Na Cito

logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 103 gości 
Na Cito Drukuj
Ocena użytkowników: / 3
SłabyŚwietny 

Rezydent, czyli kto?

Witam Koleżanki i Kolegów!

W styczniowym wydaniu „Medium”, w którym pisaliśmy o lekarzach seniorach, zasygnalizowałem, że kolejne „Na cito” dotyczyć będzie lekarzy rezydentów i trudności, na jakie napotykają w drodze do specjalizacji. W mojej ocenie to niezmiernie ważna kwestia będąca problemem nie tylko samych zainteresowanych, ale całego środowiska lekarskiego. Poświęcam jej zatem więcej miejsca niż zazwyczaj.

dr n. med Igor Checiński - Prezes DRL (Rezydent, czyli kto?)Ku mojej uciesze tematyka związana z młodymi lekarzami spotkała się z aprobatą Kolegium Redakcyjnego naszego miesięcznika. Okładka lutowego wydania „Medium” oraz zawarte w nim artykuły (leitmotiv – rezydenci) w pełni to potwierdzają. Satysfakcjonujący jest też fakt, że izbowe spotkanie z rezydentami, które odbyło się 10 stycznia, cieszyło się wśród nich dużym zainteresowaniem. Żywa dyskusja, jaka mu towarzyszyła, dowiodła, że nad wieloma trudnymi problemami władze izbowe muszą się pochylić. A więc ad rem. Popularna wyszukiwarka internetowa, po wprowadzeniu do niej słów – lekarze rezydenci, w ułamku sekundy wyświetla ponad 25 tysięcy wyników. Oznacza to, iż to hasło ważne i dość często pojawiające się w mediach. Na pierwszej pozycji widnieje wikipedyczna definicja lekarza rezydenta: „to lekarz posiadający pełne prawo wykonywania zawodu, odbywający specjalizację w określonej dziedzinie medycyny na podstawie umowy o pracę zawartej z jednostką prowadzącą specjalizację na okres specjalizacji, finansowaną ze środków przeznaczonych na ten cel przez Ministerstwo Zdrowia”.

Docierające do Izby informacje, iż część dyrektorów szpitali proponuje rezydentom zatrudnienie na podstawie umowy cywilnoprawnej, zwanej potocznie kontraktem, lub wprowadza tzw. rownoważny czas pracy, są wysoce niepokojące. Zarządzający placówkami usiłują poradzić sobie w ten sposób z niedofinansowaniem etatów rezydenckich. Nie otrzymują bowiem wystarczających środków na wynagrodzenia rezydentów z MZ. Następstwa takiej sytuacji mogą być katastrofalne – zapaść w szkoleniu młodych kadr lekarskich. W tej sprawie spotkałem się z dyrektorami wrocławskich szpitali – im. Gromkowskiego i ASK przy ul. Borowskiej, gdzie zatrudnionych jest ogromna liczba rezydentów. Wynik tych rozmów to klasyczny pat.

Nowy rok przyniósł kolejną niespodziankę – na mocy decyzji ministra zdrowia od 1 stycznia 2013 r. koszt zatrudnienia rezydenta w postaci odpisu na zakładowy fundusz świadczeń socjalnych zostaje przerzucony na pracodawcę. Jest to nie tylko niesłuszne, ale narusza również ustawowe zasady finansowania rezydentur. Wprowadzona zmiana uderza bezpośrednio w finanse podmiotów leczniczych, które podjęły się trudu szkolenia nowego pokolenia lekarzy specjalistów. Istnieje realne zagrożenie, że część podmiotów uprawnionych do szkolenia – po analizie kosztów – zrezygnuje z zatrudniania rezydentów. W prasie wrze. Oto fragment artykułu opisujący sytuację panującą w krakowskich szpitalach: „Młodzi lekarze rezydenci w krakowskich szpitalach zostaną bez kasy? Ministerstwo Zdrowia nie przesłało do placówek dotacji. Problem z uzyskaniem pieniędzy dotyczy zarówno rezydentów, którzy szkolą się już od kilku lat (rezydentura w zależności od specjalności trwa od 5 do 6 lat), jak i nowych, przyjętych wiosną br. Za czwarty kwartał 2012 roku lecznica przy Prądnickiej powinna dostać z resortu ponad 520 tys. zł, na koncie ma tylko 300 tys. zł. Nowym rezydentom ministerstwo zapłaciło jedynie połowę. W „Narutowiczu” szkoli się 46 młodych lekarzy”. Odpowiedź, jak reagują na te okoliczności włodarze szpitala, pada z ust dyrektor placówki: „Czekam aż wyjaśni się sytuacja, ale dla mnie to niepokojący sygnał”. Zapowiada zwolnienia, jeśli problemy nie zostaną rozwiązane. „Bo nikt mnie nie zmusi bym zatrudniała rezydentów” – kwituje.

Reagują też władze samorządu lekarskiego. Prof. Andrzej Matyja – prezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Krakowie jest oburzony sytuacją. Stwierdza: „W ministerstwie panuje bałagan! Może to spowodować paraliż w kształceniu lekarzy, bo dyrektorzy przestaną przyjmować kolejnych rezydentów. Poza tym szpitale czekają olbrzymie kary ze strony Inspekcji Pracy za poślizgi w wypłacaniu pensji”. Doktor Stefan Bednarz – przewodniczący Komisji Etyki NRL, a jednocześnie wicedyrektor Szpitala Uniwersyteckiego informuje, że kliniki przy Kopernika (zatrudniające najwięcej, bo aż 300 rezydentów) zamiast 4 mln zł otrzymały na wynagrodzenia rezydentów zaledwie 2 mln zł.

Swój kamyk do ogródka problemów młodych lekarzy dorzucił dolnośląski lekarz, który na spotkaniu rezydentów przy Matejki opowiadał z goryczą o dyscyplinarnym zwolnieniu z pracy. Ów Pan Doktor nie sygnalizował wcześniej istniejącego problemu, stąd zasugerowałem, by skorzystał z pomocy Izby. Wydaje się, że Pan Doktor uwierzył w moc sprawczą dolnośląskiego samorządu, ponieważ kilka dni po spotkaniu dotarła na moje biurko bardzo obszerna dokumentacja dotycząca sporu między lekarzem a prezesem NZOZ w jednym z miast powiatowych. Wraz z zespołem radców prawnych przestudiowaliśmy ją dokładnie. Zdaniem izbowych prawników mało zrozumiałym pozostaje fakt, iż przyczyną wypowiedzenia umowy o pracę jest, cytuję: „ciężkie naruszenie podstawowych obowiązków pracowniczych poprzez: śmiecenie w miejscu publicznym poprzez wyrzucenie niedopalonego papierosa, nagminne nieprzestrzeganie zakazu palenia papierosów na terenie szpitala, zlekceważenie polecenia pracodawcy, wydanego w obecności innych pracowników, nakazującego sprzątnięcie niedopałka papierosa”. Powód kuriozalny! W tej sytuacji zdecydowaliśmy, że obowiązkiem Izby jest bronić Pana Doktora. Do tej bitwy wytaczamy wszystkie działa, jakimi dysponuje samorząd. Uruchamiamy izbowy fundusz prawny, pomoc rzecznika praw lekarza i wsparcie adwokatów. O wyniku batalii będziemy informować.

Igor Chęciński

 

Zaloguj się aby komentować.