logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 43 gości 
Pomiędzy lekarzem a pacjentem - Nie bać się psychoonkologa… Drukuj
Ocena użytkowników: / 27
SłabyŚwietny 

Nie bać się psychoonkologa…

Psychoonkologia to interdyscyplinarna dziedzina medycyny, która zajmuje się psychologicznymi aspektami choroby nowotworowej. Można by rzecz, że stanowi ludzką twarz opieki onkologicznej zogniskowaną wokół poprawy jakości życia pacjentów i ich rodzin. W jej obrębie fundamentalną rolę odgrywa włączanie problemów psychoonkologicznych do programu nauczania studentów i personelu medycznego, a także działalność naukowo-badawcza.

Do głównych zadań psychoonkologii należy praca w zakresie wsparcia emocjonalnego pacjenta i jego bliskich – na każdym etapie choroby. Są to również działania psychoedukacyjne ukształtowane na potrzeby zrozumienia pewnych słów, zachowań, emocji. W dużym stopniu składa się na indywidualne wsparcie poprzez rozmowę, terapię całej rodziny, wsparcie dzieci oraz w okresie żałoby.

W psychoonkologii terapeuta wykorzystuje określone techniki wsparcia, m.in.: interwencję kryzysową, indywidualną, doraźną rozmowę. Ponadto prowadzi zajęcia relaksacyjne oraz warsztaty dla chorych i ich rodzin. Nie małą rolę odgrywa w tym przypadku tzw. grupa wsparcia.

Marcin Maćkowiak absolwent psychoonkologii Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. Posiada wykształcenie wyższe teologiczne, psychologiczne i medyczne, specjalista ds. promocji zdrowia i opieki psychopedagogicznej. Pracował m.in. w NZOZ w Zaborze na Oddziale Psychiatrii Dziecięcej oraz w NZOZ Hospicjum Bonifratrów im. św. Jana Bożego we Wrocławiu. (Fot. z archiwum autora)Poszczególne etapy pracy z pacjentem obejmują:

a) fazę diagnostyczną (od zauważenia zmian do czasu postawienia diagnozy, etap lęku, stresu, wahania emocjonalnego),
b) fazę leczenia (potrzeba łagodzenia objawów leczenia onkologicznego: zmęczenia, zaburzeń snu itp.),
c) fazę wznowy procesu nowotworowego (pomoc w łagodzeniu reakcji związanych z takim stanem pacjenta),
d) fazę okresu remisji (stany, kiedy to ustąpiły objawy choroby nowotworowej, samoobserwacja, lękowe spojrzenia na oczekiwanie przyszłości),
e) fazę opieki paliatywnej (okres wsparcia psychoonkologicznego w tak zwanym leczeniu objawowym),
f) fazę stanu terminalnego (zaspokojenie potrzeb psychicznych i duchowych chorego).

Możliwości leczenia ogromnie wzrosły, ale nadal niecierpliwie oczekujemy na przełom w terapii takich chorób jak: rak jelita, piersi, jajnika.

W pogoni za pieniędzy zapominamy o naszym zdrowiu – nie odżywiamy się regularnie, nie robimy okresowych badań kontrolnych. A to tylko wierzchołek góry lodowej… Życiem i sobą zaczynamy się przejmować, gdy przychodzi trudna diagnoza „rak”. Wtedy pojawia się gonitwa emocji pod postacią bezradności, poczucia beznadziejności i na końcu śmierć… Najczęściej spotykaną reakcją na śmiertelną chorobę jest zaprzeczenie. Pojawia się lęk przed nieznanym. Każdy z nas dysponuje pewną wiedzą na temat nowotworów, przyczyn choroby i jej źródeł. To powoduje że, boimy się utraty kondycji psychofizycznej, ról życiowych, kontaktów interpersonalnych, integralności umysłowej. W końcu tracimy nadzieję… To jest właśnie ten moment, kiedy psychoonkolog odgrywa bardzo ważną rolę, zaczyna się opiekować pacjentem, rodziną. Pozwoli zrozumieć emocje i pomoże w ich wyrażaniu, przeżywaniu. Wspólnie określi znaczenie choroby dla pacjenta i dla jego rodziny. Będzie rozpoznawał potrzeby członków rodziny, pomoże w komunikacji z chorym w różnym stadium choroby. Pozwoli na przygotowanie się na moment rozstania. Nazwie emocje, które pacjent wyraża w całym procesie leczenia, nazwie szok, złość, smutek. Określi przyczyny lub po prostu źródła tych emocji poprzez niespodziewane wiadomości w naszym życiu. Psychoonkolog wskaże, jak sobie poradzić z bezradnością, która towarzyszy choremu: „nie mogę planować, wydaje mi się, jakbym już nie żył”, pomoże rozpoznać objawy depresji: „straciłem chęć do życia, na raka nie ma lekarstwa”, nie zostawi pacjenta samego ze swoją chorobą. Terapeuta zastosuje techniki przezwyciężania kryzysu, kiedy u pacjenta nastąpi trudny etap i emocjonalnie obciążający.

Jak udowodniono, pełna zaufania, udana komunikacja przyczynia się do zacieśnienia więzów pomiędzy lekarzem, psychoonkologiem i pacjentem, motywuje do współpracy. Taki rodzaj relacji i przywiązania powoduje, że chory nie czuje się osamotniony w walce z nowotworem. Często z ust psychoonkologa padają zatem słowa: „Chciałbym, aby Pan/Pani wiedział/a, że jestem tutaj z Panem/Panią, niektóre rzeczy, jakie powiem, mogą być trudne do zrozumienia, więc chciałbym, aby Pan/Pani swobodnie przerywał mi, jeżeli coś, co okaże się niejasne, albo się nie zgadza, jesteśmy tu razem i będziemy przez to razem przechodzić.

Pacjent z nowotworem popada w różne stany emocjonalne zależne od etapu przebiegu choroby. Pierwszy z nich (tzw. etap wstępny) następuje wtedy, gdy od zauważenia objawów do momentu postawienia diagnozy dochodzi w rozumieniu pacjenta zakłócenie stanu równowagi psychicznej, wynikającej właśnie z poczucia zagrożenia, leku, niepewności i przewidywania złej diagnozy. Następnym etapem jest tzw. etap przewlekły: wówczas zajmujemy się czasem rozwoju choroby i jej leczenia. Etap ten trwa długo i zmusza do bytowania w rożnych ośrodkach, co często wiąże się z niekorzystnymi i trudnymi do przyjęcia zmianami w życiu, np. rezygnacja z pracy zawodowej.

Wszystko ma jednak swoje granice, wszystko jest po coś, w pewnym momencie przychodzi czas na tzw. etap terminalny: przeważnie poprzedza śmierć, trwa od kilku dni do kilku tygodni. U pacjenta na tym etapie dochodzi do emocjonalnego załamania, pogłębiają się dolegliwości fizyczne, chory ograniczenia kontakt z otoczeniem i coraz wyraźniej uzależnia się od rodziny.

Dr Ewa Kübler-Ross podzieliła postawy psychiczne dot. godzenia się ze śmiercią własną i bliskich na 5 etapów:

  1. zaprzeczenie i izolacja: związana z zastosowaniem negacji jako podstawowego mechanizmu obronnego, jest to etap konieczny i potrzebny, aby oswoić się z bolesną prawdą o chorobie.
  2. gniew, bunt, agresja: etap szukania winnego, często pojawiają się wtedy pytania: „Dlaczego właśnie ja?”. Położenie, w jakim znalazł się chory, wywołuje konflikt wewnętrzny.
  3. targowanie się: to dla chorego czas, w którym szuka rozwiązania trudnej sytuacji poprzez układy i targowanie się z losem, życiem, siłą wyższą, składa wtedy przyrzeczenia, np.: „Jeśli wyzdrowieję, będę codziennie chodził do kościoła” – skutkiem takich zobowiązań, często mało realistycznych, bywa obawa przed karą za niedotrzymanie zobowiązań.
  4. cechy depresji: dominuje smutek i żal. To czas, kiedy trzeba przygotować się do rozstania z życiem. Pierwszy etap depresji przebiega na ogół z żywą ekspresją ze strony chorego, drugi w milczeniu, będąc wyrazem duchowego przygotowania się do tego, co go czeka.
  5. etap akceptacji: pacjent odzyskuje równowagę i wewnętrzny spokój, wykazuje mniejsze zainteresowanie otoczeniem, ogranicza ekspresję werbalną. Jest wyraźnie osłabiony fizycznie, dlatego potrzebuje dużo snu. To etap bezpośrednio poprzedzający śmierć.

W społeczeństwie nadal nie brakuje stereotypowego myślenia typu: „To ja spowodowałem chorobę”, „Czuję się źle, nie ma poprawy, to moja wina”, „Nie myślę pozytywnie, to dlatego”. Pamiętajmy o tym, że nasza relacja z pacjentem jest bardzo ważnym elementem leczenia, ale nie jego zasadniczą częścią.

Zapewne nadejdzie moment, kiedy pacjent zada nam pytanie: „Czy ja umrę?”. Obawa przed śmiercią – szczególnie w przypadku choroby nowotworowej – jest czymś zupełnie naturalnym. Przyznam szczerze, że o „raku” nauczyliśmy się myśleć w kategoriach rzeczy ostatecznych. Nie ma sensu uciekać od trudnych myśli, zachowań, ale może warto się im przyjrzeć i zastanowić, jak można emocjonalnie sobie z nimi poradzić. Nikt z nas nie wie, co przyniesie przyszłość, ale możemy zmienić to, co się dzieje tu i teraz, czyli zadbać o teraźniejszość. Niektórych pacjentów uspokajają stwierdzenia: „Rokowania wielu chorych na raka są bardzo dobre”. Większość nowotworów może być leczona z sukcesem. Niech główną motywacją do życia nie będzie obawa przed śmiercią, a świadomość, że życie jest kruche i zawsze za krótkie. Warto porozmawiać z pacjentem (lub jego rodziną) i zadać pytania np.:
„Co każe Panu/Pani stawiać pytania dot. sensu życia i śmierci?”, „ Co Pan/Pani myśli na ten temat, dlaczego akurat tu i teraz jest tak ważne?”, „W jaki sposób Pan/Pani odpowiadał na takie pytania we wcześniejszych sytuacjach kryzysowych?”.

„Gdy masz siedemnaście lat, śmierć wydaje Ci się gwiazdą odległą o tyle lat świetlnych, że nawet przez potężny teleskop ledwie ją widać. Potem starzejesz się i odkrywasz, że to nie gwiazda, tylko wielki jak nieszczęście asteroid, który leci prosto na Ciebie i jeszcze trochę, a przyładuję Ci w ciemię” (Jonathan Carroll, „Drewniane morze”). Pamiętam historię pacjenta, który „przeczuwał”, że nie przeżyje operacji. Tuż przed nią powiedział do swojej żony: „ Za każdym razem, kiedy poczujesz na twarzy lekki powiew wiatru, to będę ja, przybędę, by Cię ucałować”. Faktem jest, że ludzi doceniamy głównie wtedy, gdy jawi się przed nami ich ostateczna utrata. Pamiętajmy jednak, że „Ci, których kochamy, nie umierają nigdy, bo miłość jest nieśmiertelna” (Emily Dickinson).

Marcin Maćkowiak

 

Zaloguj się aby komentować.