logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 67 gości 
Wywiad „Medium" z Alicja Chybicką Drukuj
Ocena użytkowników: / 3
SłabyŚwietny 

WSZYSTKO DLA DZIECI

Zgodziłam się kandydować do senatu dla całego pokolenia dzieci i młodzieży. Nie chcę być jednak wyłącznie politykiem. – wyjaśnia prof. Alicja Chybicka, senator RP, kierownik Kliniki Onkologii i Hematologii Dziecięcej we Wrocławiu.

Prof. Alicja Chybicka, senator RP, kierownik Kliniki Onkologii i Hematologii Dziecięcej we Wrocławiu. (Zdjęcie z archiwum ACh)

Wszyscy znamy Panią jako waleczną i nieustępliwą kobietę, pełną determinacji, walczącą o środki finansowe na leczenie dzieci w klinice. Jak się Pani czuje w nowej roli?

Jestem senatorem trzy kwartały, a zgodziłam się kandydować do senatu dla dzieci. Nie dla dzieci z kliniki, ale dla całego młodego pokolenia, aby wiele dla nich zrobić. W sumie mogę stwierdzić, że się nie rozczarowałam. Podoba mi się praca senatora. To ciekawe wyzwanie, nowe miejsce. Nie jestem senatorem etatowym, bo pracuję na etacie na AM, wkrótce Uniwersytecie Medycznym i w państwowym Szpitalu Klinicznym. I choć z senatu pieniędzy nie biorę, obowiązuje mnie senackie życie, jak wszystkich. Kursuję między Wrocławiem a Warszawą i usiłuję zapanować nad tym, co dzieje się w klinice. Mam olbrzymią pomoc, fantastycznych, bardzo mądrych, trzech zastępców w stopniach profesora. Dzięki temu mogę spokojnie pracować. Z kolei w senacie mam masę przyjaciół z różnych opcji politycznych, którzy pomogli mi na początku wystartować i pomagają w pracy senatora, ponieważ jest to praca zupełnie inna, wymagającą pewnych umiejętności politycznych, których kompletnie nie posiadam.

Czy udało się już cokolwiek zrobić z tego, co Pani zaplanowała?

Udało się bardzo dużo, aczkolwiek dopóki nie dopnie się wszystkiego na sto procent, czyli nie powstanie zaplanowana przeze mnie ustawa o dzieciach, która będzie dotyczyła wszystkiego, co obejmuje pokolenie wieku rozwojowego tj. od noworodka do 18. roku życia, poprzez edukację, kulturę, zdrowie. Wszystko, co dotyczy dziecka, powinna zamknąć jedna ustawa. Ważne, aby nie było takich „knotów ustawowych”, jak są w tej chwili. Np. pacjent młodociany może współdecydować o swoim leczeniu od 16. roku życia, natomiast w ustawie o transplantacjach od 13. roku życia. Dochodzi do paradoksów. Takich nonsensów w polskim prawie nie brakuje, a w kwestii dzieci prawo jest bardzo niespójne. Aby było klarowne trzeba stworzyć specjalną ustawę, która będzie dotyczyła dzieci, a to jest bardzo trudne. Aktualnie trwają prace nad poprawką do ustawy o świadczeniach zdrowotnych mówiąca o przywróceniu pediatry na „pierwszą linię”. Opieka pediatryczna to coś, na czym najlepiej się znam. Mam zaszczyt kierować Towarzystwem Pediatrycznym od 2007 r. Już wtedy próbowałam z zarządem zawrócić bieg spraw w pediatrii. Częściowo się udało. W ostatnich poprawkach jest Rozporządzenie ministra zdrowia, który pozwolił utworzyć pediatryczne poradnie konsultacyjne w różnych miejscach, czyli dzieci będą mogły chodzić do pediatry bez skierowania. Aktualnie pediatra traktowany jest jako specjalista, a nie jako lekarz na „pierwszej linii”. Co trzeba w Polsce bardzo szybko zmienić? Przede wszystkim system profilaktyki, który obejmowałby badanie każdego dziecka raz w roku. Wynika to z wielu przesłanek. Rozpoznania w Polsce są opóźnione u dzieci, we wszystkich chorobach, nie tylko w nowotworach. Poprzez coroczne i gruntowne badanie dziecka, tak jak przegląd samochodu, można uniknąć wielu schorzeń, i tym samym zmniejszyć koszty leczenia społeczeństwa. Denerwuje mnie to, że w Polsce samochód w tym względzie liczy się bardziej niż dziecko. A przecież jest to przyszłość naszego narodu. Jeśli niczego nie zrobimy, trzeba będzie utrzymywać całą rzeszę niepełnosprawnych ludzi, schorowane społeczeństwo, które poza tym nie będzie produktywnie wpływało na finanse państwowe. Krótko mówiąc w interesie polskiego budżetu jest odpowiednia opieka medyczna nad populacją wieku rozwojowego. Potrzebujemy zdrowych, młodych ludzi.

Kolejna sprawa – w skład profilaktyki musi wchodzić lepsza akcja szczepieniowa. Mam tu na myśli szczepionki poliwalentne i lepszej jakości, aby nie dawały powikłań. Zawsze uważałam, że w przypadku dzieci nie cena powinna decydować o wymiarze szczepionki, leku czy sprzętu, ale jego jakość. Oczywiście pieniądze budżetowe trzeba wydawać z sensem i oglądać każdą złotówkę, jednak nieprzemyślane oszczędności, np. zakup tańszego sprzętu, mogą okazać się zgubne. Kolejna rzecz, którą zaplanowałam, decydując się na pracę w senacie, to było stworzenie Zespołu Parlamentarnego ds. Dzieci, złożonego z polityków wszystkich ugrupowań. I to mi się udało.
Przewodniczę takiemu zespołowi. Interweniowaliśmy już między innymi w sprawie sanatoriów dla dzieci, które z przyczyn finansowych są zamykane. Musimy się temu przeciwstawić, nawet jeśli będzie to wymagało od płatnika wyższej stawki. Jest to przecież przedłużenie leczenia szpitalnego. Tak jak w profilaktyce celem jest zdrowy człowiek, w pełni sił produkcyjnych.

Czy podjęto już działania mające na celu promocję i profilaktykę zdrowotną w szkołach? Czy jest może już jakiś program? Potrzeba zmian w sklepikach szkolnych, czy można wycofać ze sprzedaży niezdrowe napoje i słodycze? Może lepiej podjąć edukację prozdrowotną już w przedszkolu?

W kwestii profilaktyki do chwili obecnej nie został wdrożony ani zaplanowany taki system, o jakim myślałam. Robimy coś w tym kierunku, na tyle, na ile pozwalają fundusze i możliwości. Lekcje przyrody uzupełniono o zajęcia na temat profilaktyki zdrowia, palenia papierosów, narkotyków, używek. Coś drgnęło, ale nie jest to jeszcze to, o co chodziło. Pediatrzy chcą, aby powstał ministerialny, rządowy program profilaktyki dla dzieci, który obejmowałby bezpośrednią działalność medyczną, szczepienia profilaktyczne, badanie dzieci, poszerzone o morfologię i USG jamy brzusznej. Po drugie edukację prozdrowotną, dużą, rządową akcję medialną. Niestety to wszystko kosztuje. Co mnie zaskoczyło jako zwykłą Chybicką, która weszła do senatu, nie będąc politykiem, to fakt, że często blokadą nie jest niechęć, ale nasze polskie prawo i to najwyższe czyli Konstytucja RP. Niekonstytucyjne będzie zakazanie sprzedaży cukierków i pepsi coli w sklepikach szkolnych, a powinno się to zrobić. Oczywiście lepiej by było, jak pani powiedziała, nauczyć dzieci, co jest zdrowe, a co nie. Tylko czy to do dzieci dotrze? To będzie ciężka praca, niemal orka na ugorze. Pan Łukowicz jest dobrym ministrem, który chce dużo zrobić, ale budżet narodowy i środki przeznaczone na profilaktykę zdrowotną są zbyt skromne. Musimy wybierać, czy szczepienia HPV, które są bardzo ważne, czy profilaktyka przeciw pneumokokom, które zbyt często atakują dzieci czy też wybrać badania lekarskie, które też trzeba dodatkowo finansować.

Skoro mówimy o pieniądzach, czy na wyżej wspomniane działania są już przeznaczone fundusze?

W chwili obecnej funduszy realnie nie widać. Mam nadzieję, że minister Rostowski, który jest mądrym człowiekiem i bardzo kocha dzieci, zdaje sobie sprawę, że nasza przyszłość jest w rękach młodego pokolenia, i że trzeba w nie zainwestować. Przyjdzie moment, kiedy program już będzie gotowy, uda się z budżetu „wyszarpać” jakieś środki na badania dzieci. Bez pieniędzy niewiele zdziałamy. Robienie takiej partyzantki, jak w tej chwili, czyli poszczególne samorządy podejmują sporadyczne działania profilaktyczne, nie jest tak skuteczne, jak spięte jedną ustawą konkretne badania. Nie mamy ogólnopolskiego programu profilaktycznego. Trzeba mieć gotowy projekt, wykazać jego sensowność i oszczędności oraz korzyści, jakie może przynieść. Można zabiegać o środki unijne, każda metoda będzie dobra na pozyskanie funduszy. Jako że jestem członkiem Europejskiego Towarzystwa Pediatrycznego, wiem, jakie programy profilaktyczne mają poszczególne kraje. Kiedy tylko uda się pozyskać fundusze, będziemy sami w stanie stworzyć taki program. Nie mogą jednak tego robić nadmiernie obciążeni lekarze pierwszego kontaktu.

Jest Pani również wiceprzewodniczącą Senackiej Komisji Zdrowia. Wszyscy czekają na szybkie działania i zmiany…

Komisja odbyła pięć spotkań, na każdym poruszane były bardzo ważne problemy dotyczące chirurgii, onkologii, pediatrii. Mówiliśmy o telemedycynie, bibliotece medycznej, medycynie ratunkowej. Nie jestem w stanie wszystkiego wymienić. Każde spotkanie kończy się wypracowaniem wniosków, które wysyłane są do NFZ i do Ministerstwa Zdrowia. Za rok będzie kolejne spotkanie, aby sprawdzić, co zostało wdrożone, a co nie przeszło. Jeśli trzeba zamonitować. Senacka Komisja Zdrowia pracuje prężnie i bardzo się cieszę, że mogę w niej działać. Natomiast tempo w sprawie dzieci jest prawie ekspresowe, może dlatego, że mam taki temperament. Lubię, aby wszystko było szybko. Niestety w parlamencie wszystko idzie swoim tempem, co w praktyce oznacza wolno. Wszystko musi być zgodne z prawem, w zgodzie z Konstytucją, sprawdzone przez prawników. Potrzebne są też konsultacje społeczne. Musi się do tego ustosunkować ministerstwo z danego pionu. Czyli przy ustawie o dzieciach byłyby w to zaangażowane prawie wszystkie ministerstwa, które powinny pomiędzy sobą omówić poszczególne sprawy, aby ustawy nie kłóciły się ze sobą. W polskim prawie tak niestety jest, że ustawa zaproponowana przez jedno ministerstwo jest sprzeczna z innymi. W mojej ocenie praca parlamentarzysty jest naprawdę trudna. Krzywdzą nas ludzie mówiąc, że tam się nic nie robi. Kiedy jestem w Warszawie, pracuję ciężko od rana do wieczora. Ludzie widzą puste ławki w sejmie, ale w trakcie tych posiedzeń odbywają się posiedzenia komisji. Nie da się być wszędzie. Często bywa tak, że biegam z jednej sali do drugiej, aby tu i tu zagłosować i wiedzieć więcej. To praca wymagająca dużego zaangażowania, myślenia oraz dobrej kondycji fizycznej (trzeba mieć siły, by biegać po długich korytarzach).

Tak wyobrażała sobie Pani tę pracę?

Nie. Wcale sobie nie wyobrażałam, jak mówiłam rok temu, nie śniło mi się nawet, że będę w parlamencie. Uważałam, że kompletnie nie nadaję się na polityka. Teraz muszę powiedzieć, że to mi się podoba i póki daje się coś zrobić, jest to dobre miejsce, aby się tam znaleźć. Postanowiłam, że w moim zespole będę się zajmowała tylko i wyłącznie sprawami dzieci. Oczywiście w Komisji Zdrowia też będę działała. Jestem również w Komisji ds. Rodziny i Polityki Społecznej. To też bardzo ciekawa dziedzina, która mi się podoba i jest ważna dla bytu dziecka. Jeżeli sytuacja rodzinna i społeczna dziecka jest nieprawidłowa, to nie pomogą najlepsze ustawy, jeśli państwo nie zaingeruje i nie pomoże. Patrząc oczywiście z punktu widzenia dziecka, a nie wydzierających sobie dziecko z rąk rodziców. Dziecko jest tu podmiotem, a nie przedmiotem. Dziecko to obywatel, a nie krzesło, które można przestawiać.

Jak godzi Pani te wszystkie obowiązki? Przecież cały czas kieruje Pani kliniką, kursuje między Warszawą a Wrocławiem…

Głównie latam samolotami i jeżdżę samochodem. Jestem na posiedzeniach senatu i wracam do Wrocławia. Klinika funkcjonuje bez zmian, moi trzej zastępcy są bardziej obciążeni i bardzo im dziękuję za pomoc, jestem wdzięczna. Są to znakomici fachowcy, świetnie sobie radzą. Moim zdaniem klinika na mojej nieobecności nie cierpi, dzieci też. Jestem w niej w każdym tygodniu i jeśli potrzebna jest moja interwencja to zawsze służę pomocą. Zajmuję się konsultacjami, wizytami i normalną pracą, którą uwielbiam. W życiu nie zamieniłabym jej na pracę wyłącznie jako polityk. Mogę powiedzieć, że decyzja, którą podjęłam, z mojego punktu widzenia jako zwykłego człowieka, nie była dobra. Mam bardzo dużo obowiązków i pracy, nie wiem „w co włożyć najpierw ręce”. Dla siebie nie mam czasu wcale. To jest bardzo męczące. Natomiast nie chciałabym być tylko politykiem. Absolutnie.

Cały czas równolegle, dzielnie walczy Pani o nową siedzibę klinki. Czy udało się coś nowego zrobić w tej materii? Wiem, że jest nowy projekt kliniki, który sporo kosztował…

Aktualnie mam łatwiejszy dostęp do osób decyzyjnych, którym mogę zasygnalizować różne problemy, ale czynię to nie tylko w przypadku „moich dzieci”, lecz również tych z całej Polski. Pozytywne jest to, że na budowę nowej siedziby dostaniemy środki z Unii Europejskiej, o co zabiegaliśmy. Planowaliśmy część tych środków pozyskać z Unii, część obiecywał marszałek województwa, a tymczasem dostaniemy z UE 85 milionów zł, czyli lwią część. Aktualnie trwają konsultacje społeczne. Sporo dołoży też fundacja. Sądzę, że w 2015 roku przeniesiemy się do nowej siedziby. Twarzą kampanii budowy kliniki jest Martyna Wojciechowska, w kampanię na rzecz nowej kliniki włączył się też Maciek Stuhr, wcześniej pomagała nam Maryla Rodowicz, wielu sportowców. To jest miłe. W połowie września ze Stadionu Olimpijskiego wystartuje „Sztafeta nadziei dla dzieci”. Oczywiście po to, by wybudować Przylądek Nadziei. Organizatorem sztafety jest Akademia Medyczna. Biegł będzie m.in. nasz rektor, podobnie jak, mam nadzieję, bardzo ważne osoby w tym państwie, które swoje uczestnictwo zadeklarowały. Liczę na dużą frekwencję i dobre pieniądze, dobre emocje i dobrą zabawę. Wpisowe to 200 zł, a dzięki organizatorom i sponsorom maratonu, biegacze dostaną koszulki i zestawy startowe. Natomiast całość pieniędzy przeznaczona jest dla kliniki, dla naszych dzieci. Bardzo się z tego cieszę! Chcę dodać, że całość budowy będzie kosztowała 106 mln zł, a na koncie fundacji znajduje się obecnie 9 mln zł. To jest to, co mamy już w rękach!

Rozmawiała Magdalena Orlicz-Benedycka

 

Zaloguj się aby komentować.