logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 41 gości 
Wszystko o AOS - Obyczaj kontra prawo Drukuj
Ocena użytkowników: / 1
SłabyŚwietny 

Obyczaj kontra prawo

Zakończony lub jeszcze trwający konkurs na zawieranie umów na udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej w zakresie AOS obfituje w liczne niespodzianki. Rozważania na temat negocjacji autorka publikowała już na łamach „Medium”. Początek zdania wstępnego także nie jest przypadkowy. Czym jest konkurs i jakie są jego ramy czasowe? O ile nie budzi większych wątpliwości oznaczenie zdarzenia zaczynającego postępowanie konkursowe, o tyle określenie momentu, w którym konkurs się kończy jest już niezwykle skomplikowane, i to nawet dla samego Narodowego Funduszu Zdrowia. Konkurs rozpoczyna publikacja ogłoszenia. Potem oferenci składają oferty, następuje ocena formalna, przypadkowa część podmiotów przystępuje do negocjacji (o ich przebiegu autorka informowała w poprzednim numerze „Medium”), płatnik publikuje listę zwycięzców i... uważa postępowanie za zakończone. Niestety, analiza postanowień działu VI pt. „Postępowanie w sprawie zawarcia umów ze świadczeniodawcami Ustawy z 27 sierpnia 2004 r. o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych (tekst jedn.: Dz. U. z 2008 r. nr 164, poz. 1027 ze zm.) dalej u.ś.o.z. pozwala uznać, że właściwie jest to dopiero początek postępowania. Po ogłoszeniu wyników konkursu uruchamia się procedura odwoławcza. A to oznacza, że konkurs nadal trwa.

Płatnik bezpośrednio po ogłoszeniu wyników postępowania konkursowego zawiera umowy i kończy postępowanie mimo korzystania ze świadczeniodawców z instytucji procedury odwoławczej. Przepis art. 154 ust. 2 u.ś.o.z. jest w ocenie autorki niezrozumiały i bezcelowy. Z góry założono bowiem, że odwołanie może dotyczyć obszaru zamkniętego ramami jednej konkretnej umowy z odwołującym. Ustawodawca nie założył, że może zdarzyć się taka sytuacja, z jaką borykają się świadczeniodawcy na Dolnym Śląsku, gdzie w ocenie oferentów naruszono szereg reguł prowadzenia postępowania i odwołują się podmioty, z którymi płatnik nie zamierzał zawierać umów, ergo nie ma czego aktualnie wstrzymywać (art. 145 ust. 2 u.ś.o.z. zdanie drugie stanowi, że „Wniesienie odwołania wstrzymuje zawarcie umowy o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej do czasu jego rozpatrzenia”). Świadczeniodawcy kwestionują przebieg postępowania. Ważnym jest to, że w żadnym przypadku odwołania skierowanego przez świadczeniodawcę, niewybranego przez płatnika, NFZ nie postawił zarzutu niedopuszczalności odwołania z art. 152 ust. 2 pkt 2) u.ś.o.z. Płatnik ma zatem świadomość, że oferenci walczą o ustalenie, czy postępowanie jest prowadzone zgodnie z regułami prawnymi, czy nie.

W poprzednim artykule autorka poruszyła temat negocjacji. To zagadnienie stanowi jedynie fragment zarzutów świadczeniodawców wobec płatnika, komisji konkursowych, zasad procedowania w ramach konkursu ofert na udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej. Kolejnym zagadnieniem jest stosowanie mierników dostępności. Nie wdając się w rozważania prawne można stwierdzić, że dla Narodowego Funduszu Zdrowia dostępność to głównie zadeklarowany czas otwarcia poradni. Rzecz dotyczy naturalnie osławionych już harmonogramów. Należy postawić pytanie, czy harmonogram leczy i faktycznie zapewnia dostępność? W kryterium dostępności ocenia się czas, w którym poradnia jest – nomen omen – dostępna dla pacjenta. Niestety, jak pokazują wyniki konkursu wraz z negocjacjami, wiedza i doświadczenie dostępny jest tylko gabinet, nawet z lekarzem w środku. Problem polega jednak na tym, że ten dostępny lekarz w dostępnym gabinecie nie jest gotów i nie może udzielić świadczenia pacjentowi, dla którego pozostaje dostępny. Nie może także zarobić na siebie w inny sposób, ponieważ jest dostępny w ramach kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia. Autorka z pełną świadomością skonstruowała poprzednie zdania. Absurd, który z nich się wyłania odzwierciedla w pełni rzeczywisty stan rzeczy. Nie ma żadnych wątpliwości co do tego, że miernik dostępności w postaci harmonogramu jest od początku do końca chybionym parametrem, a nadto szkodzi oferentom jako podmiotom gospodarującym.

W tym miejscu przyszedł czas na odniesienie się do tytułowego obyczaju stojącego w kontrze do prawa. Autorka jest przekonana, że pewna część świadczeniodawców będzie lub już jest zaskoczona. Oto dotychczas można było, po zawarciu umowy, złożyć do DOW NFZ wniosek o modyfikację harmonogramu i dostosowanie go do rzeczywiście zakontraktowanych punktów w AOS. Autorka zwraca uwagę na brzmienie art. 158 ust. 1 u.ś.o.z. , który stanowi, że „Nieważna jest zmiana zawartej umowy, jeżeli dotyczy ona warunków, które podlegały ocenie przy wyborze oferty, chyba że konieczność wprowadzenia takich zmian wynika z okoliczności, których nie można było przewidzieć w chwili zawarcia umowy”. Nie ulega zatem żadnej wątpliwości, że harmonogramy nie mogą być modyfikowane. A jaka jest rzeczywistość? Harmonogram jest ocenianym i punktowanym parametrem w oderwaniu od liczby punktów. W poprzednich latach po zawarciu takiej umowy zmieniano harmonogram. Jak wynika z powołanej wyżej regulacji wszystkie takie zmiany są nieważne. I wszystko wskazuje na to, że w tym roku cytowany przepis będzie już przestrzegany. Pozostaną zatem tzw. „puste harmonogramy”, które w ocenie autorki będą prowadziły do wzrostu kosztu wytworzenia poszczególnego świadczenia. W konsekwencji świadczeniodawca może dojść do przekonania, że nie opłaca mu się produkowanie swojej statutowej usługi. Godzi się wskazać na treść art. 97 ust. 3 pkt 1. u.ś.o.z., zgodnie z którym NFZ ma w swych ustawowych obowiązkach określanie jakości i dostępności oraz analizę kosztów świadczeń opieki zdrowotnej w zakresie niezbędnym dla prawidłowego zawierania umów o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że norma ta jest zapomniana przez płatnika lub co najmniej niezrozumiała.

Konkluzja? Ocenianie harmonogramu jest chybione. Porównanie AOS do stomatologii, w której harmonogramy są dostosowane do liczby kontraktowanych punktów, wskazuje na dyskryminowanie świadczeniodawców ze względu na zakres świadczeń, których udzielają. Chociaż w omawianym kontekście specjalistka wykazuje ogromną zbieżność do stomatologii. Odstąpienie od powszechnego naruszania przez płatnika normy art. 158 ust. 1 u.ś.o.z. wywoła na pewno zaskoczenie wśród świadczeniodawców. Pozostaje napisać – ciąg dalszy nastąpi…

mgr Agnieszka Sieńko
radca prawny
asystent w Zakładzie Farmakoekonomiki
Wydziału Nauk o Zdrowiu UM we Wrocławiu

 

Zaloguj się aby komentować.