logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 74 gości 
Echa protestu lekarzy rodzinnych - MINISTER ZDROWIA CZY PROPAGANDY? Drukuj
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

23 grudnia 2014 r., konferencja prasowa w siedzibie DIL. W spotkaniu z dziennikarzami wzięli udział (od lewej): lek. Wiktor Wolfson – przewodniczący Związku Pracodawców Ochrony Zdrowia, lek. Jacek Krajewski – prezes Federacji Związków Pracodawców Ochrony Zdrowia Porozumienie Zielonogórskie, lek. Jacek Chodorski – prezes DRL, dr hab. n. med. Marek Bębenek – konsultant wojewódzki ds. chirurgii onkologicznej, ordynator Oddziału Chirurgii Onkologicznej I Dolnośląskiego Centrum Onkologii we Wrocławiu, Bartosz Hajńcz – członek Zarządu Związku Pracodawców Ochrony Zdrowia Dolnego Śląska. (Fot. Wiktor Wołodkowicz)

MINISTER ZDROWIA CZY PROPAGANDY?

Aby ocenić to, co tak naprawdę wydarzyło się w trakcie protestu lekarzy rodzinnych zrzeszonych w PZ, trzeba najpierw sięgnąć po kilka definicji encyklopedycznych. Odwołanie się do teorii jest o tyle ważne, że „negocjacje” ministra zdrowia z Federacją przyjęły formę osobistego konfliktu, a skala i gatunek używanych publicznie przez szefa resortu zdrowia argumentów jednych mocno zadziwia, innych oburza, niektórym zaś przypomina o minionym, na szczęście, okresie historii naszego państwa.

Kim właściwe jest minister? Urzędnikiem, członkiem rządu, który kieruje ministerstwem. Słowo pochodzi z łaciny i oznacza sługę, pomocnika. Minister uczestniczy w ustalaniu polityki państwa w zakresie ochrony zdrowia. Odpowiada za jej treść i realizację poprzez kierowanie działem administracji rządowej – zdrowie. Inicjuje, opracowuje i realizuje politykę rządu w zakresie ochrony zdrowia, m.in. poprzez współdziałanie z samorządami zawodów medycznych, organizacjami społecznymi oraz przedstawicielami środowisk zawodowych i twórczych.

A czym jest polityka? Polityka to uzgadnianie zachowań współzależnych społeczeństw o sprzecznych interesach. Jej szersza wykładnia wyjaśnia, że polityka to działalność polegająca na przezwyciężaniu sprzeczności interesów i uzgadnianiu zachowań współzależnych grup społecznych i wewnątrz nich za pomocą perswazji, manipulacji, przymusu i przemocy, kontestacji, negocjacji i kompromisów, służąca kształtowaniu i ochronie ładu społecznego korzystnego dla tych grup, stosownie do siły ich ekonomicznej pozycji i politycznych wpływów. Tyle teorii, a teraz do rzeczy.

Wszystko zaczęło się na wiosnę od pakietu antykolejkowego. Premier zobowiązał ministra zdrowia, aby skrócił kolejki do lekarzy specjalistów. Wykonanie takiego zadania bez zwiększenia nakładów finansowych wydawało się niemożliwe, a jednak. Prostym zabiegiem zmiany definicji kolejki oczekujących, zwiększenia kompetencji lekarza poz i aos oraz wprowadzenia skierowań do poradni okulistycznej i dermatologicznej wykazano na papierze, że skrócenie kolejek jest możliwe. I nie szkodzi, że w przychodniach podstawowej opieki zdrowotnej będą się teraz kłębić pacjenci okulistyczni, dermatologiczni, endokrynologiczni i urologiczni, w końcu zadanie dotyczyło skrócenia kolejek do poradni specjalistycznych, a nie do lekarza pierwszego kontaktu. Część z pacjentów zrezygnuje ze stania w kolejkach i będą się leczyć odpłatnie lub wcale i w ten sposób odciążą budżet NFZ. Może i o to chodziło, przecież w każdym szaleństwie jest metoda.

Potem przyszedł czas na pakiet onkologiczny, który znów stworzono bezkosztowo, na zasadzie przesunięć kompetencji pomiędzy rodzajami świadczeń zdrowotnych. Izba lekarska i inne organizacje uczestniczyły w negocjacjach. Wszelkie działania Naczelnej Izby Lekarskiej w tym temacie zawiera harmonogram zamieszczony na stronie NIL.

Wobec bezowocnych negocjacji z Ministerstwem Zdrowia i zbliżającego się terminu zawarcia umów dla podstawowej opieki zdrowotnej doszło do protestu Porozumienia Zielonogórskiego. Większość z nas śledziła medialne doniesienia związane z niepodpisaniem przez lekarzy rodzinnych PZ umów na udzielanie świadczeń zdrowotnych w zakresie poz. Przekaz płynący z ekranów naszych telewizorów pełen był ataków na lekarzy. Oberwało się nie tylko lekarzom zrzeszonym w PZ, ale wszystkim, łącznie z Naczelną Izbą Lekarską. Lekarzy nazwano chciwymi przedsiębiorcami, którzy negocjują w imieniu prywatnej spółki, zarzucając im, że dla „szemranych interesów” pozostawili swoich pacjentów i pomylili misję lekarza z misją biznesmena. To tylko wielki skrót doniesień z konferencji prasowych, które można było usłyszeć z ust wielu politycznych osobistości. A życzenia, aby „zniszczyć tego potwora” stało się podstawą wielu działań administracji rządowej. Osią tych wystąpień było stawianie lekarzy PZ w opozycji do pozostałych „porządnych” oraz ich publiczne potępianie. Działania te miały przynieść efekt w postaci zwiększonego procenta podpisanych umów, a tym samym doprowadzić do „zwycięstwa” ministra. To był wyjątkowo trudny czas w szczególności dla tych, którzy pomimo tak wielkiej presji wytrwali w proteście do końca. Trudno jest odmówić rządowym specjalistom ds. PR sprawności, pomysłowości i skuteczności. Żądania lekarzy dot. 2 mld złotych podwyżki tylko na 6 badań, opłaty dla pacjentów za przekroczenie progu przychodni i 20 dni wolnych od pracy ubrane w atmosferę podejrzanych interesów prywatnej spółki – wszystko to zostało bardzo sprytnie wykorzystane przeciwko lekarzom, a ciągła manipulacja danymi statystycznymi, a wręcz wykoślawienie faktów miało za cel zmarginalizowanie skali problemu.

I do momentu wspólnej konferencji ze wszystkimi środowiskami lekarskimi nikt nie przypuszczał, aby konflikt mógł się zakończyć. Dopiero solidarna postawa i wyraźnie wyartykułowane poparcie dla postulatów PZ spowodowały, że coś drgnęło. Minister, zachowując twarz, ogłosił w święto Trzech Króli, że jest gotowy do rozmów. Nie będę opisywać szczegółów negocjacji, bo jest to treścią artykułu innego autora, ale po zakończeniu „długiej” nocy minister odtrąbił zwycięstwo, ogłaszając listę postulatów, na które to absolutnie nie pozwolił lekarzom. Zapomniał tylko dodać, że większość tych elementów nie była ani przedmiotem sporu, ani warunkiem podpisania umów.

Zawsze można zadać sobie jeszcze jedno pytanie: dlaczego negocjacje trwały kilkanaście godzin, skoro ustalenia dotyczyły głównie aspektów formalnoprawnych i zdroworozsądkowych? Z przebiegu rozmów z Ministerstwem Zdrowia trwających od wiosny wynika jasno, że nie było żadnej woli współpracy ani chęci zrozumienia argumentów drugiej strony, a spychanie odpowiedzialności na lekarzy za coroczne wprowadzanie chaosu w życie pacjentów jest konsekwencją braku dobrych obyczajów w procesie legislacji tak ważnych aktów prawnych.

Tak było w Warszawie, a u nas we Wrocławiu wobec eskalacji oszczerstw wypowiadanych pod adresem lekarzy oraz wielu przekłamań, które pojawiały się we wszystkich mediach zorganizowaliśmy w siedzibie naszej Izby dwie konferencje prasowe, na których krok po kroku przekazywaliśmy informacje, które wynikają z dokumentów i dotyczą finansowania pakietu onkologicznego, struktury stawki kapitacyjnej, fikcyjności skrócenia kolejek do lekarza, możliwości powstawania nowych placówek poz, kar i restrykcji wobec lekarzy uczestniczących w proteście oraz faktycznej sytuacji pacjentów onkologicznych i nieonkologicznych. Myślę, że nasze wyjaśnienia spotkały się ze zrozumieniem, zarówno ze strony dziennikarzy, jak i społeczeństwa. Dowodzą tego docierające do mnie komentarze, a także znikoma liczba skarg pacjentów w tym okresie.

Moim celem jest jedynie podzielenie się przemyśleniami na temat konieczności ochrony wizerunku lekarza, a nawet godności zawodu lekarza w tego rodzaju sytuacjach oraz przekazanie, jaka była rola Naczelnej i Dolnośląskiej Izby Lekarskiej. A czy na podstawie tego, czego byliśmy świadkami w mediach w okresie protestu PZ, da się obronić tezę, że jakość sprawowania funkcji przez ministra zdrowia spełnia przesłanki przytoczonych na początku definicji, niech każdy odpowie sobie sam.

Kolejny krok został już podjęty. 22 stycznia w siedzibie DIL odbyło się spotkanie środowisk lekarskich. Jego celem było omówienie zaistniałej sytuacji oraz wskazanie działań, które nie przyniosły oczekiwanego rezultatu.

Mam wrażenie, że znów zaczynamy wykonywać pracę za urzędy, które zostały do tego powołane.

Małgorzata Nakraszewicz
Rzecznik Praw Lekarza i wiceprezes DRL ds. Delegatury Wrocławskiej.

Lek. dent. Małgorzata Nakraszewicz – wiceprezes DRL ds. Delegatury Wrocławskiej i członek Zarządu Związku Pracodawców Ochrony Zdrowia tłumaczyła dziennikarzom, jak wygląda finansowanie poz/aos i dlaczego protest lekarzy rodzinnych staje się coraz bardziej realny, 23.12.2014 r.

Dolnośląska Rada Lekarska poparła protest lekarzy z PZ, którzy z początkiem nowego roku zamknęli swoje gabinety. Konferencja prasowa w siedzibie DIL, 05.01.2015 r. Na zdjęciu (od lewej): lek. dent. Małgorzata Nakraszewicz, lek. Jacek Chodorski, lek. Agata Sławin – wiceprezes Dolnośląskiego Związku Lekarzy Rodzinnych-Pracodawców i DOW Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce.

 

Zaloguj się aby komentować.