Pasje lekarzy - Zakaukazie – 6300 km wrażeń

logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 33 gości 
Pasje lekarzy - Zakaukazie – 6300 km wrażeń Drukuj
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Zakaukazie – 6300 km wrażeń

Marta i Michał Wiśniewscy oraz Michał Witek. W tle skalne miasto Wardzia (Gruzja), którego zbocza osunęły się z powodu trzęsienia ziemi w XIII wieku. (Fot. z archiwum autorów)

Trójka młodych adeptów sztuki lekarskiej, stażyści wrocławskich szpitali to my: Marta i Michał Wiśniewscy oraz Michał Witek. Tym razem postanowiliśmy wybrać się motocyklami poza Europę. Zamysł eskapady powstał ponad rok wcześniej, a decyzję przypieczętowały liczne medialne doniesienia z Gruzji i Armenii.

Chcemy również wspomnieć o bohaterach tej podróży: leciwej 20-letniej Hondzie Shadow oraz Hondzie VFR. Miesięczny wyjazd poprzedziły przygotowania polegające na uzupełnieniu informacji o regionie i naprawach motocykli. Wyruszyliśmy pod koniec czerwca ubiegłego roku w kierunku Ukrainy, mając kieszenie wypchane dolarami na cele ,,reprezentacyjne”, związane z kontrolami tamtejszej milicji. Udało nam się przejechać bez większych problemów do Odessy, gdzie czekał na nas prom, a właściwie to my na niego. Odprawa trwała do późnych godzin nocnych. Niezliczona liczba okienek i pieczątek poprzedziły posłuszne wyczekiwanie w kolejce ciężarówek. Przyglądając się temu, trudno nie odnieść wrażenia ścisłej zażyłości celników z „tirowcami”. Turyści stanowili wyjątek w tym buntowniczym towarzystwie.

W końcu wypłynęliśmy w trzydniowy rejs do Batumi. Pobyt na statku dyktowały posiłki i obserwacja delfinów. Kantyna stała się miejscem spotkań. Gruzińscy kierowcy uzupełniali nasze informacje o stanie dróg, gdyż nie jest rzadkością trasa krajowa bez utwardzonej nawierzchni. Po tygodniu podróży ukazał się na horyzoncie górzysty ląd. Im bliżej portu tym wyraźniejszy stawał się napis Batumi, który wkomponowany jest w zbocze ogromnego ogrodu botanicznego, dumy Związku Radzieckiego. Roślinność przypominała o odmienności podziwianego krajobrazu; bambusy, eukaliptusy, bananowce podkreślały podzwrotnikowy klimat wybrzeża. Nie można było nie zauważyć strzelistych, kolorowych budowli kasyn i luksusowych hoteli. Nocą miasto tętniło życiem. Fundusze zainwestowane po „rewolucji róż” przez Stany Zjednoczone unowocześniły służby publiczne i infrastrukturę. Nasze zauroczenie Gruzją psuli szaleni kierowcy, którzy za punkt honoru uważali wyprzedzanie motocykla w najmniej spodziewanych przez nas momentach. Styl jazdy jest trudny do wyobrażenia i bardziej przypomina niekończące się zawody, w których stawką niekiedy jest życie. Stan techniczny pojazdów pozostawia wiele do życzenia. Cudem uniknęliśmy zderzenia z jadącą z naprzeciwka białą wołgą załadowaną butlami gazowymi, której kierowca stracił panowanie nad pojazdem i uderzył tuż obok nas w słup wysokiego napięcia. Uświadomiło nam to jak bardzo trzeba uważać. Dramaturgii dodawało wszechobecne na ulicach bydło domowe.

W drodze do Tbilisi zwiedziliśmy: Gelati – jeden z głównych intelektualnych i kulturowych ośrodków średniowiecznej Gruzji; Gori – miasto rodzinne Stalina, gdzie znajduje się muzeum „słońca narodów’’. Z dużym zażenowaniem opuściliśmy to miejsce, nadal hołdujące mordercy. Niedaleko Tbilisi, w pięknej byłej stolicy Gruzji – Mcchecie zaczęła szwankować VFR-ka, która chwilę później dokonała swego żywota w centrum miasta. Kilka kolejnych dni poświęciliśmy na szukanie części zamiennych. Niestety, najbliższy serwis motocyklowy znajdował się dopiero w oddalonej o ponad tysiąc kilometrów Ankarze. Byliśmy zmuszeni oczekiwać na części z Polski. Wykorzystaliśmy ten czas owocnie. Zwiedziliśmy stolicę i okoliczne miejscowości. Dotarliśmy drogą wojenną do Kazbegi. Góry Kaukazu zrobiły na nas niesamowite wrażenie. Nie zapomnimy także miasteczka Sighnaghi, słynącego z uprawy winorośli i produkcji unikatowych dywanów. W końcu przyleciały części do motocykla i po samodzielnej naprawie wyruszyliśmy w kierunku Armenii. Po przekroczeniu granicy stan dróg uległ znacznemu pogorszeniu, a mijane miasteczka były coraz biedniejsze. Mimo tego, że w Armenii spędziliśmy tylko 5 dni pozostanie ona na zawsze w naszej pamięci. Zarówno architektoniczna spuścizna pierwszego chrześcijańskiego kraju jak i niezwykłe krajobrazy ogromnego jeziora Sewan, znajdującego się na 2000 m n.p.m., oraz niekończące się górskie przestrzenie z dumnie piętrzącą się ku niebu świętą górą Ormian – Ararat utkwiły w naszych wspomnieniach. Spotkaliśmy się też z wielką gościnnością, której brakowało nam w Gruzji.

W związku z kolejnymi problemami z elektryką VFR-ki postanowiliśmy wracać promem, tym samym zrezygnowaliśmy z powrotu przez Turcję. Granica turecko-armeńska, ze względu na stosunki dyplomatyczne panujące między tymi państwami, pozostaje nadal zamknięta, dlatego zdecydowaliśmy się na powrót do Gruzji. Skalne miasto Wardzia, które w latach świetności mogło pomieścić nawet do 60 tysięcy ludzi dało obraz minionej potęgi regionu. Oczekiwaliśmy na powrotny rejs w nadmorskiej miejscowości Ureki, znanej od czasów rzymskich z leczniczych właściwości piasków magnetycznych. Gościła nas wielopokoleniowa rodzina, która zadbała, abyśmy nie zapomnieli smaku lokalnych potraw. Powrót do Polski przebiegł sprawnie, przekraczając granice byliśmy zmęczeni, ale i szczęśliwi. Mimo wielu niedogodności „wschód” urzekł nas swoją prostotą. W wielu miejscach czas się zatrzymał. Wybierając się w tamte strony, liczyliśmy na wiele przygód i się nie zawiedliśmy.

Marta i Michał Wiśniewscy, Michał Witek

Batumi – miasto w południowo-zachodniej Gruzji, na wybrzeżu Morza Czarnego.

Chinkali to zawinięty w cieście farsz mięsny z dodatkiem kolendry. Największe walory smakowe przypisuje się wywarowi, który w całości należy wypić.

Górujący nad Tbilisi Sobór Trójcy Świętej.

 

 

Zaloguj się aby komentować.