logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 37 gości 
Czas pracy lekarzy - W KRAINIE ABSURDÓW – kontrowersje dotyczące czasu pracy lekarzy Drukuj
Ocena użytkowników: / 2
SłabyŚwietny 

W KRAINIE ABSURDÓW
– kontrowersje dotyczące czasu pracy lekarzy

W mediach pojawiły się informacje o przepracowanych medykach, którzy chcąc dobrze zarobić, pracują ponad siły, nawet 100 godzin bez odpoczynku. Pracują na dyżurach, operują, leczą, rozmawiają z pacjentami, wypełniają tony papierów. Wszystko to często dla jednej placówki, ale na podstawie różnych umów i legalnie. Nie pomoże nawet kontrola PIP, bo jako pracownik lekarz nie przekracza żadnych norm. Jednak natury nie da się oszukać, nawet najbardziej wytrzymały człowiek musi kiedyś odpocząć. Jak wyeliminować w tym wszystkim zdarzenia niepożądane, groźne dla pacjenta i przepracowanego lekarza? Sytuacja jest trudna, zmian raczej nie będzie.

Izba Pracy przy Sądzie Najwyższym rozpatruje kwestię transferu części godzin dyżurów medycznych do puli etatowej. To efekt uzupełniania etatowych deficytów po wprowadzeniu ustawowego czasu odpoczynku lekarzy i różnic w finansowaniu tychże. OZZL walczy o zmiany w systemie pracy medyków. Warto wiedzieć, co w tej materii mają do powiedzenia: dyrektorzy szpitali, lekarze, przewodniczący Związku Pracodawców Ochrony Zdrowia Dolnego Śląska i rzecznik Okręgowej Inspekcji Pracy we Wrocławiu.

Kwadratura koła

Renata Jażdż-Zaleska, prezes Zarządu SCM w Polanicy Zdroju

W Specjalistycznym Centrum Medycznym w Polanicy Zdroju lekarze pracują w części na umowy o pracę oraz na umowach cywilnoprawnych. Oczywiście, zgodnie z ustawą, przestrzegamy czasu pracy. Niestety pracodawca nie może ingerować w to, co po godzinach pracy w macierzystym szpitalu robi lekarz – czy udaje się do następnego szpitala czy gabinetu prywatnego. Nie wiemy też, ile godzin pracuje w innym miejscu. Można się tylko domyślać. Rzeczą oczywistą jest, że czasem wolnym od pracy dysponuje wyłącznie i samodzielnie każdy lekarz. Szanujący się medyk będzie dbał o to, aby w podstawowym miejscu pracy być w pełni dysponowanym – wypoczętym, miłym, uśmiechniętym, odpowiedzialnym.

Problem dotyczący czasu pracy lekarzy jest bardzo trudny. Od wielu lat trwa dyskusja na temat wysokości wynagrodzeń medyków za ich ciężką i odpowiedzialną pracę. W chwili obecnej skala wynagrodzeń w Polsce jest bardzo mocno zróżnicowana, zarówno w obszarze medycyny zabiegowej, jak i zachowawczej. Inne stawki obowiązują w szpitalach prywatnych, inne w publicznych, a jeszcze inne w klinicznych. Nikt nie jest w stanie określić górnej granicy wynagrodzenia lekarza za 7 godzin i 35 minut pracy. Kontrole PIP ograniczają się do weryfikacji czasu pracy w danym szpitalu, a co dzieje się dalej to już prywatna sprawa lekarza. Gdyby medyków było więcej, to problem w zasadzie by nie istniał, zwiększyłaby się także konkurencja o miejsca pracy. Wydaje się, że problem będzie narastał, ponieważ na rynku pojawia się coraz więcej nowych placówek medycznych, a lekarzy – w stosunku do potrzeb – jest po prostu za mało.

Dr n. med. Andrzej Mrowiec – dyrektor ds. lecznictwa SCM w Polanicy Zdroju

Jako dyrektor, ordynator i lekarz mam inny punkt widzenia na ten problem. Te same decyzje z punktu widzenia właściciela placówki, dyrektora, asystenta, pielęgniarki, wyglądają zupełnie inaczej. Każdy z nich ma swoje racje. Generalnie brakuje lekarzy. Jeśli będą pracowali po 8 godzin, zgodnie z normami UE, zabraknie ich dziesięciokrotnie, wydłużą się kolejki. Prawnicy UE narzucili normy, których nie da się spełnić. Przecież do krajów Unii i nie tylko, przyjmują każdego medyka, który zgłosi się do pracy. Właśnie po to się przyjmuje, aby różnice między programem a rzeczywistością były jak najmniejsze. Tam też jest deficyt medyków. Lekarze pracują na podstawie kilku umów i za dużo, ale jest im z tym często dobrze. Chcą zarobić pieniądze – oby nie kosztem pacjenta. Gdzie odpowiedzialność w razie tzw. wpadki? Aktualnie jest dwóch lekarzy na 100 osób w kraju, w krajach UE jest 7-9 lekarzy i jeszcze ich brakuje. Trzeba zdać sobie sprawę, że im więcej ograniczeń dla lekarzy tym gorzej dla pacjenta. Możemy snuć populistyczne opowieści, ale niewiele to pomoże. U nas wszyscy lekarze na umowie o pracę ze szpitalem nie pracują dłużej niż 48 godzin i mają przerwę po 11 godzinach pracy. Wiem, że jeżdżą po całym województwie, dorabiają, ale nie mogę im tego zabronić.

Lek. Michał Rataj – zastępca dyrektora ds. lecznictwa w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym im. Gromkowskiego we Wrocławiu

Organizatorzy ochrony zdrowia muszą się zdecydować, czy chcą mieć system egalitarny czy elitarny – czyli nie dla wszystkich. Potrzebny jest program ochrony zdrowia będący konsensusem wszystkich sił politycznych stworzony nie na lat 7, ale na 20 lat. Aktualnie trwa drobna taktyczna bitwa dotycząca systemu ochrony zdrowia. Jeżeli lekarz się zastanawia, ile jego recept wróci do niego za dwa lata w formie płatności; obawia się, czy wypisać antybiotyk, bo nie ma posiewu, to sięgamy systemu nie dla wszystkich. Wiemy też ile kosztuje dzienna hospitalizacja, ubezpieczenie itd., zatem to, że ktoś chce zarobić na uczciwą emeryturę i pracuje więcej wydaje się normalne. Trzeba jednak przyznać, że często lekarze biorą na siebie za dużo, nie myślą o groźnych skutkach zmęczenia.

Lek. Wiktor Wolfson – przewodniczący Związku Pracodawców Ochrony Zdrowia Dolnego Śląska

Lekarze pracują dłużej niż inni, bo tego wymaga tryb i organizacja ich pracy. Nieograniczony popyt na usługi medyczne i brak jakichkolwiek jego regulatorów oraz niedobór lekarzy powoduje, że często pracują ponad siły. A prawda jest taka, że medycy zatrudnieni na umowę o pracę pracują zgodnie z Kodeksem pracy. Natomiast lekarze kontraktowi mogą pracować bez ograniczeń. Chcieliby zapewne pracować mniej, 8 godzin dziennie, korzystać z uroków życia, odpoczywać, mieć dobre wakacje i czas na szkolenia. Gdyby byli odpowiednio wynagradzani za pracę podstawową, zapewne przeznaczaliby więcej czasu na wypoczynek.

Trzeba pamiętać, że pracujący w szpitalach, oprócz etatu, mają obowiązek dyżurów stacjonarnych i na wezwanie. Często bywa tak, że poza pracą zasadniczą lekarz pracuje dodatkowo w innej placówce. To wynika z ogromnego zapotrzebowania na specjalistów, jak również z presji dyrekcji przychodni i szpitali, którzy muszą spełnić wyśrubowane kryteria NFZ, aby dostać kontrakt. Na lekarzach ciąży obowiązek wykonywania swoich obowiązków niezależnie od tego, czy są zmęczeni czy nie. Po 24 godzinach pracy w szpitalu można być zmęczonym. Jednak, jeśli lekarz nie przyjmie zarejestrowanych od kilku miesięcy oczekujących pacjentów lub odejdzie od łóżka chorego, to będzie winien naruszenia zasad etycznych i zostanie poddany miażdżącej krytyce swojego szefa, pacjentów, mediów etc.

Kiedy dochodzi do jakiejś dramatycznej sytuacji, to zanim zostanie ona wyjaśniona w sposób obiektywny, sprawa urasta do afery i w takiej formie jest nagłaśniana przez media, które w większości przypadków opisując takie sytuacje, nie wyjaśniają prawdy, tylko szukają sensacji. Niedobór lekarzy, utrudniony dostęp do specjalizacji, brak polityki zdrowotnej państwa to tylko niektóre z całej listy barier systemu opieki zdrowotnej. Przykładem szkodliwego działania NFZ było wyłączenie specjalistów pierwszego stopnia. Z regulacji wynika, że jeśli podmiot medyczny chce uzyskać kontrakt, musi wykazać w zdecydowanej większości specjalistów II stopnia, których brakuje.

Ministerstwo od dawna nie realizuje zgodnego z zapotrzebowaniem programu specjalizacji. A dodatkowo system nakazuje specjalistom obecność w gabinecie, blokując dostęp pacjentów przez ograniczone limity przyjęć. Jest to tzw. system pustych harmonogramów. Poruszamy się w krainie absurdu. Dyskusja na temat czasu pracy i zmęczenia lekarzy miałaby sens, gdyby zmierzała do wyeliminowania nadmiaru biurokracji, gdyby wdrażała działania zmierzające do efektywnego wykorzystania czasu pracy. W przeciwnym wypadku staje się zastępczym tematem politycznym. System jest kompletnie niewydolny i deficytowy. Nie daje rozwiązania nieograniczonemu popytowi i to wymaga naprawy. Niczym nieograniczony dostęp powoduje, że do lekarza trafiają pacjenci z błahymi sprawami, odbierając możliwość skorzystania z porady osobom naprawdę chorym. Wynikający z ustawy stuprocentowy koszyk świadczeń przy niezmiennej jego wycenie jest utopią. Jednocześnie ci sami decydenci, którzy go wprowadzili, mówią o złej dostępności do lekarza i konieczności skrócenia kolejek. Trudno o większą sprzeczność.

Rozwiązanie?

Aby lekarze nie byli zmęczeni i mieli więcej czasu, należałoby zacząć od zmniejszenia biurokracji narzuconej przez NFZ. Czas najwyższy zwiększyć kompetencje lekarzy i stawkę w podstawowej opiece zdrowotnej. Od 5 lat nie zmieniła się stawka w POZ, która obsługuje około 90% potrzeb zdrowotnych Polaków. Wadą proponowanych zmian systemowych jest promowanie publicznych szpitali, w których zgodnie z opinią ekspertów niepotrzebnych hospitalizacji jest ok. 30%.

Lek. Wiktor Wolfson – przewodniczący Związku Pracodawców Ochrony Zdrowia Dolnego ŚląskaZa chwilę będziemy świadkami kolejnej debaty, dlaczego lekarze przyjmują do szpitali pacjentów, którzy nie wymagają leczenia szpitalnego. Takie rozwiązania narzuca chory system. Podobnie jak czas i harmonogram pracy lekarzy. Powiększające się kolejki to także patologia wygenerowana przez obecny stan rzeczy. Ok 20% zapisanych do lekarza chorych nie zgłasza się, nie odwołuje wizyty i nie ponosi z tego tytułu żadnych konsekwencji. Jeśli populizm nadal wyznaczać będzie kierunki zmian w systemie opieki zdrowotnej, to będzie on coraz bardziej niewydolny i niesprawiedliwy. W związku z tym rozmowa na temat czasu pracy lekarzy powinna pokazywać większy obszar działania, a nie sam „czas pracy”, bo ta kwestia w obecnym stanie prawnym jest nie do zmiany. Trzeba rozmawiać o organizacji i kosztach całego systemu ochrony zdrowia i na tym tle o efektywnym czasie pracy lekarzy.

Magdalena Orlicz-Benedycka

 

Zaloguj się aby komentować.