logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 97 gości 
Dawstwo narządów - DO KOGO NALEŻY MARTWE CIAŁO? Drukuj
Ocena użytkowników: / 11
SłabyŚwietny 

DO KOGO NALEŻY MARTWE CIAŁO?

Wokół pobierania narządów ze zwłok, jak również wokół stanu śmierci pnia mózgu, krąży wiele przesądów i lęków. Dlatego wypowiedzi niechętne transplantologii mogą je wzmacniać. Trudno jednak jednoznacznie orzec, tym bardziej dowieść, czy kontrowersyjne opinie, a nawet te fałszywe, odnoszące się do przeszczepiania narządów od zmarłych dawców, mają jakikolwiek wpływ na postawy społeczne, czy raczej są one wyrazem tych postaw.

Przyznanie rodzinie prawa decydowania o pobraniu narządów ze zwłok krewnego uprościłoby sytuację donacji i uczyniło ją moralnie przejrzystą. Wtedy można byłoby mówić o darze, który ratuje życie innego człowieka, będącego w zagrożeniu i oczekującego pomocy. Wtedy okazanie ludzkości nie kryłoby się za przebiegiem procedur, a było gestem serca, świadomym, płynącym z głębokiego przekonania o dobroczynnym charakterze wyrażenia zgody na pobranie narządów.

Dla przykładu przywołać można dwie, dość odmienne, opinie. Pierwszą z nich jest pogląd prof. Bogusława Wolniewicza, który istotę przeszczepień ex mortuo sprowadził do kanibalizmu, choć medycznego. Według niego w kanibalizmie i w transplantologii istota jest ta sama, a mianowicie: chęć uratowania życia (kanibalizm głodowy) i chęć wzmocnienia sił witalnych (kanibalizm religijny). Dlatego wprowadzono definicję śmierci opartą na diagnozie śmierci pnia mózgu, aby umożliwić, jak twierdzi prof. Bogusław Wolniewicz, współczesne ludożerstwo. Poza jednak analogią, związaną z wykorzystaniem ludzkich zwłok, różnice wydają się oczywiste: nie zjadamy martwych (ich organy nie ulegają zniszczeniu) i nie konsumujemy (nie użyczamy) tych organów w celu nabycia określonych własności lub cech osoby zmarłej, jak to jest w kanibalizmie rytualnym. Argumenty te są jednak intrygujące, ponieważ wypowiadają sprzeciw przed wkraczaniem w sferę kulturowo tabuizowaną pod naporem bezwzględnie realizowanej wartości życia. Odmienna opinia została wypowiedziana przez prof. Jana Talara. Twierdzi on, że nigdy nie udało się pobrać organów od martwego człowieka, eo ipso pobiera się od żywych, także dlatego, że kryteria śmierci pnia mózgu są fałszywe. Przesłanką wniosku prof. Jana Talara jest, z jednej strony, odrzucenie współczesnej wiedzy medycznej, z innej zaś zastosowanie przez niego terapii polisensorycznej (resp. bazalnej). I choć terapii polisensorycznej przyznaje się pewną ograniczoną skuteczność, to jedynie wtedy, gdy jest stosowana, przede wszystkim wobec pacjentów młodych, z urazem czaszkowo-mózgowym, najczęściej będącymi ofiarami wypadków komunikacyjnych.

Problemy tkwią jednak gdziekolwiek indziej. W kontekście procedury pobierania narządów ze zwłok lekarze zwracają uwagę na trudności, z których bodaj pierwsze dotyczą niewłaściwych relacji z rodzinami zmarłych oraz braku doświadczenia i umiejętności w prowadzeniu z nimi rozmów. To zaś, co może sprzyjać zwiększeniu pobrań, wiąże się z wiedzą i doświadczeniem lekarzy, jak i lepszą organizacją czy wypracowanymi standardami postępowania w przypadku podejrzenia śmierci mózgu. Sytuacja trudna, w jakiej znajduje się rodzina zmarłego i sam lekarz podejmujący wyjaśnienie przyczyn, z powodu których należy uznać pacjenta za zmarłego, także jako potencjalnego dawcę narządów – nie jest przeszkodą. Przeszkodą są bowiem bariery instytucjonalne, organizacyjno-administracyjne, względnie kompetencje lekarzy. W roku 2015, według danych Poltransplantu, zmniejszyła się liczba szpitali, w których pobrano narządy od więcej niż 10 zmarłych dawców, także liczba dawców z 277 w roku 2014 do 211 w następnym. Spadła więc liczba przeszczepionych narządów o 100. W 2015 roku dokonano 1 474 przeszczepień narządów, a oczekujących jest ponad 5 tysięcy.

W roku 2015 dawców z diagnozą śmierci pnia mózgu było 706, rzeczywistych 526. Oznacza to, że odstąpiono od pobrań ze 180 zwłok. Brak autoryzacji pobrania uniemożliwił pobranie narządów u stu zmarłych (14,2 proc.). Odstąpienie to było rezultatem braku zgody samego dawcy za życia, odmowy rodziny, braku zgody prokuratora. Jeśli więc przyjąć możliwość pobrań wielonarządowych (nerki, serce, płuca, wątrobę, trzustkę, jelito), przy założeniu, że ok. 10 proc. odstąpień jest z powodów medycznych, oznacza to, że nie dokonano – w przybliżeniu – do 90 pobrań, w tym wielonarządowych, a zatem wobec kilkukrotnie więcej pacjentów nie zaistniała możliwość terapeutyczna, aby znacząco polepszyć im jakość życia, względnie uratować im życie. Warto nadmienić, że okres życia pacjentów po przeszczepie nerki, wątroby czy serca jest znaczący i u większości przekracza 5 lat (odpowiednio: 87 proc., 73 proc., 61 proc.).

Jedną z wielu przyczyn uniemożliwiających pobranie narządów ze zwłok jest sprzeciw wyrażony za życia, względnie odmowa rodziny – w Polsce liczba zgłoszeń w rejestrze sprzeciwów, zgodnie z danymi Poltransplantu, wynosi dziś ponad 27 tysięcy (cofnięto 286). Aby usunąć tę przyczynę – wyrażenie sprzeciwu, uniemożliwiającą pobranie narządów, proponuje się w bioetyce rozwiązanie polegające na rutynowym wykorzystaniu zwłok w celach transplantacyjnych. Zwolennicy tego podejścia argumentują utylitarystycznie, że nie ma pożytku ze zmarłego (oczywiście, prócz przeszczepienia narządów); że zmarły, jego martwe ciało, nie decyduje już o przetrwaniu rodziny; że, wreszcie, pobierając organy nie wyrządza się zmarłemu żadnej krzywdy. Dlatego zwłoki należy traktować jako „rzecz społeczną”, którą można użyć dla dobra wspólnego. Rutynowe zatem pobieranie organów nie wymagałoby zgody nikogo, w tym za życia zgody sformułowanej przez zmarłego. Tłem tych argumentów jest kalkulacja korzyści, która ignoruje wszelako obecność odmiennych wartości, odmiennego doświadczenia śmierci i zakładająca reifikację ludzkiego ciała na podobieństwo „grubego” kartezjanizmu, który traktuje cielesność jako coś obcego, odrębnego wobec człowieka. Zastanawiające jest to, że odwołując się nadto do przekonania o tym, że martwe ciało nie jest rzeczą, że nie stanowi masy spadkowej rodziny, zwolennicy rutynowego pobierania narządów traktują de facto zwłoki jako własność państwa i jego instytucji. Dowodzą również, że oddanie po śmierci organów nie należy interpretować jako dar, ale jako obowiązek moralny wobec wspólnoty zgodnie z zasadą wzajemnej korzyści jej członków. Byłaby to rekompensata dóbr, jaką zmarły uzyskał od tej wspólnoty za życia. Problem tkwi jednak w tym, że zwolennicy rutynowego pobierania narządów nie potrafią wyodrębnić tej wspólnoty, prócz najczęściej formalnego kryterium przynależności do społeczeństwa, ani wskazać na wartości, które tę wspólnotę zakładają i mogą stanowić uzasadnienie moralnego obowiązku przekazywania organów po własnej śmierci.

Rutynowe pobieranie jest sprzeczną wewnętrznie koncepcją, ponieważ zakładającą w społeczeństwie liberalnym – z dominującą wartością autonomii jednostki – poczucie wspólnotowości, którego kryteria toną w mroku domniemań. Bo przecież z poczucia wspólnoty obywatelskiej w grze partykularnych interesów opartych na konsensusie prawnym nie wyprowadzi się obowiązku moralnego, a jedynie arbitralnie zadekretuje go jako formułę prawną. Nadto, koncepcja rutynowego pobierania narządów ignoruje autonomiczną zdolność do decydowania o sobie, tzn. że ludzie mogą mieć (a przecież mają w najprzeróżniejszych aspektach, nie tylko spadkowych) życzenia, które sięgają także czasu po ich śmierci, choćby w wyrażeniu woli dotyczącej ich własnego ciała. Ignorowanie tych życzeń jest sprzeczne z zasadą szacunku dla ludzkiej autonomii.

Dlatego etyczne uzasadnienia donacji organów mają charakter mieszany: z jednej strony traktuje się zwłoki jako dostępny rezerwuar narządów, z innej zaś warunkuje się dostęp do nich poprzez uwzględnienie tego, czy zmarły za życia nie wyraził niezgody na pobranie. Dlatego ci, którzy mają zastrzeżenia co do pobrania organów ze swoich zwłok, wyrażają sprzeciw poprzez wpis w rejestrze sprzeciwów, względnie w postaci oświadczenia pisemnego bądź też ustnego w obecności świadków i przez nich pisemnie potwierdzonego. Jeśli tego nie uczynią, domniema się, że wyrażają zgodę. Ta postać zgody domniemanej odnosi się do osoby żywej i tylko pod takim warunkiem ma swą etyczną ważność – osoba martwa nie wyraża jakiejkolwiek zgody albo niezgody. Trudno bowiem założyć, że zachodzą tu przypadki tych czynności lekarskich, które mają charakter niezwłoczny, a zaniechanie ich prowadziłoby do poważnego zagrożenia życia pacjenta, co do którego zgody zachodzi domniemanie. Status tej postaci zgody na działania medyczne budzi więc wątpliwości, podobnie jak wyrażenie niezgody na działania medyczne poprzez zgłoszenie w rejestrze sprzeciwów: ma ono bowiem charakter czysto formalny, a że nie jest poprzedzone wyjaśnieniem, również zawiera w sobie wadę (R. Veatch).

Lekarze stoją więc w obliczu sytuacji sprawiającej trudność, ponieważ ich dalsze działania są warunkowane sprawdzeniem w rejestrze sprzeciwów, a jeśli takiego sprzeciwu nie ma, mają obowiązek zapytać rodzinę, czy zmarły nie wyraził sprzeciwu w innej postaci. W praktyce ta procedura może przyjmować postać uzyskania zgody rodziny na pobranie narządów od zmarłego. Jest to sytuacja, w ramach której dyskretnie zakłada się, że rodzina ma moralne uzasadnienie dla wyrażenia preferencji odnoszących się do postępowania ze zwłokami jej krewnego wraz z domaganiem się ich respektowania. To pośredni dowód na to, że związek łączący rodzinę ze zwłokami zmarłego nie powinien być ignorowany i ma swoją etyczną ważność (E. Sgreccia). Można tę konstatację wyrazić śmielej: o możliwości pobrania narządów od zmarłego powinna decydować rodzina, chyba że zmarły za życia wyraził swoją wolę, którą rodzina jest zobowiązana uszanować. Takie rozstrzygnięcie rodzi bodaj najmniej wątpliwości etycznych, choć trudno prognozować, jak wpłynęłoby ono na praktykę pobierania narządów od zmarłych. Powszechnie bowiem sądzi się, że przyczyniłoby się do zmniejszenia liczby przeszczepień, choć praktyka transplantacyjna wskazuje, że sprzeciw ów dotyczy ok. 10 proc. dawców potencjalnych.

Pytanie zasadnicze brzmi więc następująco: czy preferencje rodziny zmarłego winny być uszanowane? W moim przekonaniu, rodzina ma moralne uzasadnienie dla wyrażania swoich preferencji co do postępowania z ciałem zmarłego ze względu na zobowiązania wynikające z więzi rodzinnych oraz dla domagania się ich respektowania. Z pewnością są to uzasadnienia o wiele bogatsze niż te, które uprawniają państwo bądź jego instytucje czy też formalnie określone wspólnoty do dysponowania zwłokami. Jeśli więc do kogokolwiek ma należeć ciało zmarłego, to z pewnością do rodziny. Istnieją bowiem dwie płaszczyzny argumentacji, które wskazują na to, że rodzina powinna decydować o możliwości pobrania organów ze zwłok bliskiego – filozoficzna i aksjologiczna.

Pierwsza, o zabarwieniu fenomenologicznym: to nie państwo i jego instytucje wytwarzają ciała, lecz rodzina w procesie reprodukcji biologicznej. Dba o nie, pielęgnuje w chorobie, żywi i wyposaża w zdolności. Co niezwykle ważne, doświadczenie ciała innych w rodzinie, w bliskości emocjonalnej i zmysłowej, staje się elementem poczucia własnej cielesności i tożsamości, choćby we współuczestniczeniu w bólu i cierpieniu, w przyjemności i rozkoszy, w lękach i radościach. Druga, aksjologiczna, odnosi się do wartościowych postaw i zachowań, które nie tylko stanowią o więzi rodzinnej, lecz definiują zobowiązania wobec członka rodziny, także zmarłego. Głębokie uczucia, troska, opiekuńczość, czułość, miłość i pożądanie, stała gotowość do pomocy, odpowiedzialność i poświęcenie, są wystarczające do tego, aby przyznać rodzinie zdolność do decydowania również o martwym ciele bliskiego.

Przyznanie rodzinie prawa decydowania o pobraniu narządów ze zwłok krewnego uprościłoby sytuację donacji i uczyniło ją moralnie przejrzystą. Wtedy można byłoby mówić o darze, który ratuje życie innego człowieka, będącego w zagrożeniu i oczekującego pomocy. Wtedy okazanie ludzkości nie kryłoby się za przebiegiem procedur, a było gestem serca, świadomym, płynącym z głębokiego przekonania o dobroczynnym charakterze wyrażenia zgody na pobranie narządów. Wszelkie inne rozwiązania zawsze będą mogły rodzić podejrzenia o nadużycia. Wiedza na temat transplantacji, której przypisuje się rolę w podejmowaniu decyzji o donacji narządów, jest wtórna – rodzina nie diagnozuje, lecz odczuwa i przeżywa śmierć bliskiego. W doświadczaniu martwego ciała ojca, matki, żony, męża, resp. partnerów życiowych, syna lub córki zachowanie integralności zwłok staje się przejawem troski i opiekuńczości wobec bliskiego. Okazać ludzkość wobec tych, którzy potrzebują narządów, przy udziale tych uczuć, jest czynem moralnie chwalebnym.

Jarosław Barański
Etyk, filozof, kierownik Zakładu Humanistycznych Nauk Lekarskich UM we Wrocławiu

 

Zaloguj się aby komentować.