logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 74 gości 
Czas pracy lekarzy - Niedźwiedzia przysługa... Drukuj
Ocena użytkowników: / 2
SłabyŚwietny 

Niedźwiedzia przysługa...

Problem czasu pracy lekarzy pojawia się w debacie (i świadomości) publicznej rzadko. Zwykle wtedy, gdy jakiś pacjent ucierpi z powodu błędu popełnionego przez niewyspanego lekarza, albo jego nieobecności w pracy spowodowanej pracą w innym miejscu. Także śmierć albo spektakularne pogorszenie się stanu zdrowia lekarza w czasie dyżuru powoduje chwilowe zainteresowanie mediów i społeczeństwa tym tematem. Na co dzień mało kto ma świadomość, jak wiele lekarze pracują. Widać to najlepiej przy omawianiu lekarskich wynagrodzeń. Większość ludzi uważa, że praca lekarza w Polsce, w publicznej służbie zdrowia, jest świetnie opłacana, nie wiedzą bowiem, że te wielotysięczne wynagrodzenia wynikają z zatrudnienia na dwóch czy trzech etatach.

Krzysztof Bukiel - przewodniczący Zarządu Krajowego OZZL (Fot. z archiwum autora)Również rządzący nie lubią poruszać tematu czasu pracy lekarzy. Akurat im nie ma co się dziwić. Oni bowiem jedyni z nadmiernej pracy lekarza czerpią korzyści: mogą oszczędzać na lekarskich pensjach, wiedząc, że medycy i tak sobie dorobią. Nie muszą się starać o odpowiednią liczbę lekarzy w kraju, bo ci co są, będą pracować za dwóch. A gdy pacjenci narzekają na problemy z otrzymaniem właściwej pomocy, rządzący zawsze mogą powiedzieć, że to przez lekarzy, którzy – pracując za dużo z chciwości – nie mają już siły, aby odpowiednio zająć się chorymi.

W takim właśnie tonie wypowiedział się niedawno minister zdrowia, czym sprowokował reakcję Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, który wezwał publicznie ministra do natychmiastowego administracyjnego ograniczenia czasu pracy lekarzy do 48 godzin wraz z nadgodzinami bez względu na ilość miejsc pracy lekarza i formę zatrudnienia. Dzisiaj bowiem, wykorzystując te dwa sposoby (pracę u innego pracodawcy lub na kontrakcie) lekarze mogą omijać formalnie obowiązujące przepisy o czasie pracy i pracować – praktycznie – bez końca. Ta nadmierna praca stanowi niebezpieczeństwo zarówno dla samych lekarzy, jak i pacjentów. Jest to rzecz znana dobrze, udowodniona. Jeżeli zatem minister faktycznie martwi się, że przepracowani lekarze mogą stanowić zagrożenie dla chorych – powinien odpowiedzieć na wezwanie OZZL bezzwłocznie. Tymczasem minister nie odpowiedział wcale, a już wcześniej odpowiednio się zabezpieczył, twierdząc, że na przeszkodzie do takiego ograniczenia czasu pracy lekarzy stoi wolność gospodarcza, która dotyczy lekarzy zatrudnionych na kontrakcie. Podobnie zareagowała jego poprzedniczka, gdy w roku 2011 OZZL wystąpił do niej z podobnym postulatem. Stało się to po głośnej wówczas śmierci lekarza podczas kilkudniowego, nieprzerwanego dyżuru.

Postawa rządzących wcale nas nie zdziwiła. Udowodniła jedynie, że problem przepracowania lekarzy traktują oni wyłącznie instrumentalnie. Zadziwiła nas natomiast postawa NRL, której przedstawiciele – podczas konferencji prasowej – przekonywali dziennikarzy, że administracyjne ograniczenie czasu pracy lekarzy jest niemożliwe, bo spowodowałoby to paraliż publicznej służby zdrowia i pozbawiło pomocy lekarskiej wielu chorych. Chociaż argumenty powyższe wydają się merytorycznie słusznie, to jednak przedstawienie ich przez przedstawicieli NRL było – moim zdaniem – „niedźwiedzią przysługą” wyświadczoną lekarzom. Nasi koledzy, zupełnie niepotrzebnie, wyręczyli ministra zdrowia w nieprzyjemnym dla niego obowiązku odwołania swoich zarzutów, że zbyt długa praca lekarzy wynika z ich chciwości i wytłumaczenia, że jest ona skutkiem przymusu ekonomicznego (niskie wynagrodzenia za normalny czas pracy) i moralnego szantażu (wielki niedobór lekarzy). Teraz minister nie tylko nie będzie musiał się tłumaczyć, że bezpodstawnie oskarżał lekarzy, ale i poczuje się w ogóle zwolniony z obowiązku zajęcia się sprawą ograniczenia nadmiernej pracy lekarzy. Skoro sami lekarze twierdzą, że to niemożliwe…

My (w OZZL) rozumiemy oczywiście, że wprowadzenie ograniczenia czasu pracy lekarzy do powszechnie obowiązujących norm wymagałoby wielu zmian w organizacji systemu opieki zdrowotnej w naszym kraju. Inaczej jednak niż koledzy z NRL uważamy, że ograniczenie takie należy wprowadzić aby – w ten sposób – rządzących zmusić do podjęcia koniecznych zmian systemowych. W przeciwnym razie nigdy nie wyplątamy się z tej matni, na czym stracimy i my lekarze i nasi pacjenci.

Krzysztof Bukiel

 

Zaloguj się aby komentować.