logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 110 gości 
Pasje lekarzy - Kierunek: Litwa, Łotwa, Estonia, Finlandia Drukuj
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Kierunek: Litwa, Łotwa, Estonia, Finlandia

Pomysł zrodził się przed rokiem w trakcie spotkania z naszymi przyjaciółmi. Doszliśmy do wniosku, że kierunki południowe są już oklepane, natomiast na północ Europy wybiera się niezbyt wielu naszych rodaków. Postanowiliśmy przeznaczyć na podróż 2 tygodnie lipca. Interesowały nas nie tylko wypoczynek i zwiedzanie ciekawych miejsc, ale również to, jak przebiegła transformacja w poradzieckich republikach. Trasę opracowała moja małżonka tak, aby kilkudniowy pobyt w każdym miejscu związany był ze zwiedzaniem okolicy samochodem albo na rowerach.

Oczywiście nie spodziewaliśmy się żadnych problemów przy realizacji tak ambitnego projektu. Tymczasem kłopoty zaczęły się już na etapie internetowej rezerwacji noclegów w hotelach na trasie przejazdu. Nasi przyjaciele są nałogowymi palaczami tytoniu i nie wyobrażali sobie zakwaterowania w pokojach, w których zabronione jest palenie papierosów. Wiele godzin trwało buszowanie w internecie, żeby znaleźć hotele z kwaterami dla palaczy. Co to znaczy Unia Europejska!

Pierwszy dzień podróży

W Ostrowi Mazowieckiej moje gapiostwo spowodowało, że do zbiornika zamiast oleju napędowego wlałem etylinę. Była to sobota, późny wieczór. Natychmiast po zatankowaniu zdałem sobie sprawę z tego, co zrobiłem. Pierwsza myśl, wydawałoby się że zbawienna: przecież mam asistance! Zadzwonię, przyjadą, pomogą i pojadę dalej… Akurat! Fachowiec wynajęty przez firmę do pomocy zgnębionym kierowcom zakomunikował, że on ma jedynie obowiązek sholować pechowca do autoryzowanego serwisu, a ten zajmie się samochodem w poniedziałek. „Proszę pana, a może pan po prostu wypompuje mi tę benzynę? Przecież panu zapłacę za robotę…” – skamlałem. A w odpowiedzi usłyszałem: „Panie, w sobotę wieczorem nikt panu nie pomoże. Ludzie warsztaty zamykają, odpalają grilla i grzeją wódę! Tu jest, panie, prawdziwa Polska – nikt się w taki dzień nie będzie brał za robotę i to za żadne pieniądze!”. Na szczęście udało się znaleźć jednego nietypowego rodaka, który nie tylko chciał zarobić, ale nawet nam pomógł.

Litwa i Łotwa

Dzięki temu kontynuowaliśmy podróż i z czterogodzinnym opóźnieniem dojechaliśmy do hotelu w Kownie. To nieduże, pachnące wspólną polsko-litewską historią, miasto okazało się być sympatycznym miejscem, ale niestety zabytki są mocno zaniedbane. Na szczęście widać, że władza stara się je zrewitalizować.

Litwa – Góra Krzyży i mój syn (Fot. z archiwum autora)

Palanga na Litwie – pałac Tyszkiewiczów

Następny etap – Palanga. Słynny kurort oblegany przez wczasowiczów za władzy radzieckiej i nadal bardzo modny wśród Rosjan. Wszędzie słyszy się język rosyjski, wszędzie też można się porozumieć w tym języku. Piękna plaża, czysta i zadbana. Po dwóch dniach stolica Łotwy – Ryga. Byliśmy zakwaterowani w dużym, 10-piętrowym hotelu daleko od centrum. Miejscowa waluta to łat wart aż 5 złotych. Ceny poza centrum miasta porównywalne do tych w Polsce. Za cztery miesiące Łotwa ma wejść do strefy euro. Wygląda na to, że będzie to jedyny kraj, w którym ludność, ze względu na silną miejscową walutę, na tej operacji nie ucierpi. Historyczne centrum miasta mocno zatłoczone. Trudne i drogie było parkowanie. Ale kiedy wysiedliśmy z samochodu, oczom naszym ukazała się prawdziwa perła architektury. W jej rewitalizację wpompowano duże pieniądze. Starówka Rygi najwyraźniej doceniona została na całym kontynencie, toteż tłok, harmider i hałas przewyższały wszystko, co do tej pory widziałem. Za miastem ulokowany jest słabo widoczny, skromny kamień upamiętniający słynną, wygraną przez polskie wojska pod dowództwem hetmana Chodkiewicza, bitwę pod Kirchholmem (tych, którzy nie uważali na lekcji historii informuję, że pobite zostały wojska szwedzkie).

Łotwa – przed Domem Czarnogłowych

Estonia

Etap kolejny – Tallin, stolica Estonii. Państwo funkcjonujące w świadomości wielu Polaków jako najbardziej europejskie spośród byłej „Pribałtiki”. Wrażenie takie prawdopodobnie powstało jako skutek przyjęcia wspólnej europejskiej waluty. Tych, którzy tak myślą muszę rozczarować. Stolica Estonii nadal wygląda tak, jak każde inne miasto radzieckiego imperium. W samym Tallinie 60 proc. mieszkańców to Rosjanie. Było to ponadto jedyne miejsce, gdzie nas okradziono. Złodziej wyniósł zabezpieczony rower z pomieszczenia hotelu chronionego kodem (sic!).

Finlandia

Z Tallina udaliśmy się promem do Helsinek. Rejs trwał dwie godziny. W tym czasie obserwowaliśmy, jak Finowie gorączkowo wykupują prawie hurtowe ilości różnych alkoholowych napitków. No tak – to już przecież Skandynawia, a tam z tym alkoholem to prawie prohibicja. Helsinki to miasto jasne, czyste, z ładną współczesną architekturą. Wyeksponowane zabytki architektury mają nie więcej niż 250 lat. Najokazalej wygląda Sobór Uspieński, pięknie utrzymany, z zadbanym otoczeniem. A przed Soborem wspaniały pomnik ciemiężyciela Polaków cara Aleksandra II! Jak to możliwe?! Ano możliwe. Okazuje się, że ów car po raz pierwszy w historii uhonorował Finów, tworząc księstwo fińskie (do tej pory Finowie nigdy nie mieli nawet namiastki swojego państwa) . No proszę – taki ludzki pan, a polski zamachowiec targnął się na jego życie. Rejs powrotny z Helsinek w nocy o godz. 22.30. A dookoła jasno jak w dzień. Słońce zaszło, na dwie godziny, około północy. Opuszczaliśmy prom, gdy na dworze robiło się szaro. Tego dnia wyruszyliśmy w drogę powrotną przez Litwę.

Helsinki – Sobór Uspieński z pomnikiem cara Aleksandra II

W drodze powrotnej…

Wracając do Wrocławia, zatrzymaliśmy się na dwa dni w cudownie położonym, ekskluzywnym ośrodku koło Trok. Personel świetnie wyszkolony, bardzo uprzejmy, mówiący po polsku, rosyjsku i angielsku. W restauracji w tym ośrodku mieliśmy zabawny incydent. Obsługująca nas kelnerka na pytanie, czy mówi po polsku odparła, że nie. „A po russki goworitie ?” – „Niet” . „Do you speak English?” – „Yes”. Słysząc mowę angielską, dziewczyna zrobiła wielkie, przerażone oczy i uciekła. Za chwilę pojawiła się druga kelnerka z dość dobrą znajomością języka polskiego. Trzeba jednak przyznać, że w tym miejscu naprawdę świetnie odpoczęliśmy po męczących wojażach.

Wracaliśmy do ojczyzny, posługując się fabryczną nawigacją samochodową. Jechało się nam dobrze do momentu, kiedy nawigacja zaczęła nas prowadzić prze Druskienniki. Jakoś nie potrafiliśmy sobie wyobrazić, jak mamy trafić do przejścia granicznego, jadąc właśnie tędy. No tak, ale komputery i satelity może lepiej wiedzą? Dojeżdżamy do miejsca, które wygląda na punkt graniczny. Ale czemu ten szlaban jest zamknięty? A przed szlabanem stoi kilka samochodów. Coś jest nie tak. Myślę sobie „Może jakaś akcja? Może jakichś przestępców usiłują w ten sposób namierzyć i złapać?”. Żona mówi do mnie zirytowana „Co oni powariowali? Przecież to Unia Europejska, Schengen. Tam po prawej nie ma szlabanu – jedź!”. Już skręciłem we wskazanym kierunku, kiedy naszła mnie refleksja: „Przecież jest jakiś powód, że tamci kierowcy tędy nie jadą. Lepiej ustawić się w kolejce”. Jak pomyślałem, tak zrobiłem. Ustawiłem się w kolejce i po chwili podjechałem pod szlaban. Podeszła do nas sympatyczna kobieta w zielonym uniformie i czystą ruszczyzną pyta: „A wy kuda jedietie?”, a ja na to: „Kak kuda? Domoj, w Polszu!” i słyszę w odpowiedzi: „Da – no zdieś Biełaruś!”. I tak niewiele brakowało, że stalibyśmy się „elementem incydentu międzynarodowego” z powodu nawigacji. Była to już ostatnia nasza przygoda. Do domu dojechaliśmy późną nocą, szczęśliwi i odprężeni. Chyba mieliśmy już dość wrażeń. Przejechaliśmy łącznie 4000 km…

Warto wybrać się na wycieczkę po krajach nadbałtyckich. Ludzie tam są naprawdę sympatyczni, a turyści z Polski mogą czuć się równie komfortowo, jak przybysze z innych państw europejskich. Polecam tamtejsze plaże – szerokie, piaszczyste, czyste, niezatłoczone. A przy tym doskonałe drogi, lepsze niż u nas, na których intensywność ruchu drogowego nie jest nazbyt uciążliwa.

Włodzimierz Wiśniewski
Autor jest specjalistą chorób wewnętrznych i medycyny rodzinnej,
członkiem Okręgowego Sądu Lekarskiego DIL VI kadencji,
delegatem na Okręgowy Zjazd Delegatów DIL VII kadencji.

 

Zaloguj się aby komentować.