logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 82 gości 
Wokół etyki lekarskiej: Z pamiętnika etyka Drukuj
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Z pamiętnika etyka

Nadwykonania

Najwyższa Izba Kontroli z niepokojem odnotowuje fakt corocznego wzrostu nadwykonań: w 2011 wynosiły one 1,8 miliardów zł., w roku 2010 opiewały na kwotę 1 miliarda zł, a dynamiczny ich wzrost odnotowano w 2009 roku w odniesieniu do roku 2008 – o 300%. Niepokój ten nie wyraża jednak troski o pacjentów, którzy stoją w obliczu niesprawiedliwego i nieprzewidywalnego zrządzenia losu: będą czy też nie będą leczeni? Niepokój ów dotyczy jedynie budżetu NFZ. Wcale nie jest wyrazem złośliwości porównanie tych kosztów do wybudowanego stadionu piłkarskiego wraz ze stratami, które wygenerował w ostatnim roku. Jedno jest tylko zastanawiające, że w kontekście zagospodarowania stadionu zawsze formułowane są prognozy optymistyczne, w kontekście zaś ludzkiego zdrowia – zawsze pesymistyczne. Zapewne dlatego, jak rzekł dawny lekarz, że zdrowie to stan, który nie rokuje dobrze.

Sens wielu wypowiedzi dotyczących problemu nadwykonań i wynikających z tego długów placówek służby zdrowia sprowadza się do przeświadczenia, że lekarze podejmujący się leczenia pacjentów postępują zgoła irracjonalnie w sytuacji, gdy przekroczone są limity zakontraktowanych świadczeń. Odpowiedzialność za chorego człowieka oraz powinność niesienia pomocy staje się wtedy nieuzasadnioną ekonomicznie aberracją moralną. Zgodnie z takim przeświadczeniem, wydaje się, lekarz powinien mieć dwa sumienia: jedno, lekarskie, gdy są środki finansowe na świadczenia medyczne; drugie zaś, kontraktowe, gdy tych środków nie ma. Wielość sumień to jednak zaleta polityków, lekarz, niestety, ma tylko jedno, co z pewnością jest efektem niewłaściwego systemu kształcenia lekarzy.

Użalanie się nad wzrostem nadwykonań jest hipokryzją marnego księgowego, który przywrócenie zdrowia bądź zapobieganie chorobie w istocie rzeczy traktuje jako koszty, czyli stratę. Niestety, pacjenci nie chcą być zdrowi i z dziwnym sobie uporem narażają NFZ i państwo na straty. Co prawda, płacą składki ubezpieczeniowe, ale nie mają ich przy sobie. Warto jednak pamiętać, że istota solidaryzmu społecznego polega na tym, że zdrowi opłacają koszty leczenia chorym, nie na tym zaś, że chorym odmawia się leczenia, ponieważ inni chorzy skorzystali z leczenia nieco wcześniej.

Zadziwiające jest to, że nikt nie policzył: jakie straty ponosi społeczeństwo, w tym gospodarka, z powodu niezaspokojonych potrzeb zdrowotnych pacjenta; jakie zyski przyniósł społeczeństwu, w tym gospodarce, powrót do zdrowia leczonych pacjentów w ramach nadwykonań. Zamiast tej kalkulacji mamy inną, na mocy której wartość zdrowia generuje jedynie straty. Ale taka kalkulacja wymaga o wiele więcej niż tylko jedno sumienie.

Panie doktorze,
to jak mam się leczyć?

Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej z niepokojem odnosi się do ograniczenia dostępności świadczeń medycznych ze względu na brak środków finansowych i jednocześnie „przypomina, że najwyższym nakazem etycznym lekarzy jest dobro chorego, a mechanizmy rynkowe, naciski społeczne i wymagania administracyjne nie zwalniają lekarza z przestrzegania tej zasady. Dlatego też Prezydium sprzeciwia się kategorycznie wywieraniu nacisków na placówki opieki zdrowotnej i indywidualnych lekarzy, by uzależniać podejmowanie leczenia pacjentów od wielkości środków finansowych”. Wprost wypowiada więc myśl, że takie naciski są niczym innym, jak politycznym działaniem ograniczającym autonomię lekarskiego postępowania – rękojmię obiektywizmu lekarza i jego odpowiedzialności. W innym oświadczeniu NRL również zaniepokojona działaniem niektórych lekarzy, którzy pełniąc funkcje publiczne swoim działaniem zmuszają do wykonywania zawodu lekarskiego w warunkach ocenianych jako sprzeczne z etyką zawodową, wyraziła jednoznaczną opinię: „sprawowanie opieki nad pacjentem i autonomia lekarzy są zagrożone wszędzie tam, gdzie ogranicza się wolność zawodową przez limitowanie środków finansowych”.

Autonomia lekarza polega na tym, że lekarz nie może mijać się z prawdą (diagnostyczną czy leczniczą), prawdą obiektywną wiedzy medycznej i praktyki klinicznej. Kroczy za nią odpowiedzialność za konkretnego pacjenta, aby postępować zgodnie z jego rzeczywistymi potrzebami zdrowotnymi. Polityk zaś opiera się na własnych przekonaniach, które są jego subiektywną wyrocznią, a jego odpowiedzialność dotyczy rzeczywistych potrzeb politycznych jego partii.

Tym więc różni się lekarz od polityka, że powinnością lekarza jest służenie dobru chorego, zaś polityka dobrem jest powinność służenia interesom partii. Tym różni się nadto polityk od lekarza, że ten pierwszy potrafi przez telewizor „ocyganić” obywatela, lekarz zaś pacjenta w przychodni lub szpitalu – już nie.

Można snuć fantastyczne wątki o lekarzu na sali chorych, który zamiast obchodu, „robi briefing”. Opowiada pacjentom o środkach finansowych, które niedługo będą, a dzięki temu pojawi się schab z kapustą, lekarstwa i może operacja, a nawet telewizor nie na monety. Pacjenci klaszczą, podskakują nie zważając na świeże szwy czy unieruchomione stawy. Lekarz rozdaje pączki i prosi o pytania, które wcześniej pielęgniarki przygotowały z wybranymi chorymi: „Czy pan doktor ma dzieci?”, „Czy pan doktor lubi seriale o lekarzach?”.

Otóż, rzeczywistość ludzka, pełna trosk, bywa i cierpienia, lęku o przyszłość własną i bliskich nie da się zakląć briefingami. Lekarz nie uprawia propagandy, lecz rozwiązuje konkretne problemy egzystencjalne chorego. I musi mieć w dyspozycji te wszystkie środki, które pozwolą mu zachować obiektywizm działań i wypełnić powinności etyczne. Na tym polega jego profesjonalizm. To jest jego codzienna praca, za rezultaty której odpowiada moralnie i prawnie. To codzienność, w której lekarz zderza się z pytaniem: „To, co teraz będzie ze mną?; lub z apelacją „To niech pan coś zrobi, w panu cała nadzieja”. Pytanie natomiast: „Panie doktorze, to jak mam się leczyć?”, w sytuacji deficytów środków finansowych, ma dla polityka prostą odpowiedź: „Za rok lub dwa”, dla lekarza zaś jest zobowiązaniem, aby chorego nie pozostawić bez pomocy. Lekarz nie cofa pomocnej dłoni – polityk nawet jej nie wyciąga.

Jarosław Barański

 

Zaloguj się aby komentować.