logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 30 gości 
Edukacja zamiast propagandy - ZASZCZEPIĆ DOBRE PRAKTYKI Drukuj
Ocena użytkowników: / 1
SłabyŚwietny 

Spójny i jednoznaczny przekaz personelu medycznego stanowi klucz do sukcesu. Tylko edukacja i zbudowanie zaufania u rodziców może rozwiać fałszywe mity oraz wątpliwości. O dobrych i gorszych aspektach szczepień należy mówić tak, aby pokazać rodzicom korzyści płynące ze szczepionek. O szczepionkowych faktach i mitach, obiekcjach pacjentów i walczących o prawdę lekarzach rozmawiam z ekspertami w dziedzinie chorób zakaźnych, teoretykami i praktykami jednocześnie.

ZASZCZEPIĆ DOBRE PRAKTYKI

Prof. zw dr hab. n. med. Krzysztof Simon, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, ordynator I Oddziału Zakaźnego Wojewódzkiego Specjalistycznego Szpitala im. Gromkowskiego we Wrocławiu, konsultant wojewódzki w dziedzinie chorób zakaźnych dla województwa dolnośląskiego, w latach 2007-2012 Prezes ZG Polskiego Towarzystwa Epidemiologow i Lekarzy Chorob Zakaźnych,obecnie członek ZG.

– Choroby zakaźne występują na całym świecie, ale poprawa warunków higieniczno-epidemiologicznych w bogatszych krajach i rozbudowane, wysoce skuteczne programy szczepień ochronnych doprowadziły do eliminacji lub radykalnego obniżenia zapadalności na wiele najcięższych, obarczonych ogromnym odsetkiem śmiertelności czy inwalidztwa chorób zakaźnych. W krajach mniej rozwiniętych, gdzie standard życia jest niski i nie ma dostępu do wszystkich szczepionek lub nie zawsze są one refundowane, choroby te oczywiście występują. A jak sytuacja wygląda w Polsce? Część chorób, dzięki postępowi cywilizacyjnemu, technologicznemu, radykalnej poprawie warunków higieniczno-epidemiologicznych i systematycznie unowocześnianemu programowi szczepień ochronnych, udało się całkowicie wyeliminować. Nie mamy w Polsce ospy prawdziwej (30% śmiertelności), poliomelitis, dżumy, cholery. Zdecydowanie poprawiła się sytuacja jeśli chodzi o zapadalność na gruźlicę, po wojnie była tragiczna. Natomiast narastającym i trudnym problemem związanym z chorobami zakaźnymi, i to nie tylko w Polsce, jest pojawianie się zakażeń bakteryjnych, wirusowych czy grzybiczych, opornych na podawane leki; co jest konsekwencją długotrwałości ich stosowania, nieprawidłowego przyjmowania medykamentów przez pacjentów, czy wręcz braku wskazań do ich stosowania.

Sytuację komplikuje paradoksalnie rozwój nowoczesnych metod terapeutycznych w zakresie leczenia nowotworów, chorób reumatoidalnych czy autoimmunologicznych. Z jednej strony zwiększa się przeżywalność pacjentów z tymi schorzeniami, z drugiej nasila się ryzyko nabycia ciężkich infekcji z powodu chorobowej czy polekowej immunosupresji. Te osoby nie zawsze mogą być szczepione lub szczepienia są u nich zdecydowanie mniej skuteczne – przykładem są ostatnie 3 zgony w kierowanej przeze mnie klinice z powodu powikłań pogrypowych – osób nieszczepionych przeciwko grypie, obciążonych ciężkimi chorobami ogólnoustrojowymi, w tym nowotworowymi.

W tym kontekście działalność wszelkich ruchów antyszczepionkowych – nie waham się tego powiedzieć – ma „zbrodniczy” wymiar. Przeciwnicy szczepień bazują na zasłyszanych teoriach, nie zaś na rzetelnej wiedzy medycznej. Swoim postępowaniem narażają innych na zachorowanie, a nawet śmierć.

Znamiennym przykładem sukcesu jest program obowiązkowych szczepień ochronnych w Polsce, prowadzony do 1996 roku, program przeciw wirusowemu zapaleniu wątroby typu B. W latach 70. liczba pacjentów z ostrym zapaleniem wątroby typu B oscylowała miedzy 40-70 tys. rocznie (z tego u 10% dochodzi do rozwoju przewlekłego zakażenia, ewentualnie marskości i raka wątroby). Na obecnym poziomie wiedzy wirusa B zapalenia wątroby (HBV) niestety nie można wyeliminować, a jedynie zahamować jego replikację). Obecnie jest to ok. 1500 nowych zachorowań rocznie. To w dużym stopniu, choć nie jedynie, zasługa szczepień ochronnych. Dyskusja o tym, czy szczepić jest absurdalna – podkreśla prof. Krzysztof Simon.

Problemem o jeszcze większej wadze jest zmniejszająca się skuteczność szczepionek przeciwko krztuścowi. Niestety, wciąż mamy w Polsce kilka tysięcy zachorowań rocznie. Choroba ta bywa śmiertelna u małych dzieci. Dlatego dziwię się, że ktoś dopuszcza do dyskusji temat zasadności szczepień.

Magdalena Orlicz-Benedycka: Jakie zagrożenia, w Pana opinii, mogą wynikać z braku szczepień?

K.S.: Szczepionki są wysoce skuteczne, ale jednak nie w stu procentach. Nie szczepimy żywymi, zdolnymi wywołać chorobę patogenami, a mimo to objawy niepożądane po szczepieniu mogą wystąpić i występują, praktycznie u każdego szczepionego najczęściej w postaci miejscowego bólu bądź niewielkiej gorączki. Zdarzają się nieliczne przypadki poważnych powikłań, ale statystycznie to jest ułamek procenta w stosunku do odsetka powikłań i zgonów związanych z chorobą zakaźną, np. grypą. Gdy porówna się liczbę poronień i zgonów wywołanych przebytą grypą, dyskusja nad zasadnością szczepień okazuje się zbędna. Jakiś czas temu spłynęły do nas dane ze Stanów Zjednoczonych, gdzie wprowadzono szczepienia przeciwko ospie wietrznej. Jeszcze do niedawna notowano tam 4 mln przypadków zachorowań rocznie, z czego 11-15 tys. pacjentów wymagało hospitalizacji, nastąpiło też wiele zgonów. W 2006 roku wyszczepialność w USA osiągnęła 97%. W następstwie szczepień liczba hospitalizacji zmniejszyła się o 90%, a liczba zgonów o 88%. Stanowi to ogromne zmniejszenie kosztów dla społeczeństwa i ekonomicznych dla państwa.

Mamy dziś do czynienia – nie waham się tak tego określić – „bełkotem intelektualnym” na temat związku szczepień z autyzmem (a może ktoś to robi celowo?). Grupa ludzi powtarza te rewelacje jak mantrę, podczas gdy traktująca o tym praca naukowa Andrew Wakefilda już dawno została podważona. Ba, w piśmie „The Lancet” w specjalnym artykule przeproszono czytelników za tę publikację. Tymczasem polskie ruchy antyszczepionkowe nadal o tym mówią, nie precyzując nawet, o jaką postać autyzmu chodzi, a jest ich wiele.

Reasumując, każdy ma prawo do posiadania swoich poglądów tak długo, jak nie szkodzi to innym. Rozumiem rodziców mających wątpliwości wobec szczepień, bezpieczeństwa nośników czy adiuwantów szczepionek, ale wyjaśniać temat powinni wyłącznie specjaliści, przedstawiając dowody za i przeciw szczepieniom. Wypowiedzi przeciwników szczepień negują dorobek luminarzy medycyny, np. Pasteura, Koprowskiego czy Salka, dorobek setek tysięcy innych naukowców i klinicystów. Przypomnę, że w przedwojennej Polsce 25% społeczeństwa umierało na choroby zakaźne. Obecnie jest to zaledwie 0,3% – najczęściej w wyniku zapalenia wątroby typu B i C, AIDS czy gruźlicy (głównie u alkoholików).

M.O.B.: Czy lekarze i personel medyczny mówią jednogłośnie „tak” szczepieniom?

K.S.: Jestem przerażony, że istnieją licencjonowani lekarze, którzy wątpią w celowość szczepień. Skłaniałbym się ku rozwiązaniu zawieszenia im prawa wykonywania zawodu, ponieważ szerzą niewiedzę i szkodzą społeczeństwu. To wręcz anarchizowanie życia społecznego. Jest wiele osób, które szczepić się nie mogą, i żyją dzięki temu, że w ich otoczeniu nie ma osób z chorobami zakaźnymi. Jeśli dany lekarz reprezentuje poglądy antyszczepionkowe, to proponuję, by przejął na siebie koszty leczenia osób, którym państwo starało się szczepienia zapewnić. Powinni też zrekompensować finansowo nieodwracalne uszczerbki na zdrowiu spowodowane chorobami zakaźnymi, którym można było zapobiec dzięki szczepieniom. Oczywiście, zdarzają się przypadki ciężkich powikłań po podaniu takiej czy innej szczepionki (nawiasem mówiąc sam tego jestem przykładem), tak jak to się dzieje w wypadku innych leków, jednak w kontekście skali zagrożenia epidemiami ze strony najbardziej niebezpiecznych chorób zakaźnych, jest to problem incydentalny.

8 marca w DIL przy al. Matejki 6 we Wrocławiu organizujemy konferencję naukową poświęconą tym problemom, na którą serdecznie zapraszamy.

Dr hab. Leszek Szenborn, prof. nadzw. – kierownik Kliniki Pediatrii i Chorób Infekcyjnych USK we Wrocławiu, specjalista II stopnia z zakresu pediatrii, specjalista chorób zakaźnych, w latach 2009-2011 przewodniczący Polskiego Towarzystwa Wakcynologii (a następnie wiceprzewodniczący), obecnie członek Zarządu Głównego PTW, wiceprzewodniczący Polskiego Towarzystwa Pediatrii, wiceprzewodniczący Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych

Magdalena Orlicz-Benedycka: Co sądzi Pan na temat obecnej sytuacji w Polsce w kwestii szczepień?

Dr hab. Leszek Szenborn, prof. nadzw.: Kwestia szczepień jest regulowana w Polsce rozporządzeniem Ministra Zdrowia i corocznym komunikatem głównego inspektora sanitarnego – aktualnie z dnia 25 października 2018 roku w sprawie Programu Szczepień Ochronnych (PSO) na rok 2019.

PSO składa się z trzech części. Część I to szczepienia obowiązkowe (tzw. kalendarz szczepień) dla dzieci i młodzieży według wieku oraz osób narażonych w sposób szczególny na zakażenie. W części II opisano szczepienia zalecane (odpłatne dla pacjentów), a część III zawiera informacje uzupełniające. Stosowanie szczepień zalecanych to zbyt rzadko praktykowana inwestycja w zdrowie. Dla porównania, wydatki Polaków na usługi stomatologiczne w ciągu ostatnich lat wzrosły pięciokrotnie, przekraczając w 2009 roku kwotę grubo ponad 6 mld zł. Na samo tylko wybielanie zębów w 2009 roku pacjenci gabinetów stomatologicznych w Polsce wydali szacunkowo aż 25 mln zł.

M.O.B.: Po co szczepimy? Jakie są konsekwencje braku szczepień?

L.S.: W przeważającej większości szczepienia skutecznie zapobiegają chorobom, których nie można efektywnie leczyć. Są to schorzenia wywołane przez toksyny (błonica, tężec i krztusiec), wirusy: odry, świnki, różyczki, polio, rotawirusy, zapalenia wątroby B i A, odkleszczowe zapalenie mózgu i HPV. Niestety, rozpoznanie często przychodzi zbyt późno, a wdrożone leczenie może okazać się nieskuteczne z powodu oporności drobnoustrojów lub zastosowania niewłaściwych leków. Dlatego zakażenia pneumokokami, meningokokami i Hib stanowią realne ryzyko powikłań, a nawet zgonu.

Szczególnym, ale niedocenianym w Polsce szczepieniem jest szczepienie przeciwko grypie. Rezygnacja z niego może skutkować zgonem nie tylko w ostrej fazie zakażenia, ale też ze względu na zaostrzenie chorób przewlekłych i ogólnych zaburzeń funkcjonowania organizmów starszych osób, czego konsekwencją są częstsze udary mózgu i zawały mięśnia sercowego. W ubiegłym sezonie grypowym zgłoszono w USA 179 zgonów dzieci spowodowanych potwierdzoną wirusologicznie grypą. Około połowa przypadków dotyczyła dzieci wcześniej zdrowych, a 80% z nich nie zostało zaszczepionych. Czy to robi na Pani wrażenie? Śmierć dziecka w rozwiniętym kraju z powodu choroby, której można zapobiec, wydając 40 złotych.

M.O.B.: Pacjenci są często zdezorientowani lub przeciwni szczepieniom. Dlaczego?

L.S.: Pacjenci są zdezorientowani, bo nie wiedzą, kogo słuchać. Ocena wiarygodności źródła informacji nie jest łatwa. Przeciwnicy szczepień narodzili się wraz ze szczepieniami, a wyolbrzymianie ryzyka przy jednoczesnym negowaniu korzyści płynących z ich stosowania, jest stale wykorzystywaną przez nich metodą. Według dawnych antyszczepionkowców następstwem zaszczepienia przeciwko ospie prawdziwej miało być wyrośnięcie rogów i zezwierzęcenie zaszczepionych. Publikowano satyryczne rysunki, wydawano specjalne kartki pocztowe. Współcześnie, za sprawą Internetu, upowszechnianie bezzasadnych hipotez i szerzenie strachu stało się o wiele prostsze. Niemal każdy zabiera już głos w sprawie szczepień. Parlamentarny Zespół ds. Bezpieczeństwa Programu Szczepień Ochronnych Dzieci i Dorosłych A.D. 2017 w naszym sejmie tworzą: technik budowlaniec (muzyk), absolwent filologii polskiej (dziennikarz), technik informatyk i spawacz.

Podstawowy problem stanowi błędna ocena ryzyka, a jego szacowanie nie jest naszą mocną stroną. Nie boimy się tego, czego nie widzieliśmy. Widzieliśmy więc dzieci z autyzmem, ale nie widzieliśmy polio. Im odleglejsze (w czasie i przestrzeni) jest dane zagrożenie, tym bardziej oceniamy je jako nieistotne, natomiast boimy się tego, co czeka nas za chwilę, nawet jeśli jest to błaha sytuacja. Zdecydowanych przeciwników szczepień jest niewielu, niektórzy nie wiedzą nawet, dlaczego się szczepią. Jeśli szczepienia przedstawiane są jako osobisty wybór, a nie postępowanie w imię dobra publicznego, potencjalnie szkodliwe zaniechanie działania wydaje się bardziej moralne, niż potencjalnie szkodliwe działanie. Rodzice podświadomie czują, że będą czuć się gorzej, jeśli po zaszczepieniu dziecka stanie się mu coś złego, niż wtedy, gdy zło wyniknie z zaniechania.

M.O.B.: Jak w takim razie dotrzeć do tych zdezorientowanych?

L.S.: Rozwiązanie jest tylko jedno: trzeba dawać przykład oraz mówić prawdę jasno i wyraźnie, spokojnie, a jednocześnie w sposób atrakcyjny i zrozumiały. Rektor i Senat Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu w epoce „epidemii absurdów” związanych z ochroną zdrowia wyrazili jednoznaczne stanowisko w sprawie dopuszczalnych granic w dyskusji o szczepieniach. Dobrze wiem, że zdarzają się lekarze, którzy podważają zaufanie do szczepień. Większości z nich brakuje wiedzy, jaki potencjał chorobotwórczy miały choroby zakaźne, i nie potrafi ich właściwie rozpoznawać. Przez ostatnie 35 lat choroby zakaźne, którym można zapobiegać metodą szczepień (poza wirusowym zapaleniem wątroby typu B), nie miały praktycznie znaczenia. Całkiem niedawno (13.11.2018 r.) Uniwersytet Medyczny w Białymstoku był zmuszony zadeklarować, że publiczne wypowiedzi pojedynczych pracowników uczelni, pojawiające się w kontekście dyskusji nad projektem dobrowolności szczepień w Polsce, są jedynie wyrazem ich prywatnych poglądów i pozostają w rażącej sprzeczności z naukowymi i dydaktycznymi standardami reprezentowanymi przez uniwersytet. Naturalnie takie „prywatne wypowiedzi” pracowników natychmiast wykorzystywane są w sposób instrumentalny przez media oraz przedstawicieli tzw. ruchu antyszczepionkowego.

M.O.B.: Jak zatem przekonać przeciwników szczepień?

L.S.: Na dyskusję z przeciwnikami szczepień szkoda czasu. Jeśli dysponują jakąkolwiek wiedzą o chorobach infekcyjnych i metodach ich zapobiegania, to jest ona wybiórcza i dopasowywana do uznawanych hipotez. Lekarzy, którzy chcą zgłębić wiedzę nt. szczepień zapraszamy na konferencję, która 8 marca odbędzie się w sali konferencyjnej DIL przy al. Matejki 6.

Instrukcji, jak o szczepieniach rozmawiać ze zdezorientowanymi rodzicami udziela lek. Kamila Ludwikowska, asystent w Katedrze i Klinice Pediatrii i Chorób Infekcyjnych we Wrocławiu (obecnie w trakcie przewodu doktorskiego).

Kamila Ludwikowska: Przeciwnicy szczepień to niejednolita grupa. Generalnie staram się walczyć z określeniem „antyszczepionkowcy” czy „przeciwnicy”, ponieważ większość rodziców, którzy nie wyrażają zgody na szczepienie swoich dzieci, po prostu ma mnóstwo wątpliwości. Korzystają z wiedzy dostępnej w Internecie lub wymieniają się opiniami i są podatni na niezweryfikowane źródła, a takie przeważają. Trudno zatem się dziwić, że przychodzą do lekarzy pełni obaw.

Z tej ogromnej grupy, zgodnie z wynikami badań amerykańskich, europejskich czy australijskich naukowców, niewielki odsetek stanowią rodzice absolutnie przeciwni szczepieniom i tak mała ich liczba nie powinna zaprzątać czasu ani energii lekarzy. Natomiast ponad 90% to rodzice zdezorientowani. Należą do nich także ci, którzy zgadzają się na szczepienie dziecka, ale nie zawsze mają odwagę zapytać. Na szczęście w Polsce sytuacja nie jest jeszcze dramatyczna, a poziom wyszczepialności dla szczepień obowiązkowych jest bezpieczny. Naszym celem powinno być utrzymanie tego poziomu, a jeśli da się go podnieść – będzie idealnie. Powinniśmy skoncentrować się na rodzicach, którzy zgadzają się na szczepienia swojego dziecka, i utwierdzić ich w przekonaniu, że czynią słusznie. Takie stwierdzenie powinni wyraźnie usłyszeć od lekarza. Z takim właśnie poczuciem pójdą w świat i podzielą się nim z innymi rodzicami – na forach internetowych czy „w piaskownicy”.

Natomiast w kwestii rodziców zgłaszających swoje wątpliwości i/lub obiekcje odnośnie do szczepień – wyniki badań na ten temat jednoznacznie pokazują, że największe znaczenie ma rekomendacja personelu medycznego, która powinna być konsekwentna. Nie tylko zdanie lekarza, ale i zespołu pielęgniarskiego, a nawet osób obsługujących rejestrację okazuje się istotne, gdyż z ich opinią pacjenci identyfikują stanowisko medyków. W placówkach opieki medycznej nie ma miejsca na jakiekolwiek wątpliwości. Każde zawahanie personelu będzie prowokowało niepewnego rodzica do szukania „drugiego dna”.

M.O.B.: Co w sytuacji, kiedy rodzice mają jednak poważne wątpliwości i negują sens szczepień?

K.L.: Należy jednoznacznie, unikając nadmiernych emocji, formułować przekaz zgodny z naszą wiedzą i wykształceniem. Istotne jest to, by nie używać żargonu typowo medycznego, i nie mówić z pozycji wyższości – to bardzo zniechęca rodziców, którzy często skarżą się na takie zachowania lekarzy. Stosowanie skomplikowanego medycznego języka jest odbierane jako umniejszenie ich znaczenia w podejmowaniu decyzji. Pamiętajmy, że ostatecznie to rodzic jest odpowiedzialny za dziecko i to do niego należy wybór. Znaczenie ma też nasza mowa ciała, utrzymywanie kontaktu wzrokowego i wyjście poza biurko, zaproszenie pacjenta. Są to ogólne zasady rozmawiania z pacjentem oraz zachowanie spójności komunikatów werbalnych i niewerbalnych.

Jeśli rodzice mają wątpliwości lub nie chcą szczepić, nasza rozmowa nie powinna się kończyć na pierwszej wizycie. Musimy zbudować u nich zaufanie. W przypadku dużego oporu ze strony rodzica drażliwe kwestie warto czasem odłożyć na jakiś czas i uspokajać go dyskusją na inne tematy, takie jak zasady żywienia, stylu życia. Poszukajmy obszarów, w których jesteśmy zgodni, aby rodzic dostrzegł, że nasze cele są wspólne – zarówno nam jak i jemu zależy przede wszystkim na dobru dziecka.

Budowanie zaufania trwa jednak długo i łatwo jest je stracić. Pacjenci weryfikują otrzymane od nas informacje, dlatego musimy aktualizować posiadaną wiedzę. Wakcynologia jest dynamicznie rozwijającą się dziedziną, a pacjenci rozmawiają z wieloma lekarzami, sprawdzają i szukają informacji na ten sam temat z różnych źródeł. Wygrywa ten, kto jest uprzejmy, posiada aktualne dane i koncentruje uwagę na małym pacjencie – komplement skierowany w stronę dziecka potrafi zdziałać cuda.

M.O.B.: Czy lekarzy uczy się tego, jak rozmawiać z pacjentem o szczepieniach?

K.L.: Obecnie w ramach kursu wprowadzającego do pediatrii we Wrocławiu regularnie realizowany jest wykład na temat genezy problemu wątpliwości dot. szczepień (z ang. vaccine hesitancy) oraz sposobów radzenia sobie z tym zjawiskiem. Podobny wykład odbył się w ramach kursu dla lekarzy medycyny rodzinnej. Problem ten jest coraz wyraźniej dostrzegany i często poruszany na konferencjach czy szkoleniach oraz w prasie medycznej.

M.O.B.: Są jednak rodzice bardzo oporni w tej kwestii. Co wtedy robić?

K.L.: My formułujemy zalecenia oparte na aktualnej wiedzy medycznej, a nie prywatne opinie, wiarę czy przekonanie, i ważne, by to podkreślać. Podpisując się pod tymi zaleceniami, bierzemy odpowiedzialność za kwalifikację dziecka do szczepienia. Odpowiedzialnością rodzica jest natomiast to, czy zastosuje się do naszych zaleceń, czy też nie. Rodzicom należy uświadomić, że brak zgody na szczepienia ochronne jest nie tylko zaniechaniem działania czy oddaleniem problemu, ale stanowi narażenie dziecka na niebezpieczne choroby. Trzeba informować o możliwych działaniach niepożądanych szczepień, ale konfrontować je z zagrożeniami wynikającymi z braku szczepienia. W praktyce większość rodziców ostatecznie decyduje się na ich realizację. W przypadku tych „bardzo opornych”, jak Pani to określiła, warto zaczynać małymi krokami. Lekarze powinni wiedzieć, które szczepionki wiążą się z najmniejszym ryzykiem odczynów poszczepiennych i od nich zacząć realizację programu szczepień. Doświadczenie przebytego szczepienia jest kolejnym czynnikiem zwiększającym szansę na wyszczepialność – każda kolejna dawka będzie łatwiejsza do zaakceptowania. Każde kolejne zrealizowane szczepienie to krok do przodu.

Rozmawia Magdalena Orlicz-Benedycka