logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 38 gości 
Szczepienia ochronne – fakty i mity - Skuteczność szczepień i zagrożenia z nimi związane Drukuj
Ocena użytkowników: / 2
SłabyŚwietny 

Skuteczność szczepień i zagrożenia z nimi związane

Grozi nam epidemia chorób zakaźnych?

Wbrew powszechnemu przekonaniu choroby zakaźne nadal istnieją i wciąż stanowią poważne zagrożenie nie tylko dla ludzkiego zdrowia, ale i życia. Wystarczy wspomnieć o aktualnych ogniskach MERS (Middle East Respiratory Syndrome – bliskowschodni zespół niewydolności oddechowej) wywołanych przez odzwierzęcego koronowirusa (ich nosicielami są wielbłądy, nietoperze), który podobnie jak wirus SARS (Severe Acute Respiratory Syndrome – zespół ciężkiej, ostrej niewydolności oddechowej), przełamał barierę gatunkową i wtargnął do środowiska ludzkiego. Nie udało się dotąd uzyskać szczepionki przeciwko wirusowi MERS. Zakażenie w początkowej fazie przypomina grypę. Chorobę cechuje gorączka, „zadyszka”, kaszel z dość obfitym odkrztuszaniem, a także bóle głowy i wymioty, a u co trzeciego chorego występują bóle miednicowe. W skrajnych przypadkach, kończących się nierzadko śmiercią, odnotowuje się również ostrą niewydolność oddechową, zespół ostrego rozsianego wykrzepiania, dochodzi do uszkodzenia nerek.

Dotąd zakażenia tym wirusem wystąpiły w ponad 20 krajach, ostatnio w Korei Południowej, gdzie wywołał niemałą panikę, wcześniej zaś m.in. w Malezji, na Filipinach, w USA i w Europie: Wielkiej Brytanii, Niemczech, Holandii, Włoszech, Austrii, Grecji, także w Afryce Północnej: Algierii i Tunezji. Choć sytuacja wydaje się być pod kontrolą, to jednak Światowa Organizacja Zdrowia nie wyklucza, że choroba będzie się rozprzestrzeniać i przybierać na sile. Podobnie było z SARS, który pojawił się na początku XXI wieku. Zanim zdołano zapanować nad zakażeniami, zabił on ok. tysiąca osób. Śmiertelność MERS wg WHO wynosi 35-38 proc. Czy mamy powody do niepokoju? Nie ma ani skutecznego leku, ani szczepionki przeciw temu wirusowi, dlatego kluczową rolę odgrywa w tym przypadku znajomość procedur epidemiologicznych i ich bezwzględne przestrzeganie. W związku z nie tak dawnym zagrożeniem gorączką eboli polscy lekarze mieli okazję sprawdzić własną wiedzę i umiejętności w tym zakresie w praktyce.

Światowa Organizacja Zdrowia ogłosiła niedawno, że w Gwinei przetestowano szczepionkę VSV-EBOV na blisko 4 tysiącach ochotników. Wszyscy mieli bezpośredni kontakt z chorymi na ebolę. Dzięki szczepionce nie doszło do rozprzestrzeniania się choroby, co pozwala mieć nadzieję na jej stuprocentową skuteczność. Czy przeciwnicy szczepień odważyliby się odradzać kilkunastu tysiącom ofiar tej epidemii użycia VSV-EBOV? Ciekawe, jakich argumentów użyliby dla uzasadnienia swego stanowiska? Czy bez skutecznej szczepionki możliwe byłoby powstrzymanie epidemii? Zdecydowanie nie. To dzięki intensywnym pracom naukowców udało się przygotować preparat w czasie o wiele krótszym, niż było to dotąd możliwe.

Świat nie ochłonął jeszcze po śmiercionośnej fali zakażeń ebolą w zachodniej Afryce, a już Światowa Organizacja Zdrowia ostrzega, że właśnie w Gwinei i Mali istnieje wysokie ryzyko rozprzestrzeniania się polio. Zakażenie drugim typem tego wirusa stwierdzono końcem lipca u 10-miesięcznego niemowlęcia. Niski odsetek zaszczepionej populacji w obu tych krajach jest prawdopodobną przyczyną zagrożenia epidemiologicznego. Według WHO liczba osób szczepiących się przeciwko polio w Gwinei zmalała w ubiegłym roku do 42 proc., co mogło być wynikiem niewydolności organizacyjnej tamtejszej publicznej służby zdrowia i państwa – spowodowanej walką z epidemią eboli. Dzięki światowej akcji udało się „wykorzenić” polio z większości krajów globu ziemskiego: w 1994 r. zniknęło ono z obu Ameryk, a w 2002 r. również z Europy. Od polio chciano również uwolnić Afrykę, Azję Środkową i subkontynent indyjski. Niestety, w tym roku zachorowania spowodowane dzikim szczepem wirusa polio zarejestrowano w: Pakistanie, Afganistanie, Syrii, Iraku, krajach ogarniętych wojną. Na Madagaskarze, w Nigrze, a także na Ukrainie, co potwierdziło WHO, stwierdzono przypadki zarażeń wirusem szczepionkowym. Według Światowej Organizacji Zdrowia ryzyko rozprzestrzenienia się tzw. szczepionkowego szczepu cVDPV1 na Ukrainie jest wynikiem niepełnego i nieodpowiedniego objęcia populacji szczepieniami. Nie można zatem wykluczyć, że cVDPV1 dotrze do krajów sąsiadujących z tym państwem. W Polsce liczba uodpornionych obywateli jest wysoka (w Wielkopolsce 99 proc.), zagrożenie dotyczy osób nieszczepionych. Wszyscy, którzy udają się na Ukrainę oraz jej stali mieszkańcy muszą otrzymać tzw. dawki przypominające.

W ubiegłym roku Światowa Organizacja Zdrowia wydała oficjalne stanowisko ws. poliomyelitis, uznając, że ta ostra choroba zakaźna stanowi zagrożenie o zasięgu międzynarodowym dla zdrowia publicznego. W świetle przytoczonych danych postawa WHO jest całkowicie zrozumiała. Przed wybuchem wojny domowej wyszczepialność dzieci w Syrii wynosiła blisko 90 proc. Antyrządowe powstanie, które rozpoczęło się w tym kraju w marcu 2011 r., doprowadziło do spadku liczby zaszczepionych osób. Obecnie bez ochrony przed najgroźniejszymi chorobami zakaźnymi pozostaje ok. 300 tys. najmłodszych obywateli. Piętnaście lat temu, dzięki konsekwentnie realizowanemu programowi szczepień, udało się w Syrii „wykorzenić” polio. Obecnie, jak podaje UNICEF, rząd Bashara al-Asada nie tylko nie utrudnia realizacji programu walki z polio, a wręcz mu sprzyja. Aby zapobiec rozprzestrzenianiu się wirusa, WHO nakazała endemicznym krajom (Pakistanowi, Afganistanowi i Nigerii) kontrolowanie dokumentacji szczepionkowej pasażerów opuszczających te państwa. Dodatkowo wprowadzono opcję szczepienia pacjentów tuż przed wejściem na pokład samolotu. Na kontynencie afrykańskim już od ponad roku nie zarejestrowano przypadku zarażenia dzikim szczepem polio. Jak podkreśla WHO, to efekt konsekwentnie realizowanej polityki rządu nigeryjskiego, zakładającej zwalczanie wirusa poliomyelitis wszelkimi dostępnymi środkami (Nigeria była ostatnim rezerwuarem polio). Czy nie jest to wystarczający argument świadczący o tym, że warto się szczepić, że to jedyna właściwa droga walki z drobnoustrojami? Po tym jak w Syrii wykryto polio, UNICEF przeprowadził w siedmiu krajach Bliskiego Wschodu akcję szczepionkową. Szczepieniami objęto dzieci do 5. roku życia. Przed groźną chorobą zakaźną uchroniono tym samym około 25 milionów najmłodszych!

Spór o szczepienia

W ostatnich latach zwiększyła się liczba zachorowań na różyczkę i krztusiec. Ten wzrost ma swoje uzasadnienie. Po pierwsze – w przeszłości przeciw różyczce nie szczepiono chłopców, po drugie – w przypadku krztuśca nabyta odporność poszczepienna wygasa po kilku latach. Krążące między ludźmi drobnoustroje (wirusy, bakterie i inne) zbierają swoje żniwo wśród niezaszczepionych, osób z niską odpornością lub całkowicie nieodpornych. Warto przypomnieć, że na początku lat 90. wśród osób, które z różnych powodów odwiedzały tereny za naszą wschodnią granicą, pojawiły się zachorowania na błonicę. Dopiero wówczas władze sanitarne zwróciły uwagę na konieczność przyjęcia dawek przypominających szczepionki przeciw błonicy.

Niestety, nie wszyscy, w tym także lekarze, zdają sobie sprawę z tego, jak bardzo niebezpieczna jest odra. W przypadku dziecka poniżej pierwszego roku życia, na co zwraca uwagę prof. Magdalena Marczyńska, może ona doprowadzić do poważnych powikłań. W grę wchodzi m.in. ostre zapalenie rdzenia kręgowego z porażeniami czy zapalenie mózgu, które w 40 proc. przypadków może skończyć się śmiercią. Czy przeciwnicy szczepień, a w szczególności rodzice, mają prawo narażać swoje pociechy na takie ryzyko? Wszak dziecko kiedyś dorośnie, a z jego ust prawdopodobnie padnie pytanie: dlaczego nie uchroniliście mnie przed skutkami choroby, skoro istniała taka możliwość? I nawet fakt, że powikłania mogą się zdarzyć u jednego na tysiąc chorujących dzieci, nie dezaktualizują powyższych pytań.

Państwowy Zakład Higieny informuje o stałym wzroście liczby zachorowań na odrę w Europie i w Polsce. Jest to efekt upowszechniającego się trendu nieszczepienia dzieci przez rodziców, którzy wydają się być nieświadomi istniejących zagrożeń. Naszym zdaniem antyszczepionkowe tendencje zyskują na sile z powodu ograniczonej, a nawet niedostatecznej edukacji zdrowotnej społeczeństwa. Skąd bowiem rodzice mają wiedzieć, że ilość krążącego, groźnego wirusa w populacji można ograniczyć tylko poprzez zaszczepienie jak największego odsetka osób niemających rzeczywistych przeciwwskazań. Osoby uodpornione uniemożliwiają rozprzestrzenianie się wirusa odry.

Obawy związane z niepożądanymi odczynami poszczepiennymi są uzasadnione, gdyż nie ma leku, szczepionki ani czynności medycznych, które by nie stwarzały ryzyka. Występują one jednak na tyle rzadko, że nie mogą usprawiedliwiać zaniechania przez rodziców/opiekunów szczepień, które przynoszą nadrzędne korzyści, zarówno indywidualne, jak i społeczne.

Pneumokoki są przyczyną wielu poważnych zakażeń bakteryjnych zarówno u dzieci, jak i u dorosłych. Wywołują bowiem „łagodniejsze” zapalenie ucha środkowego – poprzez zapalenia płuc i bardzo groźne zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych. Wszystkie te stany zagrażają najmłodszym dzieciom, głównie do dwóch lat, ale i osobom starszym po 75. roku życia. Szczególnie niebezpieczne jest ryzyko rozwoju inwazyjnej choroby pneumokokowej, która może doprowadzić do nieodwracalnych powikłań, i niestety, także do śmierci.

Upowszechnienie szczepienia przeciw pneumokokom i to odpowiednio wcześnie, czego przykłady płyną z krajów skandynawskich, Hiszpanii, ale też Brazylii, obok zmniejszenia liczby świeżych zachorowań, obniża radykalnie odsetek nosicielstwa, a tym samym stopień krążenia tych bakterii w populacji. Przeprowadzona z sukcesem akcja szczepień małych dzieci przeciwko pneumokokom m.in. w Kielcach winna być naśladowana. Nie zrozumie tego tylko ten, kto nie przeżył dramatu walki o życie umierającego z powodu sepsy (posocznicy) dziecka czy dorosłej osoby.

Nie zapominajmy o chorobach tropikalnych

Wciąż na wielu płaszczyznach toczy się spór o szczepienia. Podnoszone są kwestie dotyczące zasad szczepienia dzieci, dostępności szczepionek, ich bezpieczeństwa, występowania niepożądanych odczynów poszczepiennych i ich konsekwencji prawnych. Zapominamy w tym wszystkim o zagrożeniach, jakie niesie za sobą rozwój turystyki i… o chorobach tropikalnych. I tak przed chorobą meningokokową chronią wyłącznie szczepienia. Konsekwencje tejże mogą być na tyle drastyczne, że np. Arabia Saudyjska obliguje turystów do posiadania dowodu zaszczepienia. Z kolei Ghana, zgodnie z międzynarodowymi przepisami zdrowotnymi WHO, wymaga od przyjezdnych ważnego dowodu szczepienia przeciw żółtej gorączce, co dotyczy wszystkich osób w wieku od 9 miesięcy wzwyż. Jednakże kobieta nie powinna zajść w ciążę co najmniej przez miesiąc od momentu przyjęcia tej „żywej biologicznie” szczepionki. Ale ochrona przed tą odmianą gorączki krwotocznej jest możliwa tylko poprzez zaszczepienie. Przy podróżach w rejon Afryki Zachodniej zalecane są również szczepienia przeciwko wirusowym zapaleniom wątroby typu A i B, durowi brzusznemu i przedekspozycyjnie przeciw wściekliźnie, nie mówiąc już o dawkach przypominających przeciwko tężcowi, błonicy, krztuścowi. Karmienie piersią nie stanowi przeciwwskazania do szczepień przed podróżą, z wyjątkiem żółtej gorączki (objętej szczególnymi zasadami), ale szczepienia odbyte przez matkę karmiącą piersią nie zapewniają dziecku ochrony przed zachorowaniem. Czy wobec nieprzewidywalności zagrożeń, jakie na nas czyhają w podróżach, szczególnie egzotycznych, moglibyśmy nierozsądnie zrezygnować z możliwej i dostępnej ochrony, jakimi są szczepienia? Czy przedstawiciele ruchów antyszczepionkowych odważyliby się udać na tereny endemiczne (np. gorączki eboli) bez należytego i maksymalnego zabezpieczenia, czy wysłaliby tam swoich bliskich? Mimo trudnego na co dzień wyobrażenia sobie przez nas wszystkich rozwoju wiedzy i możliwości technologicznych w zakresie biotechnologii i postępu z tego wynikającego w walce z wieloma zakażeniami, to ilość dostępnych czy osiągalnych szczepionek obecnie jest jeszcze niewielka. Choćby dla przykładu podamy, że dostępna od 2006 r. szczepionka przeciw wirusowi brodawczaka ludzkiego, która bywa nazywana szczepionką na raka ze względu na to, że chroniąc kobiety przed zakażeniem HPV (najsensowniejsze zaszczepienie przed rozpoczęciem życia seksualnego), stanowi ona równocześnie ochronę przed rakiem szyjki macicy. W Polsce jest to jednakże szczepienie zalecane i niestety kosztowne, a tak istotne ze społecznego i ekonomicznego punktu widzenia. Czy w takich okolicznościach da się skutecznie przeciwstawiać ruchom antyszczepionkowym, które wbrew osiągnięciom nauki i medycyny oraz zdrowemu rozsądkowi negują zasadność tej formy ochrony przed chorobami zakaźnymi?

Szczepienia a grypa

Weszliśmy w sezon jesienno-zimowy, czyli okres zalecanych szczepień przeciw grypie. Od lat utrzymuje się w Polsce niezrozumiale niski odsetek szczepiących się przeciwko tej chorobie, nawet wśród pracowników ochrony zdrowia. W dyskusjach pojawiają się różne obawy i wątpliwości związane z krótkim okresem odporności, koniecznością szczepienia się co roku oraz brakiem mierzalności stuprocentowej skuteczności szczepionki. Wiąże się to z niezwykłą zdolnością wirusa do modyfikacji swojego materiału genetycznego, i co gorsza, do tworzenia tzw. wirusów hybrydowych, powstających w wyniku zespolenia genomów wirusa zwierzęcego z ludzkim. To stwarza zagrożenie pandemią. Może się też zdarzyć i tak, że antygeny zastosowane w szczepionce, wyprodukowanej na dany sezon, nie są w dostatecznym stopniu zgodne z tymi izolowanymi od osób, u których w tym właśnie okresie wystąpiło zachorowanie. Tak było np. ze szczepionką przygotowaną na sezon 2014/2015, o czym donosiło już w grudniu ubiegłego roku Centrum Zwalczania i Zapobiegania Chorobom w USA (CDC). Mimo to szczepienia przeciwko grypie były rekomendowane. Dlaczego? Niezorientowani powiedzą oczywiście bez wahania, że jest to wynikiem mocnego lobby firm farmaceutycznych produkujących te szczepionki. Otóż nie, szczepionka obejmująca nawet tylko w części genom zmodyfikowanego wirusa wciąż stanowi ochronę przed chorobą zakaźną – łagodzi objawy i przebieg choroby dzięki „częściowej” kontroli zakażenia przez układ odpornościowy uwrażliwiony przebytym szczepieniem.

Wolność wyboru a bezpieczeństwo

Czy obywatel powinien mieć prawo wyboru? Zgodnie z art. 68 ust. 4 Konstytucji RP władze publiczne są zobowiązane do zwalczania chorób epidemiologicznych i zapobiegania negatywnym dla zdrowia skutkom degradacji środowiska. Z kolei Ustawa z dnia 05.12.2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi (Dz. U. 2008 nr 234, poz. 1570) w art. 1 określa zasady, tryb zapobiegania oraz zwalczania ww. zagrożeń, co odnosi się również do rozpoznawania, monitorowania sytuacji epidemiologicznej, podejmowania działań przeciwepidemicznych, zapobiegawczych i unieszkodliwienia źródeł zakażenia. Chodzi o „przecięcie” dróg szerzenia się zakażeń i chorób zakaźnych oraz uodpornienia osób podatnych na zakażenia. Ustawa ta określa również zadania organów administracji publicznej w zakresie zapobiegania oraz zwalczania zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, a także uprawnienia i obowiązki świadczeniodawców oraz osób przebywających na terytorium RP w wyżej wymienionym zakresie. Rozdział 4 art. 17 ww. ustawy mówi o obowiązkach, warunkach i zasadach poddawania się szczepieniom ochronnym. Na ten zapis powołał się w marcu br. Marek Posobkiewicz – Główny Inspektor Sanitarny, który na antenie TVN24 stwierdził, że szczepienie dzieci przeciw chorobom zakaźnym to obowiązek ustawowy, z czym nie godzą się środowiska antyszczepionkowe. Oczywiście nie zapomniał o przeciwskazaniach zdrowotnych uniemożliwiających zaszczepienie dziecka we właściwym terminie i o wskazaniach medycznych do odroczenia szczepienia przy spełnieniu stosownych warunków.

Na ten temat wypowiedział się też Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z dnia 01.08.2013 r. (III OSK745/12). Uwagi do niego zgłosiła prof. dr hab. Maria Boratyńska. Powołując się na art. 95 § 3 k.r.o. stwierdziła między innymi, że poddanie dziecka szczepieniom obowiązkowym nie jest przedmiotem swobodnego uznania rodziców. Władza rodzicielska nie daje pola do wolnego wyboru, winna być sprawowana tak, by priorytetem były dobro dziecka i interes społeczny.

Doświadczenie lekarskie uczy, że nie ma ani „banalnych” chorób zakaźnych, których przebieg nie mógłby się powikłać, ani szczepionek niewywołujących niepożądanych efektów poszczepiennych. Codzienne praktykowanie medycyny dowodzi też, że gdyby nie szczepienia wprowadzone przed ponad 170 laty ludzkość świata zostałaby zdziesiątkowana przez epidemie oraz pandemie chorób zakaźnych, pustoszących nasz glob. W odniesieniu do Polski wystarczy sobie uświadomić, jakie mogłyby być skutki epidemii ospy prawdziwej we Wrocławiu w 1963 r., gdyby nie ówczesna prewencja właśnie poprzez szczepienie.

W walce o dobrze rozumiane zdrowie publiczne musimy uczestniczyć wszyscy. Przypomnijmy, że wciąż kilkadziesiąt milionów dzieci na całym świecie nie ma dostępu do podstawowych szczepionek chroniących przed wieloma śmiertelnymi chorobami zakaźnymi, nie wspominając np. o dyfterycie, durze brzusznym czy tężcu. Dlatego przychylamy się do stanowiska wielu ekspertów mówiących o tym, że tylko merytorycznymi argumentami oraz programami zawierającymi rozsądne i racjonalne rozwiązania należy przekonywać społeczeństwo do szczepień i ich dobrodziejstwa, aby nie musieć odwoływać się do zapisu art. 31 ust. 3 Konstytucji dopuszczającego ograniczenie wolności i praw jednostki wobec zagrożenia celu nadrzędnego, jakim jest w tym wypadku bezpieczeństwo epidemiologiczne społeczeństwa.

Tam, gdzie spada odsetek osób zaszczepionych, wracają w populacji groźne choroby zakaźne. Na ogół ich pierwszymi ofiarami stają się osoby nieuodpornione – mówmy o tym naszym pacjentom.

Źródła dodatkowe:

  1. M. Boratyńska, PiM 2013, 3-4, s. 68-88
  2. W. Gut, http://infekcje.mp.pl/wiadomości, 11.09.2015
  3. A. Wroczyńska, R. Szymczak, Medycyna Praktyczna 2013, 7-8, s. 104-108
  4. www.radiomerkury.pl/informacje/pozostale/szczepic, 07.09.2015
  5. www.tvn24.pl/wiadomości-ze-swiata2/gwinea-i-mali, 07.09.2015
  6. www.tvn24.pl/wiadomości-z-kraju-3/szeg-glownego-inspektor, 09.09.2015

Andrzej Gładysz – emerytowany profesor UM we Wrocławiu,

Marta Rorat – asystent w Zakładzie Prawa Medycznego Katedry Medycyny Sądowej UM we Wrocławiu,

Weronika Rymer – Katedra i Klinika Chorób Zakaźnych, Chorób Wątroby i Nabytych Niedoborów Odpornościowych UM we Wrocławiu,

Elwira Marszałkowska-Krześ – Wydział Prawa, Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego.

 

Zaloguj się aby komentować.