Wspomnienia pośmiertne - Płk dr n. med. Fryderyk Siess

logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 35 gości 
Wspomnienia pośmiertne - Płk dr n. med. Fryderyk Siess Drukuj
Ocena użytkowników: / 3
SłabyŚwietny 

Płk dr n. med. Fryderyk Siess

Specjalista chorób wewnętrznych, związany z Wrocławiem w latach 1956-1976

09.06.1916-15.06.1991 r.

9 czerwca 2016 roku mój ojciec dr Fryderyk Siess skończyłby 100 lat. Nie dożył tej wspaniałej rocznicy. Zmarł 25 lat temu po długiej i ciężkiej chorobie. Choć tyle czasu upłynęło od Jego śmierci, pragnę przypomnieć Jego postać.

Płk dr n. med. Fryderyk Siess (Fot. z archiwum Rodziny)Urodził się w Krakowie w rodzinie polsko-austriackiej. Jego matka Helena pochodziła z Wiednia. W 1934 roku, jako absolwent IV Gimnazjum im. H. Sienkiewicza w Krakowie, rozpoczął studia na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wybuch II wojny światowej przerwał działalność uczelni. Kontaktu z medycyną jednak nie stracił. Dzięki znajomości języka niemieckiego znalazł zatrudnienie w klinice internistycznej w charakterze tłumacza. Zarabiał na życie, odwiedzając pacjentów w domach, robiąc im zastrzyki.

Koniec wojny umożliwił Ojcu uzyskanie dyplomu i rozpoczęcie asystentury w II Klinice Internistycznej UJ pod kierunkiem prof. Tadeusza Tempki. Od razu rozpoczął pisanie pracy doktorskiej, którą obronił w 1947 roku. W tym okresie wykładał także w Uniwersyteckiej Szkole Pielęgniarstwa. Przez swoje słuchaczki nazywany był „Luminalkiem”, gdyż swym spokojnym sposobem prowadzenia zajęć często je usypiał.

W 1949 roku został wcielony do Wojska Polskiego jako lekarz i przeniesiony do Szpitala Wojskowego w Koszalinie, a w 1952 roku do Kliniki Internistycznej Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi. Po odwilży w 1956 roku został przeniesiony do Wrocławia jako główny internista Okręgu Wojskowego. Tutaj nie poprzestał tylko na tej funkcji, ale równocześnie prowadził wykłady na Akademii Medycznej i konsultacje w Szpitalu Ginekologiczno-Onkologicznym we Wrocławiu im. L. Rydygiera. W latach 1966-1976 był komendantem Wojskowego Szpitala Klinicznego nr 4 we Wrocławiu.

Był lekarzem z powołania, doskonałym diagnostą, lubianym przez kolegów i pacjentów. Tym ostatnim oddany bez reszty, co odbywało się nie raz, nie dwa kosztem życia rodzinnego. Pamiętam, że często nosiłyśmy z mamą do kliniki menażki z kolacją. Niedzielne wizyty w szpitalu czy w domach chorych były normą. Choć ani ja, ani moi bracia Jan i Andrzej nie poszliśmy w jego ślady, podziw dla Ojca w nas pozostał. Podziw dla wspaniałej organizacji pracy, poświęcenia dla innych i spokoju, którym się odznaczał we wszystkim, co robił.

„Beznadziejnie uczciwy” – jak go ktoś kiedyś nazwał, nie dorobił się niczego, nawet samochodu. Uwielbiał konie, choć po wojnie nie miał możliwości rozwijać tej pasji. Czas wolny od pracy, a nie było go dużo, poświęcał czytaniu książek, szczególnie historycznych i biografii.

Choć nie ma Go już wśród nas, nie przestaniemy świętować Jego urodzin…

Anna Melosu (córka)

 

Zaloguj się aby komentować.