logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 33 gości 
Zagraniczny dyplom a prawo do pracy w Polsce - Różnimy się systemami Drukuj
Ocena użytkowników: / 1
SłabyŚwietny 

Różnimy się systemami

Pomysł zatrudniania lekarzy ze Wschodu w polskich placówkach medycznych wraca jak bumerang. W publicznych dyskusjach wiele mówi się o brakach kadrowych, znacznie mniej o kształceniu lekarzy po obu stronach granicy. Podczas wakacyjnych praktyk w DCO poznałam lek. Yevheniiego Kostiuchenkę. Odbyliśmy niejedną rozmowę nt. polskiego i ukraińskiego systemu edukacji. Poniżej „esencja” naszych wielogodzinnych dyskusji.

Na Ukrainie jest 29 specjalizacji podstawowych, po nich można zostać specjalistą w dziedzinach szczegółowych. Najdłuższe szkolenie trwa 3 lata. Należą do nich: ginekologia i położnictwo, chirurgia ogólna, neurochirurgia oraz chirurgia dziecięca. Interna oraz pediatria trwają po 22 miesiące. Przykładowo, żeby zostać kardiologiem, trzeba się jeszcze dodatkowo szkolić przez 3 miesiące. Specjalizację z anestezjologii i intensywnej terapii odbywa się również w 2 lata, a z onkologii w 1,5 roku. Po tym czasie otrzymuje się tytuł specjalisty, ale nauka się na tym nie kończy.

YEVHENII KOSTIUCHENKO Ur. 1993, w 2016 r. ukończył studia medyczne na Narodowym Uniwersytecie Medycznym im. O. Bohomolca w Kijowie. Aktywny uczestnik wielu międzynarodowych konferencji medycznych. W styczniu 2018 r. uzyskał tytuł specjalisty onkologa. W lipcu br. odbywał staż na Oddziale Breast Unit Dolnośląskiego Centrum Onkologii, którym kieruje prof. Rafał Matkowski. 1 września 2018 r. rozpoczął studia doktoranckie na Narodowym Uniwersytecie Medycznym w Kijowie. Aktualnie pracuje na Oddziale Guzów Piersi i Chirurgii Rekonstrukcyjnej Narodowego Centrum Onkologii w Kijowie na stanowisku asystenta. (Fot. z archiwum Y.K.)Aleksandra Niemiec: Przyjechał Pan do Polski na miesięczny staż. Dlaczego akurat Polska?

Lek. Yevhenii Kostiuchenko: Uczelnia, na której pracuję, ma podpisaną umowę z Uniwersytetem Medycznym we Wrocławiu, dlatego zdecydowałem się na przyjazd tutaj. Poza tym Klinika Onkologii pod kierownictwem prof. Matkowskiego jest na wysokim poziomie. Bardzo się cieszę, że mogłem odbywać staż w tym ośrodku, ponieważ dużo się nauczyłem, asystowałem przy wielu zabiegach. Mogłem też pracować na sprzęcie, o którym na Ukrainie niestety możemy tylko pomarzyć.

A.N.: Wróćmy do początków Pana kariery. Jak na Ukrainie zostać lekarzem? Ile trwają studia medyczne?

Y.K.: Po szkole średniej zdaje się egzaminy z różnych przedmiotów (przyp. odpowiednik polskiej matury). Wynik z tych egzaminów, jak również średnia ocen na świadectwie, decydują o tym, czy dany kandydat dostanie się na uniwersytet medyczny. Studia trwają 6 lat. Na trzecim roku wszyscy studenci piszą KROK 1 – egzamin testowy składający się z 200 pytań z zakresu anatomii, histologii, fizjologii i biochemii. Następnie pod koniec studiów zdaje się kolejny ogólnokrajowy egzamin – KROK 2, tym razem obejmujący wiedzę z nauk klinicznych. Oprócz tego podczas studiów zdaje się egzamin po zakończeniu każdego przedmiotu.

A.N.: Jak wygląda szkolenie po studiach? Czy absolwenci muszą odbyć staż podyplomowy, tak jak w Polsce?

Y.K.: Na Ukrainie od razu po studiach wybiera się specjalizację. W największych ośrodkach, jak Kijów czy Lwów, bardzo ciężko zrobić karierę. Chętnych jest dużo, warunki pracy stosunkowo dobre. W ośrodkach akademickich duże znaczenie mają osiągane w nauce wyniki oraz zaangażowanie podczas studiów – działalność w kołach naukowych, udział w konferencjach czy dyżurowanie. Na prowincji zdecydowanie łatwiej jest zostać specjalistą, ale niewiele osób się na to decyduje z powodu złych warunków pracy.

A.N.: Czy w Pana kraju istnieje izba lekarska, organizacja zrzeszająca i reprezentująca lekarzy?

Y.K.: Nie istnieje.

A.N.: A kto przyznaje lekarzom prawo wykonywania zawodu?

Y.K.: Lekarz może leczyć po ukończeniu studiów i zdaniu wszystkich wymaganych egzaminów (KROK 1 i KROK 2).

A.N.: Ile czasu trwa na Ukrainie uzyskanie tytułu specjalisty?

Y.K.: To zależy. Jest 29 specjalizacji podstawowych, po nich można zostać specjalistą w dziedzinach szczegółowych. Najdłuższe szkolenia trwają 3 lata i dotyczą: ginekologii i położnictwa, chirurgii ogólnej, neurochirurgii oraz chirurgii dziecięcej. Interna oraz pediatria trwają po 22 miesiące. Przykładowo, żeby zostać kardiologiem, trzeba się jeszcze dodatkowo szkolić przez 3 miesiące. Specjalizację z anestezjologii i intensywnej terapii odbywa się również w 2 lata, a z onkologii w 1,5 roku. Po tym czasie otrzymuje się tytuł specjalisty, ale nauka się na tym nie kończy. Uczymy się pod okiem bardziej doświadczonych lekarzy aż do momentu, gdy będziemy w stanie zupełnie samodzielnie decydować o leczeniu pacjentów.

A.N.: Jest Pan onkologiem. Jak wyglądała Pana ścieżka kształcenia? Czy jest to specjalizacja ogólna, zajmująca się wszystkimi rodzajami terapii nowotworów?

Y.K.: Jak już wspomniałem, specjalizacja z onkologii trwa 1,5 roku. W tym czasie chodzimy po różnych oddziałach i uczymy się, jak stosować chemioterapię, radioterapię oraz zapoznajemy się z tajnikami chirurgii. Następnie spędzamy więcej czasu w klinikach, które są zgodne z naszymi zainteresowaniami. Mnie interesowała chirurgia, więc rozwijałem się bardziej pod tym kątem. Po ukończeniu specjalizacji postanowiłem dalej kształcić się w tym kierunku i wybrałem specjalizację z chirurgii onkologicznej, która trwa 5 miesięcy.

Chirurgiem onkologiem można też zostać robiąc najpierw specjalizację z chirurgii ogólnej (3 lata), a potem odbywając trzymiesięczny staż z chirurgii onkologicznej. Jest to dłuższa droga, ja wybrałem krótszą.

A.N.: Czy na Ukrainie brakuje lekarzy?

Y.K.: Myślę, że generalnie brakuje lekarzy na Ukrainie. Z drugiej strony w dużych miastach, wręcz przeciwnie, istnieje duża konkurencja. W mniejszych miejscowościach coraz mniej lekarzy zgadza się pracować za wynagrodzenie poniżej 100 euro miesięcznie, w złych warunkach, często bez odpowiedniego sprzętu diagnostycznego. Niektórzy próbują przenieść się do innych krajów, a jeszcze inni decydują się na karierę w firmach farmaceutycznych, gdzie na zarobki nie można narzekać.

A.N.: Czy przepisy obowiązujące w Unii Europejskiej zniechęcają ukraińskich lekarzy do podjęcia pracy na terenie Polski? I czy nostryfikacja dyplomu jest faktycznie największym problemem?

Y.K.: Myślę, że tak. Ambitny młody lekarz, który nie był w stanie znaleźć przyzwoitej pracy na Ukrainie i myśli o pracy za granicą, musi podjąć trudną decyzję. Z jednej strony chce rozwijać się zawodowo w ramach swojej specjalizacji, uczestniczyć w wydarzeniach naukowych i edukacyjnych. Z drugiej strony czeka go droga i długotrwała procedura uznawania kwalifikacji i nostryfikacji dyplomu. Co będzie lepsze, inwestowanie w siebie i szukanie pracy na Ukrainie? A może warto opuścić rodzimy kraj i wyruszyć w nieznane? Z tego typu dylematami mierzy się każdy ukraiński lekarz, który rozważa emigrację.

A.N.: Byłby Pan skłonny żyć i pracować w Polsce na stałe?

Y.K.: Nie myślałem o tym. Póki co pracuję na Ukrainie, rozwijam się i tam zostanę, aczkolwiek nie wykluczam, że w przyszłości sytuacja może się zmienić.

A.N.: Czego polscy lekarze mogliby nauczyć się od ukraińskich medyków?

Y.K.: Zawsze można się czegoś nauczyć w innych ośrodkach. Na Ukrainie głównym problemem jest bardzo ograniczony dostęp do nowoczesnego sprzętu. Polscy lekarze mogliby nauczyć się, jak pomagać pacjentom w trudnych warunkach, bez ekwipunku, do którego są przyzwyczajeni.

A.N.: Czy na Ukrainie jest aż tak źle z dostępem do sprzętu medycznego?

Y.K.: Jest tragicznie. W ukraińskich szpitalach brakuje dosłownie wszystkiego. My jako lekarze jesteśmy przez to bardzo ograniczani, często nie możemy leczyć tak, jakbyśmy chcieli. Idąc do szpitala, pacjenci muszą kupić sobie opatrunki, strzykawki, nici chirurgiczne, leki. Wiele zależy od zamożności danego chorego. Z kolei chirurdzy podczas operacji muszą bardzo oszczędnie dysponować nićmi, żeby ich po prostu w połowie zabiegu nie zabrakło. Poza tym problemem są również archaiczne metody leczenia, niezgodne z aktualnymi zachodnimi standardami. Na Ukrainie do dziś w terapii nowotworów stosuje się bombę kobaltową, która w Polsce nie jest używana już od wielu lat.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała
Aleksandra Niemiec