logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 11 gości 
Szczepienia ochronne – fakty i mity - Pouczające doświadczenia. Dlaczego należy się szczepić? Drukuj
Ocena użytkowników: / 6
SłabyŚwietny 

Pouczające doświadczenia. Dlaczego należy się szczepić?

Muszę podzielić się z Szanownymi Czytelnikami moją osobistą refleksją: jako młody adept medycyny (dyplom uzyskałem w 1953 r.) brałem udział w walce z epidemiami, które dziś pamiętać może wyłącznie starsze pokolenie lekarzy.

Powojenna endemia, a potem epidemia błonicy w Polsce (1950-1956) zostały zwalczone dzięki wykonywanym od 1954 r. szczepieniom. Błonica zdarzała się w tym okresie jeszcze sporadycznie – pamiętam rozpacz rodziców i bezsilność personelu, gdy niezaszczepiony na czas kilkuletni chłopczyk, do którego zostałem wezwany jako konsultant, zmarł w szpitalu w Dzierżoniowie mimo bardzo starannej opieki. Dziecko nie zostało zaszczepione, chociaż nie istniał wówczas opór przeciwko niepożądanym odczynom poszczepiennym (NOP), a samo zachorowanie na błonicę w powszechnej opinii było słusznie uważane za zagrażające życiu. Szczęśliwie, ostatnie zachorowanie na błonicę w Polsce miało miejsce w 1975 r.

Co od tego czasu stało się z bakterią błonicy? Po co przeciw niej szczepić, skoro znikła, nikt nie choruje i żaden współczesny lekarz jej nie widział? – oto aktualne pytania antyszczepionkowe.

W okresie transformacji ustrojowej na Ukrainie, w Rosji i w Kazachstanie dzieci nie były szczepione z powodów ekonomicznych. Pozostająca „w stanie uśpienia” pałeczka błonicy zaatakowała podatnych na nią ludzi i wywołała groźną epidemię w latach 1990-2002 (zachorowało ponad 150 tys. osób, zmarło 4,5 tys.). Opanowano ją pospiesznymi szczepieniami. Nauka stąd płynącą: bakteria błonicy przebywała w biocenozie, prawdopodobnie u odpornych nosicieli, a warunkiem powstania epidemii było wejście patogenu zakaźnego w populację bez nabytej odporności. Ta reguła jest nadal aktualna.

Do 1975 r. przeżywaliśmy okropność nawracających epidemii polio (szczyt w 1958 r.) – każdy dyżur rozpoczynałem ze strachem. Codziennie przywożono chore dzieci i dorosłych, we Wrocławiu oddział polio w ówczesnym Szpitalu im. Korczaka był zapełniony, porażenia mięśni i kalectwo były nieodwracalne, śmierć z porażenia oddechu przerażająca.

Szczepienia przeciwko polio stanowiły wybawienie (w Polsce od 1977 r. OPV) – rodzice i lekarze, wszyscy byliśmy szczęśliwi. Po upływie pół wieku to także stało się przeszłością, nie widać teraz ludzi niepełnosprawnych po polio. Wirus się wycofał, nie znajduje odpowiedniego podłoża do swego rozwoju. Od czasu powstania w 1988 r. Światowej Inicjatywy na rzecz Walki z Polio liczba zachorowań na chorobę Heinego-Medina na świecie spadła o ponad 99 proc. [MMWR 2015, 64 (25); 699-702]. Zachorowań w Europie nie ma, eradykacja wirusa polio została osiągnięta w 2002 r., wydano nawet dyplomy uznania za eradykację tej choroby w Europie. Po co więc nadal szczepić? – pytają antyszczepionkowcy.

Prof. Hilary Koprowski (1916-2013), twórca szczepionki OPV, w czasie swej wizyty we Wrocławiu w salonie Profesora Dudka [spotkanie 174, 21.03.2001 r.] nie był tak optymistyczny: Wirus przebywa w oceanach, morzach, rzekach oraz ściekach i czeka na swoją dobrą passę. Jest nią spadek swoistej odporności populacji. Rzeczywiście, w 2013 r. wirus pojawił się w Somalii i w Syrii, a w Mali we wrześniu 2015 r. Dwa nowe przypadki polio wystąpiły też w tym roku na ukraińskim Zakarpaciu, gdzie zaszczepionych jest mniej niż 50 proc. dzieci. To dowód na to, że wirus jest obecny w środowisku i oczekuje na sprzyjające okoliczności rozwoju. Zaniechanie immunizacji byłoby w tych okolicznościach niewybaczalne i niosło ze sobą ryzyko dla jednostki i społeczności.

W 1963 r., jak wielu wrocławskich lekarzy, odbyłem „65 dni ostrego dyżuru” z powodu wielkiej batalii z epidemią ospy prawdziwej (od 29 maja do 10 sierpnia). Przekonałem się, jaką wartość mają szczepienia przeciwospowe i czym są niepożądane odczyny poszczepienne – zwane niegdyś mniej eufemistycznie powikłaniami. Spośród ponad 8 milionów zaszczepionych osób 99 zachorowało na ospę (7 chorych zmarło), ale niestety pozostał w pamięci inny tragiczny bilans – 9 osób zmarło po przymusowym szczepieniu z powodu wystąpienia NOP (najczęściej zapalenia mózgu). Z żalu i rozsądku zrodziły się pytania: czy słusznie szczepiono w czasie epidemii bez uwzględnienia przeciwwskazań? Czy zdrowie jednostki może być ceną za zdrowie społeczeństwa? Czy można szczepić wbrew woli, z nakazu? Do dziś trwa dyskusja na ten temat, wywołuje ona skrajne reakcje, których przykładem jest ustawowy przymus szczepienia. Co oznacza szczepienie obowiązkowe, oparte na świadomości obowiązku ochrony dziecka, a co oznacza szczepienie przymusowe obwarowane karami administracyjnymi?

Sięgając do historii medycyny, czy nie wydaje się słuszne zarządzenie króla Fryderyka Wilhelma z 1801 r. w warszawskim cyrkularzu do wszystkich kolegiów lekarskich: „Lubo dotąd skutki tego szczepienia okazały się być zabezpieczającymi od naturalnej ospy. Niepodobną jest rzeczą przeniknąć skutki tego szczepienia. Żaden lekarz ważyć się nie ma zachęcać natrętnie ojców familij do dawania swoich dzieci na pomienione szczepienie”.

Czy może nasi działacze antyszczepionkowi będą nadal wyznawać poglądy księdza kanonika Ignacego Pixy z Krakowa, zawarte w broszurze wydanej w 1904 r. w Berlinie pt. „O krzyczącej niedorzeczności strasznej szkodliwości szczepienia przeciw ospie”. To początki ruchów antyszczepionkowych w Polsce na tle pseudoreligijnym.

Moje najgorsze wspomnienia budzi endemia odry i okresowe, epidemiczne nasilenia się tej groźnej choroby występującej powszechnie u dzieci. W latach 1960-1964 zachorowało na nią w Polsce 124.492 dzieci. Z powodu powikłań zmarło 255 dzieci, najczęściej na zapalenie płuc lub zapalenie mózgu. Nie sposób zapomnieć małych pacjentów w wieku szkolnym, którzy przybywali na oddział z ogólnymi objawami odry, ale po kilku/kilkunastu dniach, mimo usilnych starań, tracili przytomność, występowały porażenia mięśni. Te dzieci nigdy nie powróciły do zdrowia… W mojej pamięci zachowały się także obrazy sinych niemowląt, duszących się z powodu odrowego zapalenia płuc – często nie udawało się ich uratować.

Od 1975 r. prowadzi się w Polsce szczepienia przeciwko odrze. W ich wyniku w następnych latach spadła zapadalność na tę chorobę. Ostatnia epidemia w 1998 r. objęła 2.255 dzieci (jeden zgon). W roku 2013 na odrę zachorowało w Polsce 84 niezaszczepionych dzieci, na szczęście żadne nie zmarło. Obecnie wielu lekarzy nie obserwuje występowania odry w swoich praktykach, nie wspominając o odrze o ciężkim przebiegu i powikłaniach. Mimo niewątpliwej korzyści dla szczepionego dziecka, tj. nikłego ryzyka NOP po szczepieniu, wobec znacznego ryzyka powikłań po naturalnym zachorowaniu lekarze nie zawsze mogą zachęcić do szczepienia – wszak teraz odra jakby nie zagraża (co jest nieprawdą! Patrz wyżej!).

Powikłania po odrze naturalnej i NOP po szczepieniu p-odrze

Powikłania

Po odrze na 100.000
chorych – liczba (%)

Po szczepieniu
Na 100.000 szczepionych – liczba

Encefalopatia Encephalitis

50-400
(0,05%-0,4%)

0,1

Panencephalitis sclerotica subacuta

0,5-2,0

0,05-0,1

Zapalenie płuc

3.800-7.300 (3,8%-7,3%)

Drgawki

500-1.000 (0,5%-1,0%)

0,02-190

Zgon

10-10.000 (0,01%-10%)

0,02-0,3

Wg N. Ajjan, Institut Mérieux

Wirusowe zapalenie wątroby typu B, występujące epidemicznie od 1977 r. i w latach następnych, aż do spadku zachorowań w latach 1990-1998, czyli przez znaczny okres mojej pracy klinicznej, było zmorą pediatrii, o czym aktualnie można już zapomnieć. Oddziały zakaźno-dziecięce były zapełnione, większość chorych opuszczała szpital w dobrym stanie zdrowia. Zdarzało się jednak, że dochodziło do przewlekłego zapalenia wątroby, nawet z zagrożeniem życia z powodu marskości lub raka wątroby. U dzieci, rzadziej niż u dorosłych, choroba przebiegała dramatycznie (95 proc. śmiertelność). Nie było wówczas odpowiednich metod leczenia, heroiczna walka o życie pacjenta okazywała się zazwyczaj bezskuteczna. To wtedy, z nakazu chwili, dla rekonwalescentów powstawały „poradnie wątrobowe”, które w następnych latach przekształcały się w poradnie konsultacyjne chorób zakaźnych. Dzisiaj zachorowanie dziecka na wirusowe zapalenie wątroby typu B jest czymś zupełnie wyjątkowym, właściwie niespotykanym. Przełom i zwalczenie tego zakażenia jest bezsporną zasługą wpisania w kalendarz obowiązku szczepień p-wzwB od 1989 r. i ich intensyfikacją od 1994 r. [W. Magdzik, PZH Warszawa]. Wirus jednak przetrwał, o czym świadczą sporadyczne przypadki zakażeń występujących u starszych, nieszczepionych osób.

Immunizacja poszczepienna dotyczy niestety zapobiegania tylko niektórym chorobom zakaźnym, zaliczanym do tzw. „vaccine-preventable”, ale pozostają inne zakażenia, gdzie zapadalność zmniejszyła się znacznie pod wpływem nieswoistych czynników prozdrowotnych, choć nie wygasła całkowicie. Takim przykładem była epidemia zakażeń jelitowych odzwierzęcymi pałeczkami salmonelli, nasilająca się szczególnie u małych dzieci od 1978 r. (spadek zakażeń nastąpił na przełomie wieków). Oddziały niemowlęce, z powodu liczby zakażonych dzieci (także w szpitalu), zostały sparaliżowane. Uważa się, że ustąpienie epidemii było spowodowane m.in. higienizacją hodowli zakażonych kur i jaj, higienizacją sprzedaży produktów spożywczych w opakowaniach, a w aspekcie zakażeń szpitalnych zaprzestaniem dojelitowego stosowania ampicyliny i innych antybiotyków, co przyczyniało się do wielooporności na antybiotyki. Udało się przerwać „łańcuch epidemiologiczny”.

XIX wiek upłynął w Europie pod znakiem wojen, biedy oraz… powszechnie panującej gruźlicy. W latach powojennych w Klinice Pediatrycznej AM we Wrocławiu oddział gruźliczy był zapełniony dziećmi, przeważnie z powodu postaci płucnych, ale także prosówki. Paradoksem jest, że właśnie szczepienie MMR (przeciwko odrze, śwince, różyczce) wywołało największą krytykę i opór wśród przeciwników szczepień. Falę krytyki umocniła opublikowana w 1998 r. w bardzo szanowanym czasopiśmie „Lancet” praca autorstwa A. Lancefielda i wsp., która jakoby wskazała na rzekomy udział szczepionki MMR oraz thimerosalu (konserwant zawarty w szczepionce) w etiologii chorób jelit oraz autyzmu u dzieci, którego liczby co rok zwiększały się i nadal epidemicznie zwiększają. Praca ta okazała się bezpodstawna, ukazało się natomiast wiele innych publikacji niepotwierdzających wniosków Lancefielda, nie udowodniono związku autyzmu ze szczepieniami. Publikacja została z nakazu sądowego wycofana w 2002 r., „Lancet” został skompromitowany. Coraz częściej pacjenci domagali się jednak odszkodowań za NOP-y – w USA i w Wielkiej Brytanii powstał i rozwinął się bardzo dochodowy „przemysł oskarżycielsko-odszkodowawczy”. Zawiązano obywatelskie stowarzyszenia antyszczepionkowe, ich idee upowszechniały i upowszechniają media. Rozgłos przynosi wymierne korzyści. Ta prawdziwa epidemia antyszczepionkowa przeszła na nasze krajowe media – obecnie każdy ma prawo wypowiadać się publicznie na temat domniemanej szkodliwości szczepień i szczepionek, każdy ma prawo publikować autorskie teksty w internecie. Na fali ogólnego braku zaufania do lekarzy i prasy, na fali złej opinii o opiece zdrowotnej, podejrzeń o korupcję i interesy lekarzy i firm farmaceutycznych argumenty antyszczepionkowe znajdują akceptację. Co więcej, znaleźli się lekarze naukowcy, którzy znają co prawda negatywne wyniki badań dot. związku szczepienia MMR z autyzmem, jednak je lekceważą. Na przekór evidence-based medicine prowadzą własne doświadczenia na zwierzętach i głoszą publicznie niepotwierdzone naukowo teorie. Czy szukają rozgłosu, oryginalności, jaki jest cel ich szkodliwej działalności? Tego niepodobna się dowiedzieć. Czy społeczność akademicka, komisje bioetyczne mają prawo żądać od nich przedstawienia wyników badań? Czy interpretując dowolnie epidemiologię, byliby zdolni towarzyszyć dziecku umierającemu na odrę, pneumokokowe zapalenie płuc, meningokokowe zapalenie opon lub inne choroby zwane „vaccine-preventable”? Czy mędrkujący, antyszczepionkowy lekarz lub pielęgniarka powinni zostać oskarżeni za nieuodpornienie dziecka w przychodni? To jest wszak ich obowiązek.

Tzw. ruchy antyszczepionkowe nie są niczym nowym. Dzieciom szczepionym w epoce Jennera nie wyrosły rogi, a szczepieni krowianką nie ryczą krowim głosem, jak to przepowiadali ówcześni „naoczni świadkowie”. Niewiele różnią się od nich współcześni przedstawiciele mediów. W 2009 r. dziennikarze nagłośnili przypadek dziewczynki z Coventry, która zmarła rzekomo z powodu szczepienia HPV. Wkrótce okazało się, że przyczyną zgonu dziecka była wada serca… Na szczęście nie wszystkie media i nie wszyscy dziennikarze podążają tą ścieżką, czego przykładem może być artykuł pt. „Children Die Because People Are Wrongly Afraid of Vaccines” [By the Editorial Board, New York Times, AUG. 20, 2015], oby takie były publikowane w prasie także w naszym kraju.

Przeciwnicy szczepień osiągnęli tyle, że w 2011 r. nie zostało zaszczepionych w Polsce około 3 tys. dzieci, w 2012 r. – 5,3 tys., w 2013 r. – 7,2 tys., a w ubiegłym roku aż 12,7 tys. Na naszych oczach rozgrywa się „eksperyment” o przewidywalnych skutkach.

Zbigniew Rudkowski

 

Komentarze 

 
# Grzesiek 2016-10-30 13:34
Obserwujac rozwój swojego syna stwierdzę z całym przekonaniem, że w pewnym momencie po jednej ze szczepionek jego inteligencja stanęła na jednym poziomie i bardzo staram się ją pobudzić. Córki nie szczepię i rozwija się świetnie a inteligencją przewyższa dwukrotnie starszego brata oraz jego szczepionych na wszystko kolegów, którzy ciągle na coś chorują. Korelacja szczepienia i zatrzymania rozwoju jest tak wyraźna, że nie mam ŻADNYCH wątpliwości co ją wywołało. Osobiście uważam się za szczęściarza, bo inni rodzice nie mieli takiego szczęścia.
Czy szczepionki sprzed lat polskiego kapitalizmu też były konserwowane taką masą metali ciężkich? Z całym szacunkiem panie profesorze - proszę sobie wstrzyknąć sam choćby konserwant w ilości przeliczonej na kilogram jeśli to praktycznie obojętne. Za jakiś czas obecną medycynę będzie się przyrównywało do średniowiecznyc h praktyk pod tym względem.
Szczepionki - TAK! Ale te prawdziwe, a nie mające na celu obniżenie rozwoju naszych dzieci. 44
Zgłoś administratorowi
 

Zaloguj się aby komentować.