logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 85 gości 
Komentarz aktualny Drukuj
Ocena użytkowników: / 3
SłabyŚwietny 

Komentarz aktualny

W sobotę, 16 kwietnia, XXXV Zjazd Delegatów Dolnośląskiej Izby Lekarskiej wyłonił ze swojego grona prezesa DRL, udzielił absolutorium Radzie za rok 2015, zatwierdził budżet na rok obecny i podjął wniesione pod jego obrady uchwały, apele i stanowiska. I choć założenia programowe zostały spełnione, trudno zaliczyć ten zjazd do udanych. Niestety po raz kolejny, biorąc pod uwagę poprzedni zjazd wyborczy, atmosferę naszego korporacyjnego spotkania zepsuły przepychanki formalne, z próbą zerwania zjazdu włącznie, nieeleganckie, delikatnie rzecz ujmując, wystąpienia i ataki personalne w wykonaniu byłego prezesa. A wszystko przez to, że po rezygnacji z tej funkcji w czerwcu ubiegłego roku nie uszanował faktu, iż żaden z członków Dolnośląskiej Rady Lekarskiej nie komentował owej rezygnacji, a jedyną podawaną wersją jej powodów były względy osobiste. Wszyscy uznaliśmy, że po niechlubnie zakończonej prezesurze dr. Igora Chęcińskiego nie należy narażać naszego samorządu na kolejne wstrząsy i rozwodzić się publicznie nad przyczynami decyzji byłego prezesa. Niestety, nasze nadzieje okazały się płonne, a osobiste, urażone najwyraźniej ambicje okazały się ważniejsze niż interes korporacji i jej dobre imię. Mam pełną świadomość, że znaczna część delegatów obserwująca utarczki słowne, pozbawiona wiedzy o szczegółach i chronologii przedstawianych faktów, nie miała możliwości wyrobienia sobie własnej opinii na temat tego, co się na zjeździe działo i ma prawo czuć się zniesmaczona tym, co usłyszała i zobaczyła. Dlatego postaram się nakreślić kulisy rezygnacji byłego prezesa, co z pewnością nieco wyjaśni przebieg wydarzeń na zjeździe.

 

Na krótko przed historyczną już, ubiegłoroczną czerwcową Radą rozeszła się wśród jej członków wieść o zamiarze złożenia rezygnacji z pełnionej funkcji przez ówczesnego prezesa lek. Jacka Chodorskiego. Zaskoczenie było pełne, bo choć konflikty wokół zatrudnienia firmy Net Tip, a potem kolejnej osoby na umowy zlecenia, które pokrywały się ze sobą, tajemniczy „tajny” audyt biura, wymuszanie na skarbniku akceptacji niektórych umów i wreszcie sprawa samowolnego wypłacenia pieniędzy dla jednego z zatrudnionych na umowę zlecenie pracowników, bez niezbędnej kontrasygnaty skarbnika, bez jego zgody, mocno osłabiły zaufanie do prezesa, to jednak wszystkie te wydarzenia nieco już przycichły. Tu na marginesie warto przypomnieć, że dokładnie taki sam zarzut: nieuprawnionej wypłaty pieniędzy bez akceptacji skarbnika postawiono i udowodniono między innymi prezesowi poprzedniej kadencji dr. Igorowi Chęcińskiemu.

 

W tym okresie kończył się także zlecony przez Komisję Rewizyjną audyt finansowy, który w sposób jednoznaczny negatywnie ocenił stan naszej księgowości kierowanej przez księgowego, zatrudnionego przez lek. Jacka Chodorskiego i traktowanego na wyjątkowo preferencyjnych warunkach księgowego, zaś poprzednią Radę zdominował niezrozumiały dla większości jej członków ostry spór o wysokość wypłaty wynagrodzenia za ekspertyzę w sprawie zwrotu podatku VAT z naszej inwestycji pomiędzy skarbnikiem a prezesem, który jako jedyny próbował forsować wypłacenie maksymalnej stawki, choć było wiadomo, że nakład pracy naszego eksperta był niewielki, bo przyjęliśmy warunki zaproponowane przez kontrolerki z Izby Skarbowej. W ślad za plotką o rezygnacji prezesa do członków Rady dotarł już oficjalny list z wyjaśnieniem, że rezygnuje, gdyż nie jest w stanie współpracować z niektórymi członkami Rady: w mniej lub bardziej zawoalowany sposób wskazał na skarbnika, szefa Komisji Rewizyjnej i wiceprezesa ds. finansowych. Jednak już w trakcie Rady okazało się, że owa rezygnacja miała być raczej swoistym wotum zaufania, gdy po jej złożeniu nie było zbyt wielu głosów apelujących o ponowne rozważenie tej decyzji, prezes Chodorski zaczął się z niej wycofywać. To jednak jedynie rozsierdziło Radę jeszcze bardziej. Większość uznała takie postępowanie za skrajnie nieodpowiedzialne i niepoważne. Prowadzący obrady dr Ryszard Kępa przeszedł do kolejnego punktu obrad i sprawę „rezygnacji z rezygnacji” formalnie zamknął. Wszyscy byliśmy zdziwieni i zbulwersowani tą sytuacją, ale cóż, to była osobista decyzja lek. Jacka Chodorskiego. Uznaliśmy, że sprawy nie należy nagłaśniać, wszak opinia o Izbie wśród Koleżanek i Kolegów jest nam świetnie znana i uznaliśmy, że do niechlubnych wydarzeń ostatniego zjazdu wyborczego nie należy dokładać kolejnych.

Niestety, lek. Jacek Chodorski najwyraźniej nie chciał zaakceptować konsekwencji swojej własnej decyzji. Nadal bywał częstym gościem naszej siedziby, wykorzystywał respekt, jaki budził wśród pracowników, zbierał informacje i najwyraźniej cały czas przygotowywał się do zemsty, której pierwszym aktem było jego własne „sprawozdanie” z działalności, rozesłane przed zjazdem do delegatów, które w rzeczywistości miało podważyć zaufanie delegatów do kluczowych osób z Rady. Mimo prób polubownego załatwienia sprawy, podejmowanych przez niektórych członków Rady, nasz zjazd wyglądał tak, jak wyglądał.

Z niechęcią piszę o tym wszystkim, ale obiecałem kilku delegatom spoza Wrocławia, że postaram się wyjaśnić, czego byli świadkami w trakcie zjazdu. W mojej opinii celem tego całego zamieszania, wywołanego przez lek. Jacka Chodorskiego, była chęć zwykłej, małostkowej zemsty, do której zresztą w trakcie zjazdu próbował się dołączyć były prezes dr Igor Chęciński – on też swoją kadencję zakończył w niesławie. A o tym, że własne ambicje stawiają ponad interes naszego samorządu świadczy jednoznacznie fakt, że zaraz po ogłoszeniu wyniku wyborów na prezesa, niekorzystnego dla nich, ostentacyjnie wyszli z sali, nie interesując się tym, co było najważniejsze: zatwierdzenie budżetu na rok 2016 i uchwalenie prezentowanych w dalszej części zjazdu uchwał, apeli i stanowisk.

I o tym warto pamiętać w przyszłości. Zapraszam do lektury sprawozdań zjazdowych zamieszczonych w dalszej części „Medium”.

Paweł Wróblewski

 

Zaloguj się aby komentować.