logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 76 gości 
Echa protestu lekarzy rodzinnych - KONFRONTACJA ZAMIAST DIALOGU Drukuj
Ocena użytkowników: / 1
SłabyŚwietny 

KONFRONTACJA ZAMIAST DIALOGU

Przełom roku był trudnym okresem dla lekarzy pracujących na własny rachunek. Wielu z nich poświęciło oszczędności całego życia oraz wzięło kredyty, aby stworzyć przyjazne warunki swoim pacjentom. Ci wszyscy stanęli przed trudnym wyborem – podpisać źle przygotowaną umowę, nieuwzględniającą sugestii lekarzy rodzinnych, onkologów, ekspertów, konsultanta krajowego i samorządu lekarskiego, czy odżegnać się od czegoś, co wprowadza chaos, niepewność finansową i w znacznej mierze dezorganizuje pracę dość dobrze funkcjonujących praktyk lekarzy rodzinnych oraz większości jednostek poz w systemie opieki zdrowotnej w Polsce.

Zachowanie ministra zdrowia było wręcz skandaliczne! Wcielił on w życie zasadę: jak nie podpiszesz, to cię zniszczę! Z takimi praktykami nie spotkałem się nigdy wcześniej, choć mam 40-letni staż pracy (w tym 20 lat pracy na własny rachunek jako lekarz rodzinny). Zdecydowałem się nie podpisać umowy zawierającej tak dużo zmian, wprowadzanych wręcz w trybie natychmiastowym, bez pilotażu, opartej na przypuszczeniach i porównaniach z lekarzami innych krajów. Dla przykładu: lekarz rodzinny w Szwecji przyjmuje 8-14 pacjentów dziennie, mając do dyspozycji pełną diagnostykę i standardy, które u nas trzeba dopiero wypracować. Zasady te powinny być znane w momencie podpisywania umowy.

Nie mogliśmy zgodzić się na podpisanie umów z NFZ w zaproponowanym nam kształcie, a tym samym otworzyć gabinetów. Umowy podpisujemy przede wszystkim w imieniu naszych pacjentów! Po dwóch tygodniach pracy – od momentu zawarcia porozumienia z ministrem zdrowia – mogę z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, że czas poświęcany pacjentowi uległ znacznemu skróceniu, chociażby z powodu wypisywania skierowań do okulisty i dermatologa.

Przeciętnie przyjmuję 50-60 pacjentów dziennie przy praktyce 1750 osób. Przy takiej arogancji wprowadzania zmian nie będzie chętnych do podjęcia specjalizacji lekarza rodzinnego. Od kilku lat obserwuję spadek zainteresowania tą dziedziną, a część młodych lekarzy rodzinnych rozważa wyjazd do innego kraju, w którym minister zachowuje się godnie. Obrażanie lekarzy, zastraszanie ich i nieliczenie się z opinią tych, którzy mają wprowadzać zmiany, jest nie do przyjęcia. Przeżyliśmy koszmar, niektórzy lekarze byli na granicy depresji. Ja też przeżyłem swoje, ale nie daliśmy się rzucić na kolana. Nikt z pacjentów w mojej praktyce „nie zapisał się” do ministra i nie pochwala jego PR-owskiego show, bo to my opiekujemy się pacjentami.

Rozmowy o sposobie opieki nad chorym onkologicznie i współpracy z onkologami już się zaczęły. Minie zapewne kilka miesięcy, zanim będziemy mogli skutecznie współpracować. Wciąż towarzyszy nam niepewność, to zaś może wywołać chaos. Często słyszę pytanie – kto wygrał? – nie potrafię na nie odpowiedzieć. Wydaje mi się, że wprowadzanie zmian w taki sposób powoduje, iż wszyscy przegrywamy. Rozbudzone nadzieje pacjentów spowodują ogromne frustracje. To nie kraj, a ludzie są źli i to oni budują złe relacje. Liczę na dialog, a nie konfrontację. Jestem dumny z moich Kolegów, którzy nie dali się zastraszyć i wytrwali do końca oraz wdzięczny tym, którzy wspierali nas w tym trudnym dla nas okresie.

Wiesław Iwanowski
weteran samorządu lekarskiego i medycyny rodzinnej

 

Zaloguj się aby komentować.