logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 18 gości 
Szczepienia ochronne – fakty i mity - Etyczne aspekty szczepień obowiązkowych Drukuj
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

„Niestety, ze względu bodaj na to, że szczepienia ochronne mają charakter nakazu administracyjnego (pośredniego przymusu), personel medyczny traktuje nierzadko szczepienie jako kwestię techniczną, nie podejmując rozmowy z rodzicami na temat zasadności szczepień, korzyści dla dziecka i otoczenia, potencjalnej szkody związanej z powikłaniami po przebytej chorobie: albo przyjmuje szczepienia jako oczywistość, albo stara się uniknąć sytuacji wzbudzenia lęku u rodziców. Nakaz administracyjny poddania się szczepieniom nie zwalnia jednak lekarza z obowiązku poinformowania o podawanym leku”.

Etyczne aspekty szczepień obowiązkowych

Niechęć do szczepień obowiązkowych

W społeczeństwie pluralizmu ideologicznego mamy do czynienia z sytuacją swoistego „przemieszczania się” racjonalności i zaufania. Wynika to bodaj z wielu ośrodków eksperckich oraz praktyk zaspokajających nasze potrzeby. Toteż, im silniej racjonalizujemy naszą codzienność, a przede wszystkim troskę o siebie, tym bardziej opierać się musimy na zaufaniu: choćby w lekarza, w farmaceutę, w producenta leków, w wyniki badań naukowych itd. Paradoksalnie, im większa pojawia się potrzeba zaufania, tym dotkliwiej odczuwamy jego brak.

Proces indywidualizacji uposaża nas nie tylko w bogactwo światopoglądowe i różnorodność scenariuszy życiowych, ale przede wszystkim w narzędzia decydowania o sobie. „Weź zdrowie w swoje ręce” – oznacza: decyduj o sobie, dokonuj wyborów w oparciu o własne przekonania, wartości i cele egzystencjalne, ponieważ jesteś podmiotem autonomicznym. Trudno zatem dziwić się, że pojawia się u styku niektórych dziedzin medycyny i postaw społecznych wola okazywania nieufności w zalecane środki lecznicze czy zapobiegawcze, a nawet manifestowany jest opór wobec nich. Nie można jednak podzielić przekonania głoszącego, że oto nastąpił jakiś „kryzys zaufania” w sytuacji, w której tak gorąco ufamy w skuteczność medycyny, iż „medykalizujemy” własne codzienne życie.

Niechęć do szczepień ochronnych nie jest zatem niczym zadziwiającym. Jest normalnością naszej współczesnej kultury: im bardziej niknie zagrożenie poważnych skutków chorób zakaźnych, tym mniej się ich lękamy i tym mniej ufamy w potrzebę szczepień ochronnych. Z tą niechęcią do szczepień należy się więc oswoić, tym bardziej, że w jaskrawej postaci – jako uchylanie się od szczepień obowiązkowych – występuje nieznacznie, choć w tendencji – niepokojąco. To ok. 12 tys. osób rocznie (2014, choć w 2010 to tylko 2,5 tys.), co nie wpływa na stan zdrowia publicznego. Tendencja wzrostu niechęci raczej sygnalizuje nieobecność trafnej i wiarygodnej polityki zdrowotnej, a także brak społecznej debaty, która byłaby przekonywująca dla obywateli. Nie chodzi bowiem o to, aby przekonać ekspertów medycznych i urzędników do uznania zasadności szczepień obowiązkowych, ale o to, aby oni mądrze i z szacunkiem mieli zdolność przekonania obywateli do poddania się temu zabiegowi medycznemu.

Aczkolwiek istnieją poważne wątpliwości, czy taka polityka i taka debata jest możliwa, jeśli matrycą dyskusji są dziennikarskie programy telewizyjne, w których nie racje są ważne, ale atrakcyjność ich konfliktu. Po to jednak obdarzamy przywilejem utrzymania polityków i ich rodzin, aby wydumali, jak istotne debaty społeczne inicjować.

Z danych Głównego Inspektoratu Sanitarnego trudno wywnioskować jakiekolwiek zagrożenie chorobami zakaźnymi, które wynikałyby z uchylenia się od tych szczepień: w istotnym wymiarze maleje (2014) zapadalność na różyczkę (o ponad sześciokrotnie mniej w stosunku do 2013), nieznacznie mniej na gruźlicę, tężec, tyleż samo więcej na ospę wietrzną, świnkę i nieco więcej na odrę, znacznie więcej na wirusowe zapalenie wątroby typu B. Można wysnuć wniosek, że odporność populacji rośnie, względnie jest stała, co zawdzięczamy właśnie szczepieniom ochronnym. Warto jednak odnotować, że wzrost zachorowalności na odrę miał miejsce w Wielkopolsce i Mazowieckiem, a więc w regionach (wraz ze Śląskiem), w których równocześnie zarejestrowano najwięcej uchyleń od nakazanych administracyjnie szczepień, choć wzrost ów odnotowano najwięcej u osób niezaszczepionych należących do mniejszości etnicznych.

Główne powody, które były przyczyną uchylania się, zgodnie z danymi GIS, są dwa: po pierwsze, wpływ ruchów antyszczepionkowych; po drugie, wpływ tzw. medycyny alternatywnej, choć tzw. innych przyczyn było najwięcej. Upowszechnia się bowiem pogląd, że ze względu na ryzyko wystąpienia odczynów poszczepiennych (jako rezultatu działania samej szczepionki bądź nieprawidłowego jej podania) lepiej jest przechorować niż zaszczepić się przed chorobą. Ruchy antyszczepionkowe przemawiają do wyobraźni potocznej i wzbudzają obawy u rodziców, których troska o własne dzieci i niepokój związany z możliwym ryzykiem szczepień zawsze powinny być poważnie traktowane. Niestety, ze względu bodaj na to, że szczepienia ochronne mają charakter nakazu administracyjnego (pośredniego przymusu), personel medyczny traktuje nierzadko szczepienie jako kwestię techniczną, nie podejmując rozmowy z rodzicami na temat zasadności szczepień, korzyści dla dziecka i otoczenia, potencjalnej szkody związanej z powikłaniami po przebytej chorobie: albo przyjmuje szczepienia jako oczywistość, albo stara się uniknąć sytuacji wzbudzenia lęku u rodziców. Nakaz administracyjny poddania się szczepieniom nie zwalnia jednak lekarza z obowiązku poinformowania o podawanym leku.

Te, jak i wiele innych przyczyn (np. brak zaufania do państwa, obciążenia wynikające z kolejek w przychodniach etc.), osłabiają zaufanie do profilaktyki szczepiennej. Ale istnieje nie tylko opozycja zaufanie – jego brak; również ma miejsce sytuacja zaufania usprawiedliwiającego brak innego typu zaufania. Rodzice bowiem są przekonani, że nawet wtedy, gdy z powodu niezaszczepienia choroba zagrozi zdrowiu lub życiu dziecka, służba zdrowia upora się z problemami zdrowotnymi stąd wynikłymi.

Nowe szczepienia obowiązkowe

Następuje wzrost zakażeń jelitowych bakteryjnych, biegunek, przypadków zachorowań na inwazyjną chorobę pneumokokową, spadek zaś zachorowań na inwazyjną chorobę meningokokową. Odnotowano również spadek zachorowalności na raka szyjki macicy, za którą odpowiedzialny jest wirus HPV, choć w porównaniu z innymi krajami zachorowalność (ok. 3 tys. rocznie) i śmiertelność (ok. 2 tys.) są kilkakrotnie większe. Czy to jednak wystarczający powód, aby uchylić dobrowolność szczepień (tj. ograniczyć autonomię i prywatność), jak uczyniła to ustawa podpisana przez prezydenta RP, poprzez wprowadzenie obowiązkowego szczepienia przeciw HPV, pneumokokom i meningokokom? Jakie są koszty tej profilaktyki?; jaka skuteczność w porównaniu z innymi programami?; jakie koszty leczenia chorych, którzy zapadli na te choroby?; jakie są potencjalne zagrożenia dla zdrowych w kontakcie z chorymi? – i tym podobne pytania nie padły wraz z odpowiedziami na nie w debacie publicznej. Brak takiej debaty, swoista niewrażliwość etyczna jest przysłowiową wodą na młyn ruchów antyszczepionkowych.

Tu nie chodzi wyłącznie o mniej lub bardziej przekonywujące liczby czy zdrowie, indywidualne bądź społeczne, ale także o autonomię pacjenta oraz uzasadnienie jej ograniczenia. Paternalizm lekarski nie może być zastąpiony przez paternalizm instytucji. Autonomia pacjenta jest bowiem ochroną jego zdolności do decydowania o sobie, czyli gwarantuje mu możliwość odmówienia poddania się niechcianym zabiegom medycznym, w tym zabiegom ratującym życie. Choć szczepienie obowiązkowe nie jest leczeniem – co najwyżej chroni przed (większym, mniejszym lub minimalnym) ryzykiem zachorowania, to jest zabiegiem medycznym (wymagającym badań diagnostycznych, iniekcji, udokumentowania; wywołującym lęk i ból, zakładającym powtórną wizytę w przychodni). Wkroczenie w tę sferę autonomii i prywatności zawsze musi być uzasadnione, dlatego etyka szczepień jest potrzebna jako podstawa debaty.

Etyka szczepień

Problem etyczny szczepień obowiązkowych dotyczy więc uzasadnienia nakazu administracyjnego, ograniczającego autonomię decyzyjną, przede wszystkim rodziców. Uzasadnienie tego ograniczenia jest w kontekście szacunku dla autonomii pacjenta poważnym problemem etycznym. Jeśli więc argumentacja etyczna opowiada się za obowiązkowymi szczepieniami zapobiegającymi wystąpieniu potencjalnie poważnej szkody (konsekwencje zdrowotne infekcji), to jednocześnie powinna wskazywać jednoznacznie na jasne kryteria (racje), którymi się powinniśmy kierować, dopuszczając te ograniczenia.

Można odwołać się do zasady całościowości, która zakłada dwie istotne racje: „Po pierwsze, uznanie wyższości dobra indywidualnego prowadziłoby do naruszenia dobra innych ludzi i całości społecznej. Po drugie, dobro wspólne w całości powinno służyć jej członkom i w tym znaczeniu jest ostatecznie podporządkowane indywidualnemu dobru osoby ludzkiej” (K. Szewczyk, „Bioetyka”). Nabywana dzięki szczepieniom obowiązkowym odporność jednostki jest korzyścią podwójną: zapobiega chorobom jednostki i podnosi odporność populacji, w ten sposób również chroniąc jednostkę przed chorobą, także osobę niezaszczepioną, ponieważ maleje prawdopodobieństwo kontaktu z chorym zakaźnie. Jeśli więc możemy zapobiegać poważnym skutkom chorób (nietrywialna szkoda, tj. zagrażająca poważnie zdrowiu lub życiu innych) poprzez szczepienia obowiązkowe potencjalnego źródła chorób zakaźnych (zapobieganie wyrządzenia krzywdy innym), to przy moralnej powinności nieszkodzenia innym, jesteśmy moralnie zobowiązani do poddania się szczepieniom.

Argumentacja etyczna powinna towarzyszyć tak dyskusji nad szczepieniami, obowiązkowymi i dobrowolnymi, jak i istniejącym bądź proponowanym programom szczepień. Verweij i Dawson („Ethical principles for collective immunisation programmes“) podają siedem etycznych zasad, jakie spełniać mają programy grupowych szczepień: po pierwsze, programy szczepień powinny być ukierunkowane na poważne choroby, będące problemem zdrowia publicznego; po drugie, każda szczepionka oraz sam program w całości muszą być skuteczne i bezpieczne (np. wyższe standardy bezpieczeństwa szczepionek w porównaniu do innych farmaceutyków); po trzecie, obciążenia czy niedogodności powinny być minimalizowane (np. lęk, ból podczas szczepienia, ilość wkłuć); po czwarte, programy szczepień w kontekście obciążeń i korzyści powinny być porównywane z innymi wariantami prewencji (także ich koszt); po piąte, programy szczepień powinny uwzględniać sprawiedliwy podział obciążeń i korzyści; po szóste, udział w programach szczepień powinien być dobrowolny, chyba że jedynie obowiązkowe szczepienia zapobiegają konkretnej i poważnej szkodzie; po siódme, społeczne zaufanie do programów szczepień powinno być chronione.

Można mieć uzasadnione wątpliwości, czy wszystkie obowiązkowe szczepienia spełniają kryteria wyrażone w tych zasadach, głównie w czwartej i szóstej. Proponując zatem szczepienia obowiązkowe powinno się uzyskać społeczną aprobatę. To podstawowe prawo obywatelskie, także w kontekście dostępu do informacji i wiedzy, jaką dysponują eksperci medyczni. Bez uszanowania tego prawa trudno domagać się racjonalności i zaufania.

Dr hab. Jarosław Barański
Etyk, filozof, kierownik Zakładu Humanistycznych Nauk Lekarskich Uniwersytetu Medycznego im. Piastów Śląskich we Wrocławiu

 

Zaloguj się aby komentować.