logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 82 gości 
Wokół etyki lekarskiej - Z pamiętnika etyka Drukuj
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Z pamiętnika etyka

O zepsuciu

Seneka pisał w liście do Lucyliusza: „Jeżeli więc zobaczysz, że gdziekolwiek zyskuje poklask mowa zepsuta, nie będzie ulegało wątpliwości, że również i obyczaje odbiegły tam od wymogów prawości”. Dziś Lucyliusz potwierdzić by musiał, iż psuje nam się język, psują też obyczaje: albo za sprawą podłego języka marnieją obyczaje, albo też upadek obyczajów kaleczy nam język. Czy jednak istnieje aż tak bliska więź między nimi, na mocy której mowa obyczajów i obyczajna mowa o sobie stanowią? Niejeden starożytny myśliciel ująłby krótko – ta więź to pokrewieństwo duszy, bo też ona wypowiada się w słowie, jak i w obyczajach. Czy zatem można wysnuć stąd wniosek, że dusza również podatna jest na psucie?

Są bowiem rzeczy na tym świecie, które – jeśli się psują – nie naprawy potrzebują, ale leczenia, bo choroba, która je toczy, polega na gniciu, rozkładzie, zropieniu, na fermentacji. Znana to myśl przez całą nowożytność prowadząca ku rozumieniu przyczyn chorób; myśl, która u Semmelweisa legła u podstaw aseptyki, zanim Pasteur opublikował słynną pracę „Badania nad gniciem”, dzięki której Lister dokonał swych odkryć. Nowożytność opanowana była koncepcjami chorobowego gnicia humorów, soków, ciała, jego organów. Później, za Cabanisem, upatrując w tym procesie źródeł psucia się tego, co w człowieku duchowe i psychiczne.

Gdy jednak ciało się psuje, sprawa jest prosta: lekarz leczy i wyleczy, jeśli tylko ciało nie aż zanadto się zepsuło. Gorzej jest z duszą, gdy nam zrobaczywiała, nadgniła, zropiała lub – nie daj Boże! – sfermentowała. Czy znajdzie się lekarz, który zdrowie jej przywróci? Taki, który upust da nadgniłym myślom i emocjom, zropiałym namiętnościom i intencjom? – taki duszoterapeuta. Odpowiedź znaleźć można w tradycji lekarskiej: duszę jeno jej właściciel może uleczyć, samemu sobie będąc lekarzem – Medice cura te ipsum.

A duszom młodym? – jak można pomóc, aby nie ulegały rozkładowi? Aby nie poddały się – jak pisał Scheler – „organicznemu kłamstwu”, złudzie aksjologicznej, w której „wszystko to marność”. Tylko dzięki profilaktyce moralnej; dzięki promocji tego, co słuszne i wartościowe. Krzewienie obyczajów prozdrowotnych dla duszy to wymóg czasów i obowiązek tych, którzy dobro za cel swojego działania mają. I tu lekarz, jako ten, który chroni wartości najcenniejsze, promuje zdrową duszę. Bo jest wzorem. Bo jest odpowiedzialny za przykład, jaki daje, chcąc czy nie chcąc; odpowiedzialny jest za konsekwencje swoich czynów, tak przewidywalnych, jak i nieprzewidywalnych. Czuły na każdą własną słabość, zwątpienie i obawy; wrażliwy na wszelką niegodziwość i krzywdę. Nie może być inaczej, bo po cóż komu lekarz z marną duszą? Najpierw musi sam siebie uleczyć, by leczyć innych.

I dlatego, i na mocy tego, przy bramach Niebios św. Piotr pytając o zawód i dowiadując się, że dusza lekarskiego jest pochodzenia, uśmiecha się i mówi: „Tędy, proszę”.

Kontrola i zaufanie

Najwyższa Izba Kontroli wyliczyła, że NFZ kontroluje jednostki, z którymi zawarł umowę o wykonywanie świadczeń medycznych, mniej więcej co 12 lat (we Wrocławiu padł ponoć rekord: przychodnie stomatologiczne kontrolowane są raz na 18 lat), skupiając się wyłącznie na kwestiach finansowych i niedbale traktując problem jakości świadczonych usług. Z całym szacunkiem dla NIK-u – też mi odkrycie!

Aby kontrolować, trzeba mieć jednak na to czas. A tego bodaj brakuje NFZ, jeśli sam siebie musi nieustannie kontrolować bądź jest kontrolowany przez inne instytucje. W 2010 roku dało to imponującą liczbę ponad 565 kontroli. Toż to również rekord!

NIK nadto sugeruje, że brakuje NFZ kompetentnych urzędników, którzy mogliby owe kontrole przeprowadzać. To nie czasy prehistoryczne, w których (według NIK-u) 13 z 16 dyrektorów oddziału Kas Chorych nie spełniało wymogów kwalifikacji określonych w Księdze Organizacyjnej i Księdze Wynagrodzeń (3 posiadało wykształcenie wyższe techniczne o kierunku mechanicznym i elektrycznym; 4 wyższe w zakresie socjologii i psychologii; jedna osoba dysponowała średnim technicznym, inna zaś wyższym wykształceniem w zakresie… rybactwa morskiego), a w oddziale, przykładowo, Wielkopolskiej Kasy Chorych, 13 z 14 zastępców dyrektora Kasy oraz dyrektorów departamentów nie spełniało wymogów; 20, czyli wszyscy, na stanowisku kierownika wydziałów i ich zastępców.

Problem to jednak inny, cywilizacyjny, związany z procesem racjonalizacji społecznego życia. Gdy coraz głębsza jest specjalizacja, a racjonalność uzyskiwana jest w wąskich dziedzinach, coraz częściej stajemy się niekompetentni i coraz częściej musimy ufać innym. Im częściej ufamy innym, tym więcej w nas podejrzliwości, tym bardziej więc stajemy się nieufni. Im większa nasza nieufność, tym większe pragnienie kontroli. Im intensywniej kontrolujemy swoje działania, tym mniej mamy czasu na owe działania, tym bardziej efektywność kontroli przewyższa efektywność działań.

Pięknie ów problem wypowiedział, choć jeszcze z innej perspektywy, Odo Marquard: „zaufanie jest rzeczą dobrą, ale jeszcze lepsza jest kontrola. Współczesny postęp wzmaga racjonalną kontrolę nad naszą rzeczywistością, ale jednocześnie – jako że już nikt nie jest zdolny do sprawowania owej wzmożonej racjonalnej kontroli we wszechogarniającym zakresie – wprowadza do niej pewien podział funkcji: ponieważ nikt już nie może kontrolować wszystkiego, każdy musi – zwłaszcza w kwestii racjonalnej kontroli – coraz bardziej zdawać się na innych (zawierzyć im), a zatem np.: nie tylko pacjent musi zdawać się na chirurga, lecz także ten ostatni na anestezjologa, obydwaj na technika, a ów zaś na matematyka itd. Gdyby każdy chciał sam kontrolować wszystko, nic już nie byłoby kontrolowane tak naprawdę i doszłoby do powszechnego paraliżu”.

Dlatego coraz mniejszy jest obszar racjonalnego działania, nad którym sprawujemy kontrolę; coraz mniejsza jest, w konsekwencji, nasza odpowiedzialność, także etyczna. Aż będzie ona taka mała, że już za nic – racjonalnie – nie będziemy odpowiedzialni. To błogi stan aksjologicznego próżniactwa, dzięki któremu każda powinność moralna może być unieważniona, a każdej niegodziwości nadana waga. Pozostanie tylko instytucjonalna kontrola nad nami, ponieważ bez kontroli nic nam się nie będzie chciało. A zaufanie? Zastąpi je słowo monitoring.

Dr hab. Jarosław Barański
etyk, filozof UM we Wrocławiu

 

Zaloguj się aby komentować.