logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 69 gości 
Lekarz w Unii Europejskiej - NASI KANDYDACI DO EUROPARLAMENTU Drukuj
Ocena użytkowników: / 3
SłabyŚwietny 

NASI KANDYDACI DO EUROPARLAMENTUZ dolnośląskimi lekarzami ubiegającymi się o mandat europosła rozmawia Magdalena Łachut.

25 maja odbędą się wybory do Parlamentu Europejskiego. O głosy wyborców walczą dolnośląscy lekarze: dr n. med. Halina Szymiec-Raczyńska, specjalistka z zakresu ginekologii i położnictwa praktykująca na co dzień w specjalistycznej przychodni lekarskiej w Dzierżoniowie, posłanka na Sejm VII kadencji, wiceprzewodnicząca sejmowej Komisji Zdrowia, przedsiębiorca oraz lek. Mirosław Lubiński – specjalista medycyny pracy i chorób wewnętrznych z Wałbrzycha, senator RP V kadencji, radny Rady Miejskiej Wałbrzycha.
MŁ: „Marzyłam, by zostać baletnicą, zostałam ginekologiem…” – pisze Pani o sobie na blogu natemat.pl. Kiedy i dlaczego postanowiła Pani zostać również politykiem?

Dr n. med. Halina Szymiec-Raczyńska  W 1975 r. ukończyła studia na Wydziale Lekarskim Akademii Medycznej we Wrocławiu. W 2007 r. na II Wydziale Lekarskim z Oddziałem Anglojęzycznym Akademii Medycznej w Lublinie w oparciu o rozprawę zatytułowaną „Biopsja mammotomiczna pod kontrolą ultrasonograficzną niepalpacyjnych zmian gruczołu piersiowego wykonywana w warunkach ambulatoryjnych – analiza wyników klinicznych i satysfakcji pacjentek” uzyskała stopień doktora nauk medycznych. Specjalizuje się w zakresie ginekologii i położnictwa.Dr n. med. Halina Szymiec-Raczyńska: Cenię sobie profesjonalizm i skuteczność. I nienawidzę biurokracji. Kiedy kilka lat temu realizowałam kolejny już projekt biznesowy, ilość przeszkód formalnych, zmienność przepisów, swoboda ich interpretacji i zwyczajna urzędnicza głupota przelały czarę, nie tyle goryczy, co zwyczajnego wkurzenia. To był moment, w którym postanowiłam coś zmienić. A ponieważ lamentowanie i załamywanie rąk są mi obce, weszłam w świat polityki.

25 maja Polacy rozdzielą 51 mandatów do Parlamentu Europejskiego. Co skłoniło Panią do kandydowania? Jakimi argumentami zamierza Pani przekonać wyborców, że nadaje się na europosłankę?

Dwa lata w polskim parlamencie były dla mnie szokującym doświadczeniem. Od pierwszych chwil mojej pracy poselskiej starałam się wprowadzić do polskiego porządku prawnego kilka ważnych dyrektyw unijnych, które polski rząd miał obowiązek przyjąć już osiem lat temu! Do dziś walę głową w mur – stopień upolitycznienia opieki zdrowotnej w Polsce jest dla mnie niepojęty! Nawet pracując w ramach sejmowej Komisji Zdrowia wielokrotnie – wbrew dyscyplinie partyjnej – głosowałam w interesie lekarzy. I niemal zawsze mój głos zagłuszany był wrzaskiem tych, którzy o medycynie nie wiedzą po prostu nic. Co ciekawe, żaden z polskich europarlamentarzystów nie ma wykształcenia medycznego! Znajdziemy wśród nich mnóstwo ekonomistów i prawników, ale ani jedna osoba nie jest merytorycznie przygotowana do tworzenia, czy choćby oceny dyrektyw unijnych regulujących kwestie opieki zdrowotnej. To dlatego zdecydowałam się na start w eurowyborach – będę jedyną Polką, która w kompetentny sposób oceni propozycje unijne dotyczące polityki zdrowotnej.

Pyta Pani, czym zamierzam przekonać wyborców? Nie stoi za mną wieloletnia kariera polityczna. Ale stoi za mną dorobek całego życia – dorobek dolnośląskiego przedsiębiorcy i lekarza. Nie stoi za mną popularność medialna, która znika z chwilą wyłączenia kamer. Stoją za mną realne osiągnięcia, których nie byłoby gdyby nie moja żelazna konsekwencja.

Listę PSL do PE z Opolszczyzny i Dolnego Śląska otwiera Stanisław Rakoczy – podsekretarz stanu w MSW. Pani przypadła druga pozycja. Jak ocenia Pani swoje szanse na zwycięstwo?

„Jedynki” przypadają zazwyczaj „zasłużonym”. Tych, którzy realnie pracują, warto szukać na pozostałych miejscach. Nie jestem urzędnikiem na państwowym pasku, który bez biurka, krzesła i elektrycznego czajnika nie widzi dla siebie miejsca w świecie.

Lubię wyzwania – mam pomysł, mam chęć, mam mnóstwo energii i doprowadzam sprawy do końca. I co ważne – mam spore doświadczenie w zawodzie lekarza i wiedzę na temat warunków, w jakich wykonujemy naszą pracę.

Na liście znajduje się dziesięć nazwisk. Pani jest jedynym lekarzem…

No właśnie! W jakimś sensie to pytanie jest najlepszym komentarzem. Przez tyle lat nikt nie reprezentował ani polskich pacjentów, ani lekarzy w Parlamencie Europejskim. Kwestia polityki zdrowotnej schodziła zawsze na daleki plan. W dniu wyborów ta sytuacja się zmieni. Oby!

Jeśli zdobędzie Pani mandat, to przyjdzie czas na dokonanie wyboru pomiędzy pracą ginekologa a polityką?

Mam nadzieję, że nie. Lekarzem jest się zawsze – politykiem się bywa. Przed ewentualnym wyborem stanę oczywiście dopiero po rozpoczęciu pracy w Brukseli – póki co trudno ocenić mi natężenie obowiązków. Gdybym jednak musiała zrezygnować z pracy zawodowej, mam już następczynię – moja córka zbliża się do końca specjalizacji!

Jakimi tematami chce się Pani zająć w Europarlamencie?

Europejska polityka zdrowotna bardzo słusznie kładzie nacisk na sprawy, które w naszym kraju są jakby niedoceniane. Myślę tu przede wszystkim o profilaktyce, o zagadnieniach kryzysu demograficznego i opiece nad osobami starszymi, których nie tylko w Europie, ale i w Polsce będzie coraz więcej! To są olbrzymie zagadnienia, które wymuszają na nas całkowicie nowe spojrzenie na służbę zdrowia. Przecież profilaktyka to co innego niż leczenie – to nowa filozofia myślenia o zdrowiu. Zagadnienia demograficzne natomiast to poważne potraktowanie problemu, który w niedalekiej przyszłości całkowicie odmieni oblicze Europy. Wreszcie opieka nad seniorami to nie tylko pytanie o to, jak leczyć schorzenia typowe dla osób starszych, ale jak w ogóle zadbać o jakość ich życia.

Chciałabym zająć się również problemem endocrine disruptors, które – o czym przecież wszyscy wiemy – powodują niekorzystne efekty zdrowotne w organizmie lub u potomstwa, wtórne do zaburzeń w układzie dokrewnym.

Co jako europosłanka chciałaby Pani zrobić dla regionu, dolnośląskich lekarzy i… swojej korporacji? Zastanawiała się Pani nad ewentualnymi formami współpracy z Dolnośląską Izbą Lekarską?

Bardzo na taką współpracę liczę. Moją wiedzę ukształtowało, ale jednocześnie ograniczało, moje własne życiowe i zawodowe doświadczenie. Nic tak nie poszerza horyzontów jak słuchanie innych. Może tym różnię się od tzw. „rasowych” polityków? (uśmiech).

Na poziomie operacyjnym liczę na stały kontakt z Izbą Lekarską. I nie mówię tu jedynie o kontakcie mailowym bądź telefonicznym koniecznym dla załatwiania problemów bieżących, ale też o comiesięcznych spotkaniach, które pozwoliłyby nam wspólnie planować działania długofalowe – np. opiniować projekty nowych dyrektyw, czy też proponować Unii własne, nowe rozwiązania.

Nowy program działania w dziedzinie zdrowia publicznego na lata 2014–2019 będzie prawdopodobnie traktował o…

Poniekąd już o tym wspominałam. Z całą pewnością na pierwszym miejscu wśród priorytetów zajmować się będziemy szeroko rozumianą profilaktyką. To nie tylko kwestia programów edukacyjnych i stricte medycznych, ale też regulacji związanych chociażby z zanieczyszczeniem środowiska, jakością żywności, propagowaniem zdrowego stylu życia i racjonalnego odżywiania się. Pozostałe kwestie to oczywiście przeciwdziałanie grożącej nam zapaści demograficznej oraz mocne zaakcentowanie specyfiki wieku senioralnego. Z kolei zagadnienia czysto medyczne dotyczyć będą zapewne nasilającego się problemu antybiotykooporności i niszczącego wpływu skażenia środowiska na organizm.

1 maja minie dokładnie 10 lat od wejścia Polski do Unii Europejskiej. Jakie korzyści – w zakresie ochrony zdrowia – przyniosła naszemu krajowi przynależność do UE?

No właśnie, 10 lat! A my od ośmiu lat nie jesteśmy w stanie wprowadzić do polskiego prawa kilku unijnych dyrektyw, jak choćby te regulujące nadzór nad klinikami in vitro. Mamy też ustawę transgraniczną, dzięki której możemy leczyć się w krajach Unii, ale wciąż nie możemy doczekać się implementacji tejże ustawy do polskiego prawodawstwa. To naprawdę może zdenerwować!

Na całe szczęście są też korzyści, które po prostu cieszą. Uznanie dyplomów polskich uczelni medycznych w krajach członkowskich UE umożliwiło polskim lekarzom pracę na Zachodzie. Mają szansę na wymianę doświadczeń i podniesienie własnych kwalifikacji, co w efekcie podnosi poziom kształcenia w Polsce. To bardzo cieszy!

Bardzo wymierną korzyścią członkostwa w Unii jest też finansowe wsparcie remontów szpitali oraz ich wyposażenia – dzięki temu przepaść, która dzieliła Polskę od krajów Europy Zachodniej znacznie się zmniejszyła.

Warto wspomnieć też o unijnych dyrektywach, które najzwyczajniej w świecie wymuszają na nas takie zmiany prawa, którym polscy politycy są często niechętni. To taki skuteczny bat na oportunistów!

Dziękuję za rozmowę.

*********

Lek. Mirosław Aleksander Lubiński urodził się w 1962 roku w Wałbrzychu. W 1987 ukończył studia na Wydziale Lekarskim Akademii Medycznej we Wrocławiu. W 1991 uzyskał specjalizację I stopnia w zakresie chorób wewnętrznych, a w 1999 specjalizację II stopnia w zakresie medycyny pracy. Aktualnie prowadzi własną przychodnię lekarską. Od 14 lat, po zdaniu egzaminu państwowego dla członków rad nadzorczych z udziałem Skarbu Państwa, zasiadał w radach nadzorczych spółek  państwowych, samorządowych i prywatnych. Wieloletni radny Rady Miejskiej Wałbrzycha, jej przewodniczący IV kadencji. Senator RP V kadencji, wiceprzewodniczący Komisji Zdrowia Senatu. Członek Sojuszu Lewicy Demokratycznej.Na kandydowanie do Europarlamentu zdecydował się również lek. Mirosław Aleksander Lubiński – specjalista medycyny pracy i chorób wewnętrznych z Wałbrzycha, senator RP V kadencji, radny Rady Miejskiej Wałbrzycha.

MŁ: Polityka to zdaje się Pana chleb powszedni… Z czego mogą kojarzyć Pana dolnośląscy lekarze?

Lek. Mirosław Aleksander Lubiński: Jako senator zajmowałem się problematyką służby zdrowia. Dolnośląscy lekarze na pewno znają kontrowersyjną sprawę egzekucji komorniczych w szpitalach, która kilka lat temu była przedmiotem ożywionych debat. Byłem autorem poprawki do ustawy komorniczej, która zwalniała komorników od naliczania opłaty egzekucyjnej w sztywnej, wysokiej i nieadekwatnej do wkładu ich pracy wysokości 15 proc. Jako miejski radny przyczyniłem się do powstrzymania prywatyzacji i komercjalizacji Szpitala im. A. Sokołowskiego w Wałbrzychu.

Jakie są Pana główne motywy ubiegania się o stanowisko w Parlamencie Europejskim?

Moja wiedza na temat służby zdrowia i – szerzej – polityki społecznej jest wielostronna. Od wielu lat wykonuję zawód lekarza, jako senator miałem wpływ na tworzone w Polsce prawo. Wieloletnia aktywność w samorządzie lokalnym także była okazją do nabycia wiedzy i doświadczenia. Chciałbym to wykorzystać w Parlamencie Europejskim, gdzie kwestie związane ze zdrowiem publicznym są niezwykle istotne.

Warto na Pana głosować, bo…

W Parlamencie Europejskim uchwala się 60-70 proc. prawa unijnego, które obowiązuje w Polsce. To PE współdecyduje o tym, czy Europa jest bardziej socjalna, bardziej sprawiedliwa, i na ile ułatwia dostęp do usług publicznych. Dlatego ważne jest, żeby Polacy byli reprezentowani przez osoby, które zajmują się polityką społeczną oraz polityką zdrowotną, których decyzje zapewnią jak najwięcej sprawiedliwości i równości dla wszystkich obywateli Europy.

Sojusz Lewicy Demokratycznej jako pierwszy w kraju ogłosił listy kandydatów w tegorocznych wyborach do Europarlamentu. Na liście w okręgu nr 12 został Pan umieszczony na 4. miejscu. Wierzy Pan w swoje zwycięstwo?

Kampania wyborcza to doskonała okazja do prezentacji własnych poglądów i przekonywania do nich innych. Na tym polega polityka. Nie wiem, czy uzyskam mandat wyborców, ale chcę swoim udziałem w tych wyborach wskazać opinii publicznej, że kwestie zdrowia, polityki społecznej i usług publicznych są ważne w Unii Europejskiej. Chcę też, by w tych wyborach był reprezentowany głos środowiska pracowników służby zdrowia: lekarzy, pielęgniarek, ratowników medycznych, techników medycznych. Zależy mi też na tym, aby być reprezentantem pacjentów.

Jeśli zdobędzie Pan mandat, to zrezygnuje z pracy lekarza, radnego?

Poważne traktowanie wyborców i szacunek do nich wymaga profesjonalnego wykonywania swoich obowiązków. O Senacie, w którym zasiadałem, mówiło się, że to jedynie „izba dumania”. Tymczasem ja oddałem się z pełnym zaangażowaniem pracy ustawodawczej, która była trudna, żmudna, ale jej efekty dawały mi satysfakcję i poczucie dobrze wypełnionej misji, którą powierzyli mi wyborcy. W Parlamencie Europejskim też będę traktował serio swoje obowiązki, co wyklucza kontynuację innych aktywności zawodowych.

Jakimi zagadnieniami chce się Pan zająć w Europarlamencie?

Interesuje mnie praca w Komisji ds. Ochrony Środowiska Naturalnego, Zdrowia Publicznego i Bezpieczeństwa Żywności oraz Komisji ds. Zatrudnienia i Spraw Socjalnych.

Co jako europoseł chciałby Pan zrobić dla regionu, dolnośląskich lekarzy i… swojej korporacji? Rozważa Pan podjęcie szeroko zakrojonej współpracy z Dolnośląską Izbą Lekarską?

Pełniąc mandat senatora blisko współpracowałem z Dolnośląską Izbą Lekarską. Nie wyobrażam sobie, by polityk zajmujący się służbą zdrowia, w dodatku wywodzący się ze środowiska lekarskiego, unikał takiej współpracy. Przykład działalności obecnego ministra zdrowia pokazuje, że brak takiej kooperacji przynosi tylko szkody.

1 maja minie dokładnie 10 lat od wejścia Polski do Unii Europejskiej. Jakie korzyści – w zakresie ochrony zdrowia – przyniosła naszemu krajowi przynależność do UE?

Bardzo ważna jest współpraca państw członkowskich w ramach programów zdrowotnych, np. walki z rakiem i AIDS, a także ustanawiania standardów jakości dotyczących przeszczepów oraz obrotu substancjami pochodzenia ludzkiego, krwią oraz jej pochodnymi.

Kolejna istotna kwestia to europejski monitoring polityki lekowej. Wszystkie leki w krajach członkowskich muszą być dopuszczone do obrotu na obszarze całej wspólnoty (poddawane są harmonizacji zgodnej ze standardami Unii Europejskiej).

Poprawił się również zakres ochrony zdrowia dla osób podróżujących za granicę, nie tylko na terenie UE, ale na całym świece, dzięki temu, że staliśmy się jednocześnie obywatelami zjednoczonej Europy. Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego uprawnia do podstawowych świadczeń podczas pobytu za granicą (w perspektywie przyszłości mówi się o wprowadzeniu wspólnotowego systemu ochrony zdrowia, który funkcjonując obok systemów krajowych, miałby być częścią planowanego unijnego systemu zabezpieczenia społecznego).

Dziękuję za rozmowę.

 

Zaloguj się aby komentować.