logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 57 gości 
System ochrony zdrowia pod lupą - Zanim podejdziemy do urny wyborczej Drukuj
Ocena użytkowników: / 1
SłabyŚwietny 

Zanim podejdziemy do urny wyborczej

Za pasem wybory parlamentarne. Wygląda na to, że mogą one zatrząść naszą sceną polityczną. Alternatywa jest dość prosta: albo utrzymanie status quo, albo istotna zmiana na parę dobrych lat, której skutków nie jesteśmy jednak w stanie dzisiaj przewidzieć.

Maciej Biardzki Lekarz, menadżer ochrony zdrowia, publicysta. Obecnie prezes Zarządu Milickiego Centrum Medycznego sp. z o.o. (Fot. z archiwum autora)Istotą demokracji jest wybór przedstawicieli, którzy mają realizować nasze wyobrażenia polityczne, gospodarcze czy światopoglądowe. Nawet w naszym kalekim modelu, gdzie wybór ten z wielu względów jest mocno ograniczony, decydujemy się na głosowanie na przedstawicieli tych partii, z którymi, mówiąc kolokwialnie, „najbardziej nam po drodze”. Może więc warto przypomnieć sobie, co takiego zrobiły i co planują zrobić dla systemu opieki zdrowotnej największe ugrupowania polityczne. Ponieważ objętość artykułu siłą rzeczy jest ograniczona, przypomnijmy największe dokonania i plany Platformy Obywatelskiej oraz Prawa i Sprawiedliwości. Pozostałe partie, jeżeli wejdą do sejmu, będą co najwyżej koalicjantami jednego z wcześniej wymienionych ugrupowań. Na marginesie przypomnę tylko ewentualnym stronnikom lewicy, kto zlikwidował Kasy Chorych i w zamian uszczęśliwił nas Narodowym Funduszem Zdrowia.

Nadzieja sprzed ośmiu lat

Zaczynając jednak od pierwszej partii – Platformy Obywatelskiej. Rządziła naszym krajem wspólnie z PSL osiem lat. W czasie tych rządów była i absorbcja olbrzymich środków z UE, i ogólnoświatowy kryzys finansowy. Mamy po tych ośmiu latach nowe drogi szybkiego ruchu, wspaniałe stadiony czy ponoć 1700 orlików, ale też głębokie zadłużenie Państwa, które będą spłacać jeszcze nasze wnuki. Co jednak dzięki ich rządom mają pacjenci i pracownicy systemu?

Platforma rozpoczynała swoje rządy z wielkim przytupem. Rozbuchana gospodarka po akcesji do UE powodowała, że do budżetu NFZ spływały znacznie większe środki niż zakładano. Kto pamięta jeszcze, jak w latach 2008-2009 plany finansowe NFZ były zwiększane kilkakrotnie w ciągu roku? W styczniu 2008 roku zwołano „biały szczyt”, na którym wspólnie ze środowiskiem chciano wypracować projekt poprawy systemu. Ale już wtedy pojawił się pierwszy zgrzyt. Projekty rządowe zostały odrzucone przez stronę społeczną, zaś rekomendacje społeczne przez stronę rządową. Jedynym konkretem szczytu była niedotrzymana później przez Donalda Tuska obietnica podwyższenia składki zdrowotnej do 10 proc. od 1 stycznia 2010 r. I od tego czasu rozpoczął się okres braku jakiegokolwiek realnego dialogu społecznego przy wprowadzaniu nowych projektów rządowych, który osiągnął apogeum, gdy ministrem zdrowia był Bartosz Arłukowicz. Warto o tym pamiętać, pomimo intensywnych prób naprawy tego fatalnego zachowania rządzących przez ministra Mariana Zembalę.

Wstępne propozycje PO były dość ambitne i rzeczywiście „systemowe”: wprowadzenie dodatkowych ubezpieczeń czy podział NFZ na konkurujące ze sobą fundusze. Nigdy jednak nie zostały one przedstawione w sejmie, co tłumaczono obstrukcją ze strony prezydenta Lecha Kaczyńskiego, bądź nieco sobie żartując – awarią sejmowej kserokopiarki. W międzyczasie rozpoczął się kryzys finansowy, spadła ściągalność składki zdrowotnej i tłuste czasy dla systemu opieki zdrowotnej się skończyły. Platforma zmieniła narrację i zamiast mówić o reformach strukturalnych, zaczęła przekonywać wszystkich o konieczności „uszczelniania systemu”.

I tak przez kilka lat nie zrobiono nic zgoła, aby zwiększyć finansowanie sektora, za to zrobiono kilka reform pozornych, takich jak stworzenie koszyka świadczeń gwarantowanych, który zawierał 99,9 proc. wszystkich do tego czasu realizowanych. Wprowadzono też szereg rozwiązań mających prowadzić nie tyle do oszczędności, ale raczej do zmniejszenia zagrożenia Państwa koniecznością wspierania systemu. Bo czymże innym było wprowadzenie ustawy o działalności leczniczej przerzucającej odpowiedzialność finansową za wyniki finansowe szpitali i przychodni na ich organy tworzące. Państwo zredukowało swoją odpowiedzialność do szpitali resortowych, instytutów i pośrednio szpitali klinicznych, pozostawiając resztę województwom i powiatom. O ile województwa miały możliwości wspierania swoich szpitali, to powiatom już pieniędzy na to zaczęło brakować, zwłaszcza wobec coraz gorszego finansowania usług przez NFZ. Stąd tragiczna sytuacja wielu szpitali powiatowych i coraz częstsze próby pozbywania się ich przez właścicieli. A z prywatyzacją choćby na Dolnym Śląsku różnie bywało. Szpitale z sieci EMC radzą sobie jakoś, ale szpitale PCZ zostały bezceremonialnie zamknięte w całości lub w części, pozostawiając na lodzie mieszkańców dwóch powiatów.

Podobną reformą, odciążającą Państwo, było wprowadzenie ustawy refundacyjnej, która zmniejszyła obciążenie NFZ kosztami refundacji leków, ale za to zwiększyła obciążenie pacjentów dopłatami do leków, zaś na lekarzy zrzuciła odpowiedzialność za prawidłową ich refundację przy skomplikowanych i wciąż zmienianych listach refundacyjnych.

Można przypomnieć reformy wprowadzone, ale ze wciąż wydłużanym vacatio legis, taką jak ustawa o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, która wprowadzała ubezpieczenie od tzw. zdarzeń medycznych. Ustawa wzorowana była na modelu skandynawskim, który pochylając się nad pacjentem, pozwala mu skrócić ścieżkę do dochodzenia swoich szkód. Zupełnie jednak zapomniała o tym, że w Skandynawii roszczenia pokrywa fundusz utrzymywany przez Państwo, zaś u nas roszczenia miały pokrywać podmioty lecznicze, będąc przymuszanymi do zawarcia umowy ubezpieczenia. Na zmonopolizowanym rynku stawki ubezpieczenia okazały się horrendalnie wysokie, dodatkowo drenując system, więc zamiast znowelizować ustawę, zaczęto przesuwać termin jej wprowadzenia, ostatnio po raz kolejny przesuwając go na 1 stycznia 2017 roku.

Co wprowadzono w okresie rządów PO-PSL dobrego dla systemu? Myślę, że nie tylko mnie trudno jest cokolwiek znaleźć, bo nawet w założeniu słuszny pakiet onkologiczny okazał się w realizacji biurokratycznym potworkiem. Zwłaszcza że trzeba jeszcze zacząć wyliczać grzechy zaniechania, czyli tematy przez rządzących niepodejmowane. Najważniejszym jest niedostrzeganie pogłębiania się deficytów – finansowych i kadrowych. Od ponad dwóch lat, po zakończeniu programów pomocowych, znowu stopniowo pogłębia się zadłużenie publicznych podmiotów leczniczych. Narasta niedobór lekarzy i pielęgniarek. Wobec niskiego finansowania sektora, a co za tym idzie niskich płac, coraz więcej zatrudnionych emigruje, porzuca pracę w zawodzie albo – co najgorsze – po zakończeniu szkół pracy w ogóle nie podejmuje, co dotyczy wielu absolwentek studiów pielęgniarskich. I to jest najbardziej niepokojący spadek po ośmioletnich rządach koalicji PO-PSL, którą to żabę albo sami będą musieli zjeść, albo spadnie to na głowy następców. Zwłaszcza że uzupełnianie tych niedoborów będzie wymagać znacznych nakładów finansowych i przede wszystkim sporo czasu związanego z cyklem kształcenia profesjonalistów medycznych.

Spójrzmy jednak, co Platforma Obywatelska proponuje nam w swoim programie wyborczym na kolejne cztery lata. Program, który pojawił się po konwencji programowej w połowie września, można znaleźć na stronie internetowej ugrupowania. Nosi on dumną nazwę „Polska przyszłości”, ale jest znacznie bardziej ubogi niż wcześniejsze programy z lat 2005, 2007 i 2011. Ale może to i dobrze, bo w razie zwycięstwa będzie mniej rozczarowanych w przyszłości. Przypomina on o chęci wprowadzenia ubezpieczeń dodatkowych, ale już ani słowem nie wspomina o jakichkolwiek przekształceniach NFZ, w tym jego podziale. Mówi o potrzebie wzmożenia działań w dziedzinie profilaktyki i opieki senioralnej, ale wszelkie obietnice zwiększenia zasobów systemu wiąże z sytuacją finansów publicznych. Dochodzą do tego rzeczy ważne, lecz nie generalne, takie jak np. bilans seniora. Reszta to, upraszczając, pobożne życzenia, jak np. obietnice upowszechnienia telemedycyny we wszystkich zakresach, choć obecnie na przykład opis teleradiologiczny jest uznawany przez NFZ za łamanie warunków umowy, bo szpitale muszą zatrudniać radiologów, ponieważ tak brzmią rozporządzenia ministerstwa zdrowia, których nikt nie próbuje zmieniać.

Podsumowując – nie ma za co dziękować rządzącym od ośmiu lat i trzeba być wielkim optymistą, aby liczyć na to, że w kolejnych latach doprowadzą oni do korzystnego przełomu.

Powracający animatorzy IV RP

Za dążącą do władzy prawicą ciągnie się stale podgrzewany przez mainstreamowe media temat ich rządów z lat 2005-2007. Nie jestem publicystą politycznym, więc nie mam zamiaru tego komentować, lecz przypomnieć tylko, podobnie jak w przypadku PO, co zrobił PiS dla systemu, kiedy rządził przed ponad 8 laty i co proponuje na przyszłość.

Rządy PiS w ochronie zdrowia to przede wszystkim osoba nieżyjącego prof. Zbigniewa Religi. Rządził resortem dwa lata, więc nie było to zbyt długo, ale pozostawił po sobie dwa rozwiązania, z których niestety tylko jedno okazało się trwałe. Pierwsze – trwałe – to ustawa o ratownictwie medycznym. Trudny kompromis, który podzielił ratownictwo medyczne na część przedszpitalną i szpitalną. Ta przedszpitalna zaczęła być finansowana przez Państwo i do tej pory jest to jeden z nielicznych rentownych, a na dodatek w miarę sprawnych elementów systemu opieki zdrowotnej w Polsce. Niestety, ustawa nie objęła finansowaniem państwowym części szpitalnej systemu, tzn. SOR-ów i izb przyjęć, i tam właśnie znajduje się segment najbardziej dołujący finansowo i funkcjonalnie, czego pomimo wielu prób nie naprawiono skutecznie do tej pory. Drugie rozwiązanie, które nie przetrwało próby czasu, to obciążenie instytucji ubezpieczeniowych kosztami leczenia osób poszkodowanych w wypadkach komunikacyjnych. Pomysł ten ostro atakowany przez ubezpieczycieli przyniósł do systemu w latach 2007-2008 po ok. 800 mln zł rocznie, ale został skasowany na wniosek kolejnego ministra zdrowia, czyli Ewy Kopacz. Przypomnę tylko, że ani wprowadzenie „podatku Religi” nie spowodowało wzrostu cen ubezpieczeń OC, ani jego skasowanie nie doprowadziło do ich spadku. Niech to wystarczy za komentarz. Do myśli prof. Religi należy też tworzenie map potrzeb zdrowotnych i sieci podmiotów leczniczych, do których po kilku latach powrócili ci sami, którzy wcześniej Profesora krytykowali i wymachiwali ideą pełnego urynkowienia usług zdrowotnych.

Większym problemem jest ocena zamierzeń PiS na kolejne lata. Także i tutaj trzeba sięgnąć do dokumentów źródłowych na stronie internetowej ugrupowania. Sam program PiS, także dotyczący ochrony zdrowia, powstał już w roku 2014 i w niewielkim stopniu był modyfikowany w lipcu 2015 roku w trakcie konferencji programowej tej partii. Problemem jest to, że w zasadzie trudno odczytać, na czym będzie polegać postulowana przez PiS zmiana. Finansowanie budżetowe jest nie do końca zrozumiałe, bo np. program mówi o uprawnionych do świadczeń (czyli płacących składkę zdrowotną?). Trudno powiedzieć, jak PiS rozumie ideę sieci podmiotów leczniczych, skoro pisze o konieczności przeprowadzania przez wojewodę konkursów. Sama likwidacja NFZ i przeniesienie tych samych (?) zadań do urzędów wojewódzkich pachnie jedynie zmianą pieczątek i utrzymaniem status quo. Jednocześnie program ten jasno mówi o konieczności wzięcia odpowiedzialności przez Państwo za organizację systemu opieki zdrowotnej. Jeżeli to spowoduje, że regulatorem systemu będą obiektywne potrzeby zdrowotne społeczności, a nie prymitywny rynek, to można mieć nadzieję, że zmieni się na korzyść i samo rozmieszczenie podmiotów leczniczych i wysokość ich kontraktów. Oczywiście, jeżeli ten idealistyczny system zadziała.

Program PiS zawiera też inne elementy: nieśmiertelną konieczność skrócenia kolejek, odbiurokratyzowanie pracy lekarzy, upaństwowienie systemu ratownictwa medycznego, obniżenie dla pacjentów cen leków refundowanych, zwiększenie liczby kształconych profesjonalistów medycznych.

Niestety wszystkie te elementy są opisane w krótkich żołnierskich słowach, więc nie do końca wiadomo, w jaki sposób partia chce te cele osiągnąć. Pocieszające jest tylko to, że na ostatnim Forum Ekonomicznym w Krynicy Tomasz Latos, potencjalny przyszły minister zdrowia, jasno powiedział, że niezbędnym jest zwiększenie finansowania systemu, bo bez tego wszystkie pomysły są funta kłaków niewarte.

Konwergencja

Życie uwielbia wszelkie postaci qui pro quo, w których nikt już nie wie, kto jest kim i kto czego chce. W ostatnim czasie zaczęły się splatać zarówno programy obu zażarcie zwalczających się partii, jak i ich doświadczenia z reakcjami środowiska medycznego. Ostro oczy przecierałem, kiedy usłyszałem z ust Ewy Kopacz o likwidacji składki zdrowotnej poprzez wprowadzenie zunifikowanego podatku zawierającego podatek dochodowy oraz składki na ubezpieczenie zdrowotne i społeczne. Według tej propozycji ekwiwalent płatności składki do NFZ ma wziąć na siebie budżet Państwa, czyli mamy wprowadzić w Polsce finansowanie budżetowe. Dalibóg czym, jeżeli chodzi o źródła finansowania, ma się to różnić od wyszydzanej wcześniej propozycji PiS – nie wiem. Chyba tylko tym, że zmienimy sposób finansowania, ale zostawimy znienawidzony NFZ. Czy będzie to uznane przez wyborców za postęp? Śmiem wątpić.

Drugim elementem konwergencji jest spór z pielęgniarkami. Trudno powiedzieć, kiedy konflikt był bardziej ostry. Czy za czasów rządów PiS, w czasie „białego miasteczka” i okupacji pomieszczeń kancelarii premiera, czy teraz. I wtedy, i dzisiaj opozycja kokietowała i kokietuje protestujące pielęgniarki. Różnica polega głównie na tym, że sam problem stał się po ośmiu latach bardziej wyrazisty. Ani PO, ani PiS nie mogą liczyć na to, że rozejdzie się on po kościach do następnych wyborów. Wtedy pielęgniarek będzie o kolejne kilkadziesiąt tysięcy mniej, ale to wszyscy inni będą mieli jeszcze większy i już prawdopodobnie nierozwiązywalny problem.

Wreszcie ostatni przykład. Synonimem wrogości PiS wobec środowiska medycznego, obok Zbigniewa Ziobry, był Ludwik Dorn wysyłający lekarzy „w kamasze”. No i patrzcie Państwo, teraz właściciel Saby został jedną z twarzy PO.

Wybory za parę tygodni – niech każdy decyduje sam. Moja rada – lepiej pomyśleć, niż na złość babci odmrażać sobie uszy.

Maciej Biardzki

 

Zaloguj się aby komentować.