logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 44 gości 
Lekarz – zawód podwyższonego ryzyka - LEKARZ OFIARĄ SYTUACJI RYZYKOWNYCH Drukuj
Ocena użytkowników: / 4
SłabyŚwietny 

LEKARZ OFIARĄ SYTUACJI RYZYKOWNYCH

Wszędzie na świecie zawód lekarza cieszy się zaufaniem społecznym. Legitymacja lekarska daje pierwszeństwo w urzędach, lekarz traktowany jest jako funkcjonariusz publiczny, cieszy się uznaniem władz, polityków i społeczeństwa. Wszędzie, ale nie w Polsce.

W ostatnich latach nasz zawód systematycznie „spada” w rankingach profesji prestiżowych. Tylko 57 proc. respondentów biorących udział w badaniu European Trusted Brands zadeklarowało zaufanie do medyków i 71 proc. ankietowanych w sondażu przeprowadzonym przez CBOS. Polacy mają większe zaufanie do farmaceutów oraz pielęgniarek niż do lekarzy. Niżej od nas plasują jednak policjantów, prawników, dziennikarzy i polityków (3 proc.). Największym autorytetem cieszą się kolejno lekarze w: Finlandii, Holandii, Szwajcarii, Belgii. Zdaniem CBOS spadek zaufania polskich obywateli do lekarzy to wynik nagłaśnianych przez media błędów medycznych i korupcji. Nasza sytuacja pogarsza się niewątpliwie od 1999 roku, tj. od wprowadzenia reformy sankcjonującej takie pojęcia jak: ochrona zdrowia (zamiast służba), świadczeniodawca, świadczeniobiorca, płatnik.

Lek. Dorota Radziszewska – ordynator Oddziału Nefrologii i Dializ w Wałbrzychu w Specjalistycznym Szpitalu im. dr. A. Sokołowskiego, wiceprezes DRL ds. Delegatury Wałbrzyskiej, koordynator Zespołu Rzeczników Praw Lekarza i Rzecznik Praw Lekarza Delegatury Wałbrzyskiej. (Fot. Marek Grotowski)Pieniądze miały iść za pacjentem. Zgodnie z założeniami reformy chory miał decydować o wyborze lekarza i placówki służby zdrowia. Ale wszystko poszło innym torem, składkę zdrowotną mamy, jaką mamy; pojawiły się nowe, złowieszcze pojęcia: nadwykonania, kolejki, nienależna refundacja. Zaczął się dyktat ekonomiczny. Nie ma odpowiedzialnych za politykę zdrowotną, wszyscy liczą tylko pieniądze. NFZ jako płatnik chce jak najwięcej procedur za jak najmniejsze pieniądze. Nie ma miejsca dla holistycznej medycyny. Mamy najniższy wskaźnik lekarza na 1000 mieszkańców w UE, największą umieralność lekarzy, dużą emigrację.

A pacjenci? Nadal funkcjonuje w społeczeństwie mit doktora Judyma, bo przecież zgodnie z Konstytucją wszystkim obywatelom naszego kraju należy się opieka medyczna, mentalnie dalej jesteśmy „służbą”. A ponadto wszechwładny i wszechobecny jest dr Google.

Do przeciętnego obywatela nie dociera, że nie można być hospitalizowanym ponownie na tym samym oddziale przed upływem 14 dni, że do poradni ortopedycznej musi być osobne skierowanie na chorobę kolana i na bóle kręgosłupa, że musi być zweryfikowany przez e-WUŚ, że musi czekać w kolejkach, że musi wykupić lek za 100 proc. ceny, bo akurat NFZ w charakterystyce leków nie przewidział zniżki, chociaż przed trzema miesiącami ten lek był refundowany itp. Budzące się frustracje pacjenci wyładowują na lekarzu, obrażają go, często używają przemocy. Bo tak jest najłatwiej. W 2011 roku policja odnotowała 321 przypadków użycia siły przez pacjentów wobec lekarzy, w 2013 roku już 395. A ilu lekarzy nie zgłosiło tego faktu ani policji ani prokuraturze?

Niechęć do informowania służb o tych nieprzyjemnych zdarzeniach związana jest z poczuciem kompletnej bezsilności, bowiem większość zgłaszanych incydentów kończy się umorzeniem sprawy przez sądy i prokuratury powołujące się na tzw. niską szkodliwość społeczną. Natomiast każde doniesienie pacjenta na lekarza jest badane z wielką pieczołowitością. Sprawom tego rodzaju zawsze towarzyszą media, a wyrok sądowy poprzedza społeczny lincz. Przekonali się o tym moi koledzy występujący w roli oskarżonych w procesie tzw. „ośmiornicy wałbrzyskiej”, którzy zostali opluci przez media, stracili zdrowie i czas walcząc o obronę swoich dóbr osobistych. Przekonała się o tym pewna lekarka ze Świdnicy, której podrobiono pieczątki i zaświadczenia, przekonała się pewna pani ordynator z Końskich… Jej pacjentka, „kupiona” za 2 tys. zł przez poszukującego sensacji dziennikarza, rzucała na łamach prasy kłamliwe oskarżenia. Jak działa medialna machina, przekonują się obecnie koledzy z SOR-u na Borowskiej, którzy cokolwiek by zrobili i tak byłoby źle, których teraz media bezkarnie niszczą.

Rośnie podsycana przez media agresja wobec lekarzy. Obserwując postawy pacjentów, często mamy wrażenie, że nie oczekują od nas pomocy tylko szukają tzw. „haka”. Przekonałam się o tym osobiście… Pewnego dnia dowiedziałam się, że byłam nagrywana przez pacjentów i ich rodziny. Kamery i dyktafony są przecież powszechnie dostępne. Moi koledzy ze szpitala także byli nagrywani (kamera była sprytnie ukryta w maskotce leżącej na szafce chorej!!!). Bo pacjent ma swoje prawa, ma swojego ustawowego rzecznika, ma prawo do ochrony danych osobowych, a my nie. Przekonali się o tym koledzy szkalowani w internecie z imienia i nazwiska. Bez skrupułów żonglowano w mediach elektronicznych ich danymi adresowymi. Wydaje się, że pacjent stał się nagle naszym wrogiem. Ale czy jedynym? Biurokracja i obecny system organizacyjno-płatniczy także niesie wiele zagrożeń. Jak mówi moja koleżanka z POZ – przedtem martwiła się, czy zdąży przyjąć wszystkich pacjentów, a teraz martwi się, czy zdąży wypełnić wszystkie papiery i czy NFZ uzna wszystkie wykonane procedury i zapłaci za nie. Biurokracja niszczy nas także w szpitalach, odwróciły się relacje czasowe, więcej czasu spędzamy przy komputerze niż przy łóżku chorego.

Najwięcej zagrożeń czyha na kolegów dyżurujących na SOR-ach. Natłok chorych, wadliwa ustawa o ratownictwie medycznym, niejednoznaczność obowiązujących przepisów, brak regionalnej koordynacji działania szpitali, brak pełnej dyżurowej obsady lekarskiej, przemęczenie sprzyjające ryzykownym sytuacjom. Wydaje się, że nasz zawód ma obecnie status bardzo wysokiego ryzyka zawodowego. I to nie tylko społecznego czy prawnego, ale także biologicznego; to my jesteśmy w pierwszej linii narażeni na zakażenia, brud, kontakt z wydalinami ludzkimi, z ludzkim cierpieniem i śmiercią. Praca w nocy, często na kilku etatach niszczy nasz system obronny, doprowadzając do ciężkich chorób i znaczącego skrócenia życia. Wg naszych badań statystyczna lekarka w województwie dolnośląskim żyje 67 lat, tj. o prawie 20 lat mniej od statystycznej Dolnoślązaczki wykonywującej inny zawód. Rubryka Pro memoria w naszym „Medium” nigdy nie była pusta. Każdego roku umiera nas około 8-10 proc.

Szanse obrony godności naszego zawodu i stworzenie bezpiecznych warunków pracy w obecnych realiach społeczno-politycznych są stosunkowo niewielkie. Pieniędzy w systemie nie będzie więcej, społeczeństwo się starzeje, a więc zapotrzebowanie na usługi medyczne będzie rosło, lekarzy jest coraz mniej, a oczekiwania obywateli – z uwagi na swobodę uzyskania opieki zdrowotnej w UE – wzrastają. Rywalizacja szpitali w uzyskaniu kontraktów na intratne procedury, wieloraka podległość założycielska (szpitale powiatowe, marszałkowskie, kliniczne, prywatne) uniemożliwia nadzór i prowadzenie jednolitej polityki zdrowotnej. Ekonomiczny dyktat NFZ nijak można połączyć z holistyczną medycyną, jakiej oczekują nadal Polacy. Skrócenie systemu kształcenia lekarzy budzi kontrowersje i obawy o jakość tego zawodu. Kalendarz polityczny ma także wpływ na nasz wizerunek. Przed każdymi wyborami media eksponują kolejne „afery medyczne”. W tej sytuacji pozostaje nam tylko nasze wzajemne wsparcie. Na straży dobrego imienia i godności lekarzy winna stać właśnie nasza korporacja samorządowa, o nasze prawa walczyć nasz związek zawodowy. Naszym mocnym punktem powinna być profesjonalna opieka prawna.

Po to właśnie powołaliśmy w DIL Zespół Rzeczników Praw Lekarza, po to został wyodrębniony specjalny fundusz prawny, zatrudnieni prawnicy. Na stronie internetowej Naczelnej Izby Lekarskiej znajduje się rejestr monitorowania agresji i niedorzeczności w ochronie zdrowia, o czym po raz kolejny przypominam. Organizowane są również szkolenia z zakresu kontaktów z mediami czy prokuraturą. Bronimy lekarzy, od których NFZ domaga się zwrotu kwoty tzw. nienależnej refundacji. Interweniowaliśmy w wielu sprawach dotyczących kontaktów lekarzy z NFZ, w sprawach spornych z pracodawcami.

Konieczne jest systematyczne organizowanie szkoleń dla medyków dotyczących komunikacji lekarza z pacjentem i mediami oraz błędów lekarskich. Szkolenia takie organizują także inne instytucje, „czując potrzebę rynku” (najbliższe organizowane jest w listopadzie przez „Medycynę po Dyplomie”). Musimy rozbudować system informacji prawnej, napiętnować tych lekarzy, którzy nie przestrzegają Kodeksu etyki lekarskiej. Konieczne jest także opracowanie dokładnych procedur postępowania w określonych sytuacjach organizacyjno-prawnych, określenie dokładnych kompetencji i praw lekarza na stanowisku pracy np. dyżurującego w SOR.

Potrzebne są również zmiany ustawowe dotyczące ochrony zdrowia. Musimy zrobić wszystko, aby lekarz nie był ofiarą sytuacji ryzykownych niezależnych od niego, a w sytuacji problemowej nie był pozostawiony sam sobie.

Dorota Radziszewska

 

Komentarze 

 
# Andrzej 2014-11-08 20:48
Święta racja, należy reagować na każdy akt agresji. Jeśli pozostawimy go bez riposty to zaraz w fejsie dowiedzą się o tym wszyscy jego agresywni znajomi i następni lekarze będą atakowani w postępie geometrycznym. Dziś pacjent już nie jest owieczką, to wilk czekający na żer w postaci pieniędzy z odszkodowań, rekompensat i dodatkowych świadczeń. Trzeba mieć oczy z tyłu. Powinniśmy wynegocjować pakiet prawny z jakąś aktywną kancelarią, która zareaguje natychmiast na nasz sygnał i zadusi takie działania w zarodku. To jest bardzo ważne. Miałem raz taka sytuację i prawnik natychmiast podjął akcję i pełen agresywnych skarg pacjent natychmiast wycofał wszelkie roszczenia. Ale bez abonamentu kosztowało mnie to 2 stówy. Jednak nie żałuję.
Zgłoś administratorowi
 
 
# Ewa 2014-11-15 21:45
Ten artykuł powinien być opublikowany w gazecie o ogólnopolskim zasięgu.Może przedstawiona rzeczywistość choć trochę pobudzi społeczeństwo do myślenia.
Mam wrażenie,że oni nie zdają sobie sprawy co czynią...Przecież to rozsiewanie agresji jest bronią obosieczna...
Zgłoś administratorowi
 
 
# Beata 2014-12-08 09:29
Jestem pelna podziwu i ...zazdrości dla działań DIL. Niestety, pozostałe Izby Okręgowe nic nie robią w tym zakresie, tj obrony swoich członków. A szkoda.
Zgłoś administratorowi
 

Zaloguj się aby komentować.