logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 79 gości 
Izbowe spotkanie z przyszłymi specjalistami Drukuj
Ocena użytkowników: / 3
SłabyŚwietny 

Rezydent, czyli kto?

Izbowe spotkanie z przyszłymi specjalistami

Bodaj po raz pierwszy mieli okazję wyartykułować publicznie zastrzeżenia względem kształcenia specjalizacyjnego i poruszyć problemy, z jakimi borykają się na co dzień. Jak sami przyznają, dotychczas o swoje prawa walczyli głównie w pojedynkę, ale zazwyczaj była to walka z wiatrakami… „Potrzebujemy instytucjonalnego wsparcia!” – apelowali lekarze rezydenci, którzy 10 stycznia 2013 r. wzięli udział w spotkaniu zatytułowanym „Rezydent, czyli kto?”. W międzypokoleniowej, dwugodzinnej debacie, zainicjowanej przez władze Dolnośląskiej Izby Lekarskiej, poza ok. 70. młodymi medykami, uczestniczyli również ordynatorzy szpitali, prorektor ds. klinicznych UM we Wrocławiu prof. dr hab. n. med. Romuald Zdrojowy, kierownik działu Kształcenia Wyższych Kadr Medycznych UW we Wrocławiu mgr Anna Krzesińska-Nowacka, członkowie Prezydium DRL, przewodniczący Komisji Młodych Lekarzy DIL lek. Zbigniew Winkel. Z racji wieloletniej współpracy prezes DRL zaprosił do dyskusji także przedstawicieli śląskiej rodziny lekarskiej. Wśród nich znaleźli się: prezes ŚIL dr n. med. Jacek Kozakiewicz, b. konsultant krajowy ds. medycyny rodzinnej prof. Witold Lukas, lek. Karolina Kołodziejczyk i lek. Dorota Balwierz. Spotkanie odbyło się w siedzibie Izby przy al. Matejki 6.

Temat rezydentur za sprawą Ministerstwa Zdrowia powraca jak bumerang. Przypomnijmy, że wraz z nowym rokiem zmienił się sposób finansowania tej formy kształcenia. Od 1 stycznia finasowanie wydatków na tzw. zakładowy fundusz świadczeń socjalnych leży wyłącznie w gestii dyrektorów szpitali. Ci, w ramach obowiązującego prawa, mają możliwość rezygnacji z dokonywania odpisów na ZFŚS dla lekarzy rezydentów. Pierwsze skutki takiego rozwiązania są już widoczne, przynajmniej na Górnym Śląsku. „Troje młodych medyków, rezydentów medycyny rodzinnej poinformowało mnie kilka dni temu, że w związku z ministerialną dyrektywą dyrektor postanowił ich zwolnić. Zaznaczył przy tym, że nie ma z nich żadnego pożytku, bo zaledwie połowę czasu spędzają w szpitalu, a dwa lata – zgodnie z programem specjalizacji – w praktykach lekarzy rodzinnych. Takich niepokojących sygnałów dociera do mnie coraz więcej. Jestem zwyczajnie zbulwersowany całą sytuacją” – mówił w trakcie spotkania prof. Witold Lukas. Dolnośląscy rezydenci na pytanie, czy nakłaniano ich do wypowiedzenia umów, odpowiadali zgodnie, że z takim procederem się nie spotkali. Oby tak pozostało…

To nie jedyna zmiana, jaką w przypadku kształcenia podyplomowego resort przewidział w nowym roku. 9 stycznia weszło w życie rozporządzenie ministra zdrowia z 2.01.2013 r. w sprawie specjalizacji lekarzy i lekarzy dentystów. Nowe regulacje prawne nie oznaczają zmniejszenia liczby różnorakich zaświadczeń i oświadczeń, które trzeba przedstawić przy składaniu wniosku o rozpoczęcie szkolenia specjalizacyjnego. Zgodnie jednak z nimi lekarze będą mogli zostać specjalistami w 77 dziedzinach. W wykazie stanowiącym załącznik do rozporządzenia znalazło się także 9 specjalizacji lekarsko-dentystycznych. Wskazując legislacyjne mankamenty wspomnianego dokumentu dr n. med. Jacek Kozakiewicz, powiedział: „W  żadnym innym kraju europejskim nie spotyka się tak dużego rozdrobnienia specjalizacji”. Lista zmian, jakie wprowadza nowe rozporządzenie jest zdecydowanie dłuższa (m.in. znosi dotychczasowy podział na specjalizacje w podstawowych i szczegółowych dziedzinach medycyny). Młodzi uczestnicy spotkania nie muszą się tym jednak przejmować, bo do postępowań i szkoleń specjalizacyjnych wszczętych bądź niezakończonych przed dniem wejścia w życie tego aktu prawnego stosuje się przepisy dotychczasowe.

Co o rozwiązaniach systemowych sądzą starsi, bardziej doświadczeni medycy? Swoimi uwagami mieli okazję podzielić się z przybyłymi gości. 10 stycznia najważniejszy głos należał jednak do rezydentów.

ETATÓW REZYDENCKICH WCIĄŻ ZA MAŁO

Dostępność i jakość to zdaniem prezesa Śląskiej Izby Lekarskiej przymioty decydujące o powodzeniu kształcenia specjalizacyjnego. I z jednym i z drugim bywa jednak różnie, najczęściej niedostatecznie dobrze. „Wdrożenie systemu akredytacji jednostek uprawnionych do prowadzenia specjalizacji sprawiło, że ta dostępność zaczęła być w pewnym zakresie limitowana” – twierdził 10 stycznia dr n. med. Jacek Kozakiewicz, który substytutem szkolenia podyplomowego nazwał pozarezydencki tryb kształcenia. Prezes ŚIL odwołał się przy tej okazji do danych statystycznych Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego. Z przeprowadzonej analizy wynika m.in., że na przestrzeni lat 2010-2012 liczba przyznanych tam miejsc rezydenckich w stosunku do miejsc specjalizacyjnych ogółem wzrosła nieznacznie (2010 r. – 25,86%, 2012 r. – 39,24%). Według dr. Kozakiewicza – co potwierdzają liczby – stopień zaspokojenia potrzeb na etaty rezydenckie, szczególnie w stomatologii, jest wyraźnie niezadawalający. „Co prawda w 2011 r. nastąpiła chwilowa poprawa sytuacji. Cóż jednak z tego, skoro od ubiegłego roku stoimy w miejscu?” – reasumował.

Prezes Śląskiej Izby Lekarskiej poruszył ponadto kwestie związane z Państwowym Egzaminem Specjalizacyjnym. Przypomnijmy, że był z nim problem w sesji jesiennej 2012. PES z okulistyki zdało wówczas 31 spośród 79 lekarzy, a z anestezjologii 13 spośród 86 medyków. Zdaniem dr. Kozakiewicza PES powinien być egzaminem licencyjnym, nie zaś konkursem na najlepiej zdającego. Podczas spotkania opowiadał się zatem za zmianą jego formuły i wprowadzeniem ogólnodostępnej bazy pytań.

STATUS REZYDENTA MOCNO ZACHWIANY

„Szpitale nie chcą dokładać do rezydentów. Dziś oczekuje się na nich wyłącznie w placówkach pozaakademickich. Zamiast walczyć o przetrwanie, przyszli specjaliści, nasi mniej doświadczeni koledzy powinni skupić się na zdobywaniu wiedzy” – tak o pokoleniu młodych lekarzy mówił dr n. med. Andrzej Wojnar – przewodniczący Komisji Kształcenia DRL i wiceprezes Izby. Na Dolnym Śląsku jest ok. 1200 rezydentów, wielu z nich, z różnych powodów, miało problem z rozpoczęciem specjalizacji. Niektórym udało się pomóc. Dzięki pisemnej interwencji prezesa DRL dr. n. med. Igora Chęcińskiego oraz jednego z konsultantów wojewódzkich wrocławski szpital przyjął kilku rezydentów, których zaangażować pierwotnie nie chciał. To sygnał, że instytucjonalnie można zdziałać więcej niż w pojedynkę. Przedstawiciele Izby wielokrotnie apelowali zresztą do młodych medyków, by nie uprawiali donkiszoterii. Dr Bożena Kaniak – przewodnicząca Komisji Socjalnej i ds. Lekarzy Seniorów przekonywała zaś, że finansowe wsparcie Izby nie jest zarezerwowane wyłącznie dla starszych lekarzy.

SPECJALIZACYJNE DYLEMATY

Co zrobić, gdy kierownik jednostki uprawnionej do prowadzenia specjalizacji, odmawia przyjęcia lekarza zakwalifikowanego do odbywania szkolenia? – to jedno z dwóch pytań wystosowanych przez władze Izby do Ministerstwa Zdrowia, na które udało się uzyskać odpowiedź. W takim przypadku – jak informował dr n. med. Andrzej Wojnar – liczba miejsc szkoleniowych, przyznanych w zakresie danej specjalizacji, ulega zmniejszeniu odpowiednio do liczby nieprzyjętych osób. Uczestnicy spotkania dowiedzieli się również, że kierownik jednostki akredytowanej nie ma możliwości zmiany rodzaju umowy specjalizacyjnej z tzw. rezydenckiej na cywilnoprawną. Wyboru trybu dokonuje bowiem lekarz i jego zmiana wymaga pisemnego wniosku tegoż medyka. O prawnych niuansach w kontekście rezydentury mówiła mec. Beata Kozyra-Łukasiak (opracowanie p. mecenas publikujemy na s. 8-10).

SKĄD TEN ZAMĘT?

Ustawicznie zmieniające się rozporządzenia i nowelizacje Ustawy o zawodzie lekarza i lekarza dentysty to zdaniem mgr Anny Krzesińskiej-Nowackiej – kierownik Działu Kształcenia Wyższych Kadr Medycznych UW we Wrocławiu jedna z głównych przyczyn panującego chaosu, choć zdecydowanie nie jedyna. „Proszę pamiętać, że to jednostki uprawniają się do kształcenia. Wiele z nich młodych medyków szkolić po prostu nie chce. Tak dzieje się przede wszystkim w stomatologii. Ograniczona liczba miejsc specjalizacyjnych w stosunku do zapotrzebowania wynika zatem z braku miejsc w jednostkach akredytowanych. Likwidacja placówek i łączenie oddziałów dodatkowo sprawę komplikują” – wyjaśniała podczas spotkania. Mgr Krzesińska-Nowacka przyznała, że coraz częściej dochodzi do sytuacji odmowy przyjęć na specjalizacje, a odpowiedzialni za realizowanie stażu i kursów pracodawcy mnożą wiele trudności. Nie mniejszym problemem jest według niej: zbyt mała liczba kursów, częste zmiany programów specjalizacyjnych, brak informacji w tym zakresie czy niemożność zrealizowania programów – zwłaszcza w dziedzinach zabiegowych. Mgr Krzesińska-Nowacka życzyłaby sobie, by osoby szkolące się w trybie rezydenckim nie zmieniały co sesję dziedziny, a jednostki informowały o zaprzestaniu odbywania specjalizacji przez daną osobę. Dzięki temu kilka innych będzie mogło ją rozpocząć… Tę wyliczankę uzupełniła dr Dorota Radziszewska – wiceprezes DRL ds. Delegatury Wałbrzyskiej. Jej zdaniem deficyt miejsc rezydenckich to m.in. wynik oblężenia ośrodków akademickich. „Od lat walczę, by młodzi medycy przyszli pracować do bardzo dobrego, świetnie wyposażonego, wałbrzyskiego szpitala. Chętnych jednak brak i na nic zdaje się moja argumentacja, że w placówce nie trzeba „bić się” o pacjenta” – mówiła dobitnie szefowa delegatury.

REZYDENTURA OCZAMI MŁODYCH

Początkowo głos w dyskusji zabierali z dozą nieśmiałości, z czasem ich wypowiedzi stawały się coraz bardziej rzeczowe. I choć dotyczyły różnych aspektów kształcenia specjalizacyjnego, to w istocie nasuwały jeden wniosek – REZYDENTOM POTRZEBNE JEST INSTYTUCJONALNE WSPARCIE. Zanim jednak międzypokoleniowy dialog rozgorzał na dobre reprezentująca Śląską Izbę Lekarską dr Karolina Kołodziejczyk poruszyła temat zlikwidowanego stażu podyplomowego. „Nie powinniśmy przyzwyczajać się do ministerialnych, złych decyzji, ale co rusz o nich przypominać” – podkreślała i apelowała do obecnych na sali decydentów, by zwrócili uwagę na jedną z odwiecznych bolączek uczelni – zbyt dużą liczbę studentów przypadających na jednego wykładowcę.

Deficyt miejsc rezydenckich to nie jedyny problem młodych lekarzy. O stworzenie wydolnego systemu nadzoru nad kształceniem podyplomowym dopominał się dr Krzysztof Domagała. Zdaniem medyka w Polsce brakuje instytucji weryfikującej na bieżąco jakość rezydenckiego szkolenia. Co zrobić, gdy nie jest się z niego zadowolonym, a donos na macierzystą placówkę nie wchodzi w grę? Dr Andrzej Wojnar tłumaczył, że sprawowanie pieczy nad jakością kształcenia specjalizacyjnego leży w kompetencji konsultantów wojewódzkich – bądź co bądź urzędników danego wojewody. Zdaje się, że mnogość instytucji zajmujących się tym zagadnieniem, nie sprzyja poprawie sytuacji. Tak uważa przynajmniej rezydent jednego z wrocławskich szpitali dr Cezary Krempowicz, który specjalizację rozpoczynał w Niemczech. „Konsultant krajowy i wojewódzki, izba lekarska, Ministerstwo Zdrowia, CMKP, urząd wojewódzki – proszę spojrzeć, ile podmiotów teoretycznie za coś odpowiada, każdy za co innego. Do tego jedna instytucja nie ma wpływu na drugą”
– argumentował podczas spotkania. Dr Krempowicz chwalił ponadto niemiecki, wolnorynkowy system kształcenia, bo nie ma w nim miejsca na skracanie dyżurów i inne kurioza.

Dr Jakub Targowski i dr Anna Olewińska zainicjowali dyskusję na temat ograniczania ilości godzin dyżurowych przez dyrektorów szpitali. Jak się okazało, taki proceder ma miejsce w wielu dolnośląskich placówkach. Rezydenci raz po raz pytali również o zasadność potrącania z wynagrodzenia równowartości tzw. „wolnego po dyżurze”. Wśród nich byli i tacy, którzy o swoje prawa usiłowali walczyć w Ministerstwie Zdrowia. „Pisaliśmy do resortu, by dowiedzieć się, czy za zejścia po dyżurach słusznie odlicza się nam pieniądze. Z przesłanej odpowiedzi wynika, że to praktyka całkowicie bezprawna. Cóż z tego skoro trwa ona nadal?” – podkreślał dr Piotr Rubisz, który pracuje w jednym z wrocławskich szpitali. O to samo walczył z dyrektorem, zatrudniony w pozaakademickim ośrodku, dr BP. Ta walka – jak twierdzi – skończyła się dla niego bezprawnym zwolnieniem. Pozostało jednak rozgoryczenie… Frustrację rezydentów rozumie dr n. med. Paweł Włodarczak – ordynator Oddziału Chirurgicznego w WSS im. Gromkowskiego we Wrocławiu, który podczas spotkania opowiadał się za odebraniem akredytacji byle jakim jednostkom. Tych, według szefa chirurgii, na Dolnym Śląsku jest aż za nadto. Zmianowy system pracy to kolejny punkt zapalny dyskusji. Rezydenci pytali, czy jego wprowadzenie nie stoi w sprzeczności z prawem? I choć uzyskali odpowiedź przeczącą, to jednocześnie otrzymali od dr. Kozakiewicza zapewnienie, że izby lekarskie takiego rozwiązania popierać nie będą. Na problem dostosowania programów specjalizacyjnych do możliwości ich wykonania zwrócił uwagę dr Michał Aporowicz. „Nie sądzę, by ktokolwiek pozwolił mi zoperować przełyk czy pękniętą wątrobę, a przecież takie zabiegi w programie są obowiązkowe” – wyjaśniał. Wiele zastrzeżeń padło także w kierunku opiekunów specjalizacji. W ocenie rezydentów kierownicy specjalizacji nie wykazują zbytniego zainteresowania swoimi podopiecznymi. Młodzi lekarze uważają jednak, że godziwa gratyfikacja finansowa mogłaby to zmienić.

CO DALEJ?

Problemy, o jakich 10 stycznia mówili młodzi lekarze, zdają się dotykać rezydentów w całej Polsce. Ważna i potrzebna była to zatem dyskusja. Moc sprawcza słów bywa jednak mocno ograniczona, dlatego rodzi się pytanie, co dalej? W wielu konkretnych przypadkach władze Izby zaofiarowały swoją pomoc. Jeden z uczestników spotkania już z niej korzysta. „Drzwi mojego gabinetu pozostają otwarte dla każdego rezydenta” – deklaruje prezes DRL. Przedstawiciele ŚIL zapowiedzieli natomiast, że opublikują na łamach „Pro Medico ” i wyślą do Naczelnej Izby Lekarskiej apel będący pokłosiem tego spotkania.

Magdalena Łachut

Na jednej sali zgromadzili się młodzi medycy z Dolnego Śląska, przedstawiciele Rady DIL, władz Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu oraz ordynatorzy wrocławskich szpitali.

W imieniu własnym i kolegów rezydentów dr Piotr Rubisz prosił, by Izba wspierała ich w zmaganiach z dyrektorami szpitali.

O tym, dlaczego niemiecki system kształcenia specjalizacyjnego jest lepszy od polskiego mówił dr Cezary Krempowicz – rezydent jednego z wrocławskich szpitali.

„Deficyt miejsc rezydenckich to problem nie tylko Dolnego Śląska” – podkreślał dr n. med. Jacek Kozakiewicz – prezes Śląskiej Izby Lekarskiej.

Na zdjęciu prof. dr hab. n. med. Romuald Zdrojowy – prorektor ds. klinicznych UM we Wrocławiu i dr Bożena Kaniak – przewodnicząca Komisji Socjalnej i ds. Lekarzy Seniorów DRL

Młodzi lekarze krytykowali zarówno sposób kwalifikowania na specjalizacje, jak i ich przebieg. Zdaniem rezydentów system jest mało przyjazny…

Zdjęcia Marek Grotowski

 

Zaloguj się aby komentować.