logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 49 gości 
Na cito Drukuj
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

JAK (prze)ŻYĆ PANIE MINISTRZE?

Myślę, że większości z nas utkwiły słowa: „Panie premierze, jak żyć?!”, które w sierpniu 2011 r., w czasie wizyty Donalda Tuska na terenach objętych klęską żywiołową, padły z ust Stanisława Kowalczyka – rolnika zajmującego się uprawą papryki. Obserwując sytuację w ochronie zdrowia, wypadałoby zadać podobne pytanie ministrowi zdrowia. Oczywiście chodzi mi o sytuację polskich szpitali.

 

Nasi chorzy i my lekarze niemal codziennie dowiadujemy się o kolejnych kłopotach finansowych placówek ochrony zdrowia w Polsce. Przykłady można by mnożyć. 6 września 2012 r. dyrektor Centrum Zdrowia Dziecka prof. Janusz Książyk wysłał list do premiera, ministra zdrowia, prezesa NFZ i Parlamentu, w którym apelował o pomoc finansową i ratowanie placówki. Jej sytuacja od dawna jest dramatyczna i wielokrotnie informowano o niej w mediach. Swoistym apogeum było opóźnienie wypłat wynagrodzeń pracownikom jednostki. Ujawniono wówczas, że odzyskanie płynności finansowej wiąże się z zaciągnięciem kredytu na spłatę zadłużenia, które obecnie sięga 200 mln zł.

10 września zareagowało Ministerstwo Zdrowia... Na konferencji prasowej ujrzeliśmy ministra Arłukowicza, który stwierdził: „Potrzebna jest pilna restrukturyzacja Centrum Zdrowia Dziecka”. Dodał przy tym, że musi „mobilizować dyrektora do działania, aby ten szpital był bezpieczny w przyszłości”. Minister zdrowia podkreślał, że w Centrum Zdrowia Dziecka od kilkunastu lat nie przeprowadzono „żadnej rzetelnej restrukturyzacji”, a dług – mimo przelewania na rzecz tej instytucji setek milionów złotych, zarówno z NFZ jak i ministerstwa zdrowia, z roku na rok narasta. W liście z 6 września br. prof. Janusz Książyk polemizował z ministrem Arłukowiczem. Twierdził, że wprowadza on w błąd społeczeństwo, podając zaniżoną liczbę personelu medycznego zajmującego się bezpośrednio małymi pacjentami. Minister wskazywał tu na 300 lekarzy. Zabrzmiało przekonująco, biorąc pod uwagę ogólną liczbę pracowników Centrum – 2100. To zaś miało pokazać, że administracja jednostki jest zbyt rozbudowana. W odpowiedzi dyrektor Książyk poinformował: „z 1770 etatów 83 proc. stanowią pracownicy medyczni, pozostali, czyli 358 etatów, to personel niemedyczny – niezbędny w utrzymaniu tak dużej placówki”. Minister zarzucał dyrektorowi, że wynagrodzenia w CZD wzrosły ostatnio o 95 proc. Książyk prostował: „Od 2008 r. nie było żadnych systemowych podwyżek, a wynagrodzenia wzrosły nie o 95 proc., tylko o 21 proc”. Czytelna jest więc manipulacja liczbami w wykonaniu ministra zdrowia. Sytuacja w warszawskiej placówce nie należy do przypadków jednostkowych. Proces ten obejmuje cały kraj.

Naczelna Izba Kontroli skontrolowała w ostatnim czasie kilkanaście placówek podległych Ministerstwu Zdrowia, w tym wspomniany wyżej Instytut Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie oraz, m.in.: Centrum Onkologii – Instytut im. Marii Skłodowskiej-Curie, Instytut Matki i Dziecka, Instytut Psychiatrii i Neurologii w Warszawie, Instytut Reumatologii im. prof. dr hab. med. Eleonory Reicher. W Instytucie „Centrum Zdrowia Matki Polki” w Łodzi zobowiązania sięgają ponad 175 mln zł. „Kondycja finansowa pięciu z sześciu skontrolowanych przez NIK instytutów badawczych jest bardzo trudna. (...) Może to zagrażać istnieniu i działaniu instytutów w obecnej formie”. Strat nie przynosi jedynie Instytut Fizjologii i Patologii Słuchu. Warto przy tym dodać, że Naczelna Izba Kontroli oceniła negatywnie działalność ministra zdrowia w zakresie nadzoru sprawowanego nad instytutami badawczymi. Skrytykowała go również za przedsięwzięcia zmierzające do zmiany organizacji funkcjonowania instytutów i monitorowania podejmowanych przez nie działań naprawczych.

Dolnośląskie szpitale także walczą o przetrwanie. Na naszych oczach dogorywa Państwowy Szpital Kliniczny nr 1 we Wrocławiu. Dług jednostki przekroczył 140 mln zł. Ratowanie PSK1 przez rektora Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu jest niemożliwe, bo budżet UM wynosi niewiele ponad 100 mln złotych. Kilka miesięcy temu podziękowano za pracę dyrektorowi, niedawno zwolniła się zastępczyni dyrektora ds. lecznictwa, do do dyspozycji rektora oddał się kierownik jednej z katedr. Obawiam się, że koło ratunkowe w postaci nowego dyrektora niewiele pomoże. „Titanic" tonie. Nawet orkiestra przestała grać... Przekonałem się o tym podczas ostatniej wizyty w szpitalu. Szedłem przez pogrążone w grobowej ciszy, zamknięte oddziały mieszczące się w budynku. Niegdyś operował w nich prof. Jan Mikulicz-Radecki. Korytarze na poziomach administracyjnych straszyły pustką. Siedząca w jednym z pomieszczeń charakterystycznego białego budynku sekretarka na moje pytanie: Dlaczego tak tu cicho?, odpowiedziała: „Panie doktorze, poza mną wszystkich z personelu adminstracyjnego zwolnili, a ja tu jestem tylko do końca października. Co będzie dalej, nie wiem...

My, lekarze pytamy więc w imieniu chorych – Panie Ministrze – jak mają przeżyć nasze szpitale?

Igor Chęciński

 

Zaloguj się aby komentować.