logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 38 gości 
Widziane z Kazimierza 45 Drukuj
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

O jubileuszu i nie tylko...

10 listopada 1989 r. w auli Politechniki Wrocławskiej odbyła się pierwsza część założycielskiego zjazdu Dolnośląskiej Izby Lekarskiej. Wtedy jeszcze z kolegami z Opola. Druga część zjazdu odbyła się 6 grudnia.

25 lat w życiu instytucji samorządowej to dużo i mało. Na pewno dużo, bo wyrośliśmy już z wieku niemowlęcego, dziecięcego, młodzieńczego i staliśmy się dojrzali. Za nami entuzjazm pierwszych lat tworzenia samorządu i poczucie, że teraz to już możemy wszystko. Po latach samorząd okrzepł, wzmocnił się (?), a jednocześnie obrósł bardzo licznymi zależnościami. Zapewne kryzys wieku średniego dopiero przed nami. Każdy jubileusz to jednak dobra okazja do refleksji nad własną tożsamością. Może więc warto powrócić od czasu do czasu do korzeni.

Zamierzałem poświęcić swój felieton wyłącznie okrągłej rocznicy naszego samorządu. Wydarzenia ostatnich tygodni zmusiły mnie jednak do odstąpienia od tego pomysłu. Polecam za to, w nawiązaniu do jubileuszu, mój artykuł pt. „Quo vadis Izbo?” (vide s. 22).

Do zmiany moich zamierzeń przyczyniła się sprawa związana z dyżurem 22 września br. w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym przy ul. Borowskiej we Wrocławiu. Daleki jestem od zajmowania się ewentualną winą kolegów dyżurnych. Miałem okazję rozmawiać z nimi kilkakrotnie w obecności naszego Rzecznika Praw Lekarza i adwokata. Pozostaję w kontakcie z prof. Alicją Chybicką, która jako senator RP oraz przewodnicząca Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego, jest oczywiście sprawą zainteresowana. Znam relacje kolegów lekarzy z tego feralnego dyżuru.
To doświadczeni i bardzo dobrze merytorycznie przygotowani lekarze o ogromnym doświadczeniu zawodowym w medycynie urazowej. Izba będzie ich zdecydowanie broniła przed medialnym i publicznym linczem. Znamy już coraz więcej szczegółów. W internecie dostępne jest nagranie z monitoringu, na którym widać lądowanie helikoptera. Jest już pierwsza dymisja w Dolnośląskim Urzędzie Wojewódzkim związana z dyżurami neurochirurgicznymi (a co np. z dyżurami: urologicznym, laryngologicznym, torakochirurgicznym czy chirurgii szczękowo-twarzowej?). Każdy kolejny dzień pokazuje, że… „król jest nagi”. To nie lekarze są winni, ale system, w którym przyszło nam pracować. Jest on coraz bardziej chory. Wielokrotnie zwracałem uwagę, że z trzech podstawowych służb odpowiedzialnych za szeroko rozumiane bezpieczeństwo obywatela, czyli: policja, straż pożarna i ochrona zdrowia, ta ostatnia jest finansowana na podstawie kontraktowania świadczeń. Gdyby przyjąć ten sam model dla wszystkich służb, to wojewoda powinien podpisać umowę z policją i określić, ile zapłaci za złapanie złodzieja rowerów, ile za włamywacza, ile za kieszonkowca, a ile za ujęcie mordercy. A w przypadku straży pożarnej należałoby określić stawkę za ugaszenie pożaru np. osiedlowego śmietnika i wyższą za ugaszenie pożaru lasu. Przedstawiciel Urzędu Marszałkowskiego obawia się, że przy trzech dyżurujących oddziałach neurochirurgicznych w systemie może zabraknąć pieniędzy. A dla policji czy straży pożarnej też może ich zabraknąć?

Warto przy tej okazji sięgnąć do zapisów ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym z dnia 08.09.2006 r. Art. 44.1 mówi: „Zespół ratownictwa medycznego transportuje osobę w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego do najbliższego, pod względem czasu dotarcia, szpitalnego oddziału ratunkowego (…)”. Gdzie znajduje się najbliższy SOR dla zdarzenia w Oleśnicy? Dlaczego koordynator ratownictwa medycznego Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego nie wie, że nie istnieje dyżur neurochirurgii dziecięcej, bo nie ma takiej specjalizacji lekarskiej. Rodzi się pytanie: dlaczego na Dolnym Śląsku nie ma SOR-u dziecięcego? Jestem chirurgiem dziecięcym. Kiedy zaczynałem dyżurować w 1986 r. do izby przyjęć zgłaszało się średnio 25 dzieci (pierwsza selekcja odbywała się w izbie przyjęć pogotowia ratunkowego), a dyżurowało nas 5 lekarzy. Dzisiaj „średnia zgłaszalność” wynosi ok. 60 dzieci, a połowa dyżurów w miesiącu jest obsadzona przez… 2 lekarzy. Czekamy na kolejne nieszczęście?

Nie jest żadną tajemnicą, że dyrekcje szpitali, w ramach oszczędności, redukują personel dyżurny, manipulują czasem pracy, m.in. lekarzy rezydentów, w sposób czasami absolutnie bezprawny przesuwają lekarzy i nakazują pracę na SOR-ach, naliczają „po swojemu” wynagrodzenie za dyżury medyczne itd. A NFZ wymaga tzw. „full service”, ale zapomina dodać, że dzienna stawka ryczałtowa za funkcjonowanie SOR-u np. w moim szpitalu wynosi… 13 337 zł! Na moim biurku leży pismo dyrektora Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego DUW, w którym można przeczytać m.in. że: „W związku z występującymi trudnościami w zabezpieczeniu pełnej obsady zatrudnienia na stanowisku lekarza koordynatora ratownictwa medycznego (na ogłaszane nabory brak ofert kandydatów), zwracam się z prośbą o pomoc i ewentualne przesłanie listy lekarzy (również emerytów), którzy byliby zainteresowani zatrudnieniem na stanowisku koordynatora (…)”. Pełny tekst pisma na stronie internetowej DIL.

A na koniec chciałem publicznie wyznać swój grzech i przyznać się do winy. Zamierzałem oszukać, a może nawet i okraść swój szpital, w którym jestem zatrudniony od prawie 30 lat. 28 września 2014 r. powinienem zacząć dyżur o godz. 7.25. Rejestrator czasu pracy odnotował, że dyżur zacząłem o godz. 7.27. Powstała rozbieżność wynikająca z ilości zafakturowanych godzin udzielania świadczeń, którą podałem na rachunku. W związku z tym Dyrekcja przesłała mi priorytet pismo, w którym m.in. stwierdza: „Do czasu złożenia wyjaśnienia kwestionowana wartość należności za nieprawidłowo wykazany czas pracy zostanie wstrzymana zapłata kwoty 2,50 zł”. Czy jest na sali lekarz?

Jacek Chodorski

 

Zaloguj się aby komentować.