logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 48 gości 
Kontrowersje wokół in vitro: Wokół zapłodnienia in vitro Drukuj
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Wokół zapłodnienia in vitro

KLIMAT DYSKUSJI

Tocząca się od wielu lat dyskusja nad procedurą zapłodnienia in vitro, aktualna polityczna presja, aby jak najszybciej – bodaj z różnych powodów – uregulować prawnie tę procedurę medyczną, pozostawia nas w nadal nierozstrzygniętych konfliktach etycznych i w braku zadowalających kompromisów. Pada wiele argumentów, mających charakter medyczny, biologiczny, etyczny, filozoficzny, społeczny, teologiczny czy polityczny, często formułowanych w narracjach, które ani do siebie nie przystają, ani nie zakładają możliwości wypracowania wspólnego stanowiska w oparciu o akceptację wspólnych wartości. Można odnieść wrażenie, że wielu uczestnikom dyskusji zależy bardziej na zbiciu racji strony przeciwnej niż na uzasadnieniu własnej. Spór o zapłodnienie in vitro chyli się wtedy ku retorycznym zabiegom i publicystycznej oracji, która chętnie korzysta z inwektyw i anatem. Nadto, medializacja dyskusji w oparciu o jedynie postępowe środowiska i o jedynie słusznych „ekspertów” pogłębia jeszcze niechęć do kompromisu, ponieważ promuje fałszywą formułę argumentacji, opartą najczęściej na przekonaniu co do słuszności własnej wypowiedzi. Uzasadnienie jej odwołuje się do demokratycznego prawa wygłaszania własnej opinii. Jednakże z prawa do wypowiedzi, tak jak z prawa do posiadania pragnień, nie wynika ani słuszność sądu, ani że pragnienia te są wartościowe.

Dr n. hum. Jarosław Barański. Autor jest absolwentem filozofii Uniwersytetu Wrocławskiego, pracuje w Zakładzie Humanistycznych Nauk Lekarskich Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Wykładał na UWr, Akademii Sztuk Pięknych oraz Uniwersytecie Opolskim i Zielonogórskim. Zajmuje się etyką medyczną i socjologią medycyny, filozofią medycyny i literatury oraz estetyką. Były współpracownik wrocławskich gazet i „Polish Daily” w Londynie. Członek rady redakcyjnej „Nowej Krytyki Lekarskiej”, członek Komisji Języka Medycznego Rady Języka Polskiego, współredaktor podręczników i autor książek.Wielu etyków podnosi problem udziału założeń światopoglądowych, które mają być przeszkodą uniemożliwiającą merytoryczną dyskusję. Trudno wszakże wyobrazić sobie argumentację etyczną i filozoficzną, która z nich nie korzystałaby. Światopogląd zaś został milcząco utożsamiony ze światopoglądem religijnym. Posiadanie jednak światopoglądu innego niż religijny wcale nie gwarantuje rzeczowości argumentacji – także jest określonym światopoglądem, który mniej lub bardziej skłania do korzystania z takich lub innych uzasadnień. W tę koleinę ukrytych założeń popada czasami bioetyka, która ad hoc uznaje słuszność moralną procedur medycznych z udziałem technologii i starannie roztacza idee, które odrzucają wszelkie wątpliwości i zastrzeżenia.

Dziś coraz trudniej jest nie zgodzić się z konstatacją, że w sposób racjonalny, w oparciu o teorie etyczne, można podważyć pewność racji przez kogokolwiek zgłaszanych. Jeśli przyjmie się, przykładowo, że każdy człowiek ma prawo do potomstwa; że bezpłodność jest chorobą; że wymaga ona leczenia, to – jak zauważa Z. Szawarski – „Wszystkie te założenia mogą zostać sensownie zakwestionowane” (Mądrość i sztuka leczenia). Częściej bowiem dysponujemy zdolnością do skutecznego podważania racji niż do jej uzasadniania. Ale z tego nie wynika słuszność tych, którzy zakwestionowali merytorycznie czyjąś argumentację. Podobnie, nieprawdą jest, że wykazując nieprawdziwość sądu adwersarza (lub słabość uzasadnień), uzyskujemy poręczenie prawdy (lub siłę uzasadnień) – również możemy się mylić we własnym sądzie i równie możemy mieć wątpliwe przesłanki.

PROBLEM Z JĘZYKIEM

Język, wyobrażenia, także pojęcia, jakie posiadamy, są nieadekwatne do sytuacji, które wytwarza współczesna technologia medyczna. Rodzi to spory o znaczenia podstawowych terminów, które wcale nie mają jedynie medycznej czy biologicznej desygnacji. Kobieta poddająca się procedurze zapłodnienia in vitro, jeszcze przed transferem zarodka, zapytała lekarza „jak się czuje moje dziecko?”. Nie zapytała zaś „jak następuje podział komórek w zygocie?”. Na powagę problemów terminologicznych wskazuje także kazus Davis przeciwko Davis (K. Szewczyk, Spis kazusów): pani Davis, która poddała się wcześniej procedurze IVF, zwróciła się do sądu o uzyskanie kontroli nad zamrożonymi zarodkami. Jedni eksperci powołani przez sąd stwierdzili, że siedem zamrożonych zarodków jest ludźmi; że należy zaliczyć je do „należących bądź odniesionych do człowieka”. Inni zaś: że są jedynie potencjalnym życiem w stadium preembrionalnym, mającymi cechy życia dopiero po 10-14 dniach, argumentując, iż nie jest pewne, czy niezróżnicowany „ludzki preembrion jest unikatowym indywiduum (…) tylko z powodu zjawiska zapłodnienia”; opowiadali się także za tym, że embrion nie jest osobą, lecz dysponuje potencjałem bycia osobą. Sąd uznał, że zamrożone całości są życiem ludzkim wymagającym ochrony i szacunku. Sąd apelacyjny natomiast oddalił tę argumentację i uznał, że „żyjącą całością” jest „dziecko, które może poruszać się w łonie matki”.

Nie posiadamy więc niebudzących wątpliwości terminów i pojęć, które zdolne byłyby jednoznacznie i przejrzyście uchwycić ów fenomen początków ludzkiego życia. A przy tym należy dostrzec i to, że technologia jest „skażona” tzw. tunelowym widzeniem, przed czym przestrzegał S. Fredriksen (Tragedy, utopia and medical progress): ufa się bowiem temu, że technologiczne myślenie uczyni człowiekowi dostępnymi wszelkie sposoby zapanowania nad ograniczeniami i niebezpieczeństwami jego egzystencji; prawda natomiast jest taka, że badania technologiczne mają właśnie charakter tunelowy, niezwykle wąski i gubiący perspektywy poznawcze, toteż wraz z ich rozwojem, rośnie zakres niewiedzy i zignorowanych zagrożeń, tym bardziej niepokojący, iż współczesna technologia modeluje ludzkie postrzeganie i doświadczanie świata. Odzwierciedla to język, którym nierzadko opisuje się procedurę zapłodnienia in vitro – język urzeczowiający nie technologiczny wytwór, lecz sposób i miejsce zaistnienia życia w środowisku technicznym. Przykładowo, mówi się o embrionie „koncepcyjny produkt” o „doskonałej jakości”, jakby to był przedmiot codziennego użytku, który można wyłowić z oferty produktów o kiepskich parametrach technicznych. Jednakże zastosowanie technologii medycznej w procedurze zapłodnienia in vitro nie czyni z połączonych gamet wytworu tejże technologii – ona jedynie ingeruje w proces powstawania życia i jego przebieg; wspomaga proces przekazywania życia, nie zaś tworzy życie.

PERSPEKTYWY ROZWAŻAŃ I REGULACJE PRAWNE

Są w istocie dwie, biegunowo odmienne (O. Nawrot, O dwóch modelach regulacji IVF). Pierwsza zakłada prymat wolności prokreacyjnej osób dojrzałych nad, ewentualnym, interesem embrionu. Dawcy gamet mają prawo do pełnego dysponowania o losie powstałych embrionów (brak ograniczeń co do tworzenia zarodków nadliczbowych). Mogą więc decydować o ich zniszczeniu, o ich donacji, względnie: o wykorzystaniu ich w innych celach niż reprodukcyjne. Temu stanowisku odpowiadają rozwiązania prawne w Wielkiej Brytanii oraz zbliżone: belgijskie, holenderskie czy hiszpańskie. W krajach skandynawskich oraz w Austrii dostęp do procedury zapłodnienia in vitro jest uwarunkowany podmiotowo: małżeństwa, konkubinaty, kobiety w określonym wieku. Zakazuje się wykorzystania obcych komórek jajowych, ogranicza się ilość embrionów przeznaczonych do transferu.

Druga zaś perspektywa opowiada się za prymatem prawa do życia każdej istoty ludzkiej, w tym embrionu. Z tego prawa wynika nadto obowiązek ochrony życia każdej istoty ludzkiej. To stanowisko właściwe jest niemieckim rozwiązaniom prawnym, także zbliżonym włoskim czy szwajcarskim: ilość embrionów wynosi od 2 do 3 z koniecznością ich jednoczesnego transferu do organizmu kobiety; istnieje zakaz selekcji genetycznej embrionów i ich donacji; kriokonserwacja zachodzi tylko w szczególnych wypadkach – nie ma charakteru rutynowego; finansowanie procedury ograniczone jest do małżeństw bądź również do konkubinatów.

PRZEDMIOT SPORU

Łatwo zorientować się, że istnieje kilka kluczowych problemów, które są przedmiotem sporu i odmiennych rozwiązań prawnych. Pierwszy jest związany z możliwością tworzenia zarodków nadliczbowych i w konsekwencji koniecznością ich zamrażania. Jeśli ograniczy się możliwość ich tworzenia do kilku z jednoczesnym wymogiem ich transferu do organizmu kobiety, kriokonserwacja nie będzie konieczną konsekwencją zapłodnienia in vitro. Będzie wynikiem wyłącznie zdarzeń losowych (np. kobieta nie zgłosiła się na zabieg, zmarła). Nie usuwa to wątpliwości moralnych, jak i nie ogranicza zakresu regulacji prawnych, jednak minimalizuje negatywne następstwa, za które uznać należy niszczenie zarodków. Faktem jest, że wtedy efektywność medycznego wspomagania prokreacji maleje.

Drugim problemem jest selekcja zarodków. Niszczenie zarodków w wyniku stwierdzenia w diagnostyce preimplantacyjnej wad genetycznych (np. trisomia chromosomów, m.in. odpowiedzialnych za zespół Downa bądź Turnera) jest postępowaniem eugenicznym. Selekcja zarodków nie jest bowiem techniczną procedurą oceny rozwoju „hodowanych” komórek, lecz wartościowaniem życia (nie komórek, lecz człowieka genetycznie obciążonego). Selekcja embrionów wprowadza nadto istotną nierówność, czyniąc przywilej kobietom poddawanym procedurze in vitro: mają bowiem one możliwość dokonywania wyboru, jakie dziecko chcą urodzić – zdrowe czy chore. Kobiety zachodzące w ciążę w sposób „naturalny” muszą poddać się losowi. Trudno jednak zaakceptować możliwe konsekwencje powszechnego dostępu do opcjonalności narodzin dziecka.

Refundacja tej procedury, trzeci problem, niezależnie czy z kieszeni ubezpieczonego, czy podatnika, przenosi tę nierówność: poddanie się procedurze zapłodnienia in vitro staje się kryterium dostępu do refundowanych badań prenatalnych w sytuacji, w której do tych ostatnich dostęp jest ograniczony dla kobiet niekorzystających z medycznego wspomagania prokreacji i nienależących (wraz z mężem) do grupy ryzyka genetycznego. Dopuszczalność procedury zapłodnienia in vitro sprawia nadto, że bezpłodność jest definiowana w kategoriach potrzeby zdrowotnej, czyli jako choroba. Zdefiniowanie bezpłodności jako choroby pociąga konieczność jej leczenia metodami medycznie wspomaganej prokreacji. Wtedy powinna być refundowana. Rozważeniu podlegają tylko kryteria określające zakres i warunki refundacji w sytuacji rosnących niezaspokojonych innych potrzeb zdrowotnych.

Zdefiniowanie procedury zapłodnienia in vitro jako terapii wyklucza jej stosowanie jako procedurę na życzenie. Sprzyja to – czwarty problem – doprecyzowaniu podmiotowych warunków uprawniających do skorzystania z terapii. Przy tych założeniach dostęp do niej i jednoczesna jej refundacja jest możliwa jedynie dla małżeństw bądź konkubinatów, które borykają się z bezpłodnością. Procedura zapłodnienia in vitro byłaby wtedy niedostępna dla kobiet samotnych (brak dawcy gamety) i dla par homoseksualnych (brak potomstwa nie wynika z bezpłodności). Wyklucza również z terapii pragnienie spełnienia się macierzyńskiego kobiet w podeszłym wieku bądź chęć „odmłodzenia się” poprzez zajście w ciążę. Ma słuszność Z. Szawarski odwołując się do Kanta i twierdząc, że człowiek nie może być nigdy środkiem, lecz celem podejmowanych wyborów i działań. Ta konkluzja rzutuje na rozstrzyganie problemu pierwszego i drugiego: embrion nie może być środkiem do realizacji celów partykularnych.

Przeniesienie pierwszej fazy rozwoju płodu poza organizm kobiety nakłada na lekarza szczególny obowiązek dbałości o powstałe życie i nie uzasadnia jakiegokolwiek odstępstwa od obowiązku ochrony życia poczętego tylko dlatego, że zapłodnienie nastąpiło poza organizmem kobiety. Tak należałoby interpretować normy Kodeksu etyki lekarskiej: „Lekarz powinien z poczuciem szczególnej odpowiedzialności odnosić się do procesu przekazywania życia ludzkiego”(art. 38); a w konsekwencji: „Lekarz nie może uczestniczyć w akcie pozbawiania życia. Podejmując działania lekarskie u kobiety w ciąży lekarz równocześnie odpowiada za zdrowie i życie jej dziecka. Dlatego obowiązkiem lekarza są starania o zachowanie zdrowia i życia dziecka również przed jego urodzeniem”(art. 51). Szacunek dla życia jest wartością najwyższą, która nie dopuszcza jakiejkolwiek postaci dyskryminacji ze względu na „dziedzictwo genetyczne”.

MOŻLIWOŚĆ ROZWIĄZAŃ W POLSCE

Aktualnie złożono kilka projektów regulujących metodę in vitro. Pierwszy (pos. Piechy) formułuje zakaz tworzenia nowych zarodków, a więc zakaz zapłodnienia pozaustrojowego, dopuszczając jedynie możliwość transferu zarodków (przez małżeństwa) już zamrożonych (adopcja). Następny projekt, radykalnie odmienny (pos. Balickiego) zakłada, że procedura ta jest dostępna dla wszystkich (refundowana przez NFZ – projekt pos. Senyszyn). Dopuszcza on selekcję embrionów dla uniknięcia wad genetycznych, ich kriokonserwację i niszczenie zarodków nadliczbowych na życzenie biologicznych rodziców. Projekt (pos. Nowickiej, oparty na wcześniejszym, Balickiego) czyni dostępnym procedurę zapłodnienia in vitro dla wszystkich zainteresowanych, którzy mogą się jej poddać, usuwając możliwe warunki podmiotowe i dopuszczając donację embrionów.

Oba skrajne projekty są w istocie opowiedzeniem się za różnymi systemami wartości, warunkowane odmiennymi uzasadnieniami światopoglądowymi. Z punktu widzenia deontologii lekarskiej projekt pełnej liberalizacji procedury in vitro, zakładający zwolnienie lekarza z obowiązku zachowania szczególnej odpowiedzialności za proces przekazywania życia ludzkiego, jest nie do zaakceptowania (selekcja embrionów, ich niszczenie). Projekt zakazujący zapłodnienie pozaustrojowe budzi zastrzeżenia, jeśli tę metodę wspomagania prokreacji uzna się za działanie lecznicze.

Te projekty są opozycyjne wobec jeszcze jednego (pos. Kidawy-Błońskiej), który wcale nie jest kompromisem, lecz proponującym jedynie mniej radykalne inne rozstrzygnięcia. Projekt ten zakazuje niszczenia embrionów i ich donacji, przyzwala na kriokonserwację oraz określa dostępność tej procedury dla par małżeńskich i konkubinatów, a także dla samotnych matek, choć nie reguluje kwestii refundacji tej procedury. Opiera się on na wcześniej sformułowanym projekcie ustawy bioetycznej z 2008 roku (pos. Gowina, projekt ostatni), który wart jest rozważenia ze względu na to, że stwarza prawne warunki zachowania odpowiedzialności lekarza za proces przekazywania życia, zachowania godności ludzkiej i minimalizuje warunki instrumentalnego traktowania początków ludzkiego życia. W tym projekcie procedura zapłodnienia in vitro dostępna jest jedynie dla par małżeńskich, jednak nieobciążonych chorobami lub upośledzeniami genetycznymi, dla kobiet do 40 roku życia. Dopuszcza badanie embrionów wyłącznie w celach terapeutycznych, aczkolwiek wyniki badań nie mogą być przesłanką ich selekcji. Umożliwia wytworzenie do dwóch embrionów z jednoczesnym ich transferem do organizmu kobiety i zakazuje tworzenia zarodków nadliczbowych oraz ich niszczenia.

KONKLUZJA ETYCZNA

Ostatni projekt jest najlepszą aksjologicznie propozycją regulacji prawnych, bliski niemieckiemu modelowi, lecz skazany, wydaje się, na polityczne niepowodzenie. W pozostałych projektach (poza projektem pos. Piechy), dopuszczających metodę zapłodnienia pozaustrojowego, prymat życia ludzkiego ustępuje wartości samostanowienia, z której wynika pełna autonomia w zakresie działań związanych z procesem prokreacji. Ta zaś autonomia staje się podstawą dla uzasadnień o nieograniczonej woli (nie wolności, lecz swawoli) decydowania przez rodziców (dawców gamet) także o początkowych fazach ludzkiego życia, życia innego człowieka. Każda autonomia unicestwia swoje etyczne uprawomocnienie, jeśli godzi w autonomię innych. Zamiast budować argumenty za wartościowaniem życia ze względu na brak przejawów autonomicznych działań, należy zatroszczyć się o umożliwienie ich, także sięgając w przyszłość. Przykładów z praktyki lekarskiej w tym względzie nie brakuje. Zresztą P. Ramsey, który uchodzi za twórcę bioetyki, postulował zakazanie wszelkich badań nad zapłodnieniem in vitro, dostrzegając w nich wyjątkowo niemoralne eksperymentowanie na człowieku.

Perspektywa etyczna jest jasna, o ile nie gubi się w retorycznej ekwilibrystce pojęć i terminów: proces rozwoju ludzkiego życia, niezależnie czy odnosimy się do jego stadiów początkowych, końcowych, czy jakichkolwiek innych, jest ludzkim życiem w procesie swego rozwoju i jako taki wymaga ochrony, szacunku oraz – w szczególnych okolicznościach – troski. Powstawanie życia, przybierające postać embrionalną, jest ludzkim życiem, koniecznym stadium rozwoju człowieka, nie zaś nieokreśloną biomasą. Jest to istnienie, które w procesie rozwoju uzyska świadomość bycia. To nie rzecz, a ludzki sposób istnienia – „Szacunek kieruje się zawsze tylko ku osobom, a nigdy ku rzeczom”(Kant). Dlatego spoczywa na nas obowiązek, przede wszystkim, wobec siebie, aby uszanować ludzkie istnienie. J.-M. Varaut: „Byłoby sprzeczne z porządkiem prawnym płodzenie życia ludzkiego in vitro, bez uznania, że chodzi o życie ludzkie, co najmniej potencjalnie, byt odrębny i nośnik nadziei” (Możliwe, lecz zakazane). W tym kontekście lekarska powinność primum non nocere nabiera właściwego znaczenia.

Jarosław Barański

 

Zaloguj się aby komentować.