logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 45 gości 
Komentarz aktualny Drukuj
Ocena użytkowników: / 1
SłabyŚwietny 

Komentarz aktualny

Październik nasze środowisko rozpoczęło „na sportowo” – pierwszą edycją Biegu Uniwersytetu Medycznego. Spod Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego przy ul. Borowskiej, w słoneczną pierwszą sobotę tego miesiąca, w dziesięciokilometrową trasę wyruszyło ponad 800 uczestników. Do mety dotarło 599 osób. Impreza była prawdziwym świętem biegowym i sukcesem organizatorów, a na zwycięzców w kategorii „Lekarze” czekały nagrody ufundowane przez Dolnośląską Radę Lekarską. Dobre pomysły warto kultywować, więc za rok – 1 października – znowu będzie okazja wybiec na ulice Wrocławia pod szyldem BUM i mam nadzieję, że w ramach realizacji strategii Dolnośląskiej Izby Lekarskiej impreza ta zostanie na stałe wpisana do naszego kalendarza. Więcej o biegu na s. 30-31.

O tym, jak w praktyce radzić sobie z pakietem onkologicznym, debatowali w Szklarskiej Porębie onkolodzy, lekarze rodzinni oraz specjaliści ambulatoryjni na konferencji zorganizowanej przez Związek Pracodawców Ochrony Zdrowia przy współudziale Dolnośląskiej Izby Lekarskiej. Okazuje się, że nasze specjalizacje poszły już tak daleko, że czasem trudno znaleźć wspólny język w kwestiach fachowych, a porozumieniu nie sprzyja coraz bardziej komplikowany przez organizatorów usług medycznych system ich świadczeń. Najlepszym tego przykładem jest właśnie… pakiet onkologiczny. Przepisy przepisami, a dogadać muszą się sami lekarze, co rozumieją pod poszczególnymi pojęciami i jak najlepiej można wykorzystać ten system dla pacjenta. Jedna z ważniejszych konkluzji tej konferencji to wola stworzenia czegoś w rodzaju platformy „online”, dzięki której, szczególnie w nietypowych przypadkach, lekarze pierwszego kontaktu mogliby wspólnie z onkologami ustalać najlepszą formę pomocy danemu pacjentowi. Trzymamy kciuki!

Na szczeblu europejskim znowu odnieśliśmy środowiskowy sukces: na czele lekarzy Europy, czyli Europejskiej Unii Lekarzy Specjalistów (UEMS) ponownie stanął Polak, prof. Romuald Krajewski, neurochirurg z Warszawy oraz wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej. Reelekcji dokonano podczas dorocznego posiedzenia plenarnego UEMS 16 października br., które tym razem odbyło się w Warszawie. Organizacja ta jest stowarzyszeniem największych 30 krajowych organizacji reprezentujących lekarzy specjalistów w państwach członkowskich Unii Europejskiej i Europejskiego Obszaru Gospodarczego. W strukturze UEMS działa Europejska Komisja Akredytacji Doskonalenia Zawodowego (EACCME), która prowadzi akredytację zdarzeń edukacyjnych oraz szkoleń udostępnianych w internecie i zapewnia wymienność punktów edukacyjnych w UE, USA i Kanadzie. Prof. Krajewski skutecznie przekonał 23 z 27 ekip europejskich o potrzebie wzmocnienia roli krajowych towarzystw specjalistycznych w komisjach egzaminacyjnych, które określają programy i standardy kształcenia lekarzy specjalistów, wymagania dla ośrodków prowadzących szkolenie, a także organizują wysoko cenione, europejskie egzaminy specjalizacyjne. To podobno przeważyło o jego zwycięstwie – zobaczymy, jak te postulaty przełożą się na praktykę, szczególnie na naszym krajowym gruncie, bo jak na razie w przypadku większości specjalizacji, szczególnie na testach, trwa od lat tradycyjna, egzaminacyjna łapanka, czego to delikwent się nie douczył, zamiast rzetelnego sprawdzania wiedzy medycznej.

Październik zaczęliśmy rywalizacją sportową, a kończymy rywalizacją… wyborczą. Po otrzymaniu tego numeru będzie już zapewne niemal wszystko jasne, albo niewiadome… w zależności od naszych osobistych, politycznych sympatii i antypatii. Kampania wyborcza, już tradycyjnie, pełna była pustych, a czasem i nieuczciwych, obietnic. To zawsze będzie rodzić mój osobisty sprzeciw, ale mam świadomość, jakie są prawa dzisiejszego marketingu politycznego i jaki wyborca jest najważniejszy z punktu widzenia taktyki kampanijnej dla wyborczych sztabów. Mam nadzieję, że również czytający te słowa rozumieją, że to nie nasz głos jest przy wyborach najważniejszy, albowiem w demokracji decyduje większość, a z pewnością – jak pokazują statystyki – ci, którzy jakąkolwiek drogą dzielą się publicznie swoimi przemyśleniami i interesują się opiniami innych są w dramatycznej mniejszości. Cała reszta niestety do wyborów podchodzi niczym do kolejnego popołudniowego serialu, tym razem interaktywnego, bo na zakończenie tego odcinka ma wpływ przez wyrażenie swojego głosu przy urnie. Dlatego rozumiem poniekąd metody stosowane przez partyjne ekipy PR, które tworzą scenariusze pod sprawienie uciechy jak największej liczbie statystycznych „Kowalskich”, choć większości ich nie akceptuję, bo są nastawione na krótkotrwały efekt bez refleksji nad ich skutkami długofalowymi. Liczę jednak na coraz większą dojrzałość wybieranych polityków; wszak naszej demokracji stuknęło już ćwierćwiecze, więc mam nadzieję, że nie traktują oni tych kampanijnych obietnic i wzajemnych kuksańców zbyt osobiście, i po sukcesie wyborczym będą kierować się rozsądkiem. Jedno jest pewne: niezależnie od wyniku wyborczego koniec świata nie nastąpi, a nasi pacjenci chorować nie przestaną.

Paweł Wróblewski

 

Zaloguj się aby komentować.