logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 40 gości 
Pomruk salonów Drukuj
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

W ostatni dzień lipca, chyba najbardziej ceniony w chwili obecnej, polski fotograf Stefan Arczyński obchodził 96. urodziny. Z tej okazji w Dolnośląskim Centrum Fotografii „Domek Romański” dwa dni później mogliśmy obejrzeć zdjęcia z przebogatych zbiorów artysty, które dokumentują głównie podróże artysty, m.in. do Grecji, Francji, Chin, USA i na Hawaje. Nasz mistrz fotografował w różnych miejscach świata ludzi, ale także przyrodę – drzewa oraz kwiaty i nadał swym zdjęciom osobisty klimat. Pierwsze fotografie zrobił Arczyński na Olimpiadzie w Berlinie w roku 1936, a jego życiorys może być kanwą do sensacyjnego filmu. „Stefan Arczyński nie szokuje, nie interesują go obowiązujące trendy, nie stara się schlebiać odbiorcy. Niektórym może się to nie podobać, ale na tym właśnie polega jego siła” – tak mówi kurator wystawy nestora polskiej fotografii kierujący „Domkiem Romańskim” Jan Bortkiewicz, równie znany fotografik. W połowie lipca jego z kolei wernisaż o intrygującym tytule „Fotografie i …” odbył się w Muzeum Narodowym. Tak więc w lecie we Wrocławiu możemy zachwycać się dobrą fotografią.

 

Wakacje spowodowały zwolnienie tempa wydarzeń artystycznych w naszym mieście. Stąd kilka refleksji mniej artystycznych. Pałac Brunów, 4 km od Lwówka Śląskiego, to pięknie odnowiona rezydencja śląskiej szlachty, która na przestrzeni wieków przechodziła z rąk do rąk, a jej ostatnimi posiadaczami byli von Cottenetowie. Ich herb do dzisiaj widnieje nad wejściem do pałacu. W XIX wieku przebudowali oni pałac w typowym dla tego czasu stylu historycznym. Powstał piękny ogród, mały wodospad, oranżeria i ośmiokątna wieża. Hitlerowcy urządzili w pałacu szkołę sportową dla Hitlerjugend. Po wojnie, jak większość tego typu obiektów, pałac popadł w ruinę i dopiero od roku 2004 obecni właściciele rozpoczęli jego renowację. W chwili obecnej jest on całkowicie odrestaurowany. Służy teraz przede wszystkim jako miejsce romantycznych przyjęć weselnych (rezerwacji trzeba dokonywać dwa lata wcześniej). Miałem okazję uczestniczyć w takim przyjęciu. Było wytwornie, elegancko i wszystko dopracowane w najmniejszych szczegółach. Para młoda pochodziła z Wrocławia, dobrze zapowiadający się naukowcy, prosili gości, by zamiast kwiatów wręczali im książki, a prezenty były w postaci biletów Narodowego Banku Polskiego. Po „poprawinowym” śniadaniu wszyscy zadowoleni wracali do domu.

 

Wykorzystaliśmy bliskość granicy niemieckiej i wybraliśmy się do Lobau, 30 km od Zgorzelca, gdzie od kwietnia można oglądać największą wystawę ogrodniczą w Saksonii. Na 20 ha postindustrialnego terenu pokazano 70 tys. kwiatów kwitnących latem w 140 odmianach, dziko rosnące storczyki. Znajdują się tam też hale (14), w których prezentowana jest bogata, egzotyczna roślinność, są oczywiście place zabaw dla dzieci, płynąca przez środek terenów wystawy rzeka, a nawet kościół na świeżym powietrzu. Byliśmy w roku 1978 na podobnej tego typu wystawie w Erfurcie i już wtedy robiła ona olbrzymie wrażenie. Nasi sąsiedzi rokrocznie organizują tego typu wystawy i w przyszłym roku odbędzie się ona w Bawarii. Lobau leży na trasie do Drezna i przed otwarciem autostrady często mijaliśmy je tranzytem w drodze do Drezna. Okazało się, że posiada ono jeszcze jedną turystyczną atrakcję. Jest nią stojąca na pobliskim wzgórzu wieża króla Fryderyka Augusta, władającego Saksonią na początku XIX wieku. Jest ona ponoć jedyną tego typu żeliwną wieżą na świecie. Wykonano ją w pobliskiej odlewni żeliwa pod koniec XIX wieku na zlecenie bogatego mistrza piekarskiego, który był imiennikiem króla i stąd jej nazwa. Po pokonaniu 120 stopni osiągamy znajdującą się na wysokości 28 metrów platformę widokową i stąd przepiękny widok na Górne Łużyce. Mieszkańcy tej krainy zachowali do dzisiaj mimo 1000-letniej przynależności do Niemiec swój język, swoje zwyczaje. Myślę, że warto je poznać. Życzę Wam więc przyjemnych peregrynacji po bliskich nam językowo Łużycach.

Wasz Bywalec

 

Zaloguj się aby komentować.