logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 88 gości 
Granice samodzielności. Dylematy lekarzy rezydentów - Co z tym szkoleniem specjalizacyjnym? – okiem rezydenta Drukuj
Ocena użytkowników: / 2
SłabyŚwietny 

Co z tym szkoleniem specjalizacyjnym?
– okiem rezydenta

Lek. Przemysław Janusz Autor jest przewodniczącym Komisji Młodych Lekarzy DRL, lekarzem rezydentem w Samodzielnym Publicznym Szpitalu Klinicznym nr 1 we Wrocławiu.Głównym problemem wpływającym na jakość szkolenia specjalizacyjnego jest, moim zdaniem, coraz rzadziej już spotykana relacja mistrz – uczeń między kierownikiem specjalizacji a rezydentem. Często zdarza się, że kierownik specjalizacji pracuje na innym odcinku oddziału, co w oczywisty sposób uniemożliwia właściwą współpracę oraz nadzór nad szkoleniem specjalizacyjnym. Wynika to zarówno z błędów organizacyjnych jak również, co przyznaję z przykrością, braku zainteresowania niektórych kierowników specjalizacji swoimi podopiecznymi. W opinii wielu moich koleżanek i kolegów zaangażowanie w proces szkolenia młodych lekarzy jest obecnie znikome, a przyczyny tego zjawiska są doskonale widoczne. Niewystarczająca liczba specjalistów, w każdej właściwie dziedzinie medycyny, prowadzi do nadmiernego obciążenia lekarzy pracą na oddziałach. Przymus ekonomiczny zmuszający dyrektorów do maksymalnych oszczędności (co prowadzi do zatrudniania tak małej liczby specjalistów jak to tylko możliwe) oraz konieczność pracy dodatkowej popołudniami w gabinetach sprawia, że specjaliści są przepracowani. Nie jest więc niczym zaskakującym, że opieka nad rezydentem, za którą nie przysługuje żadna gratyfikacja, staje się przykrym i niechcianym obowiązkiem. Oczywiście wciąż istnieje grupa lekarzy z pasją angażujących się w szkolenie młodszych kolegów, jednak w obecnym systemie zależy to jedynie od ich dobrej woli. Odnoszę także wrażenie, że ich liczba jest coraz mniejsza. Uważam, że chcąc utrzymać powszechnie wysoką jakość szkolenia specjalizacyjnego, nie możemy polegać jedynie na altruizmie części lekarzy gotowych poświęcać czas rezydentom. Konieczne jest realne spojrzenie na sytuację: uświadomienie zarówno sobie jak i decydentom ochrony zdrowia, że opieka nad młodym lekarzem to ciężka i wymagająca czasu praca, za którą należy się odpowiednie wynagrodzenie. Dalszym krokiem powinno być stworzenie odpowiedniego systemu oceniającego i motywującego kierowników specjalizacji, aby cały proces szkolenia przebiegał na najwyższym poziomie.

Kolejna kwestia, która ostatecznie wpływa negatywnie na jakość szkolenia specjalizacyjnego to zbyt duża ilość staży cząstkowych odbywanych poza jednostką macierzystą oraz nierealna do wykonania ilość procedur medycznych.

Faktem, który potwierdzają chyba wszyscy rezydenci, jest bardzo niska wartość szkoleniowa części staży – wynika to zarówno z braku osoby odpowiedzialnej za opiekę nad młodym lekarzem, jak i trudności z włączeniem niewykwalifikowanego lekarza w prace wysokospecjalistycznego oddziału. Prowadzi to do sytuacji, w której rezydent – stażysta znajduje się na swego rodzaju „ziemi niczyjej”, nikt się nim zbytnio nie interesuje, ani nie ma on jasno zdefiniowanych obowiązków. W efekcie najczęściej jego rolą pozostaje wypisywanie skierowań, wprowadzanie wyników do komputera, prowadzenie pacjentów na badania i tym podobne, nic właściwie niewnoszące do procesu szkolenia czynności.

Odnosząc się do wymaganych do ukończenia szkolenia specjalizacyjnego procedur medycznych należy stwierdzić, że narzucona przez twórców programów specjalizacji ilość jest zdecydowanie zbyt duża i mimo szczerych chęci niemal niemożliwa do wykonania w trakcie szkolenia. Problem ten dotyczy głównie specjalizacji zabiegowych, ale wykonanie 100 proc. planu jest też bardzo trudne w specjalizacjach zachowawczych. W niektóre programy specjalizacji wpisane są także procedury wysokospecjalistyczne, wykonywane niezmiernie rzadko, a niekiedy wyłącznie w nielicznych ośrodkach w kraju. W tej sytuacji można wątpić, że każdy z lekarzy kończących szkolenie specjalizacyjne wykonał naprawdę wszystkie nakazane programem procedury.

Rozwiązania wyżej opisanych kwestii upatruję w poprawie i urealnieniu programów specjalizacji. Należałoby sprawdzić, jakie są rzeczywiste możliwości wykonania przez rezydentów określonych procedur i dostosować do tego ich obowiązkową ilość. Według mnie należy również pochylić się nad ilością staży odbywanych poza jednostką macierzystą, dążąc do ograniczenia ich do naprawdę niezbędnych. W opinii wielu znanych mi rezydentów są one głównie stratą czasu, który mógłby być przeznaczony na bardziej wartościowe szkolenie pod okiem własnego kierownika specjalizacji. Należy też zauważyć, że w niektórych specjalizacjach czas spędzany (nie tylko moim zdaniem w znacznym stopniu marnowany) poza swoim miejscem pracy zajmuje prawie połowę całego okresu przeznaczonego na szkolenie specjalizacyjne! Szkoda, że tworząc nowe, właśnie zaczynające obowiązywać programy specjalizacji, ich twórcy, zarówno w odniesieniu do staży cząstkowych jak i nakazanych procedur poszli w kierunku wręcz przeciwnym.

Wciąż nierozwiązanym problemem pozostaje zbyt mała liczba miejsc szkoleniowych oraz rezydenckich uniemożliwiająca części lekarzy szkolenie w wymarzonej dziedzinie medycyny. Rozumiejąc oczywiście, że ich liczba chyba nigdy nie będzie na tyle duża, aby zaspokoić potrzeby wszystkich lekarzy, pozostaje mieć nadzieję, że fundusze przeznaczane przez Ministerstwo Zdrowia na ten cel będą mimo wszystko systematycznie wzrastać, a przynajmniej nie ulegną zmniejszeniu.

Uważam ponadto, że warto byłoby rozważyć możliwość wprowadzenia zintegrowanego, ogólnopolskiego systemu kwalifikacji do szkolenia specjalizacyjnego. Panujący obecnie model przypisania miejsc szkoleniowych do konkretnych województw powoduje, że duża część lekarzy w pogoni za wymarzoną specjalizacją zmuszona jest wyjeżdżać na długi czas, w niekiedy bardzo oddalone od ich miejsca zamieszkania części kraju.

Odrębną kwestią, niezwiązaną bezpośrednio z procesem szkolenia, jednak także negatywnie na niego wpływającą oraz utrudniającą codzienne funkcjonowanie, są działania podejmowane przez podmioty nadzorujące zakłady opieki zdrowotnej.

Jednym z nich jest obejmujące coraz więcej oddziałów wprowadzanie równoważnego czasu pracy. Praca rezydenta na 3 zmiany lub w systemie 12-godzinnym uniemożliwia właściwą współpracę z kierownikiem specjalizacji (lekarze po prostu rozmijają się w pracy) oraz znacznie utrudnia samodzielne prowadzanie pacjentów. Stawia to pod dużym znakiem zapytania jakość prowadzonego szkolenia specjalizacyjnego w tych warunkach. Kolejnym problemem jest (zgodnie z opinią MZ – bezprawne) zmuszanie rezydentów do pracy na szpitalnych oddziałach ratunkowych oraz udzielanie konsultacji specjalistycznych. O ile praca na SOR-ach dla lekarzy niektórych specjalności może być przydatna w procesie kształcenia, o tyle większości nie przynosi żadnych korzyści edukacyjnych, a lekarz taki po prostu wykonuje najbardziej niewdzięczną pracę marnując czas, który powinien przeznaczyć na szkolenie.

Rozwiązania tej kwestii można szukać na dwóch polach: z jednej strony dofinansowując ochronę zdrowia, co zmniejszy konieczność poszukiwania oszczędności przez dyrektorów, z drugiej poprzez działania legislacyjne wypełniające luki prawne wykorzystywane przez pracodawców do maksymalnego wyzyskania pracownika, jak i skrupulatne przestrzeganie chroniących lekarza przepisów.

Wciąż aktualnym problemem pozostają także kwestie finansowe. O ile można powiedzieć, że nawet młodzi lekarze nie zarabiają obecnie mało, to należy mocno podkreślić, że odbywa się to kosztem bardzo dużego wkładu pracy i czasu spędzanego na nocnych dyżurach, w przychodniach POZ czy pogotowiu.

Podsumowując, ilość problemów napotykanych w pracy i podczas szkolenia przez rezydentów jest dość pokaźna, a pozwoliłem sobie wymienić tylko te najistotniejsze. Niestety, nic nie wskazuje na rychłą poprawę tej sytuacji. W trakcie 4 lat mojego szkolenia w żadnej z poruszonych wyżej kwestii nie osiągnięto poprawy, co więcej, nasiliły się działania dyrektorów placówek prowadzące do maksymalnego, dopuszczonego granicami prawa, wykorzystania pracy rezydenta bez oglądania się na jakość odbywanego przez niego szkolenia. Nie powinno to jednak budzić dużego zdziwienia: większość omówionych przeze mnie problemów spowodowanych jest niedostateczną ilością pieniędzy, a pogłębiająca się zapaść finansowa ochrony zdrowia sprawia, że ciężko jest patrzeć w przyszłość z optymizmem.

Przemysław Janusz

 

Zaloguj się aby komentować.