logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 103 gości 
System ochrony zdrowia - Nadchodzi koniec medycyny rodzinnej? Drukuj
Ocena użytkowników: / 8
SłabyŚwietny 

Nadchodzi koniec medycyny rodzinnej?

Ministerstwo Zdrowia zapowiada zmiany w podstawowej opiece zdrowotnej. Dotyczą one m.in. wprowadzenia do POZ lekarzy pediatrów i internistów. Są zawarte w projekcie nowelizacji ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych. Zmiany te mogą jednak cofnąć system opieki zdrowotnej o 15 lat i spowodować, że nie będzie chętnych na specjalizację z medycyny rodzinnej…

Joanna Szeląg z Kolegium Lekarzy Rodzinnych zauważa, że lekarze rodzinni to w większości pediatrzy i interniści z dodatkową specjalnością z medycyny rodzinnej. Jej zdaniem wykorzystanie doświadczenia i wiedzy lekarzy rodzinnych, którzy cały czas kształcą się i zdobywają nowe umiejętności, dałoby niewątpliwie dużo lepsze efekty niż kosmetyczne zmiany i puste propozycje Ministerstwa Zdrowia.

Wielu specjalistów zwraca ponadto uwagę na fakt, że Bartosz Arłukowicz chce umożliwić pracę w POZ pediatrom i internistom, łamiąc przy tym podpisane przed kilku laty zobowiązania wobec Unii Europejskiej, a dokładniej postanowienia dyrektywy Parlamentu Europejskiego (2005/36/WE), która uzależnia wykonywanie zawodu lekarza ogólnego w ramach własnego systemu ubezpieczeń od posiadania dokumentu potwierdzającego kwalifikacje w postaci dyplomu lekarza specjalisty medycyny rodzinnej. Spora grupa lekarzy widzi wiele zagrożeń w planowanych przez resort zdrowia zmianach i przewiduje, że ich wprowadzenie spowoduje rzeczywisty koniec medycyny rodzinnej. Czy te obawy są uzasadnione?

A miało być tak pięknie…

Historia medycyny rodzinnej w Polsce sięga dwudziestu lat wstecz – w 1992 roku stworzono bowiem Kolegium Lekarzy Rodzinnych, organizację, która miała propagować ten model opieki zdrowotnej nad pacjentem. Jak wspomina Anna Knysok – wiceminister zdrowia w rządzie Jerzego Buzka i współautorka ówczesnej reformy zdrowia, za jego przyjęciem przemawiały doświadczenia innych krajów. Zachęcały sukcesy – mniej dzieci z niską wagą urodzeniową i spadek śmiertelności noworodków, wcześnie wykrywane nowotwory jelita grubego, raka piersi, macicy czy czerniaka, a także choroby serca, cukrzyca i nadciśnienie. Co ciekawe, w innych krajach znacznie spadła liczba samobójstw oraz zgonów z powodu czynników zewnętrznych, bo ludzie otoczeni byli lepszą opieką specjalistów.

Warto zwrócić uwagę na to, że dzięki lekarzom rodzinnym wydłuża się średnia wieku pacjentów. W USA obliczono, że dzięki jednemu medykowi jest o 1,44 mniej zgonów na 10 tys. mieszkańców. Zorganizowana w ten sposób opieka niweluje nierówności w dostępie do służby zdrowia. W dodatku ustawa zasadnicza RP głosi: „Obywatelom, niezależnie od ich sytuacji materialnej, władze publiczne zapewniają równy dostęp do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych”. Niestety, to wciąż tylko teoria…

Instytucja lekarza rodzinnego miała być filarem, na którym opierać się będzie cała służba zdrowia, podwaliną dobrej kondycji fizycznej i psychicznej społeczeństwa. Niestety nieustannie wprowadza się zmiany, które nie do końca pozytywnie wpływają na kondycję medycyny rodzinnej w Polsce. Dziś ona wciąż jednak istnieje, choć ledwo dyszy…

Interniści i pediatrzy w POZ doprowadzą do upadku medycyny rodzinnej?

Resort zdrowia zamierza wprowadzić do POZ pediatrów i internistów. Informacja ta wywołała w środowisku lawinę kontrowersji. Oczywiście protestują lekarze rodzinni, którzy uważają, że planowana nowelizacja ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych nie usprawni funkcjonowania systemu, a przyczyni się tylko i wyłącznie do upadku medycyny rodzinnej. Czy mają rację? Pediatrzy i interniści są jednak za tego rodzaju zmianami. Widzą w nich wzmocnienie pierwszej linii kontaktu pacjenta z opieką zdrowotną. Przypomnijmy, że projekt nowelizacji został skierowany przez Sejm do dalszych prac w Komisji Zdrowia.

Dyskutuje się na ten temat od śmierci 2,5-rocznego dziecka w Skierniewicach (koniec lutego ubiegłego roku). To właśnie wtedy minister Bartosz Arłukowicz zapowiedział zmiany dotyczące nocnej, świątecznej, jak i podstawowej opieki zdrowotnej. Podobno mają one na celu zwiększyć dostępność małych pacjentów do pediatrów. Sprawdźmy więc, co zakłada sam projekt.

Okazuje się, że nowelizacja ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych zapewnia pediatrom i internistom samodzielne otwieranie praktyki podstawowej opieki zdrowotnej i otrzymanie kontraktu z NFZ. Obecnie poradnię podstawowej opieki zdrowotnej są w stanie prowadzić lekarze rodzinni bądź interniści i pediatrzy, którzy od lat pracują w POZ. Młodzi lekarze pediatrzy po ukończeniu specjalizacji mogą liczyć na zatrudnienie w szpitalu lub być pracownikami placówki POZ. Nie mają możliwości samodzielnego prowadzenia takiej jednostki, ponieważ warunkiem utworzenia praktyki POZ jest specjalizacja z medycyny rodzinnej.

Współpraca lekiem na całe zło?

– Polskie Towarzystwo Pediatryczne stoi na stanowisku, że najlepiej byłoby, gdyby małe dzieci pozostawały pod opieką pediatry. Nie znaczy to, że lekarze rodzinni źle sobie radzą. Powinno być ich jednak 25 tys., a jest zaledwie 12 tys. Dlatego potrzebna jest pomoc innych specjalistów – mówi prof. Alicja Chybicka, prezes Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego. – Mam nadzieję, że w ślad za ustawową poprawką, zmienią się również zasady finansowania POZ, dzięki czemu lekarz pierwszego kontaktu, obojętnie czy będzie to lekarz rodzinny czy internista lub pediatra, będzie mógł wykonać pacjentowi niezbędne badania dodatkowe – dodaje prof. Chybicka.

Prezes PTP podkreśla, że pediatrów w POZ jest stanowczo za mało. Jej stanowisko potwierdzają przypadki, które zostały nagłośnione przez media. Tego typu zdarzenia pokazują, że podstawowa opieka zdrowotna w naszym kraju pozostawia wiele do życzenia. I nie chodzi wcale o to, że lekarze rodzinni niewłaściwie wykonują swoje obowiązki. – To trzeba zmienić i jest to nasz wspólny interes. W chwili, gdy na pierwszej linii kontaktu z pacjentem znajdą się lekarze rodzinni, interniści i pediatrzy, sytuacja zdecydowanie się poprawi – przekonuje prof. Chybicka.

Do dyskusji włącza się również Tomasz Latos, przewodniczący sejmowej Komisji Zdrowia. Poseł uważa, że resort zajął się funkcjonowaniem podstawowej opieki zdrowotnej, proponując nowelizację ustawy, która ma leczyć skutki bez postawienia diagnozy. – Jestem za tym, aby moimi dziećmi opiekował się w POZ pediatra. Bądźmy jednak precyzyjni. W dużych miastach najmłodszymi zajmuje się właśnie pediatra. Natomiast w małej gminie może w ogóle nie być pediatry. Wprowadzanie więc takiej nowelizacji będzie udawaniem, że coś się zmieniło, a tak naprawdę problemy pozostaną – uważa Latos. Poseł twierdzi ponadto, że całą debatę o potrzebie zmian w podstawowej opiece zdrowotnej powinna zapoczątkować analiza. Jego zdaniem trzeba się zastanowić nad tym, jak ten system funkcjonuje w dużych miastach, małych gminach i na wsiach. – Czy podtrzymujemy ideę, aby lekarz rodzinny był lekarzem pierwszego kontaktu, który zna całą rodzinę i jej problemy? A jeśli nie zawsze tak jest, to zastanówmy się dlaczego – stwierdza Latos.

Co dalej ze specjalizacją z medycyny rodzinnej? Jak zachowają się lekarze, którzy przecież potrafią kalkulować. Jeśli zrobienie specjalizacji z medycyny rodzinnej oznacza, że można pracować wyłącznie w POZ, a odwrotnie – kończąc specjalizację z pediatrii czy interny, stoi się przed wyborem pracy w szpitalu albo w POZ, to w takich okolicznościach, po co być lekarzem rodzinnym?

Łukasz Wasilewski

 

Zaloguj się aby komentować.