prof. Andrzeja Klisieckiego została tymczasowo zdeponowana w gabinecie prof. dr hab. Beaty Ponikowskiej mieszczącym się w Katedrze i Zakładzie Fizjologii przy ul. Chałubińskiego 10 we Wrocławiu.