logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 29 gości 
Nowoczesny Oddział Anestezjologii i Intensywnej Terapii Dziecięcej w ASK, czyli europejski poziom z polskim finansowaniem Drukuj
Ocena użytkowników: / 2
SłabyŚwietny 

Nowoczesny Oddział Anestezjologii i Intensywnej Terapii Dziecięcej w ASK,
czyli europejski poziom z polskim finansowaniem

Nowy Oddział Kliniczny Anestezjologii i Intensywnej Terapii Dziecięcej jest integralną częścią Katedry i Kliniki Intensywnej Terapii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, działającej na bazie Akademickiego Szpitala Klinicznego. Otwarto go uroczyście we wrześniu ubiegłego roku, chociaż swoją działalność rozpoczął już w czerwcu. Posiada sześć w pełni wyposażonych stanowisk intensywnej terapii przeznaczonych dla dzieci w wieku od jednej doby do 18 roku życia. Trafiają tu pacjenci z całego Dolnego Śląska, głównie po wypadkach samochodowych, zabiegach neurochirurgicznych, z wstrząsem septycznym lub ciężką sepsą oraz wszelkimi postaciami niewydolności oddechowej. Anestezjolodzy z oddziału znieczulają też dzieci na salach operacyjnych oraz do badań tomografem i rezonansem magnetycznym. Jest jednak jeden minus – europejski poziom z polskim finansowaniem.

Dr n. med. Marzena Zielińska – ordynator Oddziału Anestezjologii i Intensywnej Terapii Dziecięcej w ASK (Fot. z archiwum WCO we Wrocławiu)„Wyposażenie oddziału w znacznej części zostało sfinansowane przez Urząd Marszałkowski (400 tys. zł). Pozostałe koszty pokryło ASK (300 tys. zł)” – wyjaśnia dr n. med. Marzena Zielińska, ordynator oddziału. Anestezjologia i Intensywna Terapia Dziecięca posiada trzy inkubatory, cztery małe łóżeczka, respirator transportowy i oprogramowanie do znajdujących się już tam respiratorów umożliwiające wentylację noworodków i niemowląt. Pozostały sprzęt: kardiomonitory, respiratory, pompy infuzyjne zakupiono wcześniej dla ASK. Nad bezpieczeństwem i zdrowiem dzieci nowego oddziału czuwa zespół doświadczonych lekarzy i pielęgniarek. „Nasz oddział jest w pełni wykorzystywany, choć to nie jedyny oddział o takim profilu w regionie. W szpitalu na ul. Koszarowej znajduje się 12 stanowisk, w SPSK nr 1 pozostały 4 i tę liczbę uzupełnia naszych 6 stanowisk. Wykorzystanie miejsc zależy od sezonowości zachorowań. Bywają takie okresy w roku, że ciężko jest znaleźć jakiekolwiek wolne miejsce. Zdarza się, stosunkowo rzadko, że leczymy tylko dwoje, troje dzieci. Niestety łóżek intensywnej terapii dziecięcej w naszym województwie poza Wrocławiem nie ma. Lepiej jest w tym względzie z miejscami dla noworodków” – podkreśla dr Zielińska.

Z REFUNDACJĄ KOSZTÓW
HOSPITALIZACJI NIE BYŁO I NIE JEST DOBRZE…

„Oddział rozlicza się w ramach tzw. skali TISS, która stanowi sumę punktów przyznawanych za określone czynności wykonywane przy dziecku w trakcie pojedynczego dnia terapii, m.in. za: wentylację mechaniczną, monitorowanie czynności życiowych, pomiary parametrów hemodynamicznych itp. Dobrze by było, gdyby to rozliczenie wg punktacji TISS odbywało się zgodnie z zasadą 1 do 1, tzn. 1 punkt TISS odpowiadałby 1 punktowi NFZ. Nie zawsze pokrywałoby to realnie poniesione koszty na jeden dzień terapii, zwłaszcza tych najciężej chorych, ale przynajmniej nie pogłębiałoby i tak ogromnego deficytu finansowego, jaki z racji funkcjonowania tych wysokospecjalistycznych oddziałów ponosi szpital. Sprzęt i leki są najdroższe. Wiemy, że ten oddział nigdy nie będzie przynosił dochodów, ale dobrze by było, aby nie pogrążał szpitala finansowo. Nasz aktualny kontrakt z NFZ jest o wiele za niski” – twierdzi dr Zielińska.

Dyrektor ASK Piotr Pobrotyn nie podziela tych obaw, ponieważ wszystkie wykonywane tu procedury są procedurami ratującymi życie i w świetle prawa NFZ ma obowiązek zwrotu nadwykonań. Jeżeli przekroczą tzw. plan, jest szansa na odzyskanie pieniędzy. Nowoczesność oddziału wynika m.in. z faktu, iż był on niedawno wyposażany w sprzęt najnowszej generacji. Ponadto sprawnie działa tu niezwykle rozbudowana infrastruktura diagnostyczna. Po raz pierwszy w polskich warunkach personel ma możliwość szybko i na miejscu (bez konieczności transportu dziecka poza budynek szpitala) wykonać pełną diagnostykę obrazową. Dla przykładu – dziecko po rozległym urazie głowy może być od razu kompleksowo zdiagnozowane, zaopatrzone chirurgicznie. Blok operacyjny znajduje się bowiem na tym samym piętrze co oddział. Dzięki temu szanse na wyleczenie małego pacjenta wzrastają, a lekarze mają większy komfort pracy.

Kiedy otwierano ASK, nie było mowy o dzieciach. Na powstanie oddziału złożyło się wiele czynników. Jak twierdzi ordynator dr n. med. Marzena Zielińska najważniejszy z nich to: „zwiększająca się liczba hospitalizowanych i znieczulanych tu dzieci”. Część z funkcjonujących tutaj klinik zabiegowych świadczy też usługi dla populacji pediatrycznej i tak naprawdę w szpitalu sporo jest najmłodszych. Poza tym ASK pełni rolę centrum urazowego dla całego Dolnego Śląska. Wydaje się, że transport z wypadku rodziców i dziecka do jednego ośrodka jest bardziej naturalny. Do tej pory dorosłych przywożono do ASK, a  dzieci trafiały do innych ośrodków. Stan dziecka po urazie może być różny, nieraz bardzo ciężki, wymagający interwencji chociażby neurochirurga i dla takich pacjentów niezbędny jest Oddział Intensywnej Terapii. Do tego doszła jeszcze zła sytuacja finansowa Szpitala Klinicznego nr 1, która stała u podstaw decyzji o ograniczeniu liczby istniejących tam stanowisk. Do października ub. roku w tamtejszym OITD działało 8 stanowisk intensywnej terapii dziecięcej, potem już 6, a od czerwca 2012 r. 4. Próba ratowania status quo intensywnej terapii dziecięcej była motorem przyspieszającym otwarcie oddziału przy ul. Borowskiej.

Uroczyste otwarcie Oddziału Anestezjologii i Intensywnej Terapii Dziecięcej w ASK przy ul. Borowskiej (Fot. z archiwum ASK we Wrocławiu)

„Pozostajemy do dyspozycji lekarzy z Dolnego Śląska (i nie tylko). Medycy mogą skierować na nasz oddział dzieci, które w ich ocenie wymagają hospitalizacji w takim ośrodku. Słowem wszystkich tych pacjentów, którzy manifestują objawy niewydolności czy to oddechowej, czy krążeniowej, a także tych, u których dynamika rozwoju choroby wskazuje na realne zagrożenie ich życia. Wystarczy zadzwonić i przedstawić problem i jeżeli tylko będziemy dysponować wolnym miejscem, to takie dziecko przyjmiemy. Po to istniejemy, by służyć pomocą tym placówkom, które takiego oddziału nie posiadają” – dodaje dr Zielińska.

PIĘTA ACHILLESOWA

Piętą achillesową w naszym województwie jest transport najciężej chorych dzieci. „Jeśli to noworodek lub niewielkie niemowlę mieszczące się w inkubatorze transportowym, to za jego transport odpowiada zespół karetki. Na Dolnym Śląsku funkcjonują trzy takie karetki. I w tym zakresie potrzeby naszego regionu są dobrze zaopatrzone. Problemy pojawiają się wtedy, gdy takiego wysokospecjalistycznego transportu wymaga dziecko nieco starsze np. przedszkolak. Lekarze transportujący pacjenta w zespołach R rzadko mają doświadczenie w opiece nad dziećmi. Spore umiejętności, wiedza i doświadczenie w opiece nad dzieckiem, np. z niewydolnością oddechową, są konieczne po to, by nie dopuścić do pogorszenia stanu transportowanego dziecka. Potrzebny jest także sprzęt: odpowiednie respiratory, urządzenia umożliwiające utrzymanie dziecka w normotermii itp. W karetkach N jeżdżą lekarze i pielęgniarki na co dzień pracujący z dziećmi. To są zespoły najczęściej tworzone przy szpitalach dziecięcych. Natomiast w pogotowiu ratunkowym pracują tzw. dorośli anestezjolodzy, nierzadko też lekarze innych specjalności mający słabe rozeznanie w opiece nad małymi pacjentami” – konkluduje dr Zielińska.

ODDZIAŁ

Dzieci z zapaleniem płuc, dziecko z zespołem wad wrodzonych i niewydolnością oddechową, dziecko z przewlekłą niewydolnością oddechową spowodowaną chorobą neurologiczną – pacjentów z takimi schorzeniami zastałam na oddziale. Przestronny korytarz intensywnej terapii dla najmłodszych zdobią olbrzymie, kolorowe obrazki malowane przez maluchy. Mijamy izolatkę, dalej salę ćwiczeń symulacyjnych z wysokiej klasy manekinami, na których trenować swoje umiejętności mogą wszyscy lekarze. Dochodzimy do sali głównej z pięcioma stanowiskami. Trzy są aktualnie zajęte. Przy drugim stanowisku mama uczy się pielęgnować dziecko, które będzie podłączone do respiratora. Jest tu codziennie. Jednocześnie cały czas czuwa wyspecjalizowana pielęgniarka. Do dyspozycji rodziców pozostają, mieszczące się obok toalety, restauracja i bar. Warunki dla rodziców są dobre, mogą czuwać przy dziecku do godz. 22.00. „Mała miała ciężkie zapalenie płuc, ale wychodzimy na prostą” – mówi dr Zielińska. Mama głaszcze córeczkę. Mówi, że spędza z nią tyle czasu, ile to możliwe. Na kolejnym stanowisku dziecko czteromiesięczne z rdzeniowym zanikiem mięśni. Wkrótce wróci do domu, ale musi być podłączone do respiratora. Chłopczyk przebywa tu ponad trzy miesiące. Rozwija się, rozpoznaje mamę, reaguje uśmiechem, a mama jest codziennie, wynajęła w tym celu pokój, ponieważ mieszkają w Kłodzku. „Gracjan mnie potrzebuje, jest zupełnie inny, gdy mu towarzyszę” – tłumaczy pani Ewa.

Oddział liczy sześć stanowisk. Pięć znajduje się w sali ogólnej, jedno w izolatce. (Fot. z archiwum Urzędu Marszałkowskiego we Wrocławiu)

Personel pielęgniarski jest nieustannie szkolony w opiece nad dziećmi, ale też w obsłudze sprzętu. Sprowadzenie każdego nowego urządzenia wymaga wielogodzinnych szkoleń. Na oddziale pracuje sześciu lekarzy. Są to anestezjolodzy i pediatra z wieloletnim doświadczeniem w intensywnej terapii dziecięcej oraz jedna osoba w trakcie specjalizacji z anestezjologii i intensywnej terapii. Wszystkie dzieci wymagające zabiegów chirurgicznych lub będące już po takich zabiegach konsultowane są z chirurgami. Najwyższa jakość sprzętu, dobrze wyszkolony personel opiekujący się z sercem małymi pacjentami – to składa się na dobry, na europejskim poziomie, oddział ratujący życie i zdrowie dzieci.

Magdalena Orlicz-Benedycka

 

Zaloguj się aby komentować.