logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 22 gości 
Komentarz aktualny Drukuj
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Wrzesień obdarowywano już różnymi tytułami: był miesiącem trzeźwości, świadomości chorób nowotworowych narządów wszelakich, a nawet miesiącem… networkingu. Ten miniony dla naszego środowiska okazał się… miesiącem zamieszania. Jego początek zdominowały dylematy: podpisywać deklaracje lojalności warunkujące podwyżkę wynagrodzeń, czy nie podpisywać, a jeśli podpisywać – to w jakiej formie. To kolejne zamieszanie zafundowali nam oczywiście nasi rządzący „ustawą podwyżkową”. I choć prezes NRL uzgodnił z ministrem wzór oświadczenia, który zawisł na stronach wszystkich izb, okazało się, że… było to nieoficjalne uzgodnienie. Niejasności wynikających z ogólnych zapisów ustawy jest tak wiele, że do końca nie wiadomo, co z tych oświadczeń i samej zmiany wynika. Pamiętajmy jednak, że jeśli coś oświadczamy, to niech to będzie zgodne z prawdą, a dyrektorzy niech się martwią, co z tymi deklaracjami robić. Bardzo trudno dziś ocenić, jak ten „podwyżkowy” proces wpłynie na system opieki zdrowotnej w Polsce. W związku z ogromnym zamieszaniem, jaki powstał w wyniku ostatniej nowelizacji ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych, jedyną sensowną drogą dochodzenia prawdy są zapytania do twórców nowelizacji. Nasz dział prawny zbiera wszelkie uwagi i wątpliwości, i natychmiast przesyła je ustaloną drogą do Ministerstwa Zdrowia.

Walka z ruchami antyszczepionkowymi trwa, zbliża się okres szczepień, który wymaga dziś szczególnych rekomendacji i promocji. We Wrocławiu powstała inicjatywa ustawodawcza mająca na celu danie właścicielom żłobków i przedszkoli możliwości uzależniania przyjęcia dziecka do placówki od wykonania szczepień obowiązkowych. To jedyny sensowny sposób egzekwowania szczepień od opornych rodziców: karanie nic nie daje – karę można zapłacić, a dziecka i tak nie zaszczepić. Egzekwowanie obowiązkowych szczepień ochronnych w czasach otwartych granic, wielkiej mobilności ludzi przy nieznanej sytuacji epidemiologicznej w wielu krajach świata to dziś jedyny skuteczny sposób na powstrzymanie powrotu dawno zapomnianych epidemii. Mam nadzieję, że nasze środowisko aktywnie włączy się w tę szczytną inicjatywę.

W październiku czeka nas pierwszy z trzyletniego ciągu najważniejszych aktów systemu demokratycznego, który zakończy się wyborami prezydenckimi w roku 2020: wybory samorządowe. Warto iść na wybory, bo warto korzystać z przysługujących nam praw. Głosowanie to jeden ze sposobów wpływania na otaczającą nas rzeczywistość, jeśli wybieramy świadomie. Głosując na konkretnego kandydata, nabywamy jednocześnie moralne prawo do oceny jego działań i rozliczenia ze złożonych obietnic. Mam świadomość, że większość z nas ogarnia niechęć i rezygnacja, bo praktycznie wszystkie partie miały okazję rządzić i wszystkie starały się jak najdalej odsunąć od siebie odpowiedzialność za system opieki zdrowotnej. Ale wierzcie mi, nie dlatego, że uważały ochronę zdrowia za nieistotny element polityki. Wręcz przeciwnie – to chyba najtrudniejszy problem do rozwiązania, bo najłatwiej stracić popularność i kapitał polityczny, ingerując w system ratujący nasze zdrowie i życie.

Gdy w 2004 roku objąłem funkcję marszałka województwa, wszyscy doradcy postawili na początku warunek: za służbę zdrowia nie może odpowiadać marszałek, bo na sukces nie ma szans, a dla samorządu będzie lepiej, jeśli za pewną porażkę odpowie któryś z członków zarządu, którego potem, na wzór polityki krajowej, wymieni się na kogoś innego. Długi szpitali marszałkowskich trzykrotnie przekraczały budżet województwa, a konta urzędu zajął komornik. Nie posłuchałem, łatwo nie było, a dziś ściśle współpracuję z tymi, z którymi wtedy staliśmy po przeciwnych stronach barykady, gdy chodziło o przekształcanie szpitali. Bo z perspektywy czasu okazało się, że wprowadzane zmiany miały sens, szpitale wojewódzkie odżyły dzięki wyemitowanym przez samorząd województwa obligacjom, a rozwiązania organizacyjne poskutkowały lepszymi warunkami pracy dla wszystkich dotkniętych restrukturyzacją.

Takie działania możliwe są jednak w samorządzie wolnym od partyjnych wojenek i przepychanek, z ludźmi, którzy albo nie mają nad sobą prezesów partii, albo cechują się wystarczającą niezależnością i odwagą, aby przeciwstawić się często nieracjonalnym decyzjom partyjnych zarządów. Niestety, polską politykę od roku 2005 w myśl starej, rzymskiej zasady divide et impera zdominował konflikt. Łatwo się rządzi, obarczając winą za istniejące problemy na przeciwników politycznych, samemu ich nie rozwiązując, bo każde działanie zawsze aktywizuje zwolenników, ale też i przeciwników. Z punktu widzenia taktyki wojennej łatwiej jest coś zburzyć, niż wybudować; skłócić, niż godzić. Jednak to nieprawda, że nasz głos się nie liczy. Partie od lat dążą do tego, aby utwierdzić nas w takim przekonaniu, bo jeśli na wybory pójdzie tylko ich „twardy” elektorat, zmotywowany jedynie atmosferą rywalizacji na politycznym ringu – zapewnią sobie reelekcję i będą mogły realizować własne interesy, a nie interes publiczny. Jeżeli chcemy tworzyć społeczeństwo obywatelskie, a więc brać odpowiedzialność za to, co się dzieje w naszym kraju i wokół nas, nie wolno nam uchylać się od udziału w wyborach. Stanowimy elitę naszego społeczeństwa, więc tym bardziej powinniśmy wnikliwie analizować kandydatów, ich dorobek i plany, i głosować na konkretnych ludzi, którzy są w stanie wpłynąć także na swoje otocznie polityczne. Nie dajmy się zwieść partyjnym lub fałszywym, obywatelskim szyldom szytym przez partie na potrzeby wyborów samorządowych, wypromowanym przy pomocy współczesnych metod marketingowych. Idźmy do urn i namawiajmy nasze otoczenie do świadomego wyboru. Chyba, że jest nam obojętne, kto umebluje nasz dom. Ale potem nie można mieć do nikogo pretensji, że telewizor stoi w wannie…

Pamiętajmy, że choć system tworzy państwo, to do zadań samorządu terytorialnego praktycznie każdego szczebla, a szczególnie sejmiku wojewódzkiego, należy realizacja jego założeń, w tym założeń polityki zdrowotnej. Do zobaczenia przy urnach!

Paweł Wróblewski