logowanie



Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 92 gości 
Lekarz – zawód podwyższonego ryzyka - Lekarz kontra dziennikarz. 10 przykazań w kontaktach z mediami Drukuj
Ocena użytkowników: / 5
SłabyŚwietny 

„Jeśli już koniecznie chcesz być gwiazdą mediów i masz parcie na szkło, zabierz się do tego profesjonalnie.
Na rynku informacji obowiązuje wymiana barterowa. Jako że informacja to towar, handluj nią umiejętnie (...)”.

Lekarz kontra dziennikarz.
10 przykazań w kontaktach z mediami

  Dr n. med. Paweł Wróblewski  – wiceprezes DRLTo powszechnie znana prawda, że w medycynie podstawą sukcesu leczniczego jest zaufanie pomiędzy pacjentem a lekarzem. Kreowanie pozytywnej opinii o naszej pracy stanowi więc kwestię niezwykle istotną. Na tym samym instrumencie – opinii – opiera się również dziennikarstwo społeczne i polityczne. Opinię zaś w obu przypadkach wyrabia się na podstawie uzyskiwanych informacji. Problem w tym, że w czasach, w których rynek mediów to zwykły biznes, informacja stała się towarem i ofiarą strategii newsowej nastawionej na szybki i tani efekt. Dziś ta szczególnie pożądana informacja ma być krwista, a kreowana przez nią opinia szokująca, bo takie się najlepiej sprzedają. Niestety taka konfrontacyjna polityka informacyjna nie sprzyja budowaniu pożądanego dla sukcesu procesu leczniczego zaufania. I niestety, dla wydawców efekt ostateczny, czyli odległe, najczęściej negatywne skutki kreowania rzeczywistości w taki sposób, jest znacznie mniej istotny, niż ten pierwotny – finansowy. To dlatego współczesne dzienniki, które żyją głównie z najlepiej sprzedającej się sensacji tak dobierają dziennikarzy do tematyki, żeby ci nie za bardzo się na niej znali. A tych zdolniejszych, gdy tylko się dokształcą i tępieje im pazur, szybko przesuwają do innych działów albo zwalniają. Zbyt duża wiedza w temacie rodzi bowiem pytania i wątpliwości, a to nie ułatwia szybkiego stworzenia, najlepiej sensacyjnego, newsa, który się łatwo sprzeda. Tę tajemnicę zdradziła mi zresztą dziennikarka pracująca do niedawna w czołowej gazecie informacyjnej.

Ostatnio mogliśmy obserwować w mediach mały festiwal niekompetencji i niewiedzy w kwestiach związanych z szeroko pojętą polityką informacyjną. Niestety głównie ze strony naszych kolegów. Bo dziennikarze zrobili swoje, zgodnie z przedstawionymi powyżej zasadami sztuki. Efekt tych „sensacji” trudny jest dziś do przewidzenia, nikt tego zresztą nie zbada, tak jak żaden dziennikarz nie zainteresował się ubocznymi skutkami słynnej przed laty afery „łowców skór”, w której jak wiadomo żaden z zarzutów stawianych lekarzom się nie potwierdził. Za to liczby zgonów i powikłań, wynikające z odmowy pacjentów i ich rodzin na udzielenie pomocy przez „mordujące” pogotowie ratunkowe, ze względu na wywołaną przez nieodpowiedzialnych dziennikarzy psychozę, nikt nie próbował nawet policzyć. Dziś mamy „epidemię Eboli” we Wrocławiu, w której napiętnowano porządną szkołę i wrażliwych na ludzką niedolę młodych ludzi i ich rodziców, a ostatnio dołożono cierpień bliskim chłopca z Oleśnicy zmasakrowanego przez dwa samochody. Nieodpowiedzialnie „podrasowano” temperaturę rozmów pomiędzy lekarzami do temperatury rzekomej kłótni, poróżniono ludzi i kluczowe podmioty rynku usług medycznych, które powinny ze sobą współpracować, a nie rywalizować. Doprowadzono do zwolnienia z pracy Bogu ducha winnego dyrektora Wydziału Polityki Społecznej DUW, jednego z najlepszych fachowców w dziedzinie organizacji ochrony zdrowia, który jakoś próbował optymalizować działanie kulejącego systemu opieki zdrowotnej w regionie. A wykreowali te wszystkie wydarzenia dziennikarze wyłącznie przez dokonanie odpowiednich manipulacji i zabiegów na informacji uzyskanej w głównej mierze z wypowiedzi kolegów lekarzy, którzy przecież w większości przypadków chcieli dobrze: nie mieli złych intencji i w ich mniemaniu przekazali wyłącznie prawdziwą i rzetelną wiedzę.

W związku z powyższym, żeby nie stać się łatwym łupem dziennikarzy-sensatów i nie przykładać ręki do procesu podważania zaufania pacjentów do lekarzy proponuję w kontaktach z mediami przestrzegać następujących zasad:

1. DZIENNIKARZ NIE JEST TWOIM WROGIEM!

Wielu z nas po przeczytaniu wyjątkowo zjadliwego artykułu dotykającego problemu, który jest nam bliski, lub częściej, po przeczytaniu rzekomo własnej wypowiedzi wpada w furię i rozgoryczenie. W tym drugim przypadku to nawet dobrze, że tak się dzieje, bo może nam to uświadomi, że fakt ów wynikł z naszej głupoty, naiwności i niewiedzy, więc ta furia może być nawet twórcza. Należy pamiętać, że dziennikarz wykonuje swój zawód z zaangażowaniem i zapałem, na jaki pozwalają jego aktualna wiedza, intelekt i warunki osobnicze, zgodnie z targetem, czyli celem strategicznym medium, w którym pracuje. Jeśli chcesz, by ludzie szanowali twój zawód, szanuj też zawód innych i pamiętaj, że jeszcze sto lat temu leczyłbyś histerię u kobiet masturbacją, a dziś pukasz się w głowę na samo określenie rzekomej „choroby”. Ty możesz nie akceptować dziś niektórych metod dziennikarskich, ale akurat właśnie na nich obecnie ta sztuka się opiera. Lepiej więc pogódź się z rzeczywistością, zaakceptuj ją, poznaj ich metody, motywacje oraz warsztat pracy i postępuj rozważnie.

2. DZIENNIKARZ NIE JEST TWOIM PRZYJACIELEM!

Oczywiście z wyjątkiem wieloletnich, (choć ludzie się zmieniają) bliskich przyjaźni na gruncie prywatnym. W innym przypadku pamiętaj, że sympatyczny według ciebie dziennikarz, którego znasz od lat i nawet sobie kiedyś w czymś tam pomogliście, może wykorzystać twoją naiwność i użyje każdego podstępu, żeby zdobyć materiał. Na przykład wtargnie do szpitalnej sali, gdzie leżysz roznegliżowany w pieleszach, półprzytomny, połamany po np. wypadku i pod pretekstem, że przynosi ci książkę do poczytania ukradkiem, zrobi ci zdjęcie komórką, żeby je potem opublikować.

3. WSPÓŁPRACUJ Z DZIENNIKARZAMI!

Jeśli już koniecznie chcesz być gwiazdą mediów i masz parcie na szkło, zabierz się do tego profesjonalnie. Na rynku informacji obowiązuje wymiana barterowa. Jako że informacja to towar, handluj nią umiejętnie, czyli zgodnie z zasadami z punktów: 1-9. Jeśli dziennikarzowi dobrze się z tobą współpracuje, to czasem sprzeda informację, na której akurat tobie zależy, a co ważniejsze, jak ty będziesz miał kłopoty, „nie rozjedzie” cię w trzy sekundy jak pijanego zająca. Nie licz, że cię obroni, ale przynajmniej nie dokopie leżącemu.

4. NIE MÓW FAŁSZYWEGO ŚWIADECTWA PRZECIW BLIŹNIEMU SWEMU!

To chyba najgorsze co można zrobić, ale i tacy są ludzie. Dziś, szczególnie w przypadku zawodów zaufania publicznego, najłatwiej zaszkodzić komuś poprzez media. Albowiem zanim prawda wzuje buty, kłamstwo obiegnie świat wiele razy, a dzięki mediom – stokrotnie. Dziennikarz gazety newsowej nawet nie będzie specjalnie weryfikował twoich rewelacji, jeśli są wystarczająco sensacyjne, bo co go to obchodzi, kogo nie lubisz. Ważne, że on ma co sprzedać. Zawsze przecież, jeśli się okaże, że gadałeś bzdury, będzie mógł „pojechać” po tobie i już ma kolejny cykl paskudnych, czyli takich, które najlepiej się sprzedają, artykułów, za które szef go pochwali i zapłaci. Jeśli te argumenty cię nie przekonują, to pamiętaj, że Pan Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy i choć dobro procentuje długo i marnie, to zło szybko i obficie: z agresora prędzej czy później staniesz się ofiarą. Tak więc nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe.

5. NIE OCENIAJ NA PODSTAWIE „FAKTÓW MEDIALNYCH” I NIE WYDAWAJ WYROKÓW NA PODSTAWIE WŁASNEGO WIDZIMISIĘ!

Zasada niby prosta, ale w rzeczywistości niezwykle trudna do przestrzegania. Jesteśmy nieodrodną częścią naszego społeczeństwa, a więc ekspertami w dziedzinie zdrowia, co jest oczywiste, ale też ekonomii, moralności i polityki. Każdy aktywny człowiek czuje potrzebę podzielenia się własnym zdaniem w danym temacie. I dzielmy się nim w gronie przyjaciół, a nie z dziennikarzami, bo ci nie dość, że wykorzystają tę część uzyskanej od nas informacji, która pasuje do newsowego scenariusza, to jeszcze podeprą się autorytetem naszego zawodu. W tym przypadku, tj. w przypadku kontaktu z mediami, od wydawania opinii są biegli, a od wyroków – sąd. Dotarcie do prawdy jest z reguły niezwykle trudne, wymaga ogromnego wysiłku, a my zazwyczaj nie mamy na to zbyt wiele czasu z racji obowiązków zawodowych, więc w tym przypadku własne opinie zachowajmy dla siebie i przyjaciół.

6. KONSULTUJ I UZGADNIAJ!

Jedna z dziennikarskich metod uwiarygodnienia newsowego scenariusza, szczególnie gdy na pierwszy rzut oka widać, że sprawa jest dęta, polega na konfrontowaniu opinii w taki sposób, żeby wykazać niekompetencję albo niespójność w wypowiedziach atakowanych osób czy przedstawicieli atakowanych instytucji. Dlatego pamiętaj, że nie masz obowiązku odpowiadać dziennikarzowi natychmiast! Zyskaj na czasie, zbierz informacje, a jeśli sprawa dotyczy znanych ci osób lub instytucji, uzgodnij z nimi stanowisko. A jeśli już coś chlapnąłeś natychmiast dzwoń do zainteresowanych, bo masz pewne jak w banku, że zaraz zadzwoni do nich dziennikarz i tak sformułuje pytanie, że w najłagodniejszej wersji ktoś, albo nawet wszyscy sprowokowani do zabrania, wyjdą na osoby niekompetentne, a w najgorszej – na krętaczy i kłamców.

7. NIE DZIEL SIĘ Z DZIENNIKARZEM CAŁĄ SWOJĄ WIEDZĄ!

Nie ma szans, byś podczas krótkiej rozmowy przekazał laikowi to, czego nauczyłeś się w trakcie długich, ciężkich studiów, lat specjalizacji i doświadczeń. Koniecznie będziesz chciał wytłumaczyć zawiłości zawodowych problemów, a dziennikarz i tak zrozumie i wyciągnie z twojej wypowiedzi to, co mu pasuje do założonego scenariusza newsowego. Najlepszą zasadą, szczególnie gdy wyczuwamy agresję i stronniczość dziennikarza, jest zasada udzielania jak najogólniejszej, najprostszej i cały czas tej samej odpowiedzi, którą powtarzamy jak mantrę, niezależnie od tego, jakimi pytaniami osacza nas dziennikarz. Np. „Czy uważa pan, że lekarz popełnił błąd?”. „Uważam, że zrobiono wszystko, co w tej sytuacji można było zrobić”. „Ale przecież pacjent czekał na izbie pięć godzin, czy uważa pan, że to normalne?” I my swoje... „Ale czy niezrobienie badania rentgenowskiego w tym przypadku nie jest zaniedbaniem?” A my dalej to samo i tak w koło Macieju. Dziennikarz w końcu się zmęczy i nawet, jeśli będzie musiał nas zacytować, to nic innego nie będzie mógł napisać ponad to, co usłyszał, choć w każdym przypadku zawsze należy przestrzegać przykazania ósmego.

8. ZAWSZE AUTORYZUJ SWOJE WYPOWIEDZI!

To twoje prawo, a z przysługujących praw warto korzystać, tym bardziej gdy są praktycznie jedynym instrumentem (patrz: przykazanie dziewiąte), który nas skutecznie chroni. Choć egzekwować je trzeba dobitnie, bo żaden dziennikarz newsowy sam z siebie tego ci nie umożliwi, ponieważ najczęściej nie jest to w jego „newsowym” interesie. O prawo do autoryzacji trzeba się więc upomnieć stanowczo i jasno. Dziennikarz musi potwierdzić, że zrozumiał, czego żądasz. Jeśli wspomnisz o autoryzacji tekstu szeptem pod koniec rozmowy, stawiam dolary przeciwko orzechom, że dziennikarz szybko się rozłączy i „nie dosłyszy”. Wtedy dzwonimy natychmiast sami i powtarzamy żądanie. I pamiętajmy o tym, że należy domagać się nie tylko odczytania samej naszej wypowiedzi, ale i przeczytania całego kontekstu, w którym została użyta.

9. SPROSTOWANIE TO FIKCJA!

Gdy już poległeś w walce o prawdę i dałeś się wykorzystać jak dziecko „dziennikarzowi newsowemu” odpuść sobie dochodzenie sprawiedliwości drogą sprostowania. Nawet jeśli uda ci się wystosować pismo spełniające, według sztabu prawników medialnego koncernu, wszystkie aspekty prawne sprostowania, to ukaże się ono po kilku miesiącach w najbardziej możliwie niewidocznym miejscu i nawet, jeśli ktoś je przeczyta, to i tak nie będzie pamiętał szczegółów prezentowanych kiedyś przez dziennikarza tez, najczęściej w serii emocjonalnych artykułów, po których pozostały w podświadomości czytelników określone odczucia i których już nie zmieni żaden suchy tekst najlepszego sprostowania. Lepiej poświęć ten czas oraz energię na przestudiowanie pozostałych dziewięciu przykazań i zacznij je stosować.

10. ZASADA QUASI-PLATOŃSKA

I wreszcie ostatnie przykazanie dla tych, którzy z różnych przyczyn nie pałają chęcią uczenia się trudnej sztuki pracy z mediami lub nie chcą być wplątywani w newsowe afery. Platon w swoim „Państwie” radził: „Jeśli chcesz dobrej władzy wejdź do miasta i krzyknij, że szukasz ludzi do rządzenia. I łap tych, którzy uciekną”. Gdy dziennikarz wejdzie do twojego zakładu pracy i zawoła, że potrzebuje informacji uciekaj. Tak szybko, żeby cię nikt nie złapał... Pamiętaj, że jeśli nie jesteś wystarczająco zaprawiony w medialnych bojach, raczej nic dobrego dla ciebie albo dla twoich pacjentów z twojej wypowiedzi nie wyniknie...

Podzieliłem się z Wami jedynie niewielkim fragmentem wiedzy i doświadczenia wynikającego z kilkunastoletnich kontaktów z mediami. To tylko wycinek z konkretnej dziedziny – dziennikarstwa „newsowego” i do tego koncentrujący się na zaobserwowanych przeze mnie patologiach. Dlatego apeluję, aby nie uogólniać i nie przekładać tych zasad ślepo na całe media i wszystkich dziennikarzy. Tak jak miażdżąca większość lekarzy robi wszystko, aby rzetelnie, z powołaniem wykonywać swój zawód, tak i przeważająca większość dziennikarzy stara się równie rzetelnie pełnić swoją niezwykle ważną funkcję społeczną. Oczywiście w każdym środowisku zdarzają się czarne owce, kierujące się a priori złymi intencjami, ale uważam, że jest to zjawisko marginalne. O wiele istotniejszy jest według mnie problem nieumyślnych błędów w sztuce, szczególnie tych, które wynikają w rzeczywistości nie z zaniedbania czy niewiedzy jednostek, ale ze złej organizacji całego rynku usług medycznych czy medialnych. Ten w niewielkim stopniu zależy od jego szeregowych uczestników: praktykujących lekarzy i czynnych dziennikarzy. Ale to już zupełnie inny temat...

Paweł Wróblewski

 

Zaloguj się aby komentować.