logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 29 gości 
Kontrowersje wokół in vitro: Naprotechnologia alternatywą dla in vitro? Drukuj
Ocena użytkowników: / 5
SłabyŚwietny 

Naprotechnologia alternatywą dla in vitro?

Przyp. red.: Powyższy artykuł to subiektywna ocena złożonego problemu Autorki opracowania.

Procedury sztucznego zapłodnienia, popularnie zwane in vitro, niosą ze sobą szereg poważnych zastrzeżeń natury moralnej i zdrowotnej, naruszając godność dziecka przez biotechnologię. Media inicjują dyskusje nad możliwością refundowania tej procedury przez Narodowy Fundusz Zdrowia, co skutkuje coraz większym zainteresowaniem społecznym tą metodą. Towarzyszy temu jednak bezkrytyczna i bezrefleksyjna wiara w postęp techniczny współczesnej medycyny, na czym zbijają potężny kapitał ośrodki zajmujące się sprzedażą tego rodzaju usług. W Polsce toczy się ważna dyskusja nad regulacjami prawnymi leczenia niepłodności metodami rozrodu wspomaganego medycznie, z zachowaniem restrykcji wobec praktyk eugenicznych i ilości tworzonych zarodków. Czy dojdzie do akceptacji metod sztucznego rozrodu, uchylenia drzwi? Czy zostaną one otwarte na oścież, jak ma to miejsce w krajach takich jak: Wielka Brytania, Włochy czy USA, które zmierzyły się już z tym problemem, tworząc mechanizm „prawnej zasłony dymnej” dającej złudzenie, iż nieludzkie praktyki mogą ulec „ucywilizowaniu” i będą zmierzały do celu zgoła odwrotnego od deklarowanego przez większość rządzących.

Prof. dr hab. n. med. Ludwika Sadowska Autorka jest profesorem Samodzielnej Pracowni Rehabilitacji Rozwojowej w Katedrze Fizjoterapii na Wydziale Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Medycznego im. Piastów Śląskich we Wrocławiu oraz prezesem Oddziału Dolnośląskiego Katolickiego Stowarzyszenia Lekarzy Polskich (KSLP).

Pragnienie dziecka ze strony małżonków jest czymś naturalnym, wyraża ono powołanie, w którym małżonkowie realizują przekazywanie życia w procesie prokreacji, współpracując z Bogiem – Dawcą Życia. Nie zawsze rodzice są w stanie spłodzić potomstwo, szczególnie wtedy, gdy doświadczają niepłodności małżeńskiej. Niepłodność jest stanem, w którym po roku regularnego współżycia płciowego bez stosowania środków ograniczających płodność nie dochodzi do poczęcia dziecka. Czy niepłodne pary małżeńskie mogą skorzystać z technik wspomaganej prokreacji (ART), które cechują się inwazyjnością, jednak nie leczą niepłodności, a stanowią jedynie obejście tego problemu? Po urodzeniu się dziecka para małżeńska pozostaje niepłodna. Cześć lekarzy podchodzi do tych metod bezkrytycznie i pracuje się nad tym, by powstało przekonanie, że ich stosowanie jest powszechnie akceptowane. Media tymczasem roztaczają perspektywę nieograniczonych niemal możliwości technologii związanej ze sztucznym rozrodem. Jest to sygnał, jak mówi profesor Bogdan Chazan – ginekolog położnik z Warszawy, że należy rozpocząć postępowanie diagnostyczne i przyczynowe leczenia niepłodności. Istnieje pilna potrzeba popularyzowania wśród lekarzy rzetelnych badań naukowych, wskazujących na ryzyko zdrowotne populacji związane z rozpowszechnieniem metod wspomaganej prokreacji. Stosowanie tych technik charakteryzuje się wysokim procentem niepowodzeń. Dotyczy to zarówno samego momentu zapłodnienia, jak też następnej fazy rozwoju embrionu wystawionego na ryzyko rychłej śmierci. Tylko 15-20 proc. par, które poddały się takiej procedurze, zostanie rodzicami. Prowadzone od połowy lat 70. eksperymenty z przeniesieniem embrionu do macicy kończyły się ciążą pozamaciczną i dopiero w 1978 r. narodziło się pierwsze dziecko z probówki – Louise Brown. Następnym sukcesem w rozwoju techniki było opracowanie hormonalnej stymulacji jajników i uzyskanie do zapłodnienia wielu komórek płciowych jednocześnie, co zwiększyło liczbę udanych ciąż. Z tego wynikła konieczność zamrażania tak uzyskanych dodatkowo embrionów. Nie jest znana liczba uzyskanych embrionów, które są przechowywane w niekorzystnym środowisku in vitro. Szacuje się, że tylko w samych Stanach Zjednoczonych zamrożonych jest ponad milion embrionów. Jednak zaledwie 50 proc. przeżywa rozmrażanie, a z tych, które przetrwają, mniej niż 20 proc. rozwija się w udanej ciąży. Często nadliczbowe embriony są zabijane lub wykorzystywane do hodowli tkanek, rzekomo służących postępowi nauki i medycyny, a w rzeczywistości redukujących życie ludzkie jedynie do roli materiału biologicznego, którym można swobodnie dysponować.

 

Zagrożenia medyczne związane z zabiegiem in vitro

  1. Ryzyko śmierci zarodka, infekcji czy negatywnej reakcji organizmu na wszczepienie zarodka.
  2. Łożysko przodujące – 6 razy częściej u kobiet, które poczęły in vitro:
    – ciąża pozamaciczna (ektopiczna), która jest poważnym zagrożeniem nie tylko dla płodu, ale też dla zdrowia i życia matki – przy in vitro zdarza się dwukrotnie częściej,
    – wysoki wskaźnik ciąż wielopłodowych - przy poczęciu naturalnym to 1-2 proc. ogólnej populacji, przy in vitro: 22,7 w Europie i aż 31,7 proc. w USA.
  3. Zgony noworodków: dwukrotnie większa śmiertelność noworodków poczętych w wyniku in vitro niż poczętych w naturalny sposób.
  4. Zespół nadmiernej stymulacji jajników (ang. severe ovarian hyperstimulation syndrome, w skrócie: OHSS): W ciężkiej postaci zespołu OHSS obserwuje się masywne wodobrzusze, a wielkość jajników przekracza 12 cm, sięgają one niekiedy wysokości łuków żebrowych. W przebiegu tej najcięższej postaci zespołu opisywano przypadki zgonów związanych z niewydolnością nerek, zakrzepicą żylną, zawałem serca i udarem niedokrwiennym mózgu. Łagodne formy zespołu występują u około 25 proc. pacjentek poddających się in vitro. Ciężki zespół (OHSS) występuje u 0,1 proc. do 2 proc. pacjentek.
  5. Zaburzony rozwój dziecka:
    – wystąpienie niskiej masy urodzeniowej – procedura in vitro obarczona jest 2,6-krotnym wzrostem ryzyka urodzenia się dziecka z niską masą urodzeniową – np. w przypadku urodzenia bliźniąt in vitro masa noworodków wynosiła średnio 1476 g, a po naturalnym poczęciu 2009 g,
    – dzieci urodzone w wyniku wykorzystania procedury in vitro mają o 60 proc. większe ryzyko wystąpienia u nich mózgowego porażenia dziecięcego niż dzieci poczęte w sposób naturalny. A ryzyko to wzrasta o kolejne 230 proc., gdy przy in vitro stosowana jest procedura zamrażania embrionów.
    – zaobserwowano również częstsze występowanie syndromu Beckwith-Widemanna oraz syndromu Angelmana. Ze względu na rzadkość występowania tych chorób, wiele środowisk nie przyjmuje tych obserwacji jako dodatnio korelujących z procedurą in vitro.
  6. Zagrożenie przekazywania niepłodności z ojców na synów – chłopcy poczęci w wyniku zapłodnienia pozaustrojowego metodą ICSI często rodzą się z krótszym palcem serdecznym, co jest jednym ze sposobów rozpoznawania męskiej bezpłodności. Oznacza to, iż ojcowie mogą przekazywać bezpłodność swoim męskim potomkom. Długość palca serdecznego u poczętego dziecka ustalana jest w pierwszych 14 tygodniach ciąży i ma związek z poziomem eliksiru męskości – testosteronem, określanym przez specyficzną grupę genów. Niska płodność jest związana z genami w chromosomie Y i dlatego jest przekazywana genetycznie następnym pokoleniom.

Zagrożenia moralno-etyczne

  1. Likwidowanie objawów niepłodności, a nie jej przyczyn – nie jest to zabieg leczniczy, nie leczy niepłodności. In vitro ma działanie wyłącznie doraźne zamiast leczenia bezpłodności. Jest to zagadnienie na pograniczu zagrożeń medycznych i moralno-etycznych.
  2. Brak poszanowania podstawowych praw zawartych w instrukcji Dignitas Personae: „Naruszenie prawa do życia i integralności fizycznej każdej istoty ludzkiej od poczęcia aż do śmierci”.
    – in vitro uważane jest za młodszą siostrę eugeniki, gdyż w sposób nieuchronny wiąże się z niszczeniem embrionów zarówno tych poddawanych selekcji, jak i tych zamrażanych, bo przecież czas ich przechowywania nie będzie wieczny.
  3. Brak poszanowania „prawa małżonków do stania się ojcem i matką wyłącznie dzięki sobie. Pozaustrojowe powołanie do życia dziecka to ingerencja w instytucję małżeństwa, której podstawą jest naturalne poczęcie w akcie miłosnego zjednoczenia. Trudno budować pozytywne relacje małżeńskie i rodzinne bez szacunku dla własnej płciowości. Sztuczna reprodukcja kojarzy się nie z poczęciem (aktem prokreacji), a produktem technologicznym.
  4. Uprzedmiotowienie dziecka – dziecko traktuje się jako konstrukt pragnień rodziców do posiadania potomstwa, a nie autonomiczną istotę. Rodzice pragnący dziecka za wszelką cenę traktują je jak kolejne dobro konsumpcyjne, które można zdobyć. Niewiele to ma wspólnego z miłością do dziecka, gdyż miłość zakłada dobro drugiego człowieka, a nie zaspokojenie własnych pragnień.
  5. Uprzedmiotowienie dziecka jako istoty ludzkiej od chwili poczęcia – pojawia się tu problem handlu zamrożonymi embrionami. Dla zabezpieczenia wyższej skuteczności wytwarza się więcej embrionów. Te niewykorzystane ulegają zamrożeniu. Stanowią one „produkt uboczny”. Biologiczni rodzice raczej nie są zainteresowani wykorzystaniem następnych zarodków, a już na pewno nie wszystkich. Za to inne pary – tak. Zamrożone embriony są też atrakcyjne dla naukowców do celów doświadczalnych. Otwiera to drogę do handlu zarodkami – handlu istotami ludzkimi.
  6. Niskie powodzenie urodzeń, np. wg raportu DANE KLINICZNE O IN VITRO NA PRZYKŁADZIE WŁOCH, w 2006 r. na 223.448 pobranych komórek jajowych od łącznie 30.274 kobiet poddanych in vitro:
    – 86.743 komórek zostało poddanych zapłodnieniu,
    – 65.745 zakończyło się zapłodnieniem (powstało 65.745 nowych istnień),
    – z czego uzyskano 6.962 ciąż,
    – tylko 5.218 dzieci się urodziło.
  7. Brak regulacji prawnych w Polsce – co niesie za sobą ważkie konsekwencje:
    – nie są precyzyjnie określone warunki i czas przechowywania embrionów (przechowywanie w zamrażarkach to tylko możliwość);
    – dopuszczalne jest tworzenie embrionów nadliczbowych, zapasowych;
    – dopuszczalne jest wykonywanie badań oraz eksperymentów na embrionach.
  8. Ideologizacja szczęścia rodzinnego – zwolennicy in vitro ukazują wizję szczęśliwej rodziny posiadającej potomstwo.
  9. Aspekt finansowy – powstaje coraz więcej ośrodków zajmujących się in vitro. To już prawdziwy przemysł, robienie biznesu opartego na ludzkiej niewiedzy, naiwności i pragnieniu posiadania potomstwa „za wszelką cenę”: średni koszt in vitro to:
    – leki – ok. 4650 zł,
    – badania i wizyty lekarskie (z częściowym dofinansowaniem NFZ) – ok. 1300 zł,
    – zabieg (punkcja, transfer, laboratorium) – 6000 zł.

Zabiegi in vitro budzą wiele emocji i wątpliwości. Aktualnie w mediach i polityce toczy się kolejna batalia zwolenników i przeciwników tej metody. Na szczęście dla wielu małżeństw bezskutecznie oczekujących potomstwa istnieje alternatywna i mniej kontrowersyjna metoda wspomagania płodności
– NAPROTECHNOLOGIA.

Prof. dr hab. n. med. Ludwika Sadowska

 

Zaloguj się aby komentować.