Wokół etyki lekarskiej: Z pamiętnika etyka

logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 14 gości 
Wokół etyki lekarskiej: Z pamiętnika etyka Drukuj
Ocena użytkowników: / 1
SłabyŚwietny 

Z pamiętnika etyka

Po pierwsze,
nie szkodzić NFZ

Przepisywanie recept na refundowane leki przez lekarzy, którzy nie mają kontraktu z NFZ, ten ostatni uznaje ustami prezesa za własną szkodę. Prezes zaś NRL argumentował zgodnie nie tylko z rozsądkiem, zasadą równości wobec prawa i słusznością etyczną, ale bodaj elementarną ekonomiką: „Jeżeli pacjent uprawniony do świadczeń refundowanych otrzyma lek refundowany zgodnie z przysługującym mu poziomem refundacji, to taka sytuacja nie może być postrzegana jako działanie generujące szkodę po stronie Narodowego Funduszu Zdrowia”. Jeśli bowiem pacjent uzyskał uprawnienie do zakupu refundowanego leku, to lekarz zostaje uprawniony do wypisania recepty na ten lek – realizuje konstytucyjne prawo chorego do właściwej opieki medycznej. Gdyby nie przepisywał tego leku, postępowałby sprzecznie z zasadą sprawiedliwości i równości.

Kluczowe wydaje się jednak pojęcie szkody. Hipokrates nie pozostawia tutaj żadnej wątpliwości: zawsze chodzi o chorego i o jego zdrowie, nie zaś o fundusze i instytucje. Jak to się jednak dzieje, że zamiast mówić o szkodzie pacjenta, prawimy dyrdymały o szkodzie NFZ? Jak bowiem ma lekarz szkodzić NFZ i jednocześnie nie szkodzić pacjentowi? Czy zatem lekarza powinnością jest szkodzenie pacjentowi, aby nie zaszkodzić NFZ? Należy więc zrozumieć dobrze coś, co nie daje się zrozumieć, czyli tzw. dogmat biurokratyczny, na mocy którego ubezpieczony w ufności płaci składkę zdrowotną i pozostaje w wierze, że decyzją NFZ nie utraci zdolności do dysponowania nią we własnym celu zdrowotnym.

Jest w tym pewien paradoks, wręcz tertuliański – credo, quia absurdum: płatnik, pracownik i pracodawca staje się klientem instytucji, która istnienie materialne zawdzięcza temu właśnie płatnikowi. Także placówka medyczna świadcząca usługi ubezpieczonemu stała się klientem NFZ. Instytucja zarządzająca środkami finansowymi, materialnie zależna od dwóch stron relacji terapeutycznej, poprzez fakt swojego istnienia jako pośrednika, decyduje o zakresie i jakości usług świadczonych przez instytucje medyczne oraz o sposobie i czasie zaspokajania zdrowotnych potrzeb ubezpieczonego – określa formę i cel tej relacji oraz definiuje zakres autonomii klinicznej lekarza. Jeśli nadto dodamy do tego stwierdzenie NIK-u z raportu z 2010 roku o tym, że NFZ „nie dysponował kompletnymi i rzetelnymi danymi o rzeczywistych kosztach procedur medycznych”, to wiara w leczenie kredą na płocie pisana. A pisał Rzecki w swym pamiętniku: „Już widać zapomniano, że w sklepie nie można stroić się w modne kołnierzyki, tylko je sprzedawać, bo w przeciwnym razie gościom zabraknie towaru, a sklepowi gości”.

Pozostaje pytanie zasadnicze, które Wokulski zapewne by postawił, choć mniej salonowo: kto bowiem, powierzone mu przez kogoś innego pieniądze uznaje za swoje, a ich odebranie przez tego, kto je powierzył – za własną szkodę?

O wdzięczności

Niedawno, przy okazji procesu sądowego znanego kardiologa, rozprawiano w mediach o naturze dowodów wdzięczności przyjmowanych przez lekarzy. Była to zadziwiająca akrobatyka myśli: nikogo nie urazić, doktorowi G. nie zaszkodzić, a jeszcze polityczny zamysł zrealizować. Wszystko to kraszone obrazem wykwintnych alkoholi, posrebrzanych widelczyków, szlachetnych piór wiecznych – tylko choinki brakowało. Sponiewierano kolejny raz zawód lekarza, który – okazuje się – skłonny jest rozmienić wartość zdrowia i życia na produkty spożywczaka lub galerii tysiąca i jeden drobiazgów. Wyłania się z tego obrazu pazerna natura lekarska oraz przekonanie, że wdzięczność jest przejawem patologii moralnej.

Czym zatem jest wdzięczność pacjenta? Jest pozytywnym, emocjonalnym i moralnym usposobieniem do lekarza, który zasługuje na jej wyrażenie przez pacjenta, jednak ze świadomością, że każda próba odwdzięczenia się będzie niewspółmierna do dobra, które chory uzyskał. Aby pacjent mógł być wdzięczny, dobro musi mieć istotne znaczenie dla niego, a samo wyświadczanie dobra wymaga wysiłku, poświęcenia lub wyrzeczenia przekraczających granicę obowiązku zawodowego lekarza, przy czym motyw lekarskiego postępowania nie może być egoistyczny. Wdzięczność nie jest więc odpowiedzią na zaspokojenie jakiegokolwiek oczekiwania pacjenta, lecz na pożądaną i wartościową postawę lekarza, która motywuje go do czynienia tego, co chory uznaje za cenne w swojej sytuacji życiowej.

Z. Szawarski wymienia dwa rodzaje wdzięczności: wdzięczność pozorną – pacjent, pomimo tego że lekarz wypełnił swoje obowiązki uczciwie, sumiennie, jest przeświadczony, że powinien „docenić” lekarza – to „kelnerski” model wdzięczności. Pacjent nie ma poczucia wdzięczności, ale społeczne reguły narzucają mu schematy zachowań, które powinien wyrażać w kontakcie z lekarzem. Bywa, że lekarz upomina się o taką wdzięczność. Oba przypadki sprzyjają korupcji; oraz wdzięczność właściwą – lekarz bezinteresownie czyni znacznie więcej niż to należało uczynić, wypełniając swój obowiązek zawodowy. Pacjent rozumie i docenia te działania, za które pragnie wyrazić wdzięczność. Wdzięczność ta jest odpowiedzią na głęboką relację z pacjentem i wyjątkowe postępowanie lekarza, które chory przyjmuje jako dobro (korzyść zdrowotna i dobro moralne).

Jednak podczas wyrażania wdzięczności przez pacjenta w postaci rzeczowej lekarz powinien pamiętać, iż musi jednoznacznie odmawiać pieniędzy; musi odmawiać również tzw. dowodów wdzięczności przed rozpoczęciem leczenia; powinien w przyjmowaniu podarunków jako wyrazów wdzięczności kierować się rozsądną miarą; nie powinien ich przyjmować publicznie, jeśli nie mogą być przez innych pacjentów zidentyfikowane; nie może przyjmować alkoholu; a odmawiając dowodów wdzięczności powinien zadbać o to, aby nie urazić pacjenta lub jego rodziny. W sytuacji, gdy pacjent (rodzina) podejmuje próbę wręczenia pieniędzy bądź podarunku o dużej wartości, należy porozmawiać i przekonać, że rozumie się wdzięczną postawę pacjenta (rodziny) i że nie są konieczne jej dowody rzeczowe – nie może być to bowiem dar, za który lekarz ma być wdzięczny pacjentowi.

Seneka pisał: „nie umiemy dobrodziejstw ani dawać ani przyjmować. Skutek tego jest taki, że za dobrodziejstwa źle dane złą otrzymujemy zapłatę. Zbyt późno żalimy się z tego powodu, że nikt nam się nie odwdzięcza za dobrodziejstwa, skoro już w chwili, gdyśmy dawali, były stracone”. Jeśli pragnie się czyjeś pomyślności i podejmuje się działania dla jej realizacji, to postępowanie takie nie może być dla obdarowanego upokarzające: „Rzecz najważniejsza: nie dawać w sposób obraźliwy. Taka już jest właściwość natury, że krzywda głębiej zapada w świadomość niżeli przysługa, że o przysłudze zapomina się szybko, podczas gdy krzywdę długo się zachowuje w pamięci”. Toteż nieprzyzwoitością moralną jest nieodczuwanie wdzięczności, jak i domaganie się zapłaty za uczynione dobrodziejstwo.

Jarosław Barański
Autor jest absolwentem filozofii UWr, pracuje
w Zakładzie Humanistycznych Nauk Lekarskich
Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

 

Zaloguj się aby komentować.