List do redakcji - Polska Opieka Zdrowotna umiera! Drukuj
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Dzień dobry, jestem lekarzem Dolnośląskiej Izby Lekarskiej. Chciałem podzielić się z państwem moim komentarzem odnośnie rozpoczynającego się dzisiaj protestu głodowego lekarzy. Piszę to, o czym wszyscy wiemy. Ale może zechcą to państwo udostępnić.

Polska Opieka Zdrowotna umiera!

Dzisiejszy dzień uważam za symboliczny początek agonii polskiego systemu opieki zdrowotnej. Dzień, w którym lekarze rezydenci, wspierani przez swoich starszych kolegów rozpoczynają strajk głodowy.
W cywilizowanym kraju, w którym rząd praktycznie codziennie w telewizji publicznej chwali się szybkim wzrostem gospodarczym, spadkiem zadłużenia, młodzi lekarze zaczynają głodówkę. Od razu widać rażący kontrast. Między tym jak rząd by chciał, żeby było, a jak jest naprawdę.
Systemu opieki zdrowotnej w Polsce nie da się uzdrowić stosując sieci, pakiety, programy rozwojowe i inne dziwne idee,  które tylko mydlą oczy. Jest tylko jedna rzecz, która może go uzdrowić. Ale najpierw zastanówmy się nad najważniejszym. Czego pragną pacjenci?

Pragną szybkiego dostępu do lekarzy, (a nie 4 lat czekania na endokrynologa), w miarę szybko przeprowadzanej diagnostyki ( a nie pół roku czekania na TK) skutecznego i szybkiego leczenia (a nie 10 lat czekania na zabieg endoprotezy).  Kobiety chcą mieć swoją położną w trakcie porodu i znieczulenie do porodu. Pacjenci wymagający rehabilitacji chcą mieć ją w ciągu kilku tygodni, a nie za rok. Na Sorze mogą poczekać 2-3 h, ale nie 18, itd.
Dlatego pacjenci płacą. Wykupują pakiety w prywatnych firmach medycznych, udają się na prywatne wizyty, wykonują w prywatnych placówkach badania, płacą za prywatne operacje. Bo dla pacjentów zdrowie jest na pierwszym miejscu. A wszystko na tym świecie kosztuje i kosztować będzie. Bo to normalne.
Skoro rząd nie chce i nie da podwyżek należy umożliwić współpłacenie pacjentom. Bo oni i tak płacą i często dużo więcej niż gdyby mieli dopłacić do publicznej opieki zdrowotnej.
Kolejne rządy zniszczyły opiekę zdrowotną konsekwentnie uniemożliwiając dopłacanie do usług medycznych, jednocześnie nie zwiększając nakładów na opiekę zdrowotną. Argumentowały, że każdy musi mieć równy dostęp do opieki zdrowotnej bez względu na zarobki. No to wszyscy czekamy po równo, np.: 4 lata na wizytę u endokrynologa. Czekamy wszyscy na rządowe buty… i chodzimy na boso.
Umożliwienie dopłat do usług medycznych i rozbudowanie systemu dodatkowych ubezpieczeń społecznych byłoby ogromnym zastrzykiem pieniędzy dla opieki zdrowotnej. Mechanizmy rynkowe zastąpiłyby oderwane od rzeczywistości finansowanie przez monopolistyczny NFZ. Konkurencja między firmami medycznymi i ubezpieczeniowymi zmniejszyłaby realne koszty opieki zdrowotnej, usprawniła przepływ usług i zmniejszyła nadmiernie rozbudowaną biurokrację. Szpitale i inne podmioty medyczne same mogłyby zawierać umowy z prywatnymi sieciami medycznymi lub firmami ubezpieczeniowymi. Nie byłyby skazane na NFZ.
Na początku wystąpiłby chaos, ale z tego chaosu wyłoniłby w końcu ład. Po kilku latach mechanizmy rynkowe powoli zaczynałyby uzdrawiać rynek. Wynagrodzenia kadr medycznych uległyby znacznej poprawie. Brakuje wykwalifikowanych pracowników medycznych, więc, aby ich zdobyć szpitale i przychodnie musiałyby odpowiednio ich wynagradzać. Zawody te stałyby się bardziej prestiżowe i młodzi ludzie częściej podejmowaliby się trudu ich wykonywania.
Po 2 dekadach nowa rzesza pielęgniarek /położnych /fizjoterapeutów zarabiających godnie zasiliłaby system. Może nawet spadały emigracja lekarzy, którzy zachęceni poprawą możliwości systemu i jego ogromnym dofinansowaniem rezygnowaliby z wyjazdu za chlebem. Po latach system stawały się coraz lepszy, znalazłyby się pieniądze na profilaktykę, na opiekę nad starszymi pacjentami. Po wielu dekadach nasze uczelnie medyczne, obecnie jedne z najsłabszych na świecie może miałyby wreszcie pieniądze na wynagrodzenie dla pracowników, badania i rozwój.
Nawet biedni pacjenci po poprawie systemu skorzystaliby. W końcu i oni mieliby dostęp do skomplikowanych zabiegów i lekarzy wąskich specjalizacji.
Pieniądz to najszybsze i najlepsze kolo zamachowe gospodarki i firmy. Czy rządzący kiedyś pozwolą mu ruszyć polską opiekę zdrowotną z dna?

Jeśli nie, to niestety doczekamy czasów, gdy „Lekarze bez granic” będą przyjeżdżać do Polski.

Mateusz Baran
Wrocław 02.10.2017

 

Zaloguj się aby komentować.